I tak oto XXX chodziła sobie od jednego straganu do drugiego przyglądając się, co jest na nich sprzedawane... Mitrężyła czas nie wiedząc, co ze sobą począć.
Jedyne o czym myślała, to spotkanie z pewną wiedźmą, która parę dni wcześniej weszła do banku jak gdyby nigdy nic i podeszła do tablicy ogłoszeń po czym zaczęła czytać. Wiedźma miała zielonkawo szary odcień skóry, która z kolei była prawie na całej powierzchni wytatuowana dziwnymi znakami runicznymi. Jedyne, co XXX udało się rozszyfrować to wyjątkowo realistyczny obraz łba kruka na szyi wiedźmy. Ubrana była w wyjątkowo dopasowaną i gustownie skrojoną zbroję z czarnej skóry. Młodziutka XXX nie wiele myśląc wstała, wtem wiedźma obróciła się do niej, następnie spojrzała jej głęboko w oczy. Ich spojrzenia połączyły się, nie było od tego odwrotu. Oczy wiedźmy stały się czarne i zaczęły odbijać światło niczym lustro, białka natomiast całkowicie zniknęły. XXX nie mogła odwrócić wzroku, coś kazało jej patrzeć w oczy wiedźmy. Po chwili poczuła, jak coś, bądź ktoś chce wedrzeć do jej głowy, czuła jak coś miesza jej w myślach, zaczyna grzebać w jej pamięci, a ta zaczyna przypominać sobie najpierw dzieciństwo, potem lata, gdy była nastolatką, jej sukcesy, żale oraz... jej lęki. A wiedźma... wiedźma tylko patrzyła... Po jakimś czasie to coś odeszło z jej głowy... Wiedźma zamknęła oczy, a z kącików łzowych poleciała jej jakaś czarna substancja, nie płynna, to coś przypominało czarną mgłę. Czarownica otarła substancję rękawem... XXX wiedziała kim jest ów wiedźma, a wiedźma wiedziała o XXX wszytko. Wtem wiedźma przemówiła:
-XXX, wiem kim jesteś, czego pragniesz i o co chciałaś mnie zapytać, znam Cię bardzo dobrze... Wielka Wrona, moja pani spogląda na Ciebie od jakiegoś czasu. Bądź cierpliwa, czas Twój nadejdzie... - obróciła się i zaczęła kierować się ku wyjściu, XXX nie tracąc czasu zawołała:
- Pani, powiedz chociaż, jak się nazywasz?!
- Sathariel - i wyszła.
* * *
- Chodź, idziemy, musimy iść! Nie maż się tak! Już niedaleko! - wiedźma wciąż poganiała XXX - że też Sathariel kazała mi Cię niańczyć...
- Ale gdzie my właściwie idziemy? - zapytała zmęczona XXX włażąc w jakieś błocko.
- Do kręgu plugawych drzew. - odpowiedziała sucho - Nie wypytuj się, tylko chodź szybciej!
Szły we dwie przez jakieś bagna nieopodal wymarłego miasta Papui. Droga była kręta i błotnista, bardzo nierówna, zewsząd wystawały kamulce, które jakby je nadepnąć, wyślizgnęły by się spod buta. Na dodatek pomimo dość wczesnej pory - było południe - droga była tak bardzo zacieniona przez bujną roślinność, że nieraz nie było prawie nic widać.
Wkrótce roślinność przerzedziła się. Droga do Kręgu Plugawych Drzew przechodziła przez tereny podmokłe i zalewiska, w których roiło się od aligatorów. Na nieszczęście podróżniczki trafiły na całe stado aligatorów, te z kolei w mig ruszyły za wiedźmą i XXX, które pomimo najszczerszych chęci wydostania się z wody nie miały na tyle siły i nie były na tyle szybkie, by... uciec.
Wtem obie usłyszały głośne i donośne krakanie. W tym samym momencie zza zarośli wypełzł potężny żywiołak wody tratując aligatory jeden za drugim. Podróżniczki były uratowane. Po chwili znowu rozległo się głośne krakanie. Stwór przystanął na chwilę, obrócił się, po czym swoją wielką łapą dał im do zrozumienia, by szły za nim. Doprowadził je do Kręgu Plugawych Drzew. Znowu rozległo się krakanie, żywiołak rozlał sie po powierzchni ziemi i... zniknął.
Stały tak we dwie czekając co się stanie. Po chwili na ziemi wylądował wielki czarno szary Kruk. Wiedźma nie odezwała się, skłoniła tylko lekko głowę. XXX uczyniła to samo. Kruk spojrzał na nie oczodołami w których nie było oczu, zakrakał, po czym odchrząknął bardzo... bardzo ludzko.
- Wiiiitam ja Was obie... Witam Cię Evertio - zaczął, po czym zwrócił się do XXX - Jam jest Kruk, jestem tu na rozkaz Wielkiej Wrony, pani istnienia, tego co jest, było i będzie, tej, której moc nie ma barier i nigdy się nie kończy. Jestem jej wysłannikiem.
- Wielka Wrona... o niej wspominała Sathariel... - powiedziała cichutko XXX, a Kruk mówił dalej:
- Wielka Wrona obserwowała Twe życie... dotychczasowe życie... Obserwuje Cię... Tu i Teraz...Jesteś naznaczona, tak jak każda z sióstr w jakiś sposób została naznaczona. Przyjdzie czas, lecz przyjdzie nieubłaganie, kiedy tak, jak o Twe siostry Wielka Wrona upomni się. Płynie w Tobie jak i w nich krew wiedźm. Wtedy gdy to nastąpi, bądź gotowa. I nie bój się, bowiem śmierć będzie początkiem życia... - zaskrzeczał, lecz słychać było śmiech - Sathariel będzie Twoją opiekunką, do niej przychodź z wszelkimi sprawami... Chcesz się mnie o coś zapytać... Pytaj więc...
- Kiedy... kiedy będę już... z mymi siostrami? - zapytała niepewnie. Kruk odpowiedział:
- Ten czas nadejdzie prędzej czy później, ale nadejdzie na pewno. Czekaj spokojnie. - wzbił się do lotu, po czym odleciał. Stały tak we dwie jakiś czas, XXX była w ciężkim szoku. Wtem zza drzew wyszła Sathariel.
- Już po? - odparła.
- Tak, już po. - skwitowała Evertia - muszę lecieć, odprowadź XXX... - kończąc, przeteleportowała się w nieznaną destynację. Sathariel spojrzała na XXX.
- Chodź, idziemy, długa droga przed nami...