Oglądnął się znów za siebie, jego oczom ukazały się zamazane sylwetki Tol en Estel na tle zachodu słońca.
Kolejny dzień bez żadnej informacji.. - pomyślał sobie - .. przecież on musi się wkrótce pojawić! Andirla sama mówiła, ba! wszystkie elfy tak mówiły i wielu śmiałków co go widzieli i cudem z życiem uszli...
Jego rozmyślania zakłócił odgłos galopującego jeźdca.
-Witaj stary druhu ! - odezwał sie nieznajomy donośnym głosem
-Vemu an Menu ! Znamy się? - odrzekł zaskoczony krasnolud
-Eee... to widocznie pomyłka, wybacz panie...
Po tych słowach przybysz wrócił na trakt i pocwałował w strone miasta elfów.
Xan wybuchnął rubasznym śmiechem, co było typowe dla niego, ażeby śmiać się z byle powodu. Po tym zdarzeniu nie myślał tamtego dnia już więcej o dawnej misji, którą zlecił mu sam zamordowany niedawno książę elfów, tylko wyciągnął oręż i pognał w kierunku leża smoków aby trochę się zabawić...
************************************************************
No mam nadzieje ze moja krotka notatka z zycia pewnego krasia:P da do zrozumienia ze juz sie niecierpliwie dalszego etapu tego questa:] mam nadzieje ze ci ktorzy teraz beda go kontynuowac spisza sie tak samo jak gofer poniewaz jego czesc byla wrecz genialna :wink: [/i]