Panowała niczym niezmącona cisza i półmrok, cienie rzucane przez nikle światło świecy igrały po ścianach komnaty tworząc coraz to nowe obrazy, czasem przypominające niektóre z mrocznych stworzeń zamieszkujących podmrok. Komnata nie była duża, wykuta w litej skale, pokryta misternymi gobelinami, prawie w całości wypełniona stertami cennych ksiąg, niektóre z nich miały wartość małego królestwa. Gdzieniegdzie stały ciężkie, okute i bogato zdobione skrzynie. Z jednej z tych skrzyń, Trieldrin syn Evalii Teken'duis, Matki Opiekunki Domu, wyjmował składniki czarów i zwoje zapisane magicznymi zaklęciami, odkładając je na masywny kamienny stół, wykonany z gładkiego czarnego marmuru. Nikle światło świecy oświetlało blat stołu, Trieldrin w ciszy i skupieniu zapamiętywał bądź powtarzał słowa magicznych zwojów, powiększając swój repertuar czarów. Czując ostrzegawcze mrowienie na plecach, poprawił broń leżącą obok - sękatą laskę ohii, błyskawicznie obracając się, z kosturem w dłoniach, w myślach wertował zaklęcia, by cisnąć nimi w to, co zobaczy za sobą... przez chwilę w komnacie panowała cisza, Trieldrin sondował postać stojącą przed nim.
- Kim jesteś? - Zmrużył oczy - jak się tu...
- ZAMILCZ! - Zagrzmiał glos Kapłanki, a jej karmazynowa oczy zmrużyły się groźnie.
Trieldrin przyklęknął w niskim ukłonie, nie ośmielając się podnieść wzroku na Kapłankę.
- Tak lepiej, Shebali.
Żadna emocja nie przemknęła po jego twarzy, widział mroczną chwałę Lloth przebłyskującą przez karmazynowe oczy Kapłanki.
- Odszukasz i sprowadzisz do mnie Kapłanki. -Warknęła rozkaz.
Trieldrin przez cały czas ani drgnął, ze wzrokiem wpatrzonym w zimną kamienną posadzkę.
- Znajdziesz mi ofiarę godna Lloth. - Pięciogłowy wężowy bicz, przytroczony do paska Kapłanki wił się i syczał rzucając przekleństwa i groźby w Trieldrina.
- Chyba nie musze mówić, kto będzie tą ofiarą, jeśli mnie zawiedziesz - spojrzała groźnie.
Trieldrin poczuł ukłucie wewnątrz głowy. - Czyta moje myśli.
- Nie zawiodę. - Odrzekł krótko.
Kapłanka zmrużyła oczy, przyglądała mu się przez chwilę.
- Wiem ze mnie nie zawiedziesz, ale spiesz się, nie wystawiaj cierpliwości Lloth na próbę. - Powiedziała Kapłanka dziwnym głosem.
Trieldrin poczuł emanacje potężnej mrocznej energii. Gdy podniósł powoli wzrok, w komnacie nie było juz Kapłanki. Jeszcze przez chwilę w powietrzu unosił sie delikatny błękitny owal, po czym znikł. Rozmyślał przez chwilę o konsekwencjach tych dziwnych odwiedzin. Gdy wychodził z komnat, na zewnątrz czekał na niego piękny podziemny jaszczur - najlepszy wierzchowiec, jakiego do tej pory widział. - Jeszcze wyjdę na swoje. - Pomyślał. A w kąciku jego ust pojawiło sie coś, co mogło wyglądać na uśmiech.
_________________
ps. Jest to wstep do questa dla drowow(mrocznych elfow), podziekowania dla Lil za poprawki i Aeternus za klimacik.
_________________
Oto młodzieńcy z brzmieniem na grzbiecie.. skąd przybywaja?
"Zapukaliśmy do wrót najciemniejszych otchłani piekła, nie mogąc więcej znieść, weszliśmy tam."
Fajne ;) Zapowiada się ciekawie, czekamy na dalszy ciąg wydarzeń 8)
ofiara godna lloth :)
chyba nie bede sie logowal jakis czas z innymi renegatami :P
Ładne :)
Ciekawe czy będzie coś dalej...a przydałoby się.