Wiatr szalał za oknami banku. Było gorąco, a powietrze suche. Kolejny dzień w osadzie Yew, lecz ten miał się skończyć inaczej niż pozostałe.
[...]
-To co robimy dzisiaj, Kieł? - zapytał barbarzyńca swojego wiernego Likaona karmiąc go porcją żeberek.
Zwierze oblizało mu rękę po czym szybko powędrowało z nosem ku ziemi węsząc jakiś zapach. Jego oczy zabłysły, warknął, a następnie pobiegł w stronę drzew. Lothiel ruszył za nim zaciekawiony podjętym tropem. Kiedy tak łaził między krzakami potykając się raz za razem zatrzymał się pod wielkim drzewem Yew gdzie Likaon siedział i warczał.
-Co się stało? Znalazłeś coś? - zapytał podchodząc do pnia i oglądając go uważnie.
*Na pniu były ślady po pazurach, głębokie i szpecące korę. Były też ślady zadane jakby piłą.*
Zaniepokojony barbarzyńca rozkazał Kłowi tropić dalej. W końcu zwierzę zatrzymało się pod jednym z drzew ohii po czym stulony zapadł w sen. To co się ukazało oczom Lothiela było piękną istotą. Stała pośród liści ohii rzucając długi cień, miała postać kobiety lecz była cała z drewna, we włosach miała kwitnące kwiaty, a zapach w okół niej przypominał wiosnę. Wiatr sprawiał iż falowała kołysząc się niczym w rytm muzyki, rytm natury.
-K..Kim jesteś? - zapytał oszołomiony spoglądając na dziwną istotę.
-Jestem Duchem Drzewa. Spałam wiele lat by wreszcie się przebudzić. - powiedziała melodyjnym głosem, a towarzyszący przy tym wiatr sprawiał wrażenie że to on jest jego źródłem. Zeskoczyła zgrabnie w gałęzi i rozejrzała się w koło.
-Nie! Mordercy! Gdzie są moje siostry, coście narobili. - Przerażona spojrzała na miasto, a za nią spojrzał Lothiel. Obróciła się ze smutkiem w oczach w stronę barbarzyńcy. Jej oczy mieniły się barwą różnych kolorów sprawiając iż patrząc w nie odczuwało się spokój.
-Dlaczego... dlaczego to zrobiliście. Były nas setki, a teraz... Gdzie są moje siostry? Czy mnie też zetniecie? - Jej głos sprawił iż serce Lothiela się ścisnęło.
-To nie my... miasto wybudowano wiele pokoleń temu. Dla ciebie pewnie to chwila lecz dla nas to wiele żywotów. Nie zamierzamy cię skrzywdzić, nie bój się więc. - zapewnił ją po czym ignorując śpiącego Kła zbliżył się do niej. Duch Drzewa przeskoczył zwinnie obok niego i zatrzymał się pod ogromnym pniem Drzewa Yew. Przytuliła się do wielkiego drzewa i z uśmiechem na "twarzy" powiedziała coś szeptem. Można było przysiądź że brzmiało to jak *to mój dom*. Ignorując obserwującego ją barbarzyńcę odsunęła się kilka kroków po czym wzniosła rękę ku niebu. Na ten znak z ziemi zaczęły gwałtownie wyrastać korzenie tworząc coś na kształt tronu. Korzenie pokryły się liśćmi, pąkami i kwiatami, podobnymi do tych jakie miała we włosach. Usiadła wygodnie i spojrzała przed siebie, u jej stóp siedział już Lothiel patrząc czerwonymi ślepiami pytająco.
-Jak mam się do ciebie zwracać Pani? - walnął prosto z mostu do Ducha Drzewa.
-Na imię mam... - *przelatujący motyl usiadł jej we włosach, a wiatr zaszumiał głośniej* - Ohia... na imię mam Ohia.
-Tak więc, Ohio, co możemy dla ciebie zrobić? Dlaczego do nas przybyłaś?
-Obudziłam się ze snu by móc zakwitnąć. My, Duchy Drzew kwitniemy by nadać ziemi nowe ziarno życia. Kolejne drzewo, to nie przerywalny cykl naszego życia. Ale teraz... WY przeszkodziliście, zaczęliście nas wycinać, rąbać i ciąć... *białą łza spłynęła jej po policzku* ... ale musimy zakwitnąć. - Spojrzała ze smutkiem w oczach na mury Yew.
-Więc co możemy dla ciebie zrobić? - Zapytał ponownie Lothiel.
Ohia wstała z tronu, motyle co gromadziły się na jej głowie odleciały w popłochu. Tron na którym siedziała zmienił się zpowrotem w korzenie po czym wróciły do ziemi nie zostawiając śladu.
-Ukoić nasz żal...
Szybko przebiegła obok Lothiela i wskoczyła w drzewo dosłownie "wtapiając" się w korę i znikła. Barbarzyńca wstał, obudził Kła i ruszył ku bankowi mając mętlik w głowie.
*a wiatr szumiał radośnie pośród koron drzew*
[...]
-STRAŻ! STRAŻ! ZABITO DRWALA! - rozległy się krzyki gdzieś przy porcie. Mieszkańcy zainteresowani zamieszaniem ruszyli w kierunku odgłosów. Coś między nimi czmychnęło, a miało to kształt kobiety, lecz była z drewna niczym Ent. Szybko poruszała się pośród tłumu gapiów i jak tylko ktoś próbował ją pochwycić dostawał uderzenie tnącymi pazurami. Zaczęto pościg, przerażony Duch Drzewa uciekał jęcząc a wiatr tylko zdawał się potęgować jej jęki. W końcu zapędzili ją w kozi róg. Przestraszona z szałem w przepieknych oczach rzucała się na każdego kto się odważył zbliżyć. Machała pazurami raz za razem wydając przenikliwe jęki, niczym opętana, a po jej oczach spływały żółte niczym żywica łzy.
-ODSUNĄĆ SIĘ! - warknął przebijający się przez tłum były strażnik Lothiel Mac Leod. Za nim z konia zeskoczyła Mihall i podbiegła do przerażonego Ducha Drzewa z troską w oczach. To nie była Ohia, inny Duch ukazał się w mieście. O dziwo gdy Mihall podeszła i chwyciła piękną istotę za rękę ta natychmiast się uspokoiła chodź dalej była przerażona i rozglądała się w okół. Tłum widząc, że sytuacja została opanowana, zrezygnowany rozszedł się do własnych zajęć.
- Nie! Nie.. nie ścinajcie mnie! Moje siostry... wszystkich zabiliście. Jestem sama! NIEEE... - załkała donośnie melodyjnym głosem, a jej słowa poniósł wiatr. Kobieta tylko uklękła obok niej trzymając ją za rękę i starając się uspokoić. Nie wiadomo dlaczego ale miała na nią kojący wpływ co pozwoliło ją uspokoić na tyle by mogła rozmawiać.
-Jak ci na imię? - zapytała Mihall Ducha z uśmiechem na twarzy.
-Wierzba... jestem Wierzba, a moje siostry nie żyją. Zabiliście je!- znów podniosła głos, kołysząc się niczym wierzba.
-Nikogo nie zabiliśmy. Twoja siostra żyje, Ohia. Rozmawiałem z nią, nic ci nie zrobimy więc nie musisz się obawiać. - wtrącił barbarzyńca który nieuzbrojony także podszedł bliżej. Wierzba spojrzała mu w oczy nieufnie. Miała innego koloru niż siostra, jej skóra, włosy i pazury były inne, lecz z pewnością była Duchem Drzewa. Nagle się poderwała i ciągnąc Mihall za rękę zaprowadziła ją pod jedną z wolno rosnących wierzb, karząc jej położyć swoją dłoń na pniu. Kobieta otumaniona słodkim zapachem bez najmniejszego sprzeciwu poczyniła co jej kazano. Zamknęła oczy i wpadła w trans.
Widziała przeszłość...
Widziała to co doświadczyły drzewa. Jakie poświęcenie muszą przejść by zakwitnąć. Widziała to co widziały Duchy Drzew gdy budowano Yew.
*Ogień*
Po jej policzku spłynęły łzy, cała pobladła. Nie słyszała głosów Lothiela który stał przy niej wołając jej imię. W końcu obrazy zaczęły znikać, aż wreszcie usłyszała głosy i wyjący wiatr. Otworzyła oczy i spojrzała na barbarzyńcę. Ciągle trzymała rękę na wierzbie lecz Ducha ani śladu. Otarła policzki i rozejrzała się wokół.
-Gdzie Wierzba? - zapytała z troską.
-Odeszła, zniknęła w drzewie jak jej siostra. Co widziałaś? Jesteś blada...
-Widziałam okropne rzeczy... - odrzekła krótko odchodząc w kierunku swego domu.
*a wiatr dalej szumiał i zdawał się nasilać grając swoją melodię wśród koron drzew*
[...]
Zbiegowisko przed bankiem znów przyciągnęło uwagę barbarzyńcy. Tłum ludzi stał wpatrując się w dach budynku wykrzykując coś. Kiedy spojrzał on w to miejsce jego oczom ukazał się trzeci Duch. Tym razem wyglądał na Ducha Dębu. Jak zwykle piękna istota, kobieca o skórze koloru młodego dębu. Miała pełno kwiatów we włosach i nieotwartych pąków. Z gracją ześliznęła się z dachu po żywicy którą wytworzyła trzymając się ściany. Gdy wylądowała przed tłumem gapiów była w bojowym nastroju. Jej kwiatki stroszyły się ostrzegawczo w czerwonych barwach. Gdy Lothiel zbliżył się by porozmawiać, przekonany, że tak jak w przypadku pozostałej dwójki, przekona ja że jest bezpieczna. Jakże się pomylił...
Dąbia widząc go otwarła zamknięte pąki, a w powietrze uniosła się chmurka pyłu kwiatowego osiadając na zebranych wokół. Ich oczy nagle zaczęły piec pozbawiając ich wzroku, a jako że barbarzyńca stał najbliżej jego pozbawiło przytomności. Korzystając z zamieszania Duch Drzewa uciekł w kierunku drzew. Gdy tylko wszyscy doszli do siebie, odzyskawszy wzrok i przytomność poszli śladami Kła tropiącego ją po zapachu pyłku kwiatowego. Nie minęło dużo czasu, aż w końcu dotarli do miejsca gdzie Likaon się zatrzymał odmawiając dalszej wędrówki. Zostawiając go samego ruszyli dalej przez zarośla aż znaleźli Ducha chowającego się w koncie murów miasta. Wszyscy trzymali się z daleka oprócz Pół-Orka który podbiegł w pełni uzbrojony do istoty. Sytuacja się powtórzyła lecz tym razem ucierpiał tylko "zielony". Nie czekając na więcej Dąbia czmychnęła zwinnie i wtopiła się w drzewo. Pół-ork trąc oczy odgrażał się charcząc donośnie.
*wiatr się wzmógł, Likaon maga z tłumu stał sie niespokojny aż w końcu uciekł zrzucając swego właściciela*
I stało się to czego się obawiali. Duch Dębu Stał pod bankiem nad jakimś ciałem, lecz tym razem wyglądała inaczej. Była wściekła, agresywna z obłędem w tych pięknych oczach. Widząc tłum rzuciła się na nich a ci uciekli za miasto by ją odciągnąć.
-MORDERCY! GHAARRR! - słychać było wrzask niesiony przez wiatr.
-Nie mam wyboru.. trzeba to zakończyć zanim zabije więcej ludzi. - powiedział już w pełni uzbrojony barbarzyńca łykając czarnego grzyba.
Walka nie trwała długo, a po ostatnim ciosie Duch Drzewa opadł z sił stając się na powrót normalny. Lothiel zeskoczył z Likaona odrzucił topór i tarczę po czym pochylił się nad Dąbią.
-Wybacz mi, nie miałem wyboru. - powiedział oglądając efekty swojej furii.
-Ja zginę.. ale reszta musi zakwitnąć... *zakaszlała wypluwając białą krew* Muszą.. dopilnuj tego. Dru...druidzi... Muszą zakwitnąć... - jej skóra zaczęła się robić ciemniejsza niczym liść więdnący na zimę. Umierała. To były jej ostatnie słowa.
-Nie dopuść aby reszta umarła w walkirii... dopilnuj tego... *znów zakaszlała* drui....dru...- przestała się ruszać, a na jej martwym ciele wyrosły kwiaty. Korzenie z ziemi oplotły ją niczym uschnięty pień i stała się częścią otoczenia.
-Wybacz mi... obiecuję ci że tego dopilnuję. - pożegnał ją ze spuszczoną głową Lothiel poczym udał się do miasta.
*a wiatr zdawał się grać pieśń żałobną, tylko on i nic poza tym*
[...]
-Kiedy byłam mała babcia opowiadała mi legendę a brzmiała ona tak:
"Dawno temu, przed powstaniem miasta w lesie żyły Duchy które opiekowały się lasem. W końcu jednak przyszli ludzie, ścięli drzewa i wybudowali miasto. Cięli, rąbali i palili... prowadzili także wojny, czynili okropieństwa. Powiada się że kiedy zakładano Yew wiele kobiet zostało pobite i zgwałcone. Kiedy uciekały do lasu mogły poprosić Duchy Drzew o pomoc a te tak czyniły. Nie mogły znieść widoku łez niewinnych kobiet więc zaklęły je w drzewa i mogły się nimi opiekować. Lecz jednak ludzie żyli i niszczyli drzewa dalej...
Ponoć te kobiety mają się przebudzić, albo by zakwitnąć dając nowe życie naturze albo otrzeć łzę kobiety tak jak im to uczyniono...
Babka opowiadała też o złej naturze Duchów Drzew. Jeśli się je rozgniewa wpadają w szał "walkirię" i stają się niebezpieczne. Jedyne co może je powstrzymać to łza niewinnej kobiety.
Sama kiedy miałam 8 lat wpadłam do jeziora. Utonęłabym gdyby nie ratunek ze strony pięknej kobiety podobnej do drzewa. Kiedy wyciągnęła mnie otarła mi łzy po czym uśmiechnęła się i zamieniła spowrotem w drzewo.
Jestem pewna, że to właśnie był Duch Drzewa..."
W banku zaległa cisza kiedy strażniczka skończyła opowiadać legendę. Wszyscy którzy przerwali plotki o tym co dzisiaj zaszło by ją wysłuchać miało oczy niczym spodki. Tylko barbarzyńca zdawał się zachowywać powagę na twarzy, a raczej nad czymś myślał.
-Coś się stało Lothiel? - zapytał mag.
-Łzy niewinnej kobiety... muszę iść. Nie popełnię drugi raz tej samej zbrodni. - odparł po czym wziął ze sobą pustą butelkę i ruszył w kierunku domu Mihall.
[...]
Wreszcie wracał, Lothiel na swoim Kle, a w ręku miał butelkę z czystym płynem, łzami niewinnej kobiety wypłakanych na wspomnienia o przeszłości Duchów Drzew...
*a wiatr mu towarzyszył popychając mu plecy łagodnie nucąc przy tym pieśń przyrody*
Bardzo ładnie opisałeś wszystko :wink:
Mam nadzieje, że się podobało i zachęcam wszystkich do dalszej zabawy gdyż to nie koniec.
Wygląda ładnie. Szkoda tylko, że to kolejny solo quest. :wink:
Ubzdurałeś to sobie - z tym solo.
Akurat to jest masowy :wink: dla wszystkich.
Zgadza się to nie jest solo quest. Po prostu mało ludzi się zainteresowało, więc zachęcam wszystkich. A piszę każdą opowieść z punktu widzenia barbarzyńcy.
This is my style. :wink:
Fajnie i ciekawie napisane, quest też interesujący... Nic tylko czekać na dalszą część.