DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Zanderradcer w 2009 08 28, 19:36:53

Tytuł: Szalony ogr w okolicy Trinsic
Wiadomość wysłana przez: Zanderradcer w 2009 08 28, 19:36:53
Kox wykrywania i pojawia się mała historyjka o walce z ogrem w okolicach Trinsic. Napiszcie co o tym sądzicie. Nie bądźcie zbyt krytyczni w końcu jestem amatorem rpg, a nie pisarzem:) Miłego czytania. Swoją drogą przekoxany mob i ladny loot. Fajnie ze dalo sie to bic samemu bez prota w valorze:D Zabilismy tez ledrica i jego panne potem opisze tamto zdarzenie:)

Zanderradcer postanowił wyruszyć do rodzinnego domu. Wciąż tam wracał mimo iż za każdym razem wywoływało to uczucie tępego bólu. Nekromancie, któremu wojownik był niewolnikiem przez 20 lat swojego życia nie udało się zrobić z niego istoty bez uczuć. Przed snem widział ze swojego balkonu w oddali Yew. Nie widział już w tym mieście swojego domu. Zamiast tego przeszywało go uczucie gniewu. Stal i patrzał przed siebie jeszcze jakiś czas. Po kilkunastu minutach zmęczony całym dniem podroży postanowił uspokoić się i w końcu położyć spać. Nie widział czemu tu wciąż wraca. Może liczył, że któregoś dnia spojrzy z balkonu i ujrzy leśne miasto w płomieniach?

Obudził się zrywając z krzykiem z łoża. Nie wiedział jednak o czym był sen.  Umówiony był z przyjacielem. Zaczął mozolnie przywdziewać zbroje. Poprawiał zapięcia. Wszystko musiało być idealnie przymocowane. Każdy jego ruch nie mógł być spowalniany przez zbroje bardziej niż to konieczne. Odruchowo sprawdził czy każda broń wychodzi gładko. Nawet mechanizm w zbroi z wysuwającym się nożem do rzucania działał sprawnie. W końcu stwierdził, że jest już gotów. Jego zacny rumak czekał gotów do jazdy. Wypoczęty, wykarmiony gotów do podróży. Wyprawa do Jhelom nie należała do niebezpiecznych dla kogoś takiego jak zakonnik czarnych szat. Bandyci schodzili z drogi czekając na łatwiejszy lup. Czasem tylko jakiś głupi ogr chciał się wzbogacić, płacąc za swój błąd życiem. Wojownik całą drogę przyglądał się śladom na ziemi. Nie chciał zostać zaskoczony. Dalsza część podróży była równie spokojna. Dotarł do magicznej bramy i przeszedł przez nią do Jhelom. Wzdrygnął się. Magia zawsze powodowała u niego dziwne odruchy. Mimo iż powinien się przyzwyczaić zawsze reagował tak samo. Po przyjacielu w Jhelom nie było śladu. W ogóle nie było żywej duszy oprócz pracujących tam kupców bankierów i straży pełniącej warte. -Pewnie jestem za wcześnie. Powiedział spoglądając na wschód słońca. Z ciszy wyrwał go głos plotkarza. Zander słuchał mimowolnie. Nic ciekawego pomyślał. Jego uwage natomiast przyciągnęła ifnormacja  o ogru w okolicy Trinsic. Ponoć żebrak widział jak ów ogr walczył z grupą krasnoludów i padali jak muchy. Na tą wieść olbrzymi wojownik od razu się wypogodził. -Wreszcie się trochę zabawię. Zapomniał o przyjacielu na którego czekał. Zapomniał o wszystkim. Kocha walkę. Walka to jego życie. Ruszył jednak powoli. Tak czy inaczej by go wytropił, więc męczenie zwierzęcia jest nie potrzebne. Znów przeszedł przez bramę i znalazł się nie opodal teokratycznego miasta. Spojrzał na ślady. Jego oczom od razu ukazały się ogromne ślady ogra. Teraz słychać było już szaleńczy śmiech. Ruszył w galop. Zręcznie kierował konia przez bagna, a później przez las. Zwolnił gdy ślady były już bardzo wyraźne i świeże. W pewnym momencie ujrzał tą zadziwiającą istotę, która powaliła niedźwiedzia jednym uderzeniem olbrzymiej maczugi. Sam mierzył 2.10 wzrostu. Ogr był co najmniej 2 razy większy. Nie przeraziło go to jednak wcale. Puścił wodze konia i zaatakował. Ogr nawet nie zdążył się obrócić gdy spadło na niego pierwsze cięcie. Wojownik wymijał olbrzyma w zdumieniu. Miecz uderzył jak w skałę. Ledwo go drasnął. Był już pewien, że nie będzie to łatwa przeprawa. Ogr obrócił się i uderzył w tarcze prawie zrzucając jeźdźca z konia. Woj co rusz przejeżdżał obok ogra za każdym razem ledwo go raniąc. Właściwie nawet nie widział efektów swoich uderzeń. Nawet grymasu bólu na twarzy stworzenia z która przyszło mu walczyć. Każdy cios ogra natomiast był odczuwalny. Zanderradcer obawiał się, że w końcu ręka trzymająca tarcze się podda i złamie pod tymi straszliwymi ciosami. Jednak im większy ból czuł tym zacieklej walczył. Słychać było dudniący śmiech z pod hełmu. Oczy wojownika płonęły przepełnione radością z walki. Każde cięcie i otrzymany cios obuchem wywoływały szalony śmiech. Walka, która zagrażała życiu wojownika była dla niego rozkoszą. Każdy kto by go teraz obserwował myślałby, że ten godny wojak postradał zmysły. -Więcej Więcej! Tylko na tyle Ciebie stać!!!! wykrzykiwał wojownik. Raz po razie błysk stali i cień rzucany przez maczugę. Walka trwała już pół dnia mimo radości wojownik nie czuł już ani rąk ani nóg. Jego wierzchowiec mimo iż przyzwyczajony do wysiłku wyglądał jakby miał się zaraz zatrzymać i poddać. Ogr był teraz powolny i często się zatrzymywał zaczerpnąć tchu. Siła uderzeń jednak nie zmalała. Wojownik wypił biały i niebieski flakonik po raz czwarty. Napoje te chociaż wzmacniały jego zdolności były bardzo ohydne w smaku. Tylko nie wielki grymas wskazywał na to z jakim obrzydzeniem wojownik traktował te trunki. Zakonnik przeszywał przeciwnika czarnymi oczami. Obaj się nie poruszali. Obaj w tej ciszy usłyszeli nadjeżdżającego jeźdźca. Dla obu mógłby to być koniec. Jednak owym jeźdźcem okazał się Dikall Mac Bruce przyjaciel Zandera. Naznaczony przez chaos woj był zdziwiony widząc tak wyczerpanego przyjaciela. Spogladając na ogra zdziwinienie tylko narosło. Dikall rzucił się bez słowa na ogra szybko odczuwając jego olbrzymią siłę, która przeszywała go nie znośnym bólem od tarczy promieniście po całym ciele. Obeznani w sztuce walki wojowie zaczęli krążyć wokół panicznie wymachującego ogra raniąc go i odbiegając. W pewnym momencie ogr upadł. Jego pokaleczone nogi nie były wstanie zrobić kroku. Dikall podbiegł do ogra i uderzył ogromnym młotem w jego czaszkę. Słychać było chrobot kości i ogr padł. Obaj wojownicy zdjęli hełmy aby przyjrzeć się zwłokom ogra. -Tu jest skrzynia zawołał Mac Bruce. Na bogów tu jest około 300 tysięcy. Odwrócił się i spojrzał w stronę Zandera w samą porę aby ujrzeć jak ogromny woj spada z rumaka na ziemie z wyczerpania. Zarzucił skrzynie i woja na swojego wypoczętego konia, a drugiego musiał zabić na miejscu. Zwierze padło i nie wyzdrowiałoby nigdy w pełni. W mieście Dikall opłacił najlepszy pokój w gospodzie. Wysłał posłańca po mikstury lecznicze i opatrzył przyjaciela. -Złamana ręka, kilka żeber i połamana noga! Mnóstwo siniaków. Adrenalina długo jeszcze trzymała Cię przytomnego. Bydlaku, który to już raz ratuje Twój tyłek. Mówił zmartwionym głosem do wciąż nie przytomnego przyjaciela. Czuwał przy nim, a przed jego oczyma ukazywał się obraz szalonego wyrazu twarzy i tego nie zrozumiałego zadowolenia w oczach Zandera. Nie mógł zrozumieć jak ten zakonnik zatraca się w walce. Nie rozumiał dlaczego nie zwraca uwagi na rany. Nigdy nie zrozumie tego bezmyślnego zachowania. Sam jest o wiele ostrożniejszy. Dlatego pewnie to on ratuje Zanderradcera, a nie odwrotnie. KONIEC:D
Tytuł: Odp: Szalony ogr w okolicy Trinsic
Wiadomość wysłana przez: Skalaboss w 2009 08 28, 20:52:17
Spoko mi sie podoba ;)
Tytuł: Odp: Szalony ogr w okolicy Trinsic
Wiadomość wysłana przez: Siudi w 2009 08 29, 06:23:44
Bardzo fajnie a loot naprawdę spory ;)
Tytuł: Odp: Szalony ogr w okolicy Trinsic
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2009 09 18, 14:38:33
yeah...Zander to pro klimat ;) naprawde fajnie sie to czytało. Pisz tego wiecej co? Przeciez tyle ciekawych rzcezy sie dzieje w Del jest co opisywac :D