Wampirzyca przytuliła się do ramienia mężczyzny, przymknęła oczy usmiechając sie lekko.Od dawna nie przezyła tak wspaniałej nocy...a zapowiadało się że będzie jeszcze lepiej.
Ciche uliczki Dolennost tonęły w mroku, strażnicy pochrapywali w najlepsze w ogole nie zauważając dziwnej pary siedzącej na ławeczce.Maelui podziwiała wspaniałe budowle miasta Elfów, skrycie żałując że nie dane jej było w nich zamieszkać. Ah-Pomyslała-Jakże cudownie byłoby mieć cos takiego w naszym księstwie...-Przytuliła sie bardziej do ramienia wampira
a ten uśmiechną się kącikami ust. Trwali tak w ciszy przez chwilę jedno obok drugiego.
-Maelui?-Odezwał się mężczyzna.
-Tak Ezadianie? -uniosła głowe spojrzawszy w jego kocie oczy.
-Jak myslisz...będzie ktos o tej porze w minoc?-Jego usmiech wyrażał wszystko...Polowanie.
-Cóż nie zaszkodzi sprawdzić...chociaz wiekszosc smiertelnych bywa teraz w Cove bo i tam utworzono kopalnię..-Zapieła płaszcz i wstała z marmurowej ławeczki, gdy w tym czasie elf przywołał swego lodowego rumaka.
-Za mna Beannshie!- zakomenderowała Maelui ale rumak ani snił jej słuchac.Ezadian wybuchnał smiechem komentując że cos nieposłuszny jest.
-Lubię nieposłuszyne ogiery...-zaśmiała sie puściwszy doń oczko.
-Vas rel Por...-Niebieski portal pojawil sie na srodku uliczki zanim straznicy sie zorientowali wampirzej pary juz nie było...
Bez słowa wkroczyli w mrok kopalni zwabieni miarowym stukotem kilofa.Rosły umieśniony mezczyzna o siwych wlosach niestrudzenie rozkuwał sciany odłupujac kawałki rudy.Pochłoniaty swoim zajęciem nie zauwazył zblizajacego sie zagrozenia.
-Mmm...Popatrz kapłanko cóz to sie nam trafiło...-Ezadian odezwał się pierwszy, lecz Maelui niezbyt go słuchała.Całkowicie poddała się swemu pragnieniu obserwujac prężące sie ciało górnika.Na dzwięk głosu górnik zaprzestał pracy, otarł pot z czoła.Ciemnosc panujaca w kopalni nie pozwoliła mu dojrzeć kim byli dziwni nieznajomi.
-Kto tam? nic nie widać...Kim jesteście?-spytał jeszcze pewnym głosem.Oswietlił postacie lampą oceniajac ich postury i uzbrojenie. Sadzac po nich nie byli to groźni przeciwnicy. Jakże sie pomylił...
Ezadian stanął w okregu swiatła rzucanego przez lampę, wyjął zdobiony puchar i przelał doń krew z kilku fiolek...zamieszał i upił łyk.Na ten widok mężczyznie zrobiło się słabo, zachwiał się, nogi odmówiły posłuszeństwa ale nie upadł.podtrzymało go cos zimnego, miekkiego...pachnącego wanilią.Spojrzał i uwierzyc nie mógł.Podtrzymywała go przerazająco piekan dziewczyna, o skórze białej niczym snieg, ognistych oczach i szyderczym usmiechu wykrzywiajacym pełne usta...
-Pani wydaje sie milsza niz ten Pan...-Powiedział a głos mu drżał z podniecenia i strachu...
-Oh...ja jestem cała milutka...
Ezadian roześmiał sie upiornie i przepił toast w strone Maelui
-Na zdrowie kapłanko...
Maelui obeszła mezczyne stając za jego plecami.Objęła jego umiesniony tors lekko drapiąc paznokciami skore.Zamruczała kusząco do ucha mezczyzny i wysuneła język delikatnie muskając nim szyje mężczyzny.Zadrżał mimo woli, kilof z hukiem upadł na ziemię.Wbiła mu lekko paznokcie w skóre znaczac ślady niczym dzikie zwierze pazurami.
-A...ał!-Jęknął z bólu chcąc się wyrwać jednak niepozorne ramiona kobiety trzymały go nadzwyczaj mocno.Poczuł beznadziejnosc tej sytuacji.Przestał gorączkowo sie rozglądać za mozliwoscia ucieczki.Poddał się swemu losowi...
-Cii...nie będzie bolało...-Szepneła mu na ucho kobieta i wbiła ostre kły w jego szyje.
Drugi wampir obserwował posilająca sie kapłankę z blaskiem w swych kocich oczach.Podszedł do wampirzycy. Musnął dłonią jej policzek a ta oderwała sie od szyi górnika.Jej oczy błysneły purpurą, a długi jezyk z kolczykiem oblizał lubieznie karminowe usta z krwi.Usmiechnęła się niczym spełniona kobieta do swego kochanka i popchneła lekko powoli bezwałdne juz ciało w ramiona drugiego wampira.Ten delikatnie obrócił mezczyzne tak by stanał don plecami.Przyjrzał się dwóm nakłuciom po zębach Maelui i wbil swoje z drugiej strony.Gluchy jek z ust ofiary słychac było jeszcze przez chwile.
Wampirzyca pochyliła się i ostrym paznokciem rozcieła skore na piersi górnika i zaczeła zlizywac wypływająca krew mrucząc przy tym rozkosznie.
Blask zycia w oczach mężczyzny powoli dogasał, poruszał ustami pwoli lec znie mogąc dobyc z siebie żadnego dźwięku.W tej chwili wampir ostrymi kłami rozcharatał szyje górnika wyrywajac kawałek mięsa.Maelui puściła zemdlone ciało mężczyzny i podeszła do Ezadiana całując jego zakrwawione usta, smakując krew i pocalunek...
-Wracajmy już...niedługo świt...-Powiedziała wampirzyca i ra zjeszcze pocałowała Elfa.
Odwróciła się i podązyła w strone wyjscia ani razu nie spojrzawszy na swoją ofiare...
Nadal jesteśmy Elitą!
Dzięki :) Muszę powiedzieć, że nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem do czynienia z tak pozytywnym klimatem.
ps
Szkoda tylko, że tyle co rozpadł mi się kilof ze srebra ;)
było milutko ;) dzieki wielkie!
wampiry klimacą! ;)
Było dość hmm ;) Ciekawie nie powiem, w końcu coś innego niż głupie pk, bez słowa ;)
Opis na b.dobrym poziomie ;) Pozdro.
Wy jednak macie przewalone w tych łbach...