Glosny krzyk wyrwal woja z przyjemnej drzemki.Nad miasto elfow nadciagnely czarne chmury i zerwal sie lodowaty wiatr .
- Trzeba ratowac !- krzyknal Diego.
Odruchowo Maderion chwycil za halabarde i pobiegl w kierunku dobiegajacych glosow szamotaniny i szczeku oreza. Nie gotowy do walki poczul tylko uderzenie i ciemnosc......
Kolysanie fal kojaco wplywalo na straszny bol glowy.
- Gdzie ja?-wychrypial unoszac ciezkie powieki i rozgladajac sie na boki. Na dziobie statku spostrzegl swego przyjaciela Hasha oraz paru innych zbrojnych goraczkowo o czyms dyskutujacych.
-Plyniemy na lodowa wyspe z wizyta do wampirow- zakrzyknal jeden.
-Krysztal jakowy tam znajduje sie w mocy zla i trza go odzyskac-zachrypial Hash.
Zewszad otaczaly nas mroczne korytarze siedziby wampirow, tylko blyski na ostrzach srebrnej broni rozjasnialy ciemnosc. W sercu lochow zlo bylo namacalne, a ciemnosc jakby bardziej ciemna .W oddali mignela postac jakby kobiety.
-Coz to za diablica?-opatrujac rany wysapal jeden z wojownikow.
-Ciekawe czy tak samo zna sie na gotowaniu jak na walce- zasmial sie Mad.
Kobieta zadawala potezne ciosy z coraz to wieksza furia.
-Nie oddam krysztalu jest tylko moj-krzyczala powalajac na ziemie kolejnego woja.
Walka trwala juz dluzszy czas. Szala zwyciestwa wreszcie zaczela przechylac sie na strone smialkow.Od uderzen wszelakiej broni wiedzma zaczela ustepowac pola, az wreszcie zagoniona w kat lochu padla pod gradem ciosow.Radosc wielka ogarnela druzyne. Krysztal szybko wyladowal w plecaku ktoregos z wojow.
-Wracamy do miasta-zakrzyknieto-trzeba to odniesc w bezpieczne miejsce.Nic tu po nas!
Gdy tak stali zbierajac sie do powrotu pojawil sie ni z tad ni z owad sedziwy Starzec.Przystanal nad zwlokami kobiety i wyszeptal slowa:
-Mowilem ci dziecko , ze przyjdzie ci tu zginac-zamyslil sie chwilke po czym rzekl do zebranych- Oddajcie krysztal glupcy!
Nagle przy boku Starca pojawil sie kosciany smok.Druzyna blyskawicznie podzielila sie na dwie grupy.
-Jedzcie juz - krzyknal Maderion i wraz z Hashem zagrodzili Starcowi i jego bestii droge by pozostalym umozliwic odwrot.
-Krysztal wraz ze Zlotym Jajem da mi ogromna moc o ktorej wy glupcy nie macie pojecia-wycedzil zlowieszczo nekromanta-predzej czy pozniej i tak go posiade!!!-po czym rozplynal sie w ciemnosciach.
- Glupcy - pomyslal Starzec - i tak ja wydobede wiedze zanim zostanie ona wam przekazana... Pojawil sie przy magu nieoczekiwanie, zawladnal jego umyslem szybciej niz trwa czas wypowiedzenie najkrotszego zaklecia i zabral go ze soba...
Nocni Lowcy szybko odnalezli krysztal... lecz konczaca sie noc nie dala im ukojenia... obroncy nie spali...
Kołatające sie w głowie mysli nie dawaly Maderionowi spokoju. Tak jak przyżekł Szamanowi zajął sie zbieraniem informacji o Czarnym Magu.
Na kawałku papieru zaczął spisywać wiadomości które udało mu sie pozyskać.
-Hmmm... jak to bylo-mowiac polglosem do siebie rozglądał sie po pustej sali . Jego czujność wzmogły ostatnie wydarzenia i dwa zamachy na zycie.
Powoli zacząl kreślić litery na pergaminie...
*Ta wiedzma w lochach wampirów i znikniecie Maga ze Skara niby od tego sie zaczęło, ale czy aby na pewno?Choroba Szamana i strzygi to nie przypadek.Szaman wie wiecej niż mi wyjawił, nie mówiac całej prawdy starał się coś ukryć? Czemu strzyga dybała na jego życie?Atak Nocnych Łowców na miasto oznacza ,że Staruchowi zaczyna być spieszno , a to zły znak.Całe szczescie , że Niliusowi i Straznikowi Vesper udało sie wydrzeć najeźdźcą okruch kryształu . Jajo także chwilowo bezpieczne .Tylko jak długo?Nastają cały czas na życie skrywającego je maga.No i ten list.Tajemnicza notatka Czarnego Maga. Siedzibe przenieść chca.Ale gdzie?Czemu miała być skrywana przed elfami i wiedźminami?*
Nagły tumult na rynku Skara brutalnie wyrwał Maderiona z zamyślenia. Jednym susem skrył sie za kolumną dobywajac toporek przygotowując do odparcia ataku.
-Żywcem nie nie wezmą-wymamrotał pod nosem.
-Ehhhh...-odetchnął z ulga ,widzac przez okno tylko wywracającego się pijanego jegomościa.
*Sprawy nie mają sie dobrze-znow zatopił sie w rozmyslaniach-Za duzo wiem,łakomym kąskiem jestem dla Starucha- omiótł wzrokiem pomieszczenie.Trza drużyne zwołać, z tych co w sprawe zamieszani są i uprowadzonego Maga z tego miasta znależć. On wie co za siła siedzi w krysztale i jaju, może naprowadzi na jakiś slad. Czarnego Maga trza zwodzić jak dlugo się da bo szpiegów pewno rozesłał po krainie całej. Trza mi ruszać dalej, siedzac dlugo w jednym miejscu niebezpieczenstwo wieksze sciągam na siebie i ludnośc okoliczną*
Pośpiesznie wcisnąl skrawek zapisanego papieru za pazuche, wskoczyl na konia i zniknąl w porannych oparach znad zatoki Skara.
.....Bezowocne poszukiwania Maga porwanego ze Skara Brae oraz ciągłe napięcie związane z niepokojem o własne życie spowodowało, że Maderion pominąl bardzo ważna informacje.
*Przewertuje jeszcze raz swoje zapiski-pomyslał.Coś musiałem pewno przeoczyć bo ślad zgubiłem*.
W ciemnym banku Jhelom przegladal wszelkie slady jakie zgromadzil w sprawie Czarnego Maga.
*Albom już oglupiał ,albo czegos tu brakuje-goraczkowo myslał.*
W pewnym momencie uwage jego przykuł skrawek pogniecionego, zbroczonego krwia papieru.Ostrożnie rozprostowal kartke po czym dokladnie zaczął czytać.
"Mag nie żyje...przenieś mą rezydencje, nie wiem gdzie szukać drugiego okrucha kryształu.Postaraj się, aby nie wpadł on w ręce Elfów, ani Wiedźminów. Ich szaman może pamiętać, za wiele pamiętać....."
Nagle wszystko stało się jasne.Porwany Mag ze Skara nie żyje , teraz tylko szaman może naprowadzić na ślad.Myśli cisnęły sie same do głowy.
*Pewnikiem z listu wynika , ze ubiegliśmy go, lecz czy Czarny Mag wydobyl jakieś informacje? Pewne jest , że zna sile kryształu i jaja , ale czy wie jak z tych przedmiotów pozyskać moc? Szala chwilowo przechyliła sie na maszą strone-pocieszał się w duchu.Mamy okruchy krysztalu, mamy jajo czas teraz pociągnąć za jezyk Szamana. Lekceważyć jednak Starucha nie można , przebiegły psubrat depcze nam po piętach, jeden fałszywy ruch i będzie miał nas w garści*.......
***
Stojące w bezruchu nocne powietrze rozdarł przerażający wrzask... Jeździec zatrzymał konia i zaczął nasłuchiwać dobiegających go odgłosów... krótki, szybko urwany pisk kobiety... seria wrzasków... cisza...
- Cisza przed burzą - pomyślał i usiadł wygodniej w siodle. Dobył przymocowane do boku wierzchowca widły wojenne i pognał do Skara Brae. W momencie gdy galopował prowadzacym do miasta mostem, rozpętała się prawdziwa burza jęków i pisków...
Kopyta zastukały o utwardzoną brukiem drogę. Zatrzymał się i zdjął hełm. Rozejrzał się dookoła, starając się przebić wzrokiem przez mrok nocy. Pomimo dobiegających zewsząd odgłosów miasto wydawało się puste... Skierował wzrok na trawnik i odgradzający go od drogi niski, równo przycięty żywopłot. Oczom jego ukazał się potworny widok mordu. Na krzaku leżało bezwładnie, rozpłatane ciało elfa... Odwrócił wzrok w ddrugą stronę jednak tam widok okazał się być jeszcze gorszy... na skraju drogi znajdowały się...
...Przywołał w myślach obraz dziecka porzucającego swe zabawki w nieładzie...
- To nie są zabawki!!! - wrzasnął i sięgnął ręką do pasa spinającego napierśnik zbroi płytowej. Wyjął niewielką butelkę wypełnioną czarnym, oleistym płynem i jednym łykiem opróżnił jej zawartość. Zamrugał kilkakrotnie powiekami by przyzwyczaić oczy do nastałej momentalnie jasności. Ponownie rozejrzał sie po mieście i dostrzegł biegnącą w jego stronę grupę ludzi i elfów. Nie widział jeszcze przed czym lub kim uciekają jednak błyskawicznie ruszył naprzeciw nim, gotując się do walki. Krew w nim wrzała, wciąż miał przed oczami widok rozerwanego na strzępy ciała młodej elfki. Widział przed sobą jej twarz... jej oczy... wciąż otwarte pomimo, iż jej głowa znajdowała się o kika stóp od reszty ciała...oczy zastygłe w przerażeniu... patrzące zdezorientowanym wzrokiem... jakby pytające "co się stało?"
Uniósł się lekko w siodle i dostrzegł kroczącego za grupką stwora.
- Nocny Łowca - pomyślał i popędził konia. Chwilę później mijał już uciekinierów i szykował się do zadania ciosu. Stwór nawet nie zwrócił na niego uwagi. W jego oczach płonęła rządza mordu. Niemal juz widział jak rozrywa kolejną ofiarę swymi potężnymi szponami. Uniósł ogromną łapę, która natychmiast opadła bezwładnie u boku. Nim zdąrzył wykonać następny ruch, przeszył go palący, niemal paraliżujący ból, ogniskujący w grzbiecie. Obrócił się... ujrzał stojącego przed nim wojownika i krótkie mignięcie jego broni... tym razem ból rozdarł jego udo... kolejny błysk i kolejna fala pulsującego bólu. Instynktownie zadał kilka błyskawicznych ciosów sprawnym łapskiem. Jeździec jednak, nadal trzymał się w siodle. Większość ciosów spadła na jego tarczę ale bestia poczuła ciepłą ludzką krew na szponach. Zawyła bulgotliwie i ponownie natarła...
Wojownik Uciekł w bok przed szarżującym na niego potworem. Spojrzał na sączącą się ze szwów zbroi krew. Nie czuł bólu, jednak tarcza zaczęła mu ciążyć znacznie bardziej niż zwykle. Rzucił okiem na prawe ramie i dostrzegł szeroką wyrwę w pancerzu. Bez namysłu upuścił tarczę i zaatakował wciąż zwróconego do niego tylem przeciwnika. Mijając stwora zadał dwa ciosy, jeden z tyłu pod kolano, drugi już z przodu, celując w ranione już wcześniej udo. Bestia padła rozciągając swe cielsko na drodze. Jeździec zwinnie zawrócił konia, którego kopyta dokończyły dzieła. Zatrzymał się na moment głośno dysząc. Zdrową ręką rozpiął naramiennik i obandażował ranę, nasączając wcześniej opatrunek w miksturze odtruwającej. Wiedział, że bestia mogła go zatruć...
...Usłyszał kolejne odgłosy walki...
***
-Pałac!!! - wykrzyczał ktoś ze zbierającego się szybko tłumu. Wojownik skierował wzrok w strone misternie zdobionej budowli. Na drodze prowadzącej do budynku zamigotała sylwetka galopującego mężczyzny, dzierżącego w rękach kuszę. Bez namysłu spiął konia i pognał za łucznikiem. Wyjeżdzając za róg pałacu, zauważył ogromny szkielet napierający na przybyłego wcześniej mężczyznę. Zmora atakowała zaciekle swymi, przypominającymi odnóża modliszki, łapami.
- Bij go panie!! Krzyknął łucznik, wskazując ruchem głowy na zbliżającego się w jego stronę rozprówacza.
Wojownik błyskawicznie dobył srebrnych wideł i natarł na bestię. Pomimo ogromnych wysiłków nie udało mu się jednak zwrócić na siebie uwagi potwora, który wciąż parł na sypiącego weń gradem bełtów mężczyznę.
- Uderz w żebra!
Jeździec okrążył rozprówacza od lewej i wymierzył potężny cios w korpus stwora. Srebrna broń rozkruszyła kości niczym szkło, wyłamując połowę żeber oraz część kręgosłupa.
- No to chyba zwróciłem twoją uwagę - pomyślał zadowolony wojownik. Jego radość nie trwała jednak długo, gdyż rozwścieczony stwór szybkim, jak błysk grzmotu, ciosem cisnął nim o ścianę pałacu. Zdezorientowany i oszołomiony jeździec nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. Leżał tylko i patrzył w ślepia zbliżającej się wielkimi krokami śmierci. Monstrum zatrzymało się nagle, jakby zdziwione... i jego głowa eksplodowała gradem kości. Leżący mężczyzna usłyszał w tym samym momencie przeszywający świst obok lewego ucha. Skierował wzrok w tym kierunku i dostrzegł, wbity do połowy w ścianę budynku, srebrny grot. Spróbował wstać, jednak nie miał na to siły. Przed oczami, ujrzał przez mgłę postać wyciągającą do niego rękę.
- Wstawaj chłopie, mieliśmy dużo szczęścia. Rzekł, uśmiechając się lekko łucznik. - Jestem Nilius, dziekuję Ci za pomoc.
- To ja dziękuje, zwą mnie Murinus - odparł oszołomiony i obolały wojownik. - Rozumiesz coś z tego?? Dlaczego te stwory zaatakowały?
- Niestety również nie mam pojęcia, ale spójrz na to. - Wyciągnął zza pleców lekko pulsujący, zielonkawy kryształ. - Znalazłem to w tym truchle - Kopnął stertę kości pozostałych z ich niedawnego przeciwnika.
- Wygląda na wyszczerbiony, jakby czegoś brakowało...