DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: LooZak w 2009 09 10, 17:34:58

Tytuł: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: LooZak w 2009 09 10, 17:34:58
-Uhh...*domek ogarnelo donosne kichniecie*

-Psia, jego zawszona mac... Teraz to naprawde zem przesadzil z tym lataniem po lesie. - stwierdzil mysliwy, ocierajac ociekajacy glutami nos

*zakaszlal, charczac przy tym niemilosiernie*

*pogladzil chwile gardlo, poczym podniosl sie do pozycji siedzacej*

-Trzeba by znalezc jakiego, rozgranietego uzdrowiciela, bardziej niz te miastowe. - stwierdzil glosno, ze stanowczoscia, wciaz odczuwajac drapanie w gardle.

*Wstal leniwym, powolnym ruchem ze swego loza, czujac bol we wszystkich gnatach*

-Uhhh... Jak stary dziaduch... *usmiechnal zie z lekka na ta mysl*

*otarl spocone od goraczki czolo*

-No nic, trzeba zapolowac na jakiego niedziwedzia, co by zapomniec o tym cholerstwie, a pozniej do uzdrowiciela. - ochoczo, lecz z trudem rzekl do samego siebie, zachrypnietym glosem.

Po wszystkim, mysli wstal ociezale na nogi, i poczal sie przygotowywac do swej kolejnej codziennej wyprawy, skrupulatnie przywdziewajac zbroje, oraz zapinajac ciasno rzemyki.


Co dalej ? Nie wiem. Zobaczymy. Sam jestem ciekaw. :)

Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2009 09 10, 21:09:38
Przelknal sline.
-Szlag mnie zaraz trafi - wymamrotal nalewajac do kielicha kolejny preparat.
Wypil ochoczo miksture.
-Cos w koncu musi zadzialac...
*Puk Puk Puk*
Rozleglo sie donosne kolotanie.
-Panie Aaronie, ziola dla pana! - niespiesznie otworzyl drzwi i wpuscil malca.
Sprawdzil woreczek, po czym podal drobna sakwe chlopcu.
- To za fatyge, a teraz uciekaj do domu. - Nim skonczyl chlopiec zaczal kaszlec jak opetany.
Podal mu fiolke i nakazal wypic.
-Idz do domu, nie wychodz. To jakas cholerna epidemia. - Zamknal drzwi.
Ulozyl na talerzykach porcje ziol. Zaczal trzec kolejne probki.

-Czegos brakuje. Zarazilo takze i nieumarlych... paranoja. Sciezki oddechowe, to w nich cos siedzi...
Zaczal bazgrolic w ksiazce.
Kaszlnal solidnie. Nieco sliny padlo na szybke od probek. Spojrzal sceptycznie.
Wyciagnal narzedzia i zestaw szkielek. Jak blisko mozna sie przyjrzec?
Znow kombinowal...
Dalej kaszlal...
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: licho w 2009 09 10, 21:33:51
Cytat: LooZak w 2009 09 10, 17:34:58
Co dalej ? Nie wiem. Zobaczymy. Sam jestem ciekaw. :)

Ja tam bym nie czekał, tylko sobie lekarstwa szukał.
Choroba nieleczona może być złośliwa i mieć powikłania.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: PiKiSu w 2009 09 11, 02:16:51
Wypil metna, gorzkawa miksture, mieszanke ziol i sfermentowanego soku z owocow. Poczul cieplo od srodka i ulge. Maly usmiech zagoscil na jego twarzy.
Nagle niczym dwa huragany cos zakrecilo go w nozdrzach i kichnal tak glosno, ze echo dobywajace sie z dlugich korytarzy wielokrotnie przypominalo mu o jego chorobie.
- Do licha, co za przekleta choroba. Nic gorszego juz mnie spotkac chyba nie moglo - pomyslal.
Ruszyl w strone schodow by podlac rosliny na poddaszu. W polowie drogi omsknela mu sie noga na sliskim, kamiennym stopniu i uderzyl kolanem o kant.
- Jasna elfka i stu krasnoludow - wykrzyknal zalosnie sciskajac sie za obolala noge. Pomagajac sobie rekami wdrapal sie na sama gore domu. Podlal rosliny i wyjrzal za okno. Nagie drzewa opatulone w biale korzuchy a ziemia przykryta gruba pierzyna. Z nieba sypalo tak jakby ktos na gorze rozdarl ogromna, wypchana lodem poduszke. Cieplosc jeszcze daleko - pomyslal i wrocil na dol kustykajac na jedna noge.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: skorzak w 2009 09 11, 02:58:47
Siadł przed zapienionym garncem ustawionym na stole... z naczynia dobywała się cudna woń grzanego ciemnego yewiańskiego piwa z miodem... Uśmiechnął się do siebie..
- Jeszcze nigdy kaszlu nie miałem... żadnej choroby... zwalczę i to..- rozejrzał się szybko po pomieszczeniu, po czym wstał i sięgnął po miedzianą kwarte stojącą nieopodal na półce... ręką sięgnął też po główke czosnku zawieszoną w warkoczu pod strzechą - jeszcze jeno.... - z najbliższej szuflady wyciągnął cytrynę...

Sidając tak uzbrojony spowrotem do kociołka piwa, zaczerpnął zeń pełny kufel... zajadał na przemian różności zdrowotne popijąc piwem oraz żółtą i pomarańczową miksturą... po chwili, choć niekrótkiej świat zawirował i zatętnił swym własnym, pijanym rytmem...

- Trza rozprostować kości... - na tarasie domu syn warzył ciągle jakieś mikstury, stary N'Hara wyszedł chwiejnym krokiem przeciągając się szeroko w drzwiach... wzbudzając tym samym uśmiech na twarzy syna... - obaczysz, że to zaleczę! Najstarsze metody najlepsze!

Po chwili gawędy obydwaj przerwali, przeca ukazał im się obraz komiczny jak nigdy... z cienia cisowego drzewa wyłonił się wilkołak, bestia o pysku znajomym... jeno zakasłana niemiłosiernie... bestia zawarczała na nich i zachrypła jakby w połowie, kaszląc i krztusząc się szybko odeszła skąd przyszła...

- Kie licho? Kaszlący wilkołak? Ciekawe czy wampierze i nieumarli też? - obaj mężczyźni popatrzyli po sobie po czym wybuchnęli śmiechem... - Idę spać synu... miłej pracy! Może mi tam co na ten kaszel rozetrzyj...
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Gucio w 2009 09 11, 08:32:07
Jako człowiek-ogień nigdy nie był, nie jest i nie będzie przeziębiony, a dalej mam głupiego emota kaszle. ;p
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Prorokpl w 2009 09 11, 11:51:35
-No szybciej Erdo, bo nie zdzierżę już tego kaszlu... - rzekł Lothiel do starej szamanki, gdy kolejny powiew lodowatego wiatru wdarł się do izby.
-Nie popędzaj mnie młody głupcze! - warknęła Stara Erda na barbarzyńcę - Nie masz pojęcia jak uważnie trzeba przygotowywać napar z grzybków. Swoją drogą dziwi mnie, że takiego Geala złapało takie coś jak kaszel...
Zamieszała w kociołku postawionym na ogniu w kuchni karczmy Harroth. Z każdym pękającym bomblem naparu do pomieszczenia unosił się kwaśny zapach lecz jakże nostalgiczny dla młodego berserka. Lothiel usiadł w kącie z dala od okiennic i odchrząknął głośno flegmę łapiąc się przy tym za gardło.
-Mnie to mówisz? I żeby tylko kaszel. To jest coś okropnego, iść na bój z chorobą na karku, jeszcze zasmarkam przeciwnika na śmierć. - wybuchł śmiechem rozbawiony swoim słabym dowcipem.
-Albo sam padniesz z wycięczenia zanim dolecisz do wroga... - wtrąciła mu szamanka i od razu przestał się śmiać. Nalała w końcu naparu do kufla i niczym grzane piwo wcisnęła mu w ręce.
-Duszkiem... - rzekła z uśmiechem lekko złowieszczym, zapewne wiedziała jak to smakuje. Mac Leod'czyk ochoczo (wszak to grzyby) wypił duszkiem dziwny płyn lecz od razu zzieleniał tak samo jak wtedy kiedy pływa po morzach. Drżącą ręką odstawił kufel i powstrzymując wymioty odszedł bez słowa. Stara Erda tylko się śmiała i patrzyła z balkony na oddalającego się Gaela. Zaraz za zakrętem jednak wybuchło coś... a raczej było słychać *Aaaaaaapsik!* tak potężne, że nieopodal zeszła lawina.
Erda cyknęła niezadowolona, wyciągneła worek dziwnych składników w tym białych grzybków - No nic, spróbuję czegoś mocniejszego, ale tego już tak łatwo się nie pije...
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: SarnAelin w 2009 09 11, 14:23:22
- niech to szlag! - powiedziała zdenerwowana - skąd te przeziębienie?! przecież jeszcze nie jesień..nie zima..
otarła zimne poty z czoła - masz kochanie napij się tego, to ci na pewno pomoże - powiedział ukochany podając gorącą herbatkę oraz apap extra - czas już wstać od komputera i położyć się do łóżeczka..

Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2009 09 11, 17:58:07
Epidemia zbiera coraz większe żniwo. Jak twierdzą niektórzy zarażeni, którzy postanowili leczyć się na własną rękę, udało się odnaleźć pierwsze lekarstwa zmniejszające objawy choroby.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Lofar w 2009 09 11, 19:59:50
- Tak jest, Beza. Nie trzeba tracić czasu i złota na jakieś wymyślne sztuczki, żeby się wyleczyć – Reginn znacząco uniósł krzaczaste brwi patrząc na swoją wierną lamę przeżuwającą cebulę w kącie kuźni wyznaczonym na jej zagrodę.
- Jedni niech szukają sobie jakichś wymyślnych sposobów, jakiejś magicznej metody, która wyleczy wszystko, poczynając od tej piekielnej choroby, przez hemoroidy, kurzajki i pewnie na kacu kończąc. Pieprzeni romantycy i na dodatek mięczaki – duergar ze złości strzyknął śliną w palenisko swego kowalskiego pieca. Towarzyszące temu syknięcie spowodowało, że lama na chwilę przestała żuć i zastrzygła uszami.
-  Pewnie zastanawiasz się, czemu nazwałem ich mięczakami? – Reginn podszedł do kufra i zaczął przeszukiwać jego zawartość. - To proste. Uciekają w luksus, myślą, że gdy zapewnią sobie wygodę, to od razu żadna zaraza się do nich nie przyczepi. A im większe wydadzą na to pieniądze i żyją wygodniej, tym są bezpieczniejsi, nic im nie grozi. Że to jest postęp. Gówno prawda i wierutna bzdura! – ryknął na całą kuźnię przerywając na chwilę poszukiwania. Beza ani na chwilę nie przestała rozprawiać się ze swoją kolacją. – Bzdura, bzdura, bzdura! Ale jakże podoba mi się ironia sytuacji tych wszystkich wypieszczonych gogusiów, którzy właśnie przez to, że lokują swoje lalusiowate dupska w atłasy i jedwabie jednocześnie wypinają tę rzyć do dyspozycji każdego cholerstwa. Tak żądła komara, jak elfiej kuśki. Chociaż, jakby się tak zastanowić... nie ma zbytniej różnicy w rozmiarze – zaśmiał się ochryple ze swojego wielce wyszukanego żartu.
- W każdym razie – szary krasnolud ciągle kontynuował swój monolog. – Zapominają o kilku podstawowych sprawach - odwrócił się od kufra, w ręku trzymał sympatycznie wyglądającą flaszkę. Postawił ją na kowadle i przez chwilę zajął się oczyszczaniem fragmentu kamiennej podłogi swojej pracowni.
- Po pierwsze – zębami wyrwał korek z butelki – zapominają, że najlepsze metody, to sprawdzone metody. I pociągnął z flaszki trzy tęgie łyki.
- Po drugie – usiadł na podłodze i wylał sobie odrobinę alkoholu na rękę – lekarstwa trzeba umiejętnie stosować. I natarł spirytusem swoją klatkę piersiową, szyję i łysinę.
- I w końcu po trzecie – położył się na podłodze i nakrył swoim podróżnym płaszczem – lepiej zapobiegać niż leczyć. I opróżnił butelkę wprost do swego gardła, po czym cisnął ją gdzieś w kierunku śmietnika.
Po chwili w całej kuźni było słychać przeciągłe chrapanie. Beza zaczęła przeżuwać swoją ostatnią cebulę.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Sul w 2009 09 11, 22:45:50
*Niecierpliwie czeka na pierwsze chore elfy i drowy*


*Już się doczekał.*

Legendarna elfia odporność na choroby, która chroniła ich ciała nawet prze likantropią tym razem nie podołała. Kaszel i przeziębienie dopadły elfa.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: mekmar w 2009 09 12, 02:46:28
Magiczna choroba dotknela rownierz nieumarlych...
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: timon w 2009 09 12, 03:13:10
Kerad podjechał do kupca aby sprzedać swe łupy. Nagle zaczął kaszleć i zdziwił się niezwykle że jego zgniłe ciało które roznosi choroby nagle samo zachorowało. No nic zajmę się tym potem pomyślał i rzekł do kupca bierz ten towar i dawaj mi złoto. Kupiec jednak odpowiedział nie handluj z wierzchowca bo nie jesteś klimatyczny.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: mekmar w 2009 09 13, 00:18:30
Godziny prob, setki flaszek i butelek, tysiace ziol, pomocnica i dwoch pacjentow i Delucjanskiemu alchemikowi udało sie pokonać nekajaca Twierdze epidemie. Formuła leczenia jest strzezona w glowie Aarona .
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2009 09 13, 13:42:40
Kolejni pacjenci wychodzili z woreczkami lekow zadowoleni. Jeden za drugim. Wymioty, uciazliwy kaszel, problemy z rownowaga. Lekarstwa Aarona naprawde dzialaly. Syrop pozwalal utrzymac zdrowy stan caly dzien.
Krasnoludy, Mroczne elfy, nawet wampiry - kazdy wychodzil zadowolony ze swoja paczka lekarstw.
Aaron wiedzial co robi, nauka nie pierwszy raz mu pomogla.


Dzieki za odwiedziny w gabinecie:D
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Zanderradcer w 2009 09 13, 19:14:19
         Wiedziałem, że i mnie to spotka. Cholerna choroba. Dobrze tylko, że na szczęście nasz alchemik i obecnie najlepszy lekarz w Delucji Aaron ma lekarstwo. Mekmar mówił, że uleczy z najcięższych stadiów. Na szczęście u mnie dopiero się zaczęło. Zanderradcer rozmyślał idąc do gabinetu doktora. Na podwórzu wiało niemiłosiernie. Zakonnik krzyknął raz i drugi. Nic. Zaczął okładać drzwi pięścią. Otworzyły się po chwili.
-Czego tak walisz toć słyszałem Ciebie! Wykrzyknął Suzumaru
-Jestem chory to raz. Dwa nie należę do najcierpliwszych na tym świecie. Słowa wypowiedział powoli bez cienia emocji.
-Chory powiadasz? Jakie są objawy. Kaszel, jesteś zmęczony, głodniejesz, nie jesteś wstanie utrzymać broni, a może nie jesteś wstanie jeździć konno. Aaron mówił strasznie podnieconym głosem. Chciał kontynuować, ale przerwał mu Zanderradcer.
-To tylko kaszel. Stwierdził spokojnie.
-Ehh. No nic wypij te dwie mikstury. Potem jak choroba będzie wracać zażywaj tego. Wyglądał na mocno rozczarowanego.
Zakonnik ruszył zdrowy i z miksturami na najbliższy tydzień. No nic będzie dobrze. Dobrze, że mamy takiego dobrego alchemika.


Ps. Trochę to przeginka żeby się 4-5 razy dziennie z tego gówna leczyć. Fajna opcja i nie którym zwłaszcza alchemikom przynosi zabawę i zysk. Raz dziennie choroba to by było zacnie, a nie ten cyrk co jest teraz. Dziekuję za uwagę;]
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2009 09 13, 22:42:40
Maelui nerwowo chodziła to w jedna strone to w drugą co chwila kaszląc i kichając w chusteczke.
-To juz szczyt! a...a apsik!-potrząsneła głowa i spojrzała na aarona-to wszystko sie kupy nie trzyma!
chory wampir?! szczyt! katastrofa! niedopuszczalne!a...aa...apsik! *khe khe khe*
dobrze ze nie zyje bo by mnie ta choroba pewnie wykończyła..
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Glabhonhair w 2009 09 14, 17:43:42
Zdrowy i wesoły - jako jedyny nie zachorował. Krótko i na temat  ;)
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: seo w 2009 09 14, 19:56:02


Ponowne próby odnalezienia przyczyn tajemniczej choroby nieudane.... szlag! Wielu zarażonych, kolejne bliższe kontakty i brak zarażenia eh... być moje komórki nie są odpowiednim miejscem dla rozwoju tych bakterii? W takim razie do zbadania wirusa który powoduje tą choroby będę potrzebował bardziej osobistego kontaktu z zarażonym, no cóż. *skierował głowę w strone swojego cienia* Do roboty Zzzryśćie *nieumarły wygiął zębiska w karykature uśmiechu*




Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Muzyk w 2009 09 15, 09:02:27
- psia jucha, gdzie ja to zostawilem...
Khanor od samego rana nie mogl sie skupic. Kaszel, katar, obolale kosci doprowadzaly go niemal bialej goraczki.
Przeszukiwal skrzynie i szafy w swoim domu.
- no nareszcie!
Gadal sam do siebie.
Wyciagnal z szuflady mala paczuszke, odwinal ja. W srodku byly 2 zlepione kulki. w calym pokoju mozna bylo nagle wyczuc mieszany zapach cebuli, czosnku, jakis ziol i czegos
naprawde mocno smierdzacego. czegos co rozkladalo sie przynajmniej pare lat.
- przepis mojej babki. leczyla tym kazda chorobe. no oprocz lenistwa ktore wedlug niej wyleczyc mogl tylko brzozowy kij.
Przypominal sobie dziecinstwo.
jedna kule wrzucil do mozdzieza, roztarl i zalal miodem pitnym, po czym przelal do pustego kufla
- moze teraz bedzie jako tako smakowalo.
2 kule zawinal i wrzucil spowrotem do szuflady.
W domu roznosil sie fetor nie do zniesienia.
- to wypali ten piekielny kaszel.
Usiadl przy stole, postawil kolo siebie dzban ze spirytusem, talerz pokrojonych cytryn i kufel z paskudzctwem.
- Raz sie zyje! Krzyknal zeby nabrac choc troche checi do wypicia smierdzacej substancji.
Przechylil Kufel i 3 wielkimi lykami oproznil zawartosc, od razu w oczach pojawily sie lzy, na twarzy wypieki, krople potu splywaly mu na brode.
Zapil szybko paroma lykami spirytusu, pod jezyk wsadzil plaster cytryny. skrzywil sie okropnie.
- uh... jakos poszlo.
Pogladzil brode. Wstal od stolu i chwiejnym krokiem doszedl do lozka ktore bylo w kacie izby. Zwalil sie na nie ciezko dyszac.
- Babka moze i byla stara jedza, ale na lekarstwach sie znala. Teraz troche snu i spowrotem do kopalni wypocic ten piekielnik.
Zamknal oczy i po juz chwili donosnie chrapal.
Nie wiedzial jeszcze ze tego fetoru z domu nie pozbedzie sie przez dlugi, dlugi czas...
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2009 09 15, 12:27:26
Wraz z odnajdywaniem coraz to nowszych lekarstw, poddawaniu się coraz to dziwniejszym próbom, znachorzy zaobserwowali stopniowe uodparnianie się ludności na dziwną zarazę.
Choć dokładnie nie wiadomo co ją wywołało, to z pewnością jest za wcześnie aby mówić o jej całkowitym wyleczeniu. Na świecie wciąż są domostwa, do których dobrodziejstwo lekarstwa jeszcze nie dotarło.
Co bardziej zapobiegawczy ludzie twierdzą również, że dla bezpieczeństwa warto by było sprawdzić, czy wirus nie może być przenoszony również przez zwierzęta.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Neron w 2009 09 16, 12:16:33
Tak leniwie przesuwa sie ta wskazówka..- pomyślał Cartus spogladając na zegar - Kurwa mać, sam Asmoday sie tej zarazy nie spodziewał, łamie w kościach..

Cartus usiadł przed kominkiem, spojrzał raz na płomien, raz na łóżko i sie zastanawiał w myślach - czy już mój czas dobiegł końca? zaraza dopadła nas wszystkich, lecz nic nie pomaga, ojciec miał racje..

jego myśli przerwał zapach siarki w powietrzu - czyżby Asmoday? - nie, to był Molteron, który wczesniej bawił sie wybuchowymi miksturami.

CARTUS! OTWIERAJ MI TU INO SZYBKO! - Cartus zbiegł biorąc ze sobą młot, Molteron krzyczał jakby go dźgali
- Ide ide ! - po drodze z kilka razy pociągnął mocno nosem by nie upieprzyć sobie wypolerowanej zbroi.Człowiek lekko uchylił drzwi i wyskoczył wyprowadzając już cios, lecz ku jego zaskoczeniu zastał tylko demona..rozchorowanego demona, ktory klnął cos pod nosem.
-Ahh ty sam? wchodz wchodz przyjacielu, widze że i demonow dopadła zaraza - skrzywił sie Cartus
- Hej Kaktusie ! - zachichotał po czym zakasłał - dziekuje, pogadajmy

Weszli na piętro, siedli przy kominku. Cartus wyjal ze skrzyni whisky - Napijesz sie? - Demon spojrzał na Cartusa z podłym usmiechem - Lej Lej może to mnie uleczy!

Nic ci nie pomogło ? - zapytał Cartus
- Jak widać, wyciągi z żeń szenia,obsidianu.. nic!  nosz kurwa żeby to już demonów dopadało - Molteron spojrzal na szklaneczke whisky - może masz juz lekarstwo na to?
Cartus pogładził sie po łysej głowie, poprawił leżący przy nodze młot - Moj Ojciec powiadał, że jak chemia nie pomaga to tylko pozostaje położyć sie i spać - pociągnął nosem - długi sen, przespać chorobe.

Molteron dopił swoje whisky - może i masz racje, może trzeba to poprostu przespać, długi sen nam dobrze zrobi - zakasłał - oby przez czas snu sytuacja sie unormowała, bo nie mam zamiaru latać  po całej sosari w poszukiwaniu lekarstwa.. Cartus?
- Tak?
- Moge jeszcze whisky? - demonicznie sie usmiechnął
- Jasne, częstuj sie czym chata bogata.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2009 09 17, 22:04:21
wszyscy kaszla, kichaja, smarkaja...

Ludzie, elfy - cala ta banda od dawna powinna zawierzyc mocy Ylotha i poddac sie jemu jak ja.


*caly i zdrowy oddalil sie w nieokreslonym blizej kierunku*
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2009 09 18, 18:20:40
Przychodzi wieśniaczka do Znachora i *kaszle*, a Znachor na to: *wymiotuje*.

::)
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Ziggy w 2009 09 22, 14:22:00
Zaczeło sie od zwyklego kaszlu, przeciez to nic strasznego.
W jakiś magiczny sposob zaczalem wiecej jesc, przytyłem, byłem bardziej osłabiony.
Nastepnego dnia bez kuracji i znachora przyszła pora na wymioty i rzadka kupe.
To wszystko bylem wstanie wytrzymac!
Ale nie takiego napadu kaszlu, ze bron wypada sama z rak! To juz zawiele!
Wrogosc do bozkow powierzchni i samych Powierzchniowcow wzrosła przez ta zaraze.
Myjcie sie Ludzie, i ty Nimrod - bo ci pot przezera rany!
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: SolTell w 2009 09 23, 13:46:10
Choroba nie chciała przejść, chyba za bardzo liczył na Minocką Odporność.

No to teraz wiedział, że był to mit. Dlatego postanowił zasięgnąć rady u Nunca, który akurat przebywał "przypadkiem" w banku Minoc.

- Ehh choroba nie ustępuje, a mości Nunc zdrowy? - zagaił książę
- Zdrowy, pomogły mikstury - odpowiedział starzec z uśmiechem na twarzy
- A ze mną wciąż kaszel, powiedzcie jakie to mikstury?
- Cóż mam takie, że na kaszel pomogą - rzekł i wyciągnął z torby czteropak mikstur - najpierw tą żółtą, potem tą w czerwonej butelce.. - gdy mędrzec to mówił książę prędko wypełniał polecenia - ... a potem zagryść czymś sycącym - władca sięgnął do sakwy i wepchnął do ust kanapkę, bo faktycznie  głód straszny odczuwał.
Tylko, że czynił to tak prędko, że świeża kanapka w kruchej bułeczce zmieniła się w papkę tak nie dobrą, że można by pomyśleć trującą. Przełknął posiłek z trudem, jakoby połykał kowadło.

Ale faktycznie, lekarstwo pomogło. Chociaż jeszcze trochę się spocił książę bo w żołądku bulgotało jak w żołnierskim kociołku z gulaszem. Wiatry zawiały... i na szczęście ustały.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Ghg w 2009 09 23, 22:49:40
siedziala jedza wredna na swoim kwadracie. wieza byla urzadzona skromnie, jednak miala najpotrzebniejsze murzynskiej pieknosci rzeczy. czytala "eval for dummies" i znudzona przelaczala kanaly. w krysztalowej kuli najnowszej generacji hdmi wlasnie ktos mowil o tym, ze lord british zyje i ma na to dowody. nagle jakby *kaszel* ja zaskoczyl, a zaskoczyl dlatego, ze murzyny nie choruja podobno. jak te ssace bydlaki, co to zamiast dziewki po nocy chedorzyc to lataja za plytami z royala i je po utoczeniu (doslownym) krwi sciagaja. przelaczala kanaly dotad, az nie trafila na ciekawy reportarz o koniach. czarnula lubila konie. zagmerala w kufrze z biagiennej skory, ktora kupila w IKEI i wyciagnela miksture. wypila jednym haustem popijajac zaraz winem marki wino, czyli przez uczonych magow z akademii, ktora miescila sie kiedys w vesper, nazywane rowniez siarkowodorem watrobozwiedlym. kaszel jak sie pojawil tak znikl.

kilka dni pozniej, gdy zapomniala kompletnie o calym zdarzeniu siedziala pod bankiem w jhelom patrzac sie na zady koni, znudzona jak zwykle przelaczala sobie piesni bardow z delucji na swojej najnowszej iRozdzce, ktora dostala od zboczenca degenerata [Fochmistrza]. dziad lubi klasc lapska tam gdzie nie trzeba, ale podarki tez lubi dawac. i tak nie byl juz sprawny gdzie by chcial, wiec asfaltowa pieknosc pozwalala mu na takie amory. denerwowalo ja tylko, gdy prosil zeby sprzatala na golasa mu cala siedzibe, bo wielka byla ruina jak diabli i stara jak sam sprosny wieprz. siedziala tak i patrzyla na konskie podwozia, w ktorych chetnie dokonalaby napraw, gdy nagle przeszla obok niej mala dziewczynka i *kichnela*.

po kilku dniach siedzac znow w wiezy czarnula *zakaszlala*, bluzgnela i siegnela ponownie do kufra z IKEI.


mnie osobiscie zaczyna nudzic ta choroba.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2009 09 24, 10:50:49
To moze pora sie wyleczyc? Zapraszam ;)
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: elric w 2009 09 24, 11:29:50
To może pora wycofać nieudany pomysł? ;>
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: LooZak w 2009 09 24, 12:12:21
/ Off Topic Comment: Was juz chyba pogrzalo z ta choroba... Co wejde do miasta wychodze z *kaszle* nad lbem. Powiedzialem sobie ze tydzien wytrzymam (jak przy pospolitej chorobie), no ale teraz byscie mogli zakonczyc ta farse. Ani nie kumam fabuly tego shitu, bo prawde mowiac nic o nie nie wiem. Jedynie doszly mnie sluchy, o zwizaku z tredowatymi przy polwyspie swiecznika, na prawym krancu lasu Yew, z tym wyjatkiem, ze nikt nic wiecej nie chce powiedziec, lub wszyscy w ogole nie maja pojecia o tym. (ewentualnie jacys zajebisci klimaciarze wtajemniczoni w to, sie opieprzaja)
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Ghg w 2009 09 24, 13:49:34
Cytat: Aaron Suzumaru w 2009 09 24, 10:50:49
To moze pora sie wyleczyc? Zapraszam ;)

chodzi o to, ze ja mam nicny zapas "lekow", tylko mnie ta choroba zaczyna nudzic.
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Ragnall w 2009 09 24, 21:53:31
Skryptowy klimat *Przeciera ze zdumienia oczy*  ::)
Tytuł: Odp: Przeziebienie.
Wiadomość wysłana przez: Sadi666 w 2009 09 24, 23:29:20
*Kaszle*

- Samo przyszło, samo przejdzie... Nie takie choróbska nas trzymały i jakoś jeszcze żyjemy... prawda? - Powiedział Yngvar. Jego cień zadrżał dziwnie w płomieniu świecy, dało się usłyszeć wokół niego cichy piskliwy chichot. - Też tak myślę.. Mogę się tylko z tego śmiać - po czym zarechotał ochryple i rozpłynął się w powietrzy pozostawiając za sobą smużkę czarnej mgły.