http://www.dm-uo.pl/?nf=0&more=283
Temat służy do komentarzy/opisów związanych z tą przygodą.
czy nie-mieszkancy (niziolki) albo nie-mieszkancy pol-orki moga brac udzial w quescie ? ;p
Jasne.
Jak donoszą świadkowie, nieprzyjemna roślina odrosła wewnątrz studni Cove.
Choć nie wygląda by była silniejsza, to sprawą zainteresował się Krąg Druidów, który w licznym składzie przybył, by oglądać nietypowe zjawisko. Pobrano próbki, druidzi zaś obiecali, że zajmą się sprawą tak szybko jak to tylko możliwe.
Na oczach mieszkańców miasta i przybyłych członków Kręgu Druidów stało się coś niespodziewanego. Uśpiona roślina znów dała znać o sobie. W ciągu krótkiej chwili studnia zmieniła całkowicie swój kształt. Czarne korzenie zaczęły wydobywać się z jej środka, po czym oplatać ją starannie wokół. Także dziwny zapach wydobywający się z wnętrza zagościł wśród zebranych.
Jedni próbowali mieczami rozpoławiać czarne pnącza, inni zaś śmiałkowie przynieśli kilofy. Niestety roślina ani myślała ustąpić...
[/i]
(http://img145.imageshack.us/img145/3185/uo0012q.th.png) (http://img145.imageshack.us/my.php?image=uo0012q.png)
Druidzi już na miejscu starali się znaleźć rozwiązanie zagadki dziwnej rośliny.
[/i]
(http://img145.imageshack.us/img145/4609/uo0013.th.png) (http://img145.imageshack.us/my.php?image=uo0013.png)
Zainteresowanie zdarzeniem przyciągało coraz to więcej istot, nawet sama Władczyni Cove zawitała pod studnię.
(http://img145.imageshack.us/img145/507/uo0014.th.png) (http://img145.imageshack.us/my.php?image=uo0014.png)
Chwilę potem, liczba zebranych jeszcze bardziej się powiększyła, stale rosła. Każdy chciał spojrzeć w głąb studni.
Dwóch śmiałków zdecydowało się zejść w stronę korzeni rośliny by pobrać próbki. Jak później się okazało, korzenie ciągły się dalej niż pod taflę wody...
(http://img145.imageshack.us/img145/9527/uo0015.th.png) (http://img145.imageshack.us/my.php?image=uo0015.png)
(http://img205.imageshack.us/img205/3871/uo0016.th.png) (http://img205.imageshack.us/my.php?image=uo0016.png)
Nie obyło się także bez małych zaczepek. Wiedźma, która twierdziła, że widziała już coś podobnego. A może szukała sensacji? Wiedźma, która wiedziała co to. A może nie wiedziała? Odpowiedzi na te pytania już nie poznamy, przynajmniej na razie...(http://img205.imageshack.us/img205/6999/uo0017j.th.png) (http://img205.imageshack.us/my.php?image=uo0017j.png)
Kolejna porcja wyrastających korzeni szpeci coraz bardziej miasto Cove, gdy w tym samym czasie, w centralnej części Ocllo, ta sama roślina spowija pięknie wyrzeźbiony posąg.
Śnieżny Niedźwiedź wpadł do Cove zwabiony z lasu hałasami z miasta. Wielce go zdumiał widok stada dwunogów robiących coś bezradnie wokół porośniętego wodopoju. Zatoczył kilka kręgów badawczo zaznaczając teren. Po jakimś czasie zrozumiał o co chodzi dwunogom - wokół wodopoju rozrastały się śmierdzące krzaki. Sam próbował wyrwać je pazurami lecz te odrastały ponownie. Poirytowany i znudzony wrócił stamtąd skąd przybył...
Druid to musi mieć żelazne zdrowie... Jest nas wciąż zbyt mało, więc na mój biedny łeb zwala się lawina obowiązków. Wczoraj ciężarna niedźwiedzica zaczęła niedomagać i stała się bardzo drażliwa. Uspokoiła się dopiero, gdy mnie ujrzała. Na ciężkie zatrucie pokarmowe najlepszy byłby wywar z żeń szenia. A zatem w drogę! To nie miejsce na narzekania, więc nie wspomnę o tym przeklętym worgu, który mi rozdarł na strzępy płaszcz. A myślałem, że mi do wiosny wytrzyma! Taki był miękki i ciepły, z wełny dzikich owiec... Przegoniłem łachudrę rojem szerszeni, to zniknął w zagajniku, unosząc w pysku zrabowany jeden z mych sandałów. Ja się z nim jeszcze rozmówię... W każdym razie, była już późna noc, kiedy zaszedłem do Cove. Odmówiłem, jak zwykle, modlitwę po skończonym dniu pracy. Już mi się nie chciało wracać do mojej leśnej pustelni, postanowiłem więc złapać trochę snu w gospodzie. Gospodyni często bierze ode mnie przyprawy i świeże mleko, więc ucieszyła się z mojej wizyty, częstując dzbanuszkiem piołunówki.
Kolejny dzień. Zbudził mnie gwar na zewnątrz. Wyszedłem więc, zobaczyć co się dzieje. Może komuś potrzeba mojej pomocy? Całe zamieszanie wokół tej przeklętej rośliny, co wystawia zad z miejskiej studni. Niech mnie wola Mądrej Matki chroni! - pomyślałem sobie. Żeby tylko nie wymagali ode mnie, żebym to usunął w jednej chwili. Cały krąg się głowi nad rozwiązaniem tego problemu już od jakiegoś czasu, a tęższe głowy tam są, niż moja. Patrzę więc. Mnóstwo rozmaitych ludzi, dziwacznie poprzebieranych wedle miastowej mody. Może się po prostu przemknę i wrócę do cichego i pachnącego lasu, z dala od tych paskudnych korzeni? Przepychać się począłem przez ciżbę w kierunku przystani, gdzie czekał na kotwicy Wielki Jeleń, gotów zabrać mnie do domu po drugiej stronie zatoki. Ale oto w drzwiach banku pojawia się Cailet, skupiając na sobie uwagę tłumu. Woła: ,,Wezwijcie druidów! Macil, chodź tu, zobacz!". No i cóż? Służba nie drużba. Oto jestem – mówię. No i przepchnięto mnie przez tłum pancernych mocarzy i postawiono przed studnią. Pojawiły się nowe pędy. Cuchnący twór dość już miał ciasnej cembrowiny i teraz zajął sobie spory kawałek placu. Próbowałem oczyścić i usunąć najmłodsze odrosty, jednak okazały się już być na tyle silne, żeby oprzeć się mej mocy. ,,Może wezwij pozostałych, niech tu przyjdą..." Świetny pomysł! Bo druidzi po to chowają się w najgłębsze puszcze, rozrzuceni po całym świecie, żeby nagle znienacka pojawić się w odpowiednim miejscu i czasie. Większość z nich widuje tylko na spotkaniach... Sam też mogłem nosa poza mój gaj nie wyściubiać, to bym teraz nie był w tej głupiej sytuacji. Ale cóż robić? Zawezwałem gwizdem zaprzyjaźnionego orła, który zataczał majestatyczne kręgi wysoko wśród chmur i posłałem go z wiadomością do współbraci. Byłem pewien, że najszybszy z nich trafi tu, w najlepszym wypadku, jutro przed świtem. Byłem zdany tylko na siebie. Rozejrzałem się wokół. Pełno ludzi, dzień był ciepły i duszny. Brakowało mi powietrza i chciało się pić. Oczy wszystkich wpatrzone były we mnie. Czułem jak drżą mi ręce. Sceptyczne spojrzenie bladego elfa siedzącego na schodkach, głupawy chichot wiedźmy, twarz przybysza ukryta pod kapturem w barwach Twierdzy Delucji, oblicza mieszkańców, na których malowało się wyczekiwanie i nadzieja. Cóż mogłem zrobić? Machnąć ręką i wrócić do siebie? Na wszystkie duchy zamieszkujące puszczę! Tak chciałem uczynić! Ale z drugiej strony, dość już tych komentarzy i docinków na temat opieszałości Kręgu! Ludzie muszą mieć pewność, że kapłani Matki zawsze czuwają i zawsze wiedzą co robić. Czy byłem czujny? Nie byłem czujny. Niemiłosiernie rozbolała mnie głowa, nie mogłem się na niczym skoncentrować. Potrzebowałem więcej przestrzeni, solidnego łyku orzeźwiającej wody, a przede wszystkim mojej cudownej mieszanki ziół powoli spopielającej się we wnętrzu fajeczki. Czy wiedziałem, co robić? Nie miałem pojęcia. Jedyne co mi zostało, to modlić się o wsparcie Matki Natury. Przecież nie zostawi swego sługi, prawda? Zawroty głowy ustąpiły nagle, gdy na mym nosi przysiadła zmęczona pszczółka. Przywitała się grzecznie, a ja poczułem zapach nektaru i wosku... Wosk! Tak oto w mej głowie wykiełkował i zakwitł pomysł, jak wybrnąć z tej sytuacji. Wyciągnąłem z torby własnoręcznie wykonane świece, ozdobione runicznymi symbolami i rozstawiłem je wokół studni tworząc krąg, Ten tajemny rytuał powinien zabezpieczyć teren - wytłumaczyłem zebranym. Zacząłem szeptać stosowną modlitwę i wykonywać rytualne gesty. Czy to coś pomoże? Oczywiście, że nie. Próbowałem już pierwszego dnia, gdy to się pojawiło i żadnych efektów. Ale tłum gapiów niekoniecznie musiał zdawać sobie z tego sprawę. Musiałem być dość przekonujący, jako że odczytałem w ich twarzach zaciekawienie. Gdy skończyłem, nikt już nie wiedział, co ma teraz robić, więc wrócił do swoich spraw codziennych, do handlu i zabaw. Usiadłem na trawniku, pokrytym jeszcze poranna rosą, wytarłem pot z czoła i zapaliłem fajeczkę. Pachnący dym uniósł się ku niebu, niosąc Matce słowa mego dziękczynienia. Nie rozwiązałem problemu studni, ale przynajmniej uspokoiłem ludzi. Zrobiłem więcej, niż spodziewałem się na początku.
Gdy pod wieczór zaszedłem po raz kolejny do osady, wokół dziwnej rośliny nie było nikogo, poza grubą przekupką, ściągającą właśnie pranie z czarnego korzenia. Uśmiechnęła się do mnie. Prosty człowiek zawsze doceni pracę druida!