Strażnik Klucza
Pułapka statyczna dawała drowowi swobodę w polu jednego metra kwadratowego.
Z upływem nieubłaganego czasu pole to zmniejszało się coraz bardziej.
Ranny i słaby drow, którego aura życia niknęla w oczach nie był już w stanie zniszczyć barier.
Pozostawała jedna szansa. Zebrać resztki magicznej mocy i wysłać duchowego posłańca, który odnajdzie osobę zdolną do pomocy...
Rozpoczyna się walka z czasem.
***
Zamieszczam 2 screeny z dalszej części:
(http://www.xthost.info/Aruv/mekmar11.JPG)
(http://www.xthost.info/Aruv/mekmar1.JPG)
***
Na wstępie dziękuję Aeternusowi za olbrzymią pomoc bez której niemożliwe byłoby zrealizować ten scenariusz. Liczę że reszta osób dopisze się. Wielkie dzięki za zabawę 8)
Ciekawosc lewitowal gdzies pomiedzy znaczeniami, nie drgniety przez ciepla koniecznosc podlegania prawom rzeczywistosci. Zatopil sie w swojej wlasnej meontologi, probujac wypelnic swoje istnienie logiczna proba. Pare sytuacji delikanite liznelo krysztalowa sciane jego irracjonalnego pojmowania swiata. Katatoniczna jednostka czasu zapukala serdecznym palcem do malutkiego okienka. Rozejzal sie, opatulajac swoimi workowatymi uszkami. Pare klakow wcisnelo mu sie w pysk. Przeciskajac sie swoja paradoksalna parodia chodzenia wyszedl, nie ruszajac sie z tego, co sam nazywak miedzywumiarem - powszechnie znanym neologizmem, bedacy inna analogia dla kazdego.
Dopiero tutaj uchwycil go zezloszczony fakt przynaleznosci. Chlod delikatnie lizal jego opuszki, zas jaszczurzojezyczny wiatr tworzyl swoje wlasne, krete sciezki po jego futrze.
Slowa, slowa, slowa.
Prosby, prosby, prosby.
Spelnione. Ciekawosc zaspokojona?
Cel egzystencji delikatnie wypelnil sie, jednak nie dobijajac zadowalajacej normy.
I... absurd - klucz do miedzywymiaru.
"Przeczmychawszy podmuchnawszy przecinmieczem buchniewszy ogoniem ze skrzydlakami pofruwawszy"
Sorry, ze sie wcisnalem, ale akurat bylem tam chwilke, a ze byla mowa o opisie paru osob... :D znalazlem ukryte przeslanie do mojej osoby :P
"Przeczmychawszy podmuchnawszy przecinmieczem buchniewszy ogoniem ze skrzydlakami pofruwawszy"
- Alkus - trudne słowa :>
absurdalne ;]
Nekromanta grzebał w skrzyni szukając starych zwojów, nagle poczuł dziwna energia pojrzał przed siebie i ujrzał dziwne stworzenie, był to duchowy waż. Waż przemówił do nekromanty
*Drow w tarapatach, musisz się spieszyć* Zasyczał stawał się coraz bardziej niewyraźny i powoli znikał. *Cóż się stało* odparł nekromanta. Waż zasyczał *cmentarz, niedaleko miasta Yew*. Nekromanta zastanowił się i powiedział *Wiec czym prędzej ruszam w drogę*. Waz znikł ostanie słowo które zdążył wypowiedzieć to *Mało czasu, mało*.
Nekromanta natychmiast ruszył w stronę cmentarza....
Zastał tam zbuntowane nieumarłe strzygi. Szybko się z nimi rozprawił, rozejrzał się dokoła, spostrzegł wejście do krypty. Wszedł do niej, zastał tam uwiezionego Drowa w magicznej klatce, barierze magicznej. Drow był wycieńczony i ranny. Klatka zaciskała się regularnie nie pozostało mu zbyt dużo czasu. Drow usłyszawszy kroki powiedział *kto wszedł, kim jesteś*
Nekromanta odparł *Mekmar znalazł mnie twój posłaniec* Drow * a wiec dotarł do ciebie* Zakasłał *potrzebuje pomocy zostałem uwieziony, a nie zostało mi już wiele czasu musisz się śpieszyć*. Nekromanta odpowiedział * Magia bariery jest potężna, jak mogę ci pomóc* Zapytał. Drow upadł na ziemie *tylko magiczny przedmiot który stworzył barierę może ja zniszczyć*. Nekromanta natychmiast chciał wyruszyć, jednak po chwili namysłu powiedział *gdzie znajdę ten przedmiot*. Drow powiedział bardzo cicho *lodowa wyspa, ogromna jaskinia...., spiesz się zostało mało czasu.
Nekromanta ruszył w drogę..... przekraczając próg jaskini spostrzegł Czarnego węza pomyślał *jestem blisko* i ruszył dalej. Będąc blisko zejścia w głąb jaskini napotkał kolejnego węza tym razem dużo większego. Ku zdziwieniu nekromanty wąż przemówił do niego. Zasyczał *Pan mnie przysłał poprowadzę cię*. Ruszyli dalej, zeszli w głąb jaskini....
Tam spotkali Strażnika klucza. Nekromanta bez wahania oznajmił Strażnikowi po co przybył. Strażnik nie przejął się kolejna wizyta śmiałka który przybył odebrać mu jego skarb.
Mekmar zażądał klucza. Każda chwila grała na niekorzyść nekromanty musiał się spieszyć, nie miał czasu wałczyć z demonem. Strażnik Klucza odparł *nie masz czasu powiadasz, wiec oddam ci klucz w zamian za cos*. Nekromanta bez chwili wahania zapytał *czego żądasz demonie* Księgi potępionych*. Przez głowę nekromanty przemknęły myśli *Księga pradawnych.... Moje wszystkie zapiski, zaklęcia....* Ta myśl przeszła przez niego jak błyskawica. Bez wahania oddał księgę w szpony demona, ten dał eteryczny klucz. Demon zaryczał *TAK*. Po chwili zniknął.
Mekmar natychmiast ruszył w drogę powrotną.....
Wrócił do krypty w której wieziony był drow. Krzyknął *wróciłem i mam to po co wyruszyłem*. Cisza... Mekmar sięgnął po klucz nim go wyciągnął Drow wyszedł. Zdziwiony nekromanta zapytał *ale jak* . Drow odparł * to była próba, która przeszedłeś pomyślnie, nie zawachałes się* Zakasłał *Rada z pewnością się o tym dowie*. Po czym odszedł...
Mekmar wrócił do swojej siedziby i pogrążył się w medytacji.
Łeb węża kołysał się na lewo i prawo. Szmaragdowe ślepia mierzyły nekromantę.
- Potężny jesteś...to pewne - zasyczał. - jednak czy dasz rade oprzeć się swemu uczuciu wyższości? - dodał w myślach.
Czarny Wąż zaczął toczyć jad swych kłamstw i złych wskazówek. Mimo że prowadził Mekmara dobrą drogą do demona, wciąż wspominał coś o jego potędzy i wielkiej mądrości. Namawiał zawsze do alternatywy - tej złej oczywiście. Próbował grać na czas i jak najbardziej wszystko ociągać.
Gdy w finalnym momencie zdał sobie sprawę że nie uda mu się skusić nekromanty zniknął w oparach siwego dymu, niczym niechciany gość.
Mekmar zabrał się za zbieranie ziół nieopodal domku na skraju lasu. Nagle poczuł dziwna energie emanującą dookoła, rozejrzał się. Nagle przed nekromanta zaczęła się materializować zjawa. Sługa Rady nekromantów. Mekmar otrzepał dłonie z ziemi i powiedział *cóż cię sprowadza*, Zjawa odparła *przysyła mnie rada, przyniosłem co straciłeś ...*. Nekromanta powiedział cicho *księga potępionych, cała moja wiedza, zaklęcia...*. Ogień zaczął spalać sprawek ziemi, po chwili w tym miejscu pojawiła się księga. Nekromanta odpowiedział *cieszę się że ją odzyskałem*. Zjawa po chwili znikła, nekromanta podniósł księgę i odłożył ją do plecaka...