DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: malai w 2006 03 17, 03:02:02

Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: malai w 2006 03 17, 03:02:02
słabość....to uczucie towarzyszyło mojej osobie juz od dluższego czasu. choć przybierałem na siłe, szybkości to i tak byłem słaby. słaby na duchu. toczenie tej walki wyniszczyło mnie od środka tak bardzo...tak bardzo, że me ciało poczęło się zmieniać. podupadałem na zdrowiu, z płuc wypluwałem krew, dłonie nie mogły utrzymać miecza. pogrążąłem się, coraz głebiej, w otchłań mojego najgorszego koszmaru. czułem, że przegrałem. choć saprawiałem pozory, że tak nie jest. już nie oszukiwałem innych. począłem oszukiwać siebie samego.
agresja, nienawiść i złość przepełniała moje serce i myśli.


....................................................

gdy dotarł do mnie gołąb, z wieśćmi o zebraniu w siedzibie DA, szybko dosiadłem Perłe, mego wierrnego towarzysza, pięknego rumaka, o lśniąco czarnej maści. dotarłem. i gdy przekroczyłem próg siedziby, poczułem znowu to zniedołężenie. moje myśli powędrowały ku śmierci. widziałem martwych przyjaciół, zaszlachtowanych mym własnym mieczem. okropne uczucie. z góry dało się słyszeć głosy. przytłumione, ale donośne. czemu okazałem się taki słaby...czemu nie znalazłem lekarstwa na czas...pytanie bez odpowiedzi. i wtem, ogarnął mnie smutek. poczułem, że nadchodzi jego czas. nim sie spostrzegłem, Yngvar, obecny mistrz Dłoni podszedł do mnie i powitał serdecznym usmiechem. nie mogłem mu odpowiedzieć tym samym. juz nie.
zebranie sie rozpoczeło. choć widziałem ich gesty, ruch ust, ich głosy były przytłumione. dominującym dzwiękiem był on...jego wola narzucana mi. opierałem się, a on w odpowiedzi począł mnie torturować. gdy ujrzałem twarze zebranych, tłoczących się wokól mnie, wiudziałem zdziwienie na nich zdziwienie i lęk...spojrzałem na podłoge, która zabrudzona była od krwi, mojej krwi. ale jak....z kacików ust ciekła ciepła jucha, szkarłat, który przepełnił moje ciało i dusze. spazmy bólu przeszły przez moje ciało. ból był nie do zniesienia., słyszałem wyraznie słodka obietnicę, obietnicę uwolnienia od bólu. uległem jej...i zaczęło się.
gdy wstałem z podłogi, powstałem odmieniony. ma dusza odeszła, zastapiona inną. choć obecna cały czas w mym ciele, w końcu wyszła na jaw. reakcja wszystkich była dziwna. okrzyknięto mnie wampirem. nie myślałem o tym, aby ich sprostować. po co, niech myżlą tak. może łatwiej im przyjąc fakt, że jestem wampirem. prawda mogłaby ich zbyt zaskoczyć. gdy tak stali w osłupieniu, dobyłem miecz. trzeźwośc umysłu wykazał Yorghal, krasnolud, którego znałem od niedawna. nie mogłem tracić czasu. ofiara musiała się dokonać. mój pan nie bedzie chciał czekać. wymordownaie mych przyjaciól bedzie dowodem mego oddania. pierwsze ofiary, a wszystko ku chwale Furiona, mego ojca, stwórcy i pana. szybkim pchnięciem zanurzyłem ostrze miecza w pierś Yarpena, twarz miał wykrzywioną w zaskoczeniu i bólu. choas, panika. wszystcy biegali szukając wyjścia. wyjście. jedyne wyjście, ajkie mogłem im zaoferować to śmierć. szybko doskoczyłem do mistrza gidlii, obalając go z tronu. gdy leżał na ziemi, próbując się pozbierać, przeszyłem go, przybijając go do podłogi. Yorghal, krasnolud, który był tu wyzwaniem. jego głowa będzie cenna. szybko dobiegłem do niego, łamiąc krzesło i przewracając stól. miecz ociekał szkarłatem. jego dlask dodawał mi wiary i otuchy. zanim zdąrzyłem wyprowadzić cios, poczułem ból na ramieniu. szybka bestia, ale nie dam sie. choć rana piekła, ofiara dla mego pana była bardziej dominująca. szybki cios w plecy. trzask łamanych kości rozległ sie po pokoju. niestety, to była tylko jego zbroja. szczątki kości demona leżały na podłodze. demon....jak on smie nosić zbroje z tak wspaniałej istoty, jak demon. nie jest godny. chwila nieuwagi i kolejny cios, pewno wymierzony w mą głowę trafił szczęśliwie w karczek. zachwiał sie. teraz! szybki cios w opancerzona głowę. opadał na ziemie. obrociłem sie, a ciła obrotu dodała impetu. prosto w szyje. głowa turlająca sie pod stól naznaczyła ścieżkę. ścieżke, która bede podążać. został ostatni. nigdy go nie widziałem. powinien być łatwym celem. gdy był na schodach dopadłem go. opanowany szałem, obaliłem go, łamiac mu szczękę. cos krzyczał. nie interesowało mnie to. miecz przeszył jego czaszkę.
gdy sie podniosłem i rozejrzałem po pomieszczeniu. trup ścielił sie gesto. krew dookoła,  uciekająca w szpary w podłodze. krasnolud wciąż ściskał swój topór. parsknałem. ofiara sie nie dokonała do końca. przyzywając swoje nowe moce, moce chaosu przyzwałem ich dusze ze szponów śmierci. ich przyzwanie i ozywienie naznaczyło ich. od tamtego dnia będą w swoich duszach nosic cząstke tego, czego sie tak obawiałem. czego tak unikałem. podły uśmiech zagościł na mej twarzy. ofiara sie dokonała. teraz moge odejść w spokoju.

............................................................

i to na tyle, z tego małego eventa. od razu mowie, zaden gm nie uczestniczyl w tym. nic nie bylo ustalane. nikt o niczym nie wiedzial. licze, ze sie podobalo i ze teraz moje klimacenie zwroci uwage gm'ow na mnie.
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: P@KO w 2006 03 17, 08:13:46
:):):):):):)
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: bobik15 w 2006 03 17, 09:54:24
Cytati to na tyle, z tego małego eventa. od razu mowie, zaden gm nie uczestniczyl w tym. nic nie bylo ustalane. nikt o niczym nie wiedzial. licze, ze sie podobalo i ze teraz moje klimacenie zwroci uwage gm'ow na mnie.

Uwazaj, zebys sie nie przeliczyl ^^
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: mjenki-- w 2006 03 17, 10:06:47
Dobre, naprawde dobre  8)
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: szaman w 2006 03 17, 10:09:03
Bobik co ty gadasz? :wink:
Malai polecam robić samemu więcej takich questów i to regularnie, a nie odświętnie. Tak naprawdę to jest właśnie największa radocha. GMi mają nam tylko pomóc w realizacji naszych pomysłów, a nie robić to za nas. Jeśli to co robisz będzie dla Ciebie naturalne, a nie tylko na pokaz (oni patrzą i nie zawsze się ujawniają :wink:, to nałogowi podglądacze :D), to z pewnością ktoś Cię zauważy. Większość tych, którzy tak strasznie narzekają na to, że nie mają questów, sami nic poprostu nie robią. Myślą, nie ma questa to koxam dalej, tyle koxam koxam i żadnego questa nie dostałem :wink:. Polecam wyjść z kopalni i zacząć grać*. Zrób sobie próbę, graj z tą samą częstotliwością co teraz, tylko przez miesiąc nie koxaj nawet przez chwilę (ciekawe czy potrafisz :wink: ). A czas wykorzystaj na realizację swojej koncepcji postaci (tylko nie tak, że gadasz na ircu, a postać stoi zalogowana i się dziwnie nie odzywa :D). Powinno pomóc 8)


*zbieżność zdażeń i nazwisk zupełnie przypadkowa :wink:
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: krewetek w 2006 03 17, 11:53:31
dżizas... Malai, a ty to przeciez zawsze taki grzeczny byłeś  :wink:

Fajne :P
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: potwora w 2006 03 17, 12:22:10
Nie krewetek? Taki niepozorny Malai ;]
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: malai w 2006 03 17, 14:49:22
no niepozorny^^. szaman. wiem o co chodzi. kiedys (do 26 lat w uo) non toper kox. ale teraz mnie wzielo na klimacenie. i oby mi dobrze ono wyszlo. niedlugo opisze kolejnego questa, ktorego zrobilismy sobie z kolesiem, a potem moze i kolejne...oczywiscie bez zaspamowania tego dzialu ;)
dzieki za dobre slowa.
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: Sadi666 w 2006 03 17, 15:13:00
Eno... fajnie było :D. Yorgahal prawie, prawie cie ubił :D. Ciekawe co byś zrobił :D.

Jak poszedłeś to oni znów zaczęli chlać... Nie mogłem tego pojąć...
Wywaliłem ich i samotnie zacząłem ścierać krew z podłogi... Zachodząc w głowę co tak naprawdę się stało. Muszę przywrócić DA dawną świetność :)
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: quendin w 2006 03 18, 17:53:40
Brawo Malai... cieszy że kolejne nasze kartelowe "ofiary";) wyrastają na ludzi... szkoda że jak się ostatnio spotkaliśmy nie mialem więcej czasu bo może byśmy cosik skręcili ;)
Tytuł: narodziny syna
Wiadomość wysłana przez: bobik15 w 2006 03 18, 19:11:33
"klimacenie" ... brzmi jak 100% plastic... ;]