Wyrwa poszerzała się. Zwiadowca obserwował przerwę między światami ze spokojem. Już za parę minut będzie na tyle szeroka, że będzie mógł przejść. Wielu już przeszło... teraz kolej na niego. Siali zniszczenie na tym bezbronnym światku, który myślał, że dzielnie opiera się inwazji. Zwiadowca wiedział, że ich ofiary nie mają szans. Dobrze, niech nawet pokonają pierwszych wysłanników... to tylko ścierwo do rzucenia psom na pożarcie. Za nimi ruszą tacy jak oni, wyszkoleni wojownicy, którzy mają za zadanie sprawdzić jak się sprawa ma. Wiedział ile jest wart. Wiedział, że jest nikła szansa, że nie wróci z tej misji. Nie martwił się tym, taka rola zwiadowcy. Właściwe wojska przyjdą po nim. I tym już nikt ani nic się nie oprze...
Poszukiwacze przygod wkroczyli do kolejnego korytarza ku koncowi podziemi jeszzce daleko znali te lochy dobrze jak swa wlasna reke. Do konca lochow zostalo jeszcze sporo korytarzy a te blizej powierzchni zascielone byly wojskami nizszej rangi glownego przeciwnika spodziewali sie centralnej i najnizszej komnacie jak to przewaznie bywa tych lochach gdy wladcy ciemnosci zsylaja tu swoje slugi. Wszyscy ubrani w najznamienitrze pancerze i bron z najlepszych rod badz o boskich wlasciwosciach. Miecze ociekajace swieza trucizna lsnily w swiatlach pochodni tego mrocznego lochu. Wiedzieli ze wojska na pierwszych poziomach nie stanowia dla nich zadnego zagrozenia, brneli coraz dalej i szybciej druzyna ta potezna i zgrana dawala sobie rade bez zadnych najmniejszych przeszkod. Wkraczajac w jeden z blizniaczych korytazu lochu ku ich zdziwieniu zlo postanowilo wyprzedzic ich oczekiwania. Wielki demon z bloniastymi skrzydlami rzucil sie na kompanie nic nie oczekujacych poszukiwaczy.
Pierwsze momenty walki byly straszniejsze niz sie to naszym bohaterom wydawalo, huk lamanych kosci, pekajacych strzemion i ogluszajacy tumolt tarcz i oreza, calkowicie zdezorientowal wszystkich. Pozogi, ktora nastapila w przeciagu paru sekund po spotkaniu z wielkim demonem nie przewidzial nikt. Trzezwe myslenie kilku zacieznych zbrojnych doprowadzilo jednak do przegrupowania druzyny, oszukania demona ktory zaplatal sie w pobliskich korytarzach, szukajac swoich ofiar. Nastapil czas na drugie starcie, poraz pierwszy w ich zyciach wiedzieli ze ta walka nie bedzie tak jak kazda inna, z czyms takim nie przyszlo im sie jeszcze zmierzyc. Z kazda minuta nabierali coraz wiekszego respektu do swojego przeciwnika a w ich sercach tlil sie pewien zar, oznaczajacy strate gdyz nawet wychodzac zwyciezko z tej walki, kazdy z nich dozna jakies straty, straty o wiele bolesniejszej niz miecz czy zbroja. Straty, ktora pochlonie czesc ich duszy badz umyslu.....
dopisze jednego posta GM sie postaral dal nam rozrywke a odzewu sporo nie ma
*spoglada po wszystkich ktorzy byli tam* wstydze sie za was sadzilem ze ktos to pociagnie....