DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Aruv w 2009 03 12, 18:41:42

Tytuł: Nudne rozmowy, dziwne pytania i źle założone spodnie
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2009 03 12, 18:41:42
Jegomość był może nie tyle nieprzyjemny, co dziwaczny. Wypytał o oczywiste oczywistości w sposób nieco nachalny i pokrętny.
A potem wertował tą swoją wielką księgę, którą potem chował w najmniejszej kieszeni spodni.

(...)

Wiedźma z trudem doszła do tego, czego jegomość szuka i potrzebuje.
Tytuł: Nudne rozmowy, dziwne pytania i źle założone spodnie
Wiadomość wysłana przez: Prorokpl w 2009 03 12, 18:44:02
Podobnie jak forumowicz Prorokpl który także nie zrozumiał wypowiedzi poprzednika.
Tytuł: Nudne rozmowy, dziwne pytania i źle założone spodnie
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2009 03 13, 23:41:59
Piątek wieczór, każdy ma prawo do "wypadu na miasto". Tak też było i tym razem.
Raz czytał na kamiennym podeście, a raz starał się wydobyć BARDZO_WAŻNY_PRZEDMIOT ze swojego kufra, do którego naturalnie zapomniał kodu.

Właściwie to o co chodzi z tymi kaczkami?
Tytuł: Nudne rozmowy, dziwne pytania i źle założone spodnie
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2009 03 17, 14:22:32
Śmierć chodził po ulicach Jhelom i przeglądał oferty kupców. Poszukiwał nowej pary butów, bo te które ma, to podobno z zeszłego sezonu i już do niczego się nie nadają.
A przecież w takiej pracy, gdzie ma się ciągły kontakt z "klientami" trzeba dbać o swój wygląd.
Tytuł: Nudne rozmowy, dziwne pytania i źle założone spodnie
Wiadomość wysłana przez: Marv w 2009 03 17, 23:25:22
      Andrzejka jak zwykle przebierala swoje klamoty w banku... a to tony kompletow ubraniowych, ktore wygladaly identycznie, ale dla niej byly inne (bo przeciez jest kobieta), setki bucikow, rekawiczek, pierscionkow i innych mniej lub bardziej waznych rzeczy. Nie byly jej w danym momencie potrzebne, ale czula nieodparta pokuse znalezienia dla siebie *czegos*... prawie tak jak systematyczna wyprawa po kupcach i ogladanie straganow.
- Dzien dobry, kuferek bym prosil. - Zabrzmial niespodziewanie obcy glos kolo jej ucha... ale przeciez przed chwila nikogo tam nie bylo. Dziewczyna spojrzala przez ramie. Kolo niej siedzial.. nazwijmy go, mezczyzna, odziany w czarna toge. Wiecej nie byla wstanie wywnioskowac. Zamrugala oczami i schylila lekko glowe. Probowala zajrzec pod kaptur i poznac twarz nowoprzybylego, glownie dla zaspokojenia swojej ciekawosci. Ku jej zaskoczeniu nie dostrzegla niestety nic, a bank byl w calosci oswietlony swiezo zapalonymi latarenkami. Bezceremonialnie uniosla dlon i wsunela pod kaptur, celem sprawdzenia czy cos tam sie kryje, czy tez zageszczone powietrze w pomieszczeniu calkowicie przeslonilo jej wzrok. Zamachala, zrobila wielkie oczy i ponownie sie zdziwila. Nie poczula nic.
- To tak sie w waszym zwyczaju wita ? - spytal nieznajomy.
- Erm... - przygryzla wargi - tak!
- Aha... - Mruknal, po czym ciut za mocno przylozyl swa dlon do twarzy Andrzejki.
- Hej! - Cofnela sie i poczela masowac swoj policzek.
Nieznajomy westchnal nie przejmujac sie zbytnio, siegnal za poly togi i wyciagnal, wydawaloby sie zwyczajna, ksiege. Otworzyl ja, przewrocil pare stron.
- Andrzejka - zaczal - lat <cenzura>, corka Seeleny, siostra Aiko... - dziewczyna zrobila wielkie oczy, a mezczyzna kontynuowal - wzrost 169, waga 160...
- Slucham ? - ocknela sie
- Wymiary 83, na 54, na 80
- 160 ? ..............
- Zamieszkala w Jhelom
- Jakie 160.... ?
- Lesbijka
- Gdzie pan widzi te 160..... ?
- Ubostwiajaca muzyke
- SKAD, NA ROGI DAYWADOSA, TE 160 ?! - tupnela noga.
- Tako jest zapisane - zamknal ksiege.
- Ja Ci dam 160... - mruknela pod nosem, dodajac przy tym mnostwo innych przeklenstw
Nieznajomy westchnal ponownie i zabral sie za otwieranie kufra. Szlag...
- Niech Cie wszystkie pomioty.. - cedzila do siebie ciagle Andrzejka, z twarza odwrocona w przeciwna strone.
- Pomozesz mi ?
- Z czym ? - Fuknela.
- Chyba zapomnialem szyfru...
- Dlatego wole kobiety.... - wywrocila oczami i spojrzala na kuferek - Trzy cyfry i nie pamietasz ?
- Niestety.. Co ludzie z reguly wybieraja na szyfr ? To musi byc proste - rzekl.
Andrzejka zlustrowala nieznajomego od stop do glow, zamyslila sie przygryzajac warge. Wyprostowala raczki i strzelila kostkami w palcach.
- Sprobujemy w ten sposob... - Wcisnela powolutku trzy szostki z rzedu. Zgrzytnelo. Puknelo. Blysnelo. Trachnelo.  Syknelo... a z kufra uleciala tylko chmurka zielonego dymu.
- uhhhh... - machnela raczkami - Smierdzi jak odchodzy Exodusa.
- To musi byc jakies zabezpieczenie.... - rzekl inteligentnie nieznajomy.
- Taaaak.... zapewne - wywrocila oczami - Sprobujmy cos innego. Moze data urodzin ?
- Hmmm... to moze byc to... tak! Rok urodzin szefa... W koncu szef kojarzy sie z czyms waznym... - Mruknal jakby do siebie i wbil w kuferek powoli: 0 *pik* 0 *pik* 1 *pik*
Zgrzytnelo. Chrupnelo. Pyknelo. W koncu otwarla sie sredniej wielkosci szufladka, wewnatrz ktorej lezala kolejna ksiega.
- Ha! - klasnela w rece - Widzisz jaka jestem zdolna ? A teraz pokaz co tam masz! - z usmiechem
- Nie.
- Jak to nie ?
- No nie.
- Przeciez Ci pomoglam!
Nieznajomy westchnal.
- Musze juz isc. Dziekuje za pomoc.
- Nie, mow co tam masz - Andrzejka tupnela noga.
Za siedzaca przy ladzie parka pojawila sie ni stad, ni z owad lama. Andrzejka odwrocila sie na predce i przetarla oczy. Po chwili blysnelo. Lamy nie bylo. Mezyczyzny w todze rowniez.
- Mezczyzni.... - pstryknela palcami, jakby utwierdzona w swoich przekonaniach i zaglebila sie na powrot w zakamarkach swojej skrzyni.