DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Siudi w 2009 08 24, 14:44:10

Tytuł: Początek końca.
Wiadomość wysłana przez: Siudi w 2009 08 24, 14:44:10
Ta noc nie różniła się niczym od pozostałych w jego życiu. Siedział przed bankiem Yew przyglądając się różnym istotą, zabieganym, tudzież zasiedziałym i pochłoniętym w swoich czynnościach.
"- La brea Ulric!"
"- Hej Ulric!"
"- Cołem Ulric!"
Co jakiś czas dało się zasłyszeć a ten tylko ukrywając swój podły nastrój, uśmiechając się odpowiadał pozdrowieniem, to gestem dłoni.
Mijały godziny a ten siedział i myślał. Czasem jego umysł doznawał nastroju, którego możemy nazwać... próżnią? Hah, nie... po prostu natłok myśli sprawiał wrażenie, iż ten nie myśli o niczym.
Cała ta atmosfera, całe to widowisko o którym teraz mowa, miało jednak swoje podwójne podłoże. Ulric od dawien dawna nie potrafi oswoić się z uczuciem, które wznieciła w nim pewna osoba.
Zamknijcie teraz swoje oczy i posłuchajcie tej opowieści, a umysły Wasze przeniosą się w mętlik tych wydarzeń i zawirowań uczucia zwanego miłością? zakochaniem? a może po prostu... oczarowaniem.

"
- Niech mnie szlag trafi! - Krzyczał Ulric jakby do siebie, gdyż w pomieszczeniu nie było nikogo. No może prócz dwóch bankierów, którzy wymieniali się tylko spojrzeniami, zdziwieni reakcją na codzień spokojnego pół-elfa.
- Wystarczyło żeby mi powiedziała, że to tylko urok, że to tylko jakaś głupia jej sztuczka! - ponawiał swoje wrzaski, chodząc nerwowo po pomieszczeniu, potykając się czasem o nierówności spowodowane wygięciami desek na podłodze.
- Gdybym wiedział, że te wszystkie spotkania... Te wszystkie gesty, rozmówki nasze skończą się tak... A ten taniec! Ahhh... - Złapał się za głowę i usiadł na przeciwko bankiera. Spojrzał na niego bardzo chłodno, jak nigdy. Ten nie zastanawiając się dłużej, odrazu podał mu jego kufer.
Nerwowo grzebiąc w skrzyni, "rozdmuchując" ład i porządek jaki do tej pory panował w jego skrzyni, wyciągnął wino. Z lekko szyderczym uśmiechem spojrzał po twarzach urzędników i jednym ruchem nogi dostarczył pod stół swój kufer.
- Schowajcie to. Czas aby ludzka ma natura zaznała ukojenia.

"

C.D.N ...
Tytuł: Odp: Początek końca.
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2009 08 24, 18:23:15
*Upiorny chichot*
Tytuł: Odp: Początek końca.
Wiadomość wysłana przez: Siudi w 2009 08 24, 18:30:46
Bardzo śmieszne ;)
Tytuł: Odp: Początek końca.
Wiadomość wysłana przez: Siudi w 2009 08 26, 13:31:57
"
Siedząc w banku na pierwszym piętrze i przyglądając się ćwiczeniom młodych adeptów magii, Ulric wyglądnął przez okno. Spostrzegł, że dzisiejszego dnia ulica jest wyjątkowa tłoczna i barwna, ponieważ kręciły się tam przeróżne postacie.
- Żebyś tylko nie zrobił jakiegoś głupstwa - powiedział jeden z przyjaciół znajdujących się w pomieszczeniu wraz z Ulriciem.
- Oj skończ żartować. Dawno o niej już zapomniałem i nie mam ochoty abyś mi o niej ciągle przypominał - wykrztusił dość pewnie z siebie pół-elf.
- Taaa... - powiedział z niedowierzaniem, dającym się wyczuć w jego głosie ów przyjaciel.
- Tańczący z Wampierzami...heh. - wyszeptał jeszcze, lecz elfi słuch Ulrica to wyłapał.
Nie chciał już kontynuować bezsensownego tematu, a więc dalej z błyskiem w oku obserwował codzienne życie Yewiańczyków. Nagle... jego wzrok przykuła pewna osobistość, w fioletowej todze, z zarzuconym na głowie kapturem. Szybko zorientował się, że jest to osoba na pewno mu znana, aczkolwiek przekonał się o tym, gdy poznał i konia na którym postać zmierzała w stronę portu.
- Ma.... ! - Nie dokończywszy zdania, wybiegł z pomieszczenia, trącając przy tym malarza, który właśnie tworzył portret jakiegoś jegomościa. Gdy dotarł na schody, zbiegł niczym wilk pędzący za swoją ofiarą i wypadając niczym porywisty wiatr z banku krzyknął:
- .. Lui!! - lecz nikogo już tam nie było, a on z pustą butelką obudziwszy się na ostatnim piętrze swojej wieży wyszeptał z wielkim bólem głowy.
- Co za koszmar... Już więcej nie pije.

"

C.D.N
Tytuł: Odp: Początek końca.
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2009 08 26, 13:57:06
Upiorny chichot dało sie słyszeć w podziemiach dawnej światyni. Wampirzyca siedzac przed zwierciadłem wpatrywała sie w nie.Lecz nie odbijało ono bladego oblicza kobiety ale zdezorientowana twarz pol-elfa przecierajacego oczy wybudziwszy się z alkoholowego snu.
Długim paznokciem przejechała po tafli lustra znaczac tajemne runy i szepczac słowa w zapomnianym jezyku immortha.
Wampirzyca wyraźnie swietnie sie bawiła mącąc w snach pol elfa...
-Co za dureń...-Upiorny chichot znów poniósł sie po podziemiu...