DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: mae w 2010 06 11, 22:59:56

Tytuł: trawojady, drzewoluby w lesie Yew
Wiadomość wysłana przez: mae w 2010 06 11, 22:59:56
Druidzi sa istotami mocno zwiazanymi z szeroko rozumiana natura. Stworzeniem pierwotnym, nieprzetworzonym przez czlowieka i jego idee postepu cywilizacyjnego. W istocie jednak dusza kazdego Druida jest inna i chec czynienia poslugi Matce Naturze zwraca ich spojrzenia w inne strony. Ten konkretny Druid upodobal sobie za przyjaciol lesne stworzenia. "Zwierzeta" byloby zlym slowem, gdyz nie kazdy mieszkaniec lasu moze byc okreslany tym mianem. Liczy sie jednak to, ze w dniu, w jakim dziala sie owa opowiesc, zwierzeta znajdowaly sie w pewnym szczegolnym, nienaturalnym dla nich stanie. Ten zatem Druid z latwoscia zauwazyl niepokojaca zmiane i udal sie na poszukiwania jej zrodla. Dzialo sie to w najwiekszej sosaryjskiej puszczy. W lasach Yew, gdzie drzewa sa wyjatkowo wieksze i bardziej monumentalne niz wznoszone przez ludzi budowle. Natura ma tam swe krolestwo, a mieszkancy srodlesnej osady akceptuja jej obecnosc przychylnie patrzac na jej dzielo. Tam zatem zaszla owa zmiana, ktora zwrocila uwage Druida i wywolala jego niepokoj. Niepokoj byl tym wiekszy, iz samo wejscie do lasu nie pomoglo odnalezc przyczyny cierpienia zwierzat.
Sluga Natury szybko przecinal las, mknal na skrzydlach swojej przyjaciolki, chimery. Dzien w tej puszczy nie odznaczal sie jednak niczym szczeolnym poza dziwnym zachowaniem zwierzat i nietypowym szumem drzew. Nie bylo tu sladow krwi czy gwaltu. Zadnych sladow do przeprowadzenia regularnego dochodzenia. Druid chetnie napotkalby od razu wielka, potezna bestie gotowa do walki o panowanie nad swiatem Natury. Nic takiego nie moglo miec jednak miejsca, a w miare uplywu czasu zwiekszalo sie rozdraznienie lesnego straznika powodowane skrywanym poczuciem beznadziejnosci. Lesne stworzenia nie znajdowaly sie w stanie, w ktorym moglyby cokolwiek powiedziec. Gdy natomiast Druid dal rade do nich przemowic i naklonic do uporzadkowania mysli, okazywalo sie, ze nie posiadaja one zadnej wiedzy na temat swojej sytuacji. Pozostawalo wiec szukac i miec nadzieje.
Przelom przynioslo zwrocenie sie o pomoc do Ducha Natury, stworzenia zslylanego Druidom przez Matke. Okazalo sie to jednak dosc dyskusyjnym moralnie posunieciem. Duch odczuwal bol podobnie jak wszystkie inne stworzenia w tym lesie. Jego bol byl jednak wiekszy, gdyz stoi on blizej stworzenia Iskry i lepiej odczuwal stan jej serca. Dzieki temu jednak mogl prowadzic Druida w jego kierunku.
Przed dotarciem na miejsce Druid pozegnal Ducha Natury pozwalajac mu odpoczac. Sam udal sie w strone tajemniczego oltarza, ktory pamietal jako otoczony klosami pszenicy i kolorami przeroznego kwiecia. Teraz jednak oltarz byl pociemnialy, bez zycia, a jedyna barwe nadawal mu tajemniczy przedmiot lezacy u szczytu oltarza. Ku niemu skierowal sie wiec Druid. Byl pelen furii i determinacji, wciaz mial nadzieje, ze ktos stanie z nim do otwartej walki, by mogl uwolnic swoj gniew, Gniew Natury. Byl jednak jedynie ten przedmiot.
Jedynie krotka chwila namyslu poprzedzila blizsze badanie kolorowego dysku. Byl on nierozerwalnie zlaczony z oltarzem, miejscem, gdzie sila Matki przeplywa pompowana niczym krew w ludzkim sercu. Profanacja tej swietosci zacmila umysl lesnego straznika amokiem, ktory z trudem dawal rade stlumic. Druid musial wyzwolic jego czesc, wiec napadl na dysk wielka furia probujac uwolnic go z ultarza. Przedmiot odpowiedzial tym samym dzialaniem, ktorym niszczyl okoliczny las. Wyssal ze slugi Matki czesc jego witalnych sil. Czesc tym wieksza, im mocniej Druid napieral, im dluzej ciagnal. Dysk nie dawal sie jednak zepchnac czy oderwac. Straznik usmiechnal sie tylko pod nosem, rzucil wyzwanie w strone przeciwnika, po czym przemienil sie w demona. Ogromna niebieska i muskularna bestia zaatakowala dysk. Odpowiedz byla niemal tak silna, by zabic potwora. Druid odmienil sie, ochlonal, uspokoil i w koncu pomyslal. Postanowil jednak wpierw wyczerpac wszystkie proste rozwiazania. Te mniej proste i bardziej czasochlonne beda bardziej kosztowne dla umierajacego z kazda chwila lasu.
Druid pomyslal wtedy, ze to nie Requanis tworzy podobne rzeczy. To ludzie decyduja, czy jego moc posluzy dobru, czy zlu. Musial to sobie przypominac, by nie poczuc urazy do boga, ktory takze byl jego opiekunem. Dla zachowania rownowagi, to wlasnie jego moc przywolal nastepnie mag. Ogromny slup ognia napadl na dysk. Straznik wytezyl wszystkie swoje sily, a gdy ogien byl juz tak silny, ze ziemia wokol stopila sie, poddal sie nie tylko dysk. Chroniony naturalna magia oltarz takze zostal zwyciezony pozwalajac na pojawienie licznym peknieciom na swojej powierzchni. Lasem wstrzasnely ogromne sily protestu, ziemia zadrzala w tej czesci Sosarii. Mag przerazil sie, ugasil plomien innym czarem. Oltarz dalej zyl, a on byl zwyciezca. Wrogi przedmiot zmatowial i pociemnial, dal sie nawet podniesc i wziac do reki.
Druid przekonal sie, ze nie tylko oltarz, ale i dysk nie byl calkiem martwy. Wciaz walczyl, a jego magia pochlaniala zycie z wielkim pragnieniem. Pragnieniem, ktore bylo konieczne, by odrodzic pelna sile w przedmiocie. Mag byl swiadomym zagrozenia, a pojawiajace sie na wiecznie mlodej twarzy zmarszczki jasno go o tym upominaly. Gdziez wiec mial sie udac? Co zrobic?
Nie dalej niz chwile pozniej wyczerpany juz Druid zegnal swojego przeciwnika tonacego w ognistej rozpadlinie Fire. Gdy przedmiot poddawal sie plomieniom dajac  jasno do zrozumienia, iz nadszedl kres walki, Druid mogl sobie pozwolic na uwolnienie emocji, okazanie slabosci i bolu. Trwalo to jednak jedynie chwile. Poswiecajac kolejne swoje sily, musial zwrocic sie do Matki. W rozmowie wypowiedzial wiele slow i wiele zdan. Najwieksze znaczenie mialy jednak te, ktore mowily, iz Straznik bedzie musial zaplacic cene swojego sumienia za zniszczenie oltarza. Nie dowie sie, czy postapil slusznie, czy tez nie. Matka nie naprawi zniszczen, nie pomoze tez zadna ofiara. W naturze lekarstwem jest czas. Pobojowiska musza przypominac nam ceny wielkich bitew.
Na sam koniec pokonany bolem Druid powrocil do Yew. Tam spotkal wladce miasta, lesnego mysliwego, ktory opowiedzial mu o innych niepokojacych wydarzeniach zwiazanych z lasem i zwierzetami. Rzucal tez podejrzenia na kilka grup mogacych miec zwiazek z problemami miasta. Najwyrazniej nie byl to koniec, ani poczatek. Dragart byl tego pewien.