Była zima, Minoc przeżywało rozkwit. Nowe wynalazki i rozległa kopalnia sprawiały, że do tego miasta rzemieślniczego przyjeżdżało wiele osób z różnych kręgów. Niestety fakt, że Minoc było tak zaludnione i dosłownie ociekało złotem i produktami wysokiej jakości przyciągał nie tylko rzemieślników, ale także osoby, które dla prostego człowieka są określane mianem "przestępca". Gdy gospodarka górskiego miasta rosła coraz więcej chciwych i żądnych krwi oczu spoglądało w tamtym kierunku. Los sprawił, że sporą uwagę temu miasto przykuły wilkołaki i wampiry. Wszystkie te wydarzenia zapoczątkowały okres Inkwizycji.
Pewien młody stolarz imieniem Vanadain żył sobie spokojnie na skraju lasu nieopodal miasta. Często odwiedzał tamtejszy bank w celu sprzedaży swoich wyrobów. Jakże się zdziwił kiedy podczas powrotu do domu spotkał bandytów którzy chcieli spalić mu dom. Ku jego zaskoczeniu przybyła dziwnie wyglądająca organizacja zbrojna jak się okazało później Straż Miejska. Ocalony przed atakiem Vanadain pełen był podziwu dla tych młodych ochotników z miasta i sam postanowił się przyłączyć. Szybko awansował i skrupulatnie wykonywał swoje obowiązki. Jednak najwięcej problemów sprawiały mu ataki potężnych bestii, likantropów bowiem kiedy o nich wystarczy, że usłyszał gotowała mu się krew w żyłach. Los bowiem sprawił, że ojciec jego został zabity przedwcześnie przez wikołaka dlatego młody stolarz pałał nienawiścią te istoty i pragnął zemsty.
Owego dnia, gdy wszystko się zaczęło Vanadain nie podejrzewając jak zmieni się jego przeznaczenie patrolował bank odziany w mundur i odznakę strażnika. To co ujrzał sprawiło, że serce zabiło mu gwałtownie, a krew powędrowała do głowy nadając jego policzkom iście różany kolor. Była to piękna kobieta z przepięknym uśmiechem. Jej włosy miały kolor słoneczników w lecie na polanach Ocllo. Była hojnie obdarzona przez naturę, ale najbardziej zaintrygowały go jej wielkie... oczy, koloru srebra jak dwa księżyce nocą. Ochoczo strażnik zagadał do pięknej kobiety otrzymując od niej imię - Dathien. Jakże wielce był zaskoczony gdy dała się namówić na wizytę w łaźni. Spędzili cały dzień rozmawiając, śmiejąc się i kąpiąc w łaźni, aż nastał zmierzch. Jasnowłosa kobieta tak zawsze ostrożna na pory dnia zagadując się bez reszty z przystojnym strażnikiem zapomniała o najważniejszym i gdy słońce minęło się z horyzontem jej piękne oczy wypełniły się strachem. Chciała uciekać lecz strażnik ją złapał za ramię uniemożliwiając jej ucieczkę. I stało się... nastąpiła przemiana. Kobiece oczy wpatrywały się w postać wilkołaka o srebrnej sierści patrzącego się w jej oczy.
"Tak - pomyślała - to moje odbicie w wodzie."
Skuta Lodem obróciła łeb i spojrzała ze smutkiem na jakże przerażonego strażnika. To co przechodziło przez głowę Vanadaina wyglądało jak wodospad myśli przebijający jego racjonalne myślenie. Nie czekając ani chwili dłużej wilkołaczka zdając sobie sprawę z Inkwizycji rzuciła się do ucieczki lecz ponownie została złapana przez strażnika. Jakież było teraz jej zdziwienie gdy ujrzała, że ten wcale nie chce jej zabić. Serce wygrało nad rozumem i nienawiścią.
Zamieszkali razem w chacie na skraju lasu, z dala od ciekawskich oczu mieszkańców. Trudna to była miłość, bowiem Vanadain pracował za dnia, a Dathien "pracowała" nocą i ich czas na wspólne spotkania był mocno ograniczony. Ale jak to się mówi - Miłość jest ślepa. Szkoda, że innego zdania byli ludzie. Ktoś w końcu dowiedział się o tym, że w pobliżu Minoc grasuje wilkołak. Trudno było przeoczyć rozszarpane byki i krowy oraz inne zwierzęta w lasach. Rozpoczęła się nagonka co bardzo martwiło strażnika. Na szczęście dzięki swojej pozycji mógł wodzić pościg za nos sprowadzając ich w miejsca wszelakie byle z dala od ukochanej. Lecz ileż można żyć w takim sekrecie? Każde kłamstwo wyjdzie na jaw i tak się też stało. Pewnego dnia wspólne życie stanęło pod znakiem zapytania gdy przekupa miejska doniosła władcy - dowódcy Straży Miejskiej o tym, że jeden ze strażników pomaga likantropowi. Na nic zdały się tłumaczenia Vanadaina, a także przyjaźń pomiędzy nimi. Jedyną rzeczą jaką uczynił Władca to możliwość odejscia, po czym wygnał i Dathien i Vanadaina z miasta. Nie mogli już dłużej przebywać w okolicach Minoc. Z żalem spakowali cały swój dobytek i opuścili chłode góry udając się w lasy Puszczy Yewiańskiej.
Kolejne miesiące mijały w beztroskim Yew, Vanadain szybko znalazł zajęcie w mieście Drwali, a jego ukochana latała po lasach każdej nocy zaspokajając swój głód. Żyli spokojnie nie wadząc nikomu, aż do tego feralnego dnia. Było już po zmierzchu, stolarz dostał spore zlecenie więc jak skończył było już ciemno. Gdy wychodził obładowany złotem ktoś wpadł z kuszą zaopatrzoną w bełt zakończony srebrem krzycząć radośnie "Mamy wilkołaka!". Serce Vanadaina zabiło gwałtownie jak w dniu gdy pierwszy raz ujrzał ukochaną. Rzucił się pędem w miejsce wskazane przez Łowcę. To co ujrzał sprawiło, że krew w jego żyłach stała się zimna jak lód. Dokładnie taki sam na jaki właśnie patrzył, bowiem niedaleko drogi za północną bramą Yew leżała Skuta Lodem. Jej ciało było poprzebijane srebrnymi bełtami a ona sama była już zimna. Z rozpaczą w oczach rzucił się tuląc jej zwłoki przeklinając Lunę za to, że obdarzyła jego ukochaną tak straszliwym przekleństwem. Zrozpaczony nie mogąc przeżyć samotności wypił fiolkę wspaniałej trucizny którą raz otrzymał za wykonanie zlecenia u alchemika. W męczarniach lecz szybko skonał u boku swej ukochanej.
Powiada się, że w miejscu gdzie skonali wszystko zamieniło się w lód, a znachor zabrał próbkę tej tajemniczej substancji, bowiem mimo upływu wielu lat lód ten nie stopniał jako dowód istnienia tej historii. Znajomi stolarza ufundowali nagrobek upamiętniający ich życie.
"Księżyc Ich Dzieli Żeby Słońce Mogło Połączyć"
Historię tę dedykuje Korgailowi. :wink: .
No masz.
Teraz wszyscy będą wiedzieć skąd ten nagrobek za północną bramą Yew. :wink:
Zamierzasz opisać tu druga część tej historii? 'wspomnienie po latach' XD
Um...... Vanadain byl twoj :shock: ? Historia b. dobra
Cytat: "Zathaniel"Zamierzasz opisać tu druga część tej historii? 'wspomnienie po latach' XD
"Potężny wilczy zew obudził śpiącego nad książką Władcę Yew. Odłożył papierkową robotę i wyszedł przed ratusz. Jakiś cień przemknął koło banku więc ruszył tym tropem. Zadawało mu się, że widzi wilkołaka. Nie było by to nic dziwnego gdyż w Yew jest ich ostatnio dużo, lecz ten był inny. "Przeźroczysty? - pomyślał" Zaraz za nim ukazał się jakiś kształt. Obrucił się na pięcie i dostrzegł ducha pięknej kobiety o blond włosach. Zaciekawiony faktem, że duchy nie pojawiają się zbyt często ruszył jej tropem za bramę miasta. Kobieta zdawała się nie wyczuwać jego obecności. W końcu dotarli na miejsce przeznaczenia. Stary nagrobek na skraju drogi. Tyle razy Lothiel mijał go to chadzając po lesie czy walcząc w obronie miasta lecz nie zwracał na niego uwagi. Jego oczom ukazał się kolejny duch, tym razem mężczyzny. Obie dusze wydawały się nie rozumieć swojego stanu, po prostu gawędzili jak każdego dnia do czasu gdy kobieta spostrzegła nagrobek i wyryty tam napis. Władca przyglądał się ich i rozpaczy ale i także ich szczęściu, bowiem widać ich miłość przetrwała nawet śmierć i wreszcie mogli być razem po wszeczasy. Gdy znikły obie postaci wtulone w siebie sam Lothiel odczytał wielce zakurzony napis na nagrodbu. Zainteresowany zapytał kamieniarki która opowiedziała mu historię o pieknej lecz zakazanej miłości, mógł też obejrzeć kawałek lodu który nigdy nie topnieje i jest w posiadaniu następcy Znachora.
-Miejscowy Bard ma wreszcie o czym pisać - rzekł zadowolony wracając do pracy nad nudnymi dokumentami."(http://img200.imageshack.us/img200/6796/vanadain.jpg) (http://img200.imageshack.us/i/vanadain.jpg/)
P.S. Tak Zyzio to byłem ja i żałuję, że go usunołem. O ile dobrze pamiętam nasze postacie się znały :wink: (mniejsza o okoliczności .. hyhy)