DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Alvor_Lucard w 2006 02 10, 14:33:25

Tytuł: Głosy
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2006 02 10, 14:33:25
Czy to ze opadlem z sił stało sie przyczyna mej nienawisci do walki? czy tez zrozumienie ostatecznego celu jakim byla wiedza, wiedza ktora daje wieksza potege niz kolejne ofiary...

- Udajemy sie do Minoc moj przyjacielu - Nekromanta zerknal na astralnego wierzchowca, specjalnie przyzwanego z innych planów.
*cichy głos wdzierał sie do swiadomosci Drowa*
- Kroczysz w cieniu, obiecywales mi rozlew krwii i terror ponad wszelkie wyobrazenia, tylko dlatego zgodzilem sie abys to ty mi towarzyszył... Renegacie...
*Lica Nekromanty pozostaly niewzruszone*
- Jak zwykle niecierpliwy. To com ci obiecał bedzie ci dostarczone a teraz nie sprzeciwiaj mi sie i rob co ci rozkazalem, pamietaj tez o naszej umowie...
* cichy pomruk ostrzegł drowa o zblizajacych sie slowach, sila uderzenia byla tym razem mocniejsza*
- pamietam o tym Alvorze, jak doskonale pamietam...
*wszystko ucichło*


Znajdowali sie niedaleko przystani w Minoc, port jak zwykle wydawal sie opuszczony. Tak szybko po zmaterializowaniu sie na miejscu, Nekromanta stopil sie z cieniem i kierowal sie w strone cywilizacji.
Kolejne kroki, ostroznie stawiane aby nie popelnic bledu i nie ujawnic swej obecnosci smiertelnym.
Wsłuchiwał sie, zbierał informacje tak niezbedne dla niego jak i dla Rady...
Mial juz sie zbierac lecz nieznane mu dotychczac pragnienie skierowalo jego oblicze ku kopalni.
- czujesz to? - wyszeptał do swego "przyjaciela"
Nie dostawszy odpowiedzi postanowil sprawdzic zrodlo owej energi.

Chwile sie dłuzyly kiedy niezauwazenie przemykal coraz blizej jaskini, w ktorej kazdego dnia ludzie, krasnoludy oraz inne istoty oddawaly sie bezsensownej czynnosci wydobywania rudy. Fala emocji o nieokreslonym charakterze z kazdym ruchem zdawala sie emanowac coraz silniej. Wszedł do srodka, aby stac sie swiadkiem przyczyny owych zawirowan.

- Kobieta? - szepnal - Co to ma znaczyc? Nie rozumiem....
Przed nim stała nieswiadoma niczego mloda dziewczyna, usilnie starajaca sie wymachiwac kilofem. Nieswiadoma jego obecnosci, nieswiadoma swego potencjału...
Dowiedzenie sie czym jest ta istota zaabsorbowalo umysł Drowa, poczal sie zastanawiac jak to rozegrac...

- Jam jest smiercia, jam jest poszukiwaczem, czym tyś jest ?
Ludzka Samica wypuscila z dloni kilof poczym sprawnym ruchem dobyla swego sierpa.
- Wychodz! wiem kim jestes! to znow ty, zartownisiu !
Głos słodki niczym spiew syren, tych ktore macyly w glowach, zwodzily nieostroznych...
Co sie ze mna dzieje?
- wychodz! stan do walki!
- Nie jestem twym wrogiem, ani nie jestem morderca.
- dlaczego wiec ukrywasz sie w cieniu? czy twe oblicze jest az tak przerazajace ze boisz sie je pokazac?
- Wrecz przeciwnie smiertelniczko, jestem czyms piekniejszym niz byla bys w stanie sobie wyobrazic.
- pokaz sie! drwisz ze mnie...

Chwilowy impuls pozwolil mi wykryc zagrozenie
- uciekaj stad, marna ludzka istota czai sie na twe zycie...
- nie dam sie zwiesc!
Dołączył do niej kolejny...ludzki samiec.
- Bracie ! ja postradalam zmysly! slysze glosy, pomoz mi, czy i ty je slyszysz?

Długo zastanawialem sie czy meczyc dalej te istote, nie ma zupelnie pojecia o swym potencjale, prawde powiedziawczy i ja do konca niewiedzialem czym jest ta energia bijaca od tej kobiety.
- Uspokoj sie siostro! nikogo tu nie ma - chwycił ja w ramiona, wtedy poczulem cos dziwnego...zazdrosc? Bylem tak skupiony na jej energi wewnetrznej iz nie dostrzeglem pozostalych walorow widocznych gołym okiem. W palecie mego słownictwa zabrakowało mi kolorów aby opisac urode tej dziewczyny.
- Ona bedzie moja - wyszeptałem do ucha jej brata.
- Nigdy!
W tej samej chwili bełt z kuszy ugodził młodzienca, zabojca o chwile za długo ujawnil swoja obecnosc, straz zareagowała instynktownie. Za ułamek sekundy widziałem krew lejaca sie z ciała poległego.
- To juz koniec, nie bedzie ciebie wiecej niepokoił - wymamrotał ledwo przytomny młodzieniec.
Nie chciałem zeby mnie utozsamiano z tym idiota, tak niezdarnie czychajacym na cudze zycie.

- Nie myl mnie z tym scierwem zalegajacym na skale...
Widzialem zdziwienie kobiety, zblizylem sie do niej tak bardzo iz pewien bylem ze poczula moj oddech na swym karku. Była zakłopotana...
- to... to przed tym mnie ostrzegales? kim jestes?
- Moze nikim, moze twoim aniołem...zajmij sie bratem, wymaga opieki a ja..niestety nie moge ci sie objawic w srodku dnia.
Uslyszałem go wczesniej niz zobaczyłem, to był jeden z zakonnikow, trzymał kusze i rozgladał sie uwaznie po jaskini. Wyczuł mnie, a znajac te istote wiedzialem ze tez jest w stanie mnie wykryc...musialem dzialac szybko.
- Nie dowiedzialem sie wszystkiego o tobie, jeszcze sie spotkamy kiedy mniej zakonnikow bedzie nam wchodzic w droge, zegnaj !

Bez problemu przeszedlem obok wiecznie czujnego psa zakonu, widzialem jego poirytowanie, czujac mnie nie byl w stanie mnie wytropic. Poprawilo mi to humor. Udalem sie na spoczynek, chwila przerwy zeby przeanalizowac anomalie, ktorej dzis bylem swiadkiem.


Taka luzna opowiastka ktora mi sie przytrafila. Mam nadzieje ze milo sie czytalo.
Pozdrawiam
Alvor L.
Tytuł: Głosy
Wiadomość wysłana przez: Kazuma w 2006 02 10, 16:15:04
Alvor sie zakochal  :D dobra zart, fajnie sie czyta ;]
Tytuł: Głosy
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2006 02 10, 17:03:43
buyhyhyhy :>
lol  Alvor Lucard ma na uwadze ze 3/4 kobiet granych jest przez facetow...bez jaj :P
Ot luzne opowiadanie co sie dzieje z moja postacia.
pozdrawiam
Alvor L.