Pogoda byla bardzo charakterystyczna jak na zime, i jak to w zimie bywa, chłod i szarosc była codziennoscia, dlatego nikt sie nie dziwil, kiedy na drewnianej posadzce banku miasta Cove, Vorter strzepał z kapelusza resztki sniegu ktory go zastał jak wracał z Minoc.
- Psia mać! *zaklął szeptnie* jak dlugo jeszcze bedzie sypało? - rzucil w kierunku stłoczonych w banku ludzi. Uslyszawszy tylko nowinki od pewnego starszego mieszkanca, podejrzewaszy, ze jak zwykle szerzy fałszywą propagande na temat pogody i innych ciekawostek, naciągajac nic nie spodziewajacych sie podróznikow, zignorował ów "mędrca" i usiadł na wygodnym krzesle, czekająć aż Bankier poda suto wypchaną skrzynie.
- Co ja to mialem... - mowil sam do siebie - a tak! Zbroja mikstury, i cholerne badaze, zawsze sie gubią, mam , dobrze jeszcze tylko.. mhm, gdzie oni u licha są? - Odziany w najlepszą zbroje, a zaufajcie mi, ze nie skąpił na nią, dzierżąc kryss ktorego sam Valstor by mu pozazdroscil, czekał przed bankiem, z jucznym koniem u boku, na swoich zaufanych przyjaciol.
Wyciągnął starą cisową fajkę, którą nabił swoim ulubionym tytoniem z vesper i oparłwszy sie o studnie, pykał ją oczyszczając swoj umysł i wyswobadzając się wszelakiego strachu.
- No ruszac swoje dupska lenie, czeka nas dobra zabawa! - krzyczała Eliza pospieszając członkow Katharsis. - Ruchy, ruchy! Sulidarus, cholero jedna gdzie ten Setzer, miał byc i co?-
- Bedzie, Eliza, spokojnie, pewno jak zwykle sie spozni - rzucil udawanym, znudzonym glosem Sulidarus.
Eliza krzątała sie po banku jak po własnym domu, poprawiajac wszystkich i dawając ostatnie rady. Sama tez starała sie o niczym nie zapomniec. Plyta azuryt swieciła na niej tak, że nie jedena miss Brytanii by chciala być w jej skórze.
- Czołem! - powiedzial Setzer, pojawiajac sie nagle, i ironicznie zaczal otrzepywac sie z cienia.
- Dobra druzyno! Odkrywcy juz na nas czekają przed jaskinią! Są wszyscy? Agrival przelicz ludzi! - krzyczala Eliza. Agrival smetnym wzrokiem sledzil zebranych przed bankiem bojownikow. Zaczął liczyc, powoli, gdyż miał z tym nie małe problemy. - Taak, amm, więc; Eliza, jest, Ja jestem to dwa, mhm.. cztery to.. - Na Donara, stan z boku, ja to zrobie. Eliza, Sulidarus, Agrival, Setzer, Camea i ja Norieln to szesc, są wszyscy, te gruba, ruszamy *patrząc na Elize usmiechnął sie*.
Druzyna Katharsis spotkala sie z drużyną Odkrywców na krainach niedawno odkrytych, na krainach na ktorych wielu mowi, ze baloby sie wyruszyc w pojedynke. Niezbadawne są wszelkie zakamarki tam, i nigdy nie wiadomo co sie moze wydarzyc.
Na Ilshenar, nie bylo pochmurno, ba! nie bylo nawet zimy . Odziani w ciezkie togi i plaszcze zgromadzeni, pocili sie juz od samego stania na sloncu. - Ruszamy, nie ociągać sie, nie mam czasu na zabawe, potencjalni klienci z trinsic na mnie czekają, Vorter nosz, leniu jeden! sprawdz czy wszyscy są!- krzyknela Divianna . - Ach, ach, tak juz, sie robi! *spojrzal Vorter na zgromadzonych* z Katharsis są wszyscy tak? dobrze, od nas tez? na pewno? Ustawic sie w szeregu! - Odkrywcy ustawili sie w szeregu poslusznie i prosto jak na szachownicy, na co ze strony grupy Katharsis slychac bylo gwizdy, smiechy i glupie zarty - Cisza no, proboje sie skupic, kolejno odlicz, po kolei nie mam 4 par uszu jak pokraka jaka! Sylmarien *jestem!*, Lyssen *tak jest!*, Larien *obecna*, Artenis *stoje tutaj, no nie widzisz?*, taak, widze, mhm, Flimsh! *tutaj!* dobrze, Divianna i Ja, są wszyscy. Ruszamy?! - spogladajac na zgromadzonych Vorter nie wygladał na czlowieka z obawami, wrecz przeciwnie, wydawał sie pewny siebie. Wiedzial po co idzie, cel miał jeden: Zabic Pana Zmarlych.
edit: literówki
Cytat: Nanuki w 2009 10 20, 22:15:56
[...]spogladajac na zgromadzonych Vorter nie wygladał na czlowieka z obawami, [..][/color]
Nie mógł wyglądać, bo jest krasnoludem. :)
...stalem w hidzie, juz konczyl sie film Distict 9, niby 112minut.. a te ich bicie PZ sie dluzylo i dluzylo.. w koncu padl i wcisnalem play w easyuo, po czym udalem sie szybko do wyjscia...
*z pozdrowieniami dla autora*
sul, nie jest krasnoludem ;)
[22:21] <nanuk> jestes krasnoludem? ;|
[22:21] <k^> nie
Sugerujesz, że on wie lepiej niż ja? :)
Kurde, a dałbym sobie głowę uciąć, że jest :P
Cel był jeden: Zabicie Pana Zmarłych.
Gdy już wszyscy byli zebrani i gotowi do walki, wolnym krokiem ruszyli za Vorterem.
Weszli do ciemnej i mokrej jaskini pełnej górskich bestii. Ich wolny krok zamienił się w miarowy, szybki chód.
W szybkim tempie wycieli wszystko co stawało im na drodze. W końcu dotarli do końca długiego korytarza. Oczom ich ukazało się duże przejście prowadzące do legowiska mrocznego Pana. Przez krótki czas wszyscy stali nieruchomo spoglądając raz za razem po sobie. Vorter zerknął na zebranych po czym zdjął ciężki hełm z głowy. Na jego twarzy malowała się powaga. Widać było po nim, że będzie to jedna z najcięższych walk jakie do tej pory stoczył. Przełknął głośno po czym rzucił stanowczym głosem w stronę tłumu:
-Słuchajcie bo nie będę powtarzał drugi raz. Nadszedł ten czas, czas w którym stawić musimy czoła jednej z najpotężniejszych bestii kroczących po tych krainach - przerwał chwilowo spoglądając na towarzyszy po czym ciągnął dalej – Przyszedłem tu by go zabić i nie mam zamiaru wracać bez jego głowy, Wy raczej też nie! Nie będzie to zwykła walka... to będzie wojna, a my musimy ją wygrać. Nie jesteśmy tu po to by ginąć, lecz po to by zwyciężyć! Niech Bogowie mają nas w swej opiece.
Po tych słowach założył hełm i nakazał iść za sobą, jednak wolno i ostrożnie. Oczom ich ukazało się duże pomieszczenie. Było tu ciemno i zimno, nad ziemią unosiła się lekka mgiełka. W powietrzu czuć było dziwny, nieprzyjemny zapach. Wszędzie walały się kości ludzkie, widać było krew, a w oddali słyszeć się dało przeraźliwe krzyki, jak gdyby było to miejsce egzekucji.
-Nie podoba mi się tu – odrzekła Artenis zaciskając ręce na swej kusz, na twarzy jej malował się grymas niezadowolenia.
Po chwili poszukiwań wybrali najlepsze miejsce gdzie się ustawili. Vorter wraz z Elizą stanęli nieco z przodu ustawiając każdego w swoim miejscu. Grajkowie ze swoimi instrumentami stali pierwsi, za nimi zaraz magowie wraz z szamanami, a obok łucznik. Jeden z magów stanął samotnie po przeciwnej stronie. W razie niebezpieczeństwa miał zatrzymywać bestie. Gdy wszyscy znali już swoje miejsce i co mają robić byli gotowi by stoczyć walke.
Wojownicy przygotowali oręż sprawdzając wszystko skrupulatnie, magowie zliczyli zioła, bardowie stroili swoje instrymenty
-Patrzcie! Coś tam widać! - wykrzyknął Flimsh – Coś tu idzie!
Oczy wszystkich zwróciły się w jedną stronę. Ciarki przeszły po plecach wojowników.
* W oddali dało słyszeć się upiorny śmiech *
-To on – cichym głosem rzuciła przestraszona Divianna
Na te słowa wszyscy zbili się jeszcze ciaśniej w grupie.
Widząc coraz większy strach na twarzach towarzyszy, mimo że sam się trząsł, nie wiadomo czy z zimna czy strachu, Sulidarus donośnym głosem krzyknął – Do boju!
Wojownicy mocniej chwycili oręż i ruszyli na bestie. Walka rozpoczęła się...
Cytatwolnym krokiem ruszyli za Vorterem.
A ja myslalam ze wszyscy zasuwali za mna :PPP
CytatNie podoba mi się tu – odrzekł Artenis
Artenis to kobieta... w dodatku Łysa kobieta
Cytat-To on – cichym głosem rzuciła przestraszona Divianna
Takie stare baby to sie nawet smierci nie boja ;)
W ogóle to kłamiecie, szliśmy zabić Panią Zmarłych a nie Pana :)
To już tylko jeden moob do przejscia uo :P