DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Witch_Doctor w 2006 01 31, 16:11:44

Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Witch_Doctor w 2006 01 31, 16:11:44
...Karwawna posuwala sie spacerowym tempem poprzez ogrzana promieniami slonca pustynie. Na czele orszaku szly 2 pary wielkich koni. Poruszaly sie równo , choc nie niosly jezdzcow i nie mialy na sobie uzd ani lejcow. Zaprzagniete byly do duzej karety bez okien, tak wysokiej ze z powodzeniem mogl w niej stanac wyprostowany czlowiek. Jej hebanowe sciany, przyozdobione byly wymyslnymi znakami, ksztaltem przypominaly sarkofag.Powoz toczyl sie powoli na czarnych drewnianychh kolach, ktore wrzynaly sie gleboko w piaszczysta ziemie. Za tym osobliwym pojazdem maszerowalo 10 uzbrojonych mezczyzn. Wojownicy zakuci byli w zbroje, a w promieniach zachodzacego slonca ich wypolerowane pancerze plonely czerwonym ogniem. Uzbrojeni byli w obureczne miecze, jednak kazdy z nich niosl swa bron w jednej rece. Ostrza byly skierowane do gory, w kazdej chwili gotowe do walki.
Zwyczajna karawana w takim oporzadzeniu nie przetrwalaby nawet jednego dnia w nieprzyjaznym pustynnym klimacie, lecz ta wedrowala juz od paru dni. Nie zatrzymala sie po drodze nawet na chwile.
Kazdy kto ujrzal karawane przecieral oczy i spogladal raz jeszcze. Madry czlowiek pokiwalby glowa i szybko sie oddalil, sadzac ze to omam spowodowany zapadajacym zmrokiem albo jakas dziwaczna zjawa. Czlowiek , majacy wiecej odwagi niz rozsadku gdyby patrzyl zbyt dlugo, zobaczylby cos, co zlamaloby mu ducha i pograzylo w koszmarach po dzien smierci.
Pod uprzezami szly pozbawione organow, sciegien, miesni i skory konskie kosci. Taki sam widok przedstawialy szkielety wojwonikow. Swymi szkaradnymi ruchami nieudolnie udawaly zywych, nikczemnie ignorujac prawa natury. Pod helmami nie bylo glow zywych mezczyzn, lecz straszace czarnymi oczodolami czaszki.
Wewnatrz karety znajdowal sie stary mezczyzna opatulony czarna toga. Zdawal sie byc w polsnie. Co jakis czas z jego ust wydobywaly sie pojedyncze slowa. W koncu otworzyl oczy. Ziewnal przeciagle i wyjrzal na zewnatrz.
- Taaak.. ciemnosci juz zapadly... - wymamrotal cos pod nosem.
Podniosl z podlogi karety hebanowy kij oznaczony dziwnmi runami i zaczal szeptac zaklecie.  Szkielety w jednej chwili opadly na piasek.
- Narazie nie bede was potrzebowac.. - mruknal
Opuscil karete. Byl u celu swej podrozy. Ruiny siedziby Ophidian na Y'Nah Teb. Niespiesznie wszedl do srodka...


=========

Gdy czlowiekowi sie nudzi, sam robi sobie questy:PP  cdn
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: szaman w 2006 01 31, 16:22:06
faaajne 8) serio fajne, krótkie ciekawe i przyjemnie się czyta :D
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Witch_Doctor w 2006 03 21, 15:17:28
Nagle zdal sobie sprawe iz zbliza sie to czego sie obawial. Bol w klatce piersiowej zaczal narastac coraz bardziej. Z kazda kolejna chwila jego oddech byl coraz ciezszy, a na jego pomarszczonej twarzy poczely pojawiac sie krople potu. Poczul iz traci wladze w nogach i upadl na kamienna podloge.
-"Netherilu wybaw swego sluge, Netherilu czemu skazujesz swego wyznawce na takowe cierpienia.."- mamrotal do siebie. Zdawal sobie sprawe ze jezeli atak bolu wkrotce nie ustapi, to niebawem straci przytomnosc tak jak dzialo sie to wczesniej. Przez glowe przemklo mu iz moze tak by bylo lepeij. Stracici przytomnosc, a gdy ponownie ja odzyska bolu juz nie bedzie.... Nie! Nie mogl sobie teraz na to pozwolic, nie mogl tracic czasu. Z trudem uniosl drzaca reke i poczal niezrozumiale szeptac zaklecie. Wypowiadajac zaklecie jego glos nabieral glebi. Zaczal obszukiwac zakamarki swej szaty starajac sie odnalesc szarawy woreczek i gliniana fiolke. Czul sie juz nieco lepiej, ale wiedzial ze zaklecie oszukujace jego zmysly o tym iz bol minal za chwile przestanie dzialac . Z woreczka wydobyl 2 male krysztalki a z fiolki wycedzil pare kropel cieczy, ktora natychmiast wsiakla w krysztalki nadajac im czarnawa barwe. Wlozyl krysztalki do swych ust i czekal na efekt. Jego oddech powoli uspokajal sie, a umysl znow poczal sprawnie funkcjonowac. Sila znow powrocila do jego zdretwialych konczyn. Podpierajac sie hebanowa laska podniosl sie z kleczek.
-"Ohh Netherilu, ilez czasu stracilem przez twe kaprysy...-" - wymamrotal. Ruszyl waskimi korytarzami zaglebiajac sie we wnetrze swiatyni. Na ziemi lezaly martwe szczatki ophidian. "A wiec ktos mnie ubiegl...niedobrze..." Przyspieszyl kroku. Widzac tyle martwych cial poczul moc smierci jaka sie tu roztaczala. Na jego bladej i wymizerowanej twarzy , czarne oczy blyszczaly drapieznie. Dostrzegl ich.  Trojka rycerzy z wychawtowanymi na plaszczach symbolami rozy walczyla z natlokiem wezopodobnych bestii.  Nekromanta stal i patrzyl sie na nich usmiechajac sie okrytnie.  Jeden z rycerzy padl pod naporem Ophidian wydajac ostatni konajacy krzyk. Uporawszy sie z istotami z piekiel, zakonnicy zauwazyli stojacego w cieniu nekromante.  Ponownie obnazli miecze.
-"Znamy cie! Ty jestes tym tkory neka zmarlych!Psi syn na posylkach Netherila! "-
-"Zginiesz czarnoksiezniku! Twoj martwy bozek ci nie pomoze" -
Mag uniosl brew z rozbawieniem.
-"Smiecie mnie straszyc? Sadzicie ze nie posiadam dosc mocy by was zdeptac jak insekty, ktorymi zreszta jestescie? Wkrotce bedziecie rownie martwi jak ci ktorzy tu spoczywaja."- wymamrotal
Widzial w ich oczach gniew. Niemal czul bijaca od nich wrogosc. Zamknal oczy i wolno zaczal inkantowac zaklecie. Z kazda chwila jego glos byl coraz donosniejszy ,a z gardla nekromanty wydobywaly sie nieludzkie dzwieki. Zakonnicy rzucili sie na niego z okrzykiem na ustach.
Czarnoksieznik otworzyl oczy i przemowil.
"Yotha-hie, niech oczy ogarnie ciemnosc...
 Xet-ta, niech stal zamieni sie w rdze...
 Hie-Yotha,niech pekaja kosci...
 Ta'xet, niech krew zamieni sie w proch!"
Przeniklywymi zoltymi oczyma patrzy na Zakonnikow. Widzial jak ich spojrzenia metnieja. Jak ich twarze traca swoj blask i bladna. Slyszal jak ich kosci lamia sie, a oni sami padaja na ziemie jeczac z bolu.
-"Nim zdazycie zlozyc modly do swego bozka bedziecie martwi..."- Na jego twarzy pojawil sie kpiacy usmieszek. -"Zegnajcie glupcy"
Postapil naprzod pare krokow i jeknal. Mial wrazenie ze jego serce jest przebijane setkami malenkich igielek, ktore ktos uporczywie w nie wbija. "Nie moge teraz zawiesc, nie gdy jestem tak blisko mego celu"- pomyslal. Miejsce ktorego szukal bylo juz blisko. Jesli stare ksiegi nie klamaly powinno byc zaraz tuz za zakretem. Ksiegi nie klamaly... Skrecil w prawo i stanal przed wejsciem do malej biblioteczki. Na polkach pietrzyly sie stosy zwojow z odleglych lat. Przeszukiwanie ich wszytskich z zamiarem odnalezienia tego jednego zajalby mu tydzien. Jednakze on byl przygotowany, wiedzial gdzie powinien znajdowac sie szukany przez niego zwoj papirusu. Podszedl obrazu wiszacego na scianie, ktory przedstawial umarlego mezczyzne z powrotem przywroconego do zycia za pomoca zaklec. "Szkoda ze bede musial zniszczyc to arcydzielo"- pomyslal. Energicznym ruchem wydobyl zza pasa sztylet o krotkim i szerokim ostrzu, po czym bezceremonialnie przebil nim malowidlo. Wlozyl reke do srodka i poczal macac palcami wyraznie czegos szukajac. Na moment zalsnily jego oczy. Drzaca reka wyciagnal obszerny zwoj zabarwiony na czerwono.
"Nareszcie" . Schowal pergamin do rekawa i zaczal szeptac zaklecie.
"Przez cieplo co sie w chlod zamienia...
przez zycie co przechodzi w smierc...
przez szarej czelusci otchlanie...
domagam sie polaczenia..."
Pod stopami nekromanty pojawil sie czerwonyportal, w ktorym mag smierci zaczal sie zaglebiac coraz bardziej, by po chwili calkiem zniknac.

*blysk* *ciemnosc* *bol* *krzyk*
Obrazy migaly mu przed oczyma.

Kiedy znow otworzyl oczy otaczaly go czarne, poskrecane drzewa. Z pewnoscia przesiakniete zlym, spaczonym dzialaniem aury magicznej ktora byla intensywnie wyczuwalna w owym miejscu. Pomiedzy nimi znajdowalo sie male ukryte przejscie . Otworzyl drzwi i wstapil do srodka. Wkroczyl do podziemnego grobowca. Bylo tu wiele ksiag, na scianach wyamlowane byly przerozne stare i zapomniane juz symbole. Znajdowal sie tam rowniez pentagram otoczony czarnymi swiecami.Odziany w czern mag stanal posrodku.
Wyjal male drewniane pudeleczko, uniosl wieczko i zanurzyl palec  w znajdujacym sie wewnatrz czarnym proszku. Sadza ze spalonego ciala mordercy starannie poprawil zatarte symbole na pentagramie oraz 6 symboli Netherila.
Z futeralu na plecach wydobyl cziemnoszary flet wykonany z kosci udowej uduszonego przez matke noworodka. Przylozyl flet do ust i zaczal grac. Drobne palce przebiegaly po wydrazonych w kosci szesciu otworach. Dzwieki wydobywajace sie z fletu brzmia jak przytlumione krzyki setek umarlych.
Ze scian zaczela saczyc sie krew, ktorej wijace sie strumienie zbieraly sie na podlodze w kaluze. Nieruchome usta kamiennych rzezb otworzyly sie i zaczely wymiotowac  obrzydliwym, czarnym sluzem ktory cuchnal jak odchody.

*smieje sie, a okrutny dzwiek unosi sie  echem przez korytarz*

Stanal posrodku pentagramu.  Zmowil modlitwe do Netherila i kotynuowal rytual.

"Umbrae Tenebrae
Miserere Animi
Non Digna Ferentis"

Wokol niego swiat zaczal wirowac....Osunal sie na ziemie... Umarl...?
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Aeternus w 2006 03 21, 16:58:52
Naprawdę ładne opowiadanko, bardzo mi się podobało.  8)
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 03 21, 18:09:16
Super. Fajna akcja, miło się czyta. Pisz więcej! :)
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Enkil w 2006 03 21, 18:41:37
podpisuje sie 4 lapkami pod tymi wypowiedziami, Ladne.
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Xynd w 2006 03 21, 18:55:05
Coz to za potezna postac, ktora kilkoma slowami sciera na proch ciezko zbrojnych zakonnikow! Poza tym zapomniales o fragmencie, w ktorym ich grabisz ;)

A poza tym calkiem fajne! :D
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: DzikiHL w 2006 03 21, 21:19:01
Łyżka nie istnieje
Mag nie istnieje
Zakonnicy nie istnieją
Ten quest nie istnieje.
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2006 03 22, 03:54:07
Cytat: "DzikiHL"Łyżka nie istnieje
Mag nie istnieje
Zakonnicy nie istnieją
Ten quest nie istnieje.

Postać Ragnalla nie istnieje  8)
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 03 22, 15:48:15
A zakon to się musi doszukiwać dziury w całym :P
Powinniście się cieszyć że ktoś o was pisze :>>>>>*



*nawet jeśli występujecie w roli ofiar:>>
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: DzikiHL w 2006 03 22, 17:07:53
To my już chyba wolimy sami o sobie pisać ;] joke
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: mekmar w 2006 03 22, 19:44:40
Fajne! i więcej
Tytuł: karawana
Wiadomość wysłana przez: Dal w 2006 03 23, 11:28:43
Czyta się przyjemnie a i własna inicjatywa zasługuje na pochwałę. Pochwalam :)