Zbliżał się wieczór. Ogromne, palące Słońce powoli pozwalało odetchnąć spieczonym ziemiom Sosarii. Spokojne morze delikatnie rozbijało się o brzeg na skraju południowej dżungli. Drzewa, liany, trawy, wszystko kołysało się rytmicznie, kojone do snu przez wilgotny wiatr przybywający znad zatoki. Cienie rzucane przez potężne cyprysy stawały się coraz gęstsze. Ciemność i mrok – władcy nocy poczęli wkraczać na swoje terytorium, na którym będą niepodzielnie rządzić przez kilka następnych godzin. Jedyniie niewielka polana na skraju dżungli pozostała niewzruszona. Rozświetlona nikłym śiatłem z okna jednej z wież stawiała silny opór. To osada Czarnych Szat. Za owym okienkiem, w malutkim pokoiku, siedziała za kamiennym stołem niewysoka, zgarbiona postać, odziana w czarną togę. Twarz całkowicie zasłaniał jej kaptur, jedynie długie, czarne włosy wylewały się swobodnie na ramiona. W pokoju cuchnęło zgnilizną. Mag brał do rąk co chwile różne, stare tomiska. Czegoś najwyraźniej w nich szukał.
- Głupcy – warknął i począł głośno kaszleć – Niewierni głupcy. ADEPCI, jak to śmią ich nazywać. I ta przeklęta Rada. Sługą Pana nie można stać na drodze prób i testów odbywających się na naszej wyspie. Nekromancja to dar. DAR! – wstał i począł szybciej krążyć po pokoju, wzdłuż regałow. – Chcą sztuczek ? SZTUCZEK ? Banda durniów.. Już ja im przygotuję pokaz. Taki pokaz, że będą załować do końca swojego nędznego życia, że tu przyszli. Że śmieli nazywać się godnymi, wybranymi ! – Podbiegł do stołu i zwinnym ruchem dłoni zrzucił wszytkie księgi na ziemie. Opadł na krzesło i zaczął ciężko dyszeć. W tym momencie drzwi do jego komnaty rozstąpiły się i wbiegł jeden z uczniów.
- Mistrzu Erenenie – zawołał – Demony nas atakują ! Prędko ! – zbiegł spowrotem na dół.
Zakapturzona postać zerwała się z miejsca. Podbiegł do centralnie ustawionej szafy i zaczął wybierać z niej potrzebne składniki. Spieszył się. Wychodząc złapał stojący w kącie kij i puścił się pędem po krętych schodach na dół. Im niżej się znajdował tym wyraźniejsze odgłosy walki dochodziły do niego. Przyspieszył kroku. Kiedy pchnął główne wrota swojej wieży jego oczom ukazał się szereg postaci odzianych w czerń. Brudni i pokrwawieni wykrzykiwali niezrozumiałe słowa i puszczali strumienie energii i ognia w kierunku Najeźdźców.
- Rozpacz !– zawołał lich, po czym nie wiadomo skąd rozległ się tętent końskich kopyt. Piękny widmowy kon pojawił tuż obok swego pana i zwiesił głowę rżąc cicho. Po chwili Erenen już na nim siedział. Wypowiedział szereg inkantacji uwalniając tym samym pewne zaklęcia ochronne i ruszył pędem w kierunku towarzyszy.
- Co sie dzieje ? – zawołał
- Demony Hordy – odrzekł jeden z nekromantów – Cały legion. Przewodzi nimi Beliar, czy jak go tam zwą. Szlag ! Demon ostatniego kręgu, jeden z chorążych przybocznej gwardii Ylotha. Twory jego pojawiały się na ziemi wyjątkowo rzadko. Praktycznie wcale.
- Co chcesz przez to powiedzieć ? – przerwał mu lich.
- Erenenie. Ostatnim razem kiedy Dziewiąty Krąg opuścił swoje dominium cała Ziemia spłynęła krwią. Yloth dał o sobie znak. Jemu wierni również, rozumiesz ? To właśnie wtedy spisywano ludzką krwią takie dzieła jak ,,Demonus Infernico" Słowo Ylotha. Mistrzu.. obecność Beliara nie przyniesie nam nic dobrego. Niech Netheril nad nami czuwa.
Erenen niewzruszenie wpatrywał się w pole bitwy. Nekromanci zmagali sie za zastępem demonów. Beliar stał w oddali i nad wszystkim czuwał. Był ogromny. Cała jego czarno-czerwona skóra pokryta była bąblami, z których sączyła się zielona, trująca posoka. Z pleców wyrastały mu ogromne skrzydła, silne, bez trudu mogące unieść w powietrze ogromne cielsko potwora. Z czoła przebijały się 4 sterczące rogi, oczy płonęły żywym ogniem. Stał na niewielkim wzniesieniu w morzu ognia, które sam wzniecił. Czekał kiedy będzie mógł wykonać misję , z która tu przybył.
Mijały godziny. Zakapturzone postacie wspierane przez swego pana powoli opanowywały sytuację. Małe, ale silne demony hordy padały powalone potęgą nieumarłych. Wycieńczeni magowie resztami sił dobijali uciękaje grupy. Nie mogli pozwolić, aby odzyskali siły. Ponowne ataku by nie przetrzymali.
Beliar nie ruszał się. Na nim spoczeły spojrzenia wszystkich magów.
- Zakończmy to – zakrzyknął Kapoer.
- Nie – Erenen zatrzymał go szybkim ruchem ręki - Nie pójdziecie. Nie zdążylibyście skończyć inkantancji, a już tłumaczylibyście ze swoich poczynań przed obliczem pana. On czegoś chce. Gdyby przybył tu niszczyć, jak podrzędne demony Pierwszego Kręgu już dawno rzuciłby się w wir walki. Idę sam. – Lich nie dał już nikomu więcej dojśc do słowa. Poklepał konia po karku i ruszył na spotkanie przeznaczeniu.
Ogromna, przerażająca postać była coraz bliżej. Z każdym krokiem stawała się potężniejsza w oczach licha. Nie czuł jednak strachu. Wszystkie uczucia, które nigdyś tańczyły mu w sercu, odeszły już dawno. Śmierć, zimno, martwota, strach, ból, cierpienie – To wszystko czym rządził, to co mógł nieść ze sobą, na chwałe pana.
*PRZYBYŁEŚ... TAK JAK OCZEKIWAŁEM*
Lich przystanał. Ogromna paszcza Beliara zdawała się szczerzyć do niego w makabrycznym uśmiechu, niżeli przerażać. Otoczny korowodem płomieni był dla nekromanty niedostępny. Nie zdołałby się do niego przebić. Prawdę mówiąc, nie miał nawet teraz na to ochoty. Zastanawiął się nad tym co usłyszał. Nie mogła to być niczyja zbłąkana dusza, dostrzegłby ją dzieki mocy pana. Zatem kto ? Nie było tu już nikogo, tylko lich i demon. Erenen i Beliar.
*TO CO NIEUNIKNIONE ZACZYNA SIĘ SPEŁNIAĆ. TRZYNASTY DZIŚ SIĘ NARODZI. ŚWIĘTOŚĆ ZOSTANIE SPLAMIONA. PIEKIELNA CZĘLUŚĆ ZNÓW STANIE OTWOREM....*
Potężny, gardłowy głos przypominający bulgot, huczał w głowie nekromanty. Widmowy koń parskał niespokojnie. Twarz licha cały czas pozostawała ukryta w cieniu kaptura.
- Ktoś jeszcze tu jest – pomyślał – To nie może być jego głos... nie mam mocy... nie potrafiłbym.. zrozumieć jego mowy.. – lich wpatrywał się w płonące oczy demona – Makabryczny język otchłani. Runiczne symbole, księgi pisane krwią. To niemożliwe...
*NIECHAJ SIĘ ROZPOCZNIE...*
Ziemia zatrzęsła się. Skorupa za plecami Erenena poczęła pękać. Strumienie ognia i lawy wytrysnęły na powierzchnię. Był uwięzniony na skalnej wyspie, pływający w morzu magmy. Magiczne księgi straciły swoją moc. To koniec – pomyślał.
Beliar zaryczał i wzniósł się w powietrze. Fala gorąca uderzyła w licha, zrzucając go tym samym na ziemie. Wystraszony koń pobiegł na oślep przed siebie i runął w przepaść pełną płomieni. W miejscu gdzie przed chwlą stał demon pojawił się czerwony portal. I jeszcze jeden. Kolejny. Łącznie 6. Ognisty krąg obejmujący wzniesieni opadł .Z każdego portalu wyszły dwie istoty. Razem 12. Wszystkie odziane w krwistoczerwone szaty. Z ich pleców wyrastały skrzydła na kształt tych Beliara, tylko dużo mniejsze. Ziemia po której stąpali natychmiast się zapalała. Zbliżyli się do nieprzytomnej postaci licha. Utworzyli krąg i w jednej chwili pochylili się nad nim.
- To on ? Nekromanta ?– parsknął jeden z magów - Przecież to sługa Śmierci ! To pomyłka!
- Zamilcz – rzekł spokojnym głosem najwyższy z nich – Yloth się nigdy nie myli. Sam wybiera członków naszego bractwa za pomocą swoich sług. Demonologia to dar. Każdy może się z nim narodzi. Naszym zadaniem jest go przyjąć i nie pozwolić, aby którykolwiek z wybranych nie poznał swojego przeznaczenia. – Po tych słowach nachylił się i zerwał szatę z leżącego licha. Odór gnijącego ciała wyostrzył się. Płomienie otaczające czerwony krąg urosły. Pierścień utworzony z 12 istot zacieśnił się. Beliar unosił się dokładnie nad postacią nekromanty.
- In demonicus miserere rhe'vante non faimini plaere seleth. – Zaintonował najwyższy z demonologów. Wzniósł ręce w górę, a wraz z nim tak samo postąpiła reszta. Rytuał się rozpoczął. Ziemia drżała. Krąg począł obracać się w kierunku odwrotnym do wskazówek zegara. W głowach zgromadzonych huczał bulgoczący ryk, pochodzący ze sfery ylotha.
Postać nekromanty wyprężyła się i uniosła nad ziemię. Czerwone postacie nie przestawały inkantować. Trzymali przed sobą w wyciągniętych dłoniach tajemne księgi, a głosy ich wzmocnione nieznaną siła nie mogły być zakłócone przez chaos, który szalał tuż za nimi.
Wiatr wiał z ogromną siła. Beliar ryczał. Spoglądał z góry na lewitujące, gnijące ciało. Krążył nad nim jak ptak czyhający na swoją ofiarę.
W pewnej chwili, 12 magów w jednym momencie zamknęło swe księgi. Skończyli inkantację. Rytuał dobiega końca. Beliar zawisł w powietrzu. Wyciągnał przed siebie lewą łapę i rozcapierzył 5 ogromnych pazurów. Runął na dół, prosto na ciało nekromanty. Ogromny błysk przeszył czarne niebo. Płomienie zniknęły jak i wszyscy pozostali.
Nad dżunglą unosił się tylko dym i swąd spalenizny wymieszany z odorem gnijącego ciała.
- - - - - - - - - - - -
wysoka, zakapturzona postać odziana w ciemnoczerwoną szatę zdobioną złotymi zwieńczeniami, siedziała za drewnianym stolikiem gdzieś w dalekiej twierdzy. Naprzeciwko niej siedział nekromanta. Czerń jego szaty stanowiła kontrast z barwą stroju demonologa, ale była również jego znakomitym dopełnieniem. W pokoju panowała cisza. Wiatr przebijający się przez zakratowane okiennice huczał tylko cicho.
- Wiesz, dlaczego tu jesteś ? – zaczeła postać w czerwieni.
- Liczę, iż mi to prędko wyjaśnisz. – rzekł nekromanta.
- Nazywam się Abdel. – widząc, iż wszelkie ,,umilające czas konwersacje z lichem raczej są zbędne, postanowił załatwić to jak najszybciej. – Będę mówił krótko. Znajdujesz się teraz w siedzibie najpilniej strzeżonego bractwa. Inni myślą, że ono już nie istnieje. Wiele czasu minęło kiedy ostatni raz ukazaliśmy sie czyimkolwiek oczom. – nie czekąjąc na jakąkolwiek reakcję licha, kontynuował – Posiadłeś dar. Uwierz mi, że to dość niezwykłe. Na przestrzeni tysięcy lat, zebrało się nas tylko 12. 12 wiernych panu. 12 wybranych. Nie uważasz, że to niewiele, w porównaniu z setkami zaślepionych w Methestela, Ahn'bysa i innych zaplutych strażników porządku – westchnął, potrząsnął głową i rzucił w strone licha kilka czerwonych kości – Demonologia Erenenie. Zrób z nich teraz użytek. Przywołaj jednego ze sług Ylotha.
Erenen nieufnie spojrzał na spowitą w czerwieni postać. Wstał, wział kości do ręki i rzucił je przed siebie, szepcząc przy tym słowa tajemne. W jego głowie rozegł się znajomy szum. Coraz wyraźniejszy, przeradzający się w gardłowy bulgot.
- Niesamowite – uśmiechnął się pod nosem Abdel. – Jesteś 13. Mogłem się domyśleć, że tak łatwo ci pójdzie. Ściągnij swą szatę. Już. – Zdziwiony nekromanta odrzucił kaptur w tył i ściągnął togę. To co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Na piersi miał zwęglony odcisk demoniej, pięciopalczastej łapy, która w chwili obecnej pulsowało leciutkim, czerwonym blaskiem. – Każdy z nas jest naznaczony – kontynuował Abdel. – Dzięki temu masz kontakt ze sferą Ylotha. Jesteś wybrańcem. Wybrańcem nawet spośród nas. Masz moc przyzwania do siebie każdego z podwładnych panu. Będą cię słuchać. – jednym ruchem zamknął portal, który otworzył lich. – To potężny dar. Ale i potężny obowiązek. Nie nadużywaj go. Demony są nieprzewidywalne, jak i sam pan. Mogą się zbuntować. A wtedy koniec z tobą i z naszym bractwem... Za tobą leży szata demonologa, weź ją i noś z duma.. Bracie. Z czasem dowiesz się wiecej. Idź już. – Abdel machnął ręką, po czym opadł wyczerpany na fotel i zwiesił głowę.
- Wybrany Ylotha... Trzynasty... Ostatni, który winien był nadejść.. jak narazie wszystko się spełnia.. oby tak dalej, mój panie.
To nei zadna przygoda,ale chcialem to tu zamiescic.Ot takie male marzenie :wink:
Bardzo ladnie napisane fajnie sie czyta. Masz talent. Pisz wiecej.
Mniam! Patrolku, śliczne, bardzo śliczne i ciekawie napisane, tylko liczby pisz słownie, nie cyferkami :*
Jestem pod wrażeniem! :D
a ja zycze zeby kiedys opisana historia miał miejsce i marzenie sie spełniło :)
juz myslałam ze to serio miało miejsce a tu :"To nei zadna przygoda,ale chcialem to tu zamiescic.Ot takie male marzenie Wink"
Dokladnie to co Ish napisała: sadzilem ze udalo ci sie pewne osoby "przekonac" a one zrobily tak wspanialego Questa. Coz szkoda, jak dla mnie zaslugujesz na to bardziej niz ci co to juz posiedli a nie ma ich juz miedzy nami.
Powodzenia przyjacielu
swietnie napisane.
ps. tak sie pisze kiedy czlowiek ma natchnienie, wene i czegos goraco pragnie - fakt napisania czegos takiego dostatecznie oddaje zaangarzowanie Patrola w sprawe.
pozostawiam to bez komentarza do przemyslenia odpowiednim jednostkom odpowiedzialnym za te sprawe...
pozdrawiam
Alvor L.
Dobra robota Pat, powodzenia w realizacji.
Bardzo ładnie Pat, naprawdę mi się podobało.