DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Embi w 2006 02 10, 12:37:58

Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: Embi w 2006 02 10, 12:37:58
Glosny krzyk rozdarl sie miedzy drzewami. Nip schylila sie nad cialem by sprawdzic czy to nie lezacy ogr, gdy zza drzewa wylonila sie postac w jeleniej masce z wielkim toporem w rece. Na rekojesci jej mlota rozswietlily sie runy. Jednak walka nie byla konieczna... Postac miala wiadomosc -  wiadomosc o uczniach Wiedzminach. Biegajac miedzy drzewami wiedzmin rzucal zdania, a Nip probowala cos z tego zlozyc.
Tresc wydawala sie latwa: Szesc ksiag strzezonych przez szesciu straznikow. Slyszac ostatnie slowa ze jednym z nich jest potezny dzik Nip oblizala sie smakowicie i skierowala jednorozca w kierunku Wyspy Nadziei

Czas zaczac przygode z Wiedzminami  :roll:
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 02 11, 11:10:39
On byl ostatnim i mial byc pierwszym... Rozdal Ksiege na szesc czesci i legowiskach bestyji rozlozyl, kazdej czesc zagadki dal, ci co odkryja Szamanowi spisane ksiegi odniosa... z nch tez uczniow dobierze...

Obieglszy krzykaczy topor wskazal swoj Pogromcy i krzyczec nakazal, ze Lowcow na nauki przyjmie, jeno tych sprytnych, bo takowy ksiegi odnajdzie i szamana takze... jeno tacy z bestyjami przezyc moga...




ps. oto prolog... aby wiedzminem zostac...
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: mader w 2006 02 11, 18:21:58
Przerazliwy ryk konajacej bestii oznaczal koniec walki.Wojownik wielce zmeczony osunal sie na ziemie  " ledwom zyw" - pomyslal.
Ciezko westchnal ,wytarl ostrze topora z krwi ,dzwignal sie na sztylisku broni i powlekl w kierunku ksiegi. Dobyl z plecaka pioro i moczac je w posoce bestii spisal dokladnie tekst. Chwile zakrzatnal sie wkolo swego wierzchowca , po czym rzekl sam do siebie  " czas nagli......jeszcze dwie trza mi znalezc" - i ruszyl z kopyta w sobie tylko znanym kierunku........
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: mader w 2006 02 12, 16:32:34
Wojownik juz ledwo odpieral ataki bestii.Slaniajac sie na nogach zadawal coraz to slabsze ciosy.Trudy wielodniowej tulaczki po dzikich ostepach Sosarii w tym najmniej odpowiednim miejscu daly o sobie znac.
"Przyjdzie mi tu zlozyc kosci" - pomyslal. Lecz katem oka dostrzegl nieopodal lezaca ksiege. Ogien na nowo rozpalil sie w sercu smialka i z przerazliwym okrzykiem natarl na potwora. Poczwara jakby zdziwiona zawachala sie i to wystarczylo aby halabarda przebila jej trzewia.
"To ostatnia"-wydusil z siebie i bezwladnie padl na ziemie....

Dziwne oznaczenia poszczegolnych fragmentow ksiegi zaczely ukladac sie w ukryta wiadomosc.
"Odpoczne jeszcze z dzien i ruszam"-rzekl do swego przyjaciela.
"Czas dokonczyc dzielo, juz wiem gdzie znajde Szamana".........




Bardzo przyjemny quescik tylko czemu szamana w domu nie ma?
Lokacje dosc proste ,  jezdzenia co nie miara ale za to jak sie potem mape zna   hehehehehe.Czekam na dalszy ciag.
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 02 12, 16:39:52
Szaman warzy ziolka i przygtowuje pierwsze proby dla smialkow.

ps. mam nadzieje ze zostawiles mu swe imie
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2006 02 13, 07:46:04
Szaman wszedl do swej siedziby zajrzal do skrzyni... przeczytal ksiege i poszedl opowiedziec smialkowi, jakie czekaja go zadanie, jaka prawa i obowiazki beda nan nalozone...
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: quendin w 2006 02 18, 18:20:34
Driama Shak'kri obudziło kołysanie łodzi.... Usiadł, oparł się wygodnie o burtę i wyciągając z plecaka kawałek mięsiwa zaczął rozmyślać co też ma teraz ze sobą począć.
- Hmm... - mruknął zerkając na zachodzące słońce - sterniku weź kurs na Skara Bree.
- Aye, aye Kapitanie, kurs na Tol en Estel - i widząc zaskoczone spojrzenie Driama, dodał pospiesznie - jak spałeś Kapitanie dostałem nowe komplety map.
- Aaacha - mruknął Driam rozmyślając jakież to nowe niespodzianki szykuje nadchodzący czas.
---------
- Kapitanie dobiliśmy do brzegu - okrzyk sternika wyrwał Driama ze stanu błogiego lenistwa. Ociągając się, wstał i poczłapał do banku.
- Bankierze podaj moją skrzynię - wydał dyspozycję wodząc wzrokiem po pustym banku. Po chwili bankier sapiąc niemiłosiernie przyniósł kufer, więc zabrał się Driam do segregowania przywiezionych łupów.
- Wykonałeś pierwsze zadanie, gratuluję - usłyszał nagle za sobą. Zaskoczony obejrzał się szybko i dostrzegł przed sobą postać odzianą w brązową togę z kapturem głęboko nasuniętym na oczy.
- Czyżby to był Szaman - pomyślał Driam, szata podobna do tej jaką nosi mój brat Kasin, ino on ma zieleń druidów.
- Witaj Szamanie - odrzekł Driam, uchylając kapelusza z szacunkiem - jak rzekłeś, zadanie zostało wykonane.
- Doskonale... A teraz czeka cię próba. Musisz udać się na Wyspę Rozbójników i zmierzyć się na niej z Bestią - wydał dyspozycję Szaman, po czym wzniósł ramiona, wyszeptał jakieś zaklęcie i rozpływając się w powietrzu dodał - uważaj na siebie.
Driam postał chwilę zaskoczony spotkaniem, szybkością i zwięzłowatością wydanych poleceń, po czym wygrzebał ze skrzyni odpowiednią odzież ochronną oraz oręż i udał się do portu.
- Weź kurs na Wyspę Rozbójników - rzucił polecenie sternikowi, rozsiadając się na pokładzie.
- I nie mów mi jak to się ma zwać według nowych map - dodał po chwili - mam nad czym dumać.
------------
Po dłuższej podróży Driam dobił do brzegu wyspy, szybko wskoczył na swojego ulubionego żuka i przeżuwając grzybka rozpoczął badanie wyspy. Niestety pomimo kilku odpoczynków, nie natrafił na ślad żadnej Bestii nie małej, ni dużej a namachał się tylko kosą odpędzając się od namolnych piratów i bandytów czychających po chaszczach i gęstwinach. W końcu zmęczony i obolały zsunął się z chitynowego pancerza żuka, przeklinając własną głupotę, bo jak wiadomo żuk z racji niezbyt imponującego wzrostu i krótkich pałąkowatych nóżek nie jest idealnym towarzyszem do penetrowania terenów pełnych korzeni, krzaków i chaszczy.
- Hmm... A może pod ziemią gdzieś siedzi ta Bestia - wymamrotał Driam pod nosem - muszę przeszukać wszystkie domy.
Nie tracąc więcej czasu na rozmyślania począł odwiedzać budynki, aż w końcu w jednym z nich odnalazł schody prowadzące pod ziemię. Szybko zjechał nimi w dół, gdzie ujrzał małe pomieszczenie i drzwi - zamknięte niestety. Mocował się z nimi długo i okrutnie, ale w końcu z małą pomocą Opatrzności, udało się dostać do środka. Niewiele się zastanawiając wsunął do ust grzyba i zagłębił się w ciemne, zakurzone i zatęchłe lochy. Po przejściu kilku kroków rzuciło się na Driama kilku bandziorów ale kilka machnięć kosą skutecznie ostudziło ich zapał bojowy. Jeden z nich niestety wykorzystując jakąś ukrytą szczelinę umknął z pola boju. Widząc to rozzłoszczony Driam wycedził - i tak cię dorwę.
- Co się odwlecze to nie uciecze - mrucząc starą maksymę zagłębił się w mrok korytarza, gdzie ujrzał przed sobą ścianę z kolejnymi drzwiami. Ledwo się do nich zbliżył, gdy drzwi się gwałtownie otworzyły i wynurzyły się spoza nich mrówkopodobne stwory, rzucając się na Driama. Walka z nimi nie była łatwa ni przyjemna, ciskały piorunami, smażyły ogniem, okrutnie mocno biły wielkimi szzypcami a każdy cios zabierał oddech.
...... w końcu padł ostatni......
Driam ostrożnie przekroczył próg pomieszczenia i rozejrzał wokół siebie, gdy jego uwagę przykuł ruch w ciemnym narożniku pokoju. Powoli pełzła ku niemu Bestia wyglądająca ni to jak żuk, ni to jak wielki robal.
Driam nie namyślając się wiele skoczył na spotkanie Bestii, jednak jej skóra okazala się zadziwiająco twarda. Ciosy Driama niewielkie jej szkody czyniły, na domiar złego sluz tryskający z jej ran uczynił drzewce kosy tak śliskiem że co chwila wyślizgiwało się Driamowi z rąk. Po długiej i wyczerpującej walce Bestia zaczęła się wycofywać, ledwo się poruszając od otrzymanych ran.
- Albo ja albo ona - pomyślał Driam czując ogarniające go zmęczenie. Ostatkiem sił zadał kolejny cios kosą i Bestia padła. Odzyskawszy siły Driam obciął łeb Bestii a czaszkę zaniosł do Domu Szamana.
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: wiedzmin w 2006 02 23, 08:13:00
Obudzil sie po dlugim snie. Odwiedzil znajomego kowala ktory od reki wykonal mu nowa plytowa zbroje tarcze i orez. Po dlugiej rozmowie z kowalem udal sie do pobliskiego miasta gdzie czesto przebywa. Tam od obwolywacza miejskiego dowiedzial sie ze pewien szaman poszukuje smialkow. Aby spotkac sie z owym szamanem potrzeba odnalezc zapiski Lowcow znajdujace sie w roznych czesciach Sosarii. Bez zastanowienia wsiadl na swojego rumaka i popedzajac go co sil i ruszyl w poszukiwaniu przygody.............
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: wiedzmin w 2006 02 23, 08:59:02
.....pierwszym miejscem ktore odwiedzil byly jaskinie gdzie przebywaly ogniste gargulce i inne ogniste potwory. Znajac cale te tereny jak wlasny plecak nie mial probemow z dostaniem sie do to najbardziej odleglych zakamarkow lochu. Odwiedzil nawet na chwile demona i lecz nie dal przyjemnosci walki ze soba gdyz sie spieszyl. Przegladnol tylko jego siedlisko i oddalil sie. Nie mial dzisiaj zbyt wiele czasu gdyz spieszyl sie do zaprzyjaznoniego miasta odwiedzic starych znajomych i napic sie z nimi dobrego wina i powspominac stare dobe czasy. Wsiadl na ulubionego konia i ruszyl do owego miasta. Gdy tak gnal przez lasy, polany i wzgorza, w pewnym momencie zatrzymal sie wierzchowiec i odmawial dalszej jazdy. Pogladzil reka po jego lbie i uspokajal zwierze. Uslyszawszy odglosy wiedzial co spowodowalo odruch bojazni i strachu rumaka. Z pochwy dobyl specialna bron i ciagle uspokajajac konia wsiadl na niego u udal sie w kierunku znanych mu dzwiekow. Jak sie spodziewal trafil na owe bestie. Chciaz nie mial juz za wiele czasu gdzy byl umowiony na przyjacielskie spotkanie postanowil poswiecic chwile na sprawdzeniu sie po tak dlugim snie i wypijajac mikstury wjechal na obszar bestii. Jego nowy orez ktorego blask jeszcze mocno oznajmial iz niedawno wyszedl z reki wybornego kowala nie sprawil mu zawodu i szybko obszedl sie z bestiami zadajac smiertelne ciosy. Gdy przymiezal sie do ostatniej besti dostrzegl na polanie lezaca ksiege. Po ostatnim smiertelnym okrzyku konania besti podjechal pod ksiege i przeczytal wszystkie jej zapisane stronice okazalo sie iz sa to wskazowki oweg Szamana i i porobil krotkie notatki w swoim dzienniczu. Poniewaz walka zajela mu zbyt wiele czasu i czas pokazywal iz moze sie spoznic ostro poganiajac rumaka popedzil w kierunku powoli wylaniajacego sie za wzgorza miasta..........
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: quendin w 2006 03 04, 18:03:23
Każdy z Nich był zajęty własnymi sprawami, gdy poprzez szum drzew, wrzaski Bastii doszedł ich szept:
gdzie kosc w ziemie wbita
gdzie blyska prastary grob
tam otchaln jest ukryta
nad ktora czuwa trup
onegdaj powiedziano
ze wyspa oddzieli zlo
lecz zycie co jest spaczone
poderwie martwa dlon
na groby opuszczone
sarkofag w rzebach legl
w nim lezy zimny trup
jak moglby to by biegl
za mostem na swoj slub
lecz ten co z otchani nadszedl
powstrzymal prorocze sny
bohater co ongis odszedl
tak jak odejdziesz ty

Porzucili swe zajęcia i pognali wezwani ku odległemu celowi. U bram cmentarza na Wyspie Nadziei spotkali się Niphrendil, Maderion i Driam Shak'kri... razem weszli by zmierzyć się z nieznanym. Walka zakończyła się zwycięstwem, choć Licz z Otchłani łatwo wrócić do otchłani nie chciał.
Podeszli do ciała... przy zwłokach leżał Obraz i fragment mapy... mapy prowadzącej w głąb Otchłani.... teraz czas szukać reszty fragmentów.
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: cp_ w 2007 07 08, 20:04:10
I ruszyli.Dzień zapowiadał się na pełen niespodzianek i przygód.Przemierzali gęstwiny by dostać się do miasta pośród bagien, gdzie oczekiwał ich Wiedźmin.Żaden z nich nie był pewny czego może się spodziewać. Po kilku chwilach dotarli do banku.- Nareszcie się wyjaśni - wymamrotał pod nosem łucznik.

Nie trzeba było dużo czasu by ruszyli w podróż, podróż która miała dać im odpowiedź na nurtujące ich od wielu już dni pytania.Wiedźmin nie mówił zbyt wiele tylko parł przed siebie bez mrugnięcia mordując kolejne stwory które śmiały stanąć mu na drodze.Przemierzyli dżungle, przemierzyli pustynie, przeprawili się łodzią przez wielką wodę i wreście dotarli na miejsce.Na twarzy łucznika malował się niepokój, wojownik który także miał być poddany owego dnia próbie także nie wyglądał tak pewnie jak zazwyczaj.W powietrzu unosił się stęchły zapach zgnilizny.Było pewne że wyspa nie jest opuszczona.

Po zejściu na ląd Wiedźmin oznajmił dwóm śmiałkom iż mają za zadanie uporać się ze wszystkimi bestiami znajdującymi sie na wybrzeżu, przy czym głównym zadaniem jest wymordowanie Tytanów, okrutnych stworów, wysokich na kilka stóp.Łucznik i Wojownik spojrzeli na siebie porozumiewawczo, na twarzy wojownika pojawił się lekki uśmiech, lecz zaraz znikł.Czuł się pewnie, miał już do czynienia z takimi stworzeniami i to one wyszły z tych spotkań z pogruchotanymi kośćmi.Wspólnymi siłami sprawnie uporali się z bestiami.Mordując przy tym sporo wilkołaków które pastwiły się nad ciałami swych ofiar.Krew spłynęła na niemal całą polanie barwiąc trawę na czerwony kolor.Wiedźmin widząc stertę ciał rzekł do swych uczniów.
- To była pierwsza próba, która miała okazać czy potraficie wspólnie przeciwstawić się złu.Teraz czas na to by każdy z was wykazał się z osobna.Który pierwszy ?

Nie zastanawiając się wiele Łucznik wystąpił naprzeciw.Było to z jego strony dość lekkomyślne acz odwaga nad rozum czasem nim kieruje.Wojownik tymczasem udał się na plaże.Pewnym krokiem Łucznik ruszył przed siebie.Wiedźmin nie mówiąc wiele wskazał na zarośla naprzeciw niego skąd dochodziły dziwne odgłosy.Niby to szelest, niby to sapanie.Łucznik wycelował swą broń w tą stronę i począł powoli, ostrożnie zbliżać się do gęstwin.Wtem pojawił się jego przeciwnik.Wielkie owłosione ciało, czerwono krwiste oczy, w których można było wyczytać tylko jedno, że nie ma on przyjaznych zamiarów.Nagle ku zaskoczeniu Łucznika spostrzegł kule ognia.Było pewne że nie będzie to łatwa walka.Rozejrzał się w koło lecz nie dostrzegł nikogo, był sam w lesie a przed nim wielki wilkołak.Wymierzył kusze w stwora, jego ręka lekko drgała.Bełt który był wymierzony w prawe ślepie bestii nie sięgnął celu, było jasne że w otwartej walce nie będzie miał szans na przeżycie.Wycofał się między drzewa i prowadził z tamtąd ostrzał.Po kilku próbach udało mu się strzelić w potylice bestii, ten cios powalił ją na ziemię.Okrzyk triumfu rozległ się
w koło.Nie wiadomo skąd wyłonił się Wiedźmin.Rzekł beznamiętnie - Dobrze, teraz czas na wojownika.
Ta walka wyglądała zgoła odmiennie.Dzierżąc tarcze ruszył śmiało przed siebie, nie oglądając się.Do uszu łucznika dobiegały jedynie dzikie jęki bestii, po kilku chwilach wszystko ucichło.Cisza była niemal przytłaczająca, Łucznik począł się niepokoić, odszedł od łodzi w stronę polany gdzie zobaczył Wojownika stojącego nad ścierwem bestii.Jego płaszcz był postrzępiony, na zbroi widać było liczne rysy i zadrapania.Próba dobiegła końca - rzekł Wiedźmin na którego twarzy zagościł po raz pierwszy lekki uśmiech.- Lecz to jeszcze nie koniec, za mną.

Łucznik pewnym krokiem parł tuż za Wiedźminem.Po walce z Przywódcą Wilkołaków czuł się pewnie jak nigdy, niczym władca świata.Miał u swego boku dzielnego wojownika, jego duch nie lękał się niczego, wiedział że nawet gdyby na jego drodze stanął sam bóg nie wahając się ni chwili wystrzelił by ze swej kuszy.Wiele piasku się nie przesypało gdy doszli do czerwonej bramy magicznej.Wiedźmin śmiało wszedł w nią, Łucznik i Wojownik nie inaczej.Po drugiej stronie zastali inny świat.Ciemne chmury krążyły nad tym miejscem.Zewsząd w około nich dochodziły szepty.Dookoła nich były czarne powykręcane drzewa spragnione grama światła.Gdy tak przemierzali tą dziwną dolinę oczom Łucznika ukazał się wielki budynek o czarnych ścianach.Małe okiennice tej budowli zdradzały jej sakralne przeznaczenie.Wiedźmin zatrzymał swego wierzchowca przed nią, i gestem ręki nakazał Łucznikowi i Wojownikowi zrobić to samo.Dalej ruszyli pieszo.

Wkraczając do środka Łucznik poczuł jakby uderzenie.Zachwiał się na nogach, rana zadana wiele lat temu poczęła palić go niczym ogień.Chwycił za przedramię starając się uśmieżyć ból.Ten nieco ustąpił acz nadal odczuwał dość intensywne pieczenie.Kroczył dalej za Wiedźminem i Wojownikiem którzy nieco go wyprzedzili.Gdy wszedł do głównej izby spostrzegł czarny ołtarz, a przed nim krwisty pentagram.Z pewnością nie było to miejsce w którym spodziewał się znaleźć.Wiedźmin stanął obok ołtarza i wyrzekł.- Nastał czas ostatniej dziś próby - po czym wyciągnął z sakwy dwie fiolki i rozdał je.- Czas byście przeszli próbę wytrzymałości, wypijcie zawartość - nie zastanawiając się długo obydwaj opróżnili fiolki.Łucznik poczuł palenie w żołądku, ogień rozdzierał jego ciało, owa mikstura  trawiła jego wnętrzności.Po chwili stracił przytomność.Obudził się cucony przez Wiedźmina.- Wiedźmin musi być przygotowany na wszystko - powiedział.- Pomyślnie przeszliście próby, czas na ostateczną.Odnajdźcie 6 ksiąg skrytych, strzeżonych przez bestie, a poznacie wiedzę o wiedźminach.To będzie wasz klucz do spotkania z szamanem.Pierwszej z nich szukajcie u stóp jaszczuro-ludzi - przez myśl Wojownika natychmiast przebiegło słowo Coventus.Przytaknęli zgodnie i ruszyli w podróż w poszukiwaniu owych tajemnych ksiąg...
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: wiedzmin w 2007 07 08, 23:53:06
Wiedzmin uradowany z zdolności bojowych nowych kandydatów ich odwadze i żarliwości z jaką pragną wkroczyć na Wiedzminska ścieżkę oczekuje na wykonanie przez nich ostatniego zadanie które im polecił. Pomyślał jeśli dokonają tego szybko Szaman powinien być zadowolony.....................
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: mader w 2007 07 09, 10:06:30
Berserk ostatnimi czasy rzadko bywał w mieście, tyle co uzupełniwszy zapasy i ekwipunek znikał na całe miesiące w dziczy . Często odwiedzał miejsca gdzie na sześć części rozdarta Księga Łowcy ukryta była. Jakby podświadomie pilnując jej i czekając na znak od Szamana.
Zauważył po śladach w jednej z pieczar,że niechybnie następna grupa śmiałków poczęła poszukiwania wskazówek.
Hehehehe- zaśmiał sie gorzko ,  przed oczami zaczęły pojawiać sie obrazy poprzedniej
porażki , a w głowie huczały słowa Szamana " drużyna jest tak silna jak najsłabszy jej członek".Berserk wiedział już , że nie chodziło o siłę fizyczną , zrozumiał to gdy drużyna Łowców rozproszyła się . Ciężar wspomnień trawił go od środka , ale berserk znał na to lekarstwo, dwie księgi które nosił zawsze w plecaku. Dobył jedną z nich ,oprawioną w płaty skóry  przedziwnej struktury i zaczął czytać:

" Historia Łowców "
Ongiś świat cieszył się pierwszymi chwilami, kiedy to powstał z szarych nici umysłu Ahn'bysa. Bogowie zasiedlali go istotami pierworodnymi, tworzonymi na swój kształt i upodobania aby chwaliły Ich imię i szerzyły wiarę, budując w ten sposób rasy. Jednakże czas Netherila i nienawiść poszczególnych Bogów zarówno do siebie nawzajem jak i do pierworodnych, spowodowało iż na  świecie zaroiło się od Bestii a także Wynaturzeń tworzonych na kształt i podobieństwo pierworodnych, mających siać zamęt i nienawiść między nimi.
Pierwsi mieszkańcy świata opanowali sztukę ukrywania się przed zagrożeniem, a to w koronach drzew tworząc osady, wykuwając jaskinie i groty w litej skale czy też budując fosy i ostrokoły wokół swych domostw. Ale to było złudne bezpieczeństwo, Bestie pchane instynktem odnajdowały mieszkańców siejąc grozę, śmierć i zniszczenie. Aż nadszedł dzień gdy jeden z pierworodnych pogrążony w nieopisanym żalu i złości po stracie rodziny podniósł broń i wezwał Bestie na bitwę śmiertelną.   Nikt nie wie co wyzwoliło w tym człowieku tak ogromną moc dzięki której pokonał ją ,jedni mówili że żal i nienawiść, inni znowu, że któryś z Bogów zesłał na niego błogosławieństwo swe widząc jego cierpienie. Od tego czasu Wiedźminem kazał się zwać, po czym ruszył w świat  wybierać najodważniejszych wśród pierworodnych. Przekazywał im swą wiedzę, uczył sztuki walki, wskazywał słabe miejsca oraz dbał aby dzieło niszczenia wszelakiego plugastwa było kontynuowane.
Mijały lata Wiedźmini coraz bardziej doskonalili swe umiejętności, przekazując je z pokolenia na pokolenie. A opiekował się nimi i wspierał w walce jeden z Pierwszych Pierworodnych, znany przez Wiedźminów pod różnymi imionami – Wielki Szaman, Szaman Wiedźminów, Szaman Ojciec lub Ojciec Wiedźminów. I nastały złote lata Wiedźminów,  klan przeżywał chwile świetności, powstawały Domy specjalizujące się w walce z poszczególnymi bestiami, jak i w samym sposobie tej walki.
Bestie na skutek  konsekwentnego tępienia, nie były już tak groźne, w niewielkiej liczbie wycofały się w najmniej uczęszczane rejony świata nie stwarzając wielkiego zagrożenia dla ludzi. Czas mijał zaczęły powstawać wielkie warowne miasta, księstwa, narody,  a wraz z nimi armie wojowników zwołane do ich obrony, regularne wojsko. Ludzie powoli zapominali o swych pierwszych obrońcach, woląc prosić o pomoc swych władców niż płacić za usługi Wiedźminów. Domy powoli chyliły się ku upadkowi, aż w końcu świat zapomniał o Wiedźminach. Szaman Ojciec nie mogąc patrzeć na upadek swego dzieła osiadł na małej wysepce z dala od ludzkich osad i szlaków handlowych.
I tak skończyła się era Wiedźminów – pogromców bestii  i wszelakiego plugastwa.

Czas płynął, upadały dynastie a na ich miejsce powstawały nowe, odchodzili królowie i wielcy tego świata, wojny trawiły księstwa, a Szaman trwał nadal .
Szaman Ojciec nie był całkiem odcięty od świata, dzięki orłom – swym podniebnym zwiadowcom wiedział co dzieje się na kontynencie. A nie działo się za dobrze. Wojny klanowe wyniszczyły kwiat rycerstwa, władcy samozwańczy podzielili ziemie granicami i walczyli o każda pięć ziemi nie bacząc na ofiary. Na domiar złego pradawne bestie żywiące się nienawiścią, śmiercią i zdradą wypełzły z Otchłani . Potwory stają się coraz potężniejsze, przybywają tak silne, że mało kto może stawić im czoła.  Poczęły one napadać na wsie i miasta , nawet warowne zamki w których ludzie upatrywali bezpieczeństwo nie były dla nich przeszkodą  aby siać grozę, zamęt i zniszczenie. I na powrót odrodziły się legendy o czynach wiedźminów  - zapomnianych pogromcach, a przede wszystkim o ich Ojcu  Pierwszym Wielkim Wiedźminie - założycielu klanu, nauczycielu i mentorze. Ludzie znów byli gotowi na przyjście legendarnych wojowników.
Upływający czas obszedł się z Szamanem łaskawie, lecz z wiedźminów tylko on miał taką moc aby go oszukać. Członkowie dawnych klanów nie stąpają już po tym świecie, a ich potomkowie zatracili znaczną część dawnych umiejętności, wiedzy i wiary, całą wiedźmińską tożsamość. Wyruszył więc Szaman szukać najodważniejszych wśród rycerzy zakutych w płytowe zbroje, wojowników zwanych berserkami walczących na sposób górskich plemion z pomocą mieszanek grzybów i mikstur, czarowników i kapłanów parających się wszelakimi rodzajami magii. A każdemu napotkanemu człowiekowi kazał zwać się Łowcą, nazywając tak samo każdego ze swych nowych uczniów. Ale aby przystąpić do nauki  najsampierw trzeba odnaleźć 6 części Księgi Łowcy rozsianych po całej Sosarii, spisać je i zanieść Opiekunowi do jego samotni. Lecz to łatwiejsza część zadania jakie zgotował Ojciec Łowców śmiałkowi. Następnie trzeba przejść pomyślnie 3 próby : Próbę Zielonej Krwi, Próbę Miecza i Próbę Ducha , które to wskażą godnych stania się jednym z Łowców, wyrzekając się  jednocześnie dotychczasowego życia.
I tak nastał czas Łowców- nowych pogromców bestii i wszelakiego plugastwa."

Ostrożnie odłożył księgę i dobył drugą , lecz tej już nie otwierał. Delikatnie położył na niej prawą dłoń i półgłosem zaczął recytować:

"Kodeks Łowcy"

Łowcy Sami wybrali swą ścieżkę, wszystkich jednakże obowiązuje Kodeks . Żadna istota śmiertelna nie jest władna Go zmienić, gdyż stanowi fundament braterstwa, jedności i tradycji. Łowca nie zna innego prawa ponad Kodeks i Prawa Bogów , nie podlega niczyjej władzy, nikt nie jest jego panem a wszyscy są względem  Niezmiennych Praw równi.

1.   Łowca na swej drodze, zgodnie z powołaniem, walczy z bestiami nie z pierworodnymi. Jedynie w samoobronie dobyć oręża na pierworodnego można. Niesienie pomocy w walce z bestiami jest celem i powołaniem, nigdy jej nie odmówi nie bacząc na rasę , wyznanie , dawne zaszłości wołającego o pomoc.

2.   Łowca zachowuje neutralność względem świata doczesnego, nie wtrącając się w sprawy jego, nie angażując się w konflikty między klanami, miastami czy księstwami, szanując ich granice, władze i suwerenność. Nie angażuje się również w spory rasowe czy wyznaniowe szanując je jednakowo.

3.   Łowca zawsze jest lojalny względem swych Braci, nie zdradzi Brata swego, świadczy zawsze za niego, nie zwątpi w niego, złym słowem jego honoru nie splami. Zawsze wspomoże gdy ten upadnie, wesprze w chwili trudnej i zginie za niego gdy najdzie taka potrzeba. Łowcy nie razi rasa , wyznanie ni przeszłość brata.

4.   Łowca nigdy nie zdradzi klanu, nie zwątpi w słuszność drogi obranej, nie zgubi jej. Wyrzeka się wiarołomności, oszustwa i czynów Łowcy niegodnych. Ponosi odpowiedzialność za czyny swe i słowa, których się nigdy nie wypiera.

5.   Łowca ufa w swe siły i swoich Braci, nie ma dla niego prób których jego serce by się ulękło. Swego Boga czci nie wstydząc się go i nie zaniedbując ofiar przez niego wymaganych."

Czy to aby już ten czas ? Czas aby zmierzyć sie z demonami przeszłości? Wreszcie podnieść głowę i spojrzeć w przyszłość? Czas by wypełniło sie przeznaczenie?
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: cp_ w 2007 07 15, 22:52:08
Świtało, słońce nieśmiało wyłaniało się zza gór.Łucznik otworzył swe strapione oczy, rozejrzał sie w koło półprzytomnym wzrokiem, trudy ostatnich wypraw dały mu się ostro we znaki.- Jeszcze tylko jedna - wymamrotał niemal bezdźwięcznie.Powoli począł podnosić się z leża.Tuż obok zgliszczy ogniska spał wojownik, sapiąc ociążale.Łucznik powoli podszedł do resztek ognista, rozgrzebując niedopalone kawałki drwa pomyślał - Czas to wreście zakończyć - po czym począł przywdziewać swą mocno już strapioną walką zbroję.

Ponownie stanęli u wejścia do groty.Wiele takich miejsc zwiedzili ostatnimi czasy.Łucznik spojrzał porozumiewawczo na Wojownika, ten bez chwili wahania ruszył dziarsko do środka. - Miejmy nadzieje że to tu - rzekł i ruszył za towarzyszem. - Oto i ostatnia niezgłębiona przez nas jaskinia, to ona musi skrywać 6 część księgi - po wypowiedzeniu tych słów rozpoczęła się regularna rzeź stworzeń zamieszkujących pieczarę.


Siedzieli w gospodzie nieopodal Yew, w środku panował gwar, było tłoczno.Strudzeni walką którą toczyli przez ostatnie dni nie byli skorzy do zbytniej gawędy.Powoli składali rozkawałkowaną księgę w całość, każdy na swój sposób, przepisując tekst skrzętnie każdy do swej księgi.Czas spotkania był bliski...
Tytuł: Wiedzmin
Wiadomość wysłana przez: Voltaur w 2008 01 10, 21:18:19
Lekki powiew wiatru przerwał głuchą cisze panującą w opuszczonym miesicie. Drzewa uginały się pod jego naciskiem, potrząsając przy tym liśćmi, jakby chciały cos przekazać.
Trwało to chwile. Koncert ten przerwało parskniecie konia. Wtedy także zza zakrętu ukazała się tajemnicza postać. Ubrana w ciemno zielona skórzana zbroje, płaszcz i mocno upięty pas, na którym dostrzec można było liczne kieszonki. Spod peleryny wystawała rękojeść srebrnego miecza. Postać bez namysłu wjechała do miasta, następnie spokojnie rozejrzała się po pobliskich budowlach. Pod jedna z nich stała osoba, na której jej zależało. Był to Wiedźmin, bardzo dobrze władający, Bronia, znający różnorodne sztuki walki i znany specjalista od mikstur – Van Shevan
Nie zastanawiając się, podjechała bliżej.

-Tuxach Van
-Tuxach Voltaur

Łowca przyglądał się przez chwile młodemu wojownikowi. Następnie zapytał półszeptem

-Gotowy?
-Tak, ruszajmy.

         ***

...
-No i w tym miejscu zaczyna się twoja pierwsza próba. Kawałek dalej napotkać możesz sfinksa. Mam nadzieje ze czytałeś ksiązki, które ci poleciłem. Ta, umieszczona była informacja na temat tych istota, oraz wskazorki, co do walki z nimi... Jeszcze jedno... chciałbym urzec trofeum jeszcze przed zachodem słońca.
-Rozumiem. Mogę ruszać?
-Tak, powodzenia.

         ***

Świst miecza. Trzask. Ryk bestii.
Voltaur efektownym piruetem ugodził bestie w kark. Zaraz po wylądowaniu, rozpoczął następny atak. Tym razem bestia szybkim cieciem ugodziła go w klatkę piersiowa. Upadł na ziemie. Czuł się jak mikstury powoli przestają działać, jego ruchy stawały się coraz wolniejsze, co zmiejszało jego szanse na wygrana.
Bestia skoczyła w stronę wojownika. Voltaur szybkim unikiem usunął się jej z drogi, następnie wykonał wysoki skok. Ściskając mocno miecz w reku wykonał piruet, ciął precyzyjnie bestie prosto w szyje. Miecz wysunął mu się z reki, ciało bezwładnie upadło na ziemie...

         ***

-Voooltaur! Vol!
-Tak?
Odezwał się w półśnie.
-Wstawaj, czas ruszać dalej.
-Cco się stało z bestia?
Wybełkotał.
Van zaśmiał się cicho.
-Pod koniec walki zemdlałeś, to efekt mikstur. Na szczęście stałem nieopodal i w porę ruszylem na pomoc. Jeszcze sporo musisz się nauczyć, ale pierwsza próbę masz zaliczona.
-Ale przecież...ja...
-Voltaur, pierwsza próba polega na odwadze, a nie na wygranej...

         ***