Jej pierwszy dzień
Ostatnie słowa jej babki brzmiały: Jeśli zobaczysz któršś z nich poznasz i poczujesz od razu.
Miała być to najważniejsza ze wszystkich wskazówek jakie dała jej babka odchodzšc nie wiadomo gdzie i
nie wiadomo na ile.
Miała 20 lat i uważała się już za w pełni dojrzałš kobietę.Mimo iż babka chciała jš jeszcze przy sobie
zatrzymać to fakt iż odeszła przyspieszył tylko to co miało się stać, wyjazd z rodzinnego domu.
Jej dom chodź ukryty głęboko w lesie leżał najbliżej miasta zwanego Yew, dlatego tam też postanowiła się
udać. Wiedział że podróż może być niebezpieczna więc postanowiła zabrać się z kupcem który mieszkał
niedaleko jej domu.Bywał tam raz bšdź dwa razy w tygodniu wożšc swoje towary na sprzedaż.
Podróż minęła na szczęście bez żadnych niespodzianek i dość szybko dotarli do bram miasta.Tam kupiec
pojechal w swojš stronę a Ona musiała wejść do miasta sama.Trochę się obawiała ponieważ kiedyś słyszała
że przebywaja tam czasem różni ludzie niekoniecznie przyjaźnie nastawieni do otoczenia.Otwierajšc bramę
powitał jš jegomość w zielonej pelerynie, wskazał główny budynek i uśmiechnšł się do niej w dziwny
sposób.Wiedziała dlaczego, zawsze mężczyźni na jej widok reagowali tak samo.Świnia!-pomyślała sobie i
szybko odeszła w stronę dużego budynku.
Okazało się że budynek o którym mówił jegomość w pelerynie był bankiem. Wchodzšc do środka malo nie
przewróciła się przez rozłożonš po środka skórę z olbrzymiego zwierza.Usiadła na jednym z wolnych krzeseł
i spojrzała na mężczyznę siedzšcego za stolem.Czy mogłabym założyć u was jakšś skrytkę w której mogłabym
trzymać wartościowe dla mnie rzeczy?Mężczyzna spojrzał na niš i po chwili odwrócił wzrok, spróbowała
jeszcze raz, dalej nic. Po chwili dosiadł się do niej pewien młodzieniec który zasugerował jej aby
zwrócić się do mężczyzny wielmożny bankierze-"oni to lubia" szepnšł jej na ucho uśmiechajšc się w sposób
jaki zrobił to przed chwilš strażnik.Zrobiła jak powiedział i faktycznie bankier się niš
zainteresował.Dostała małš skrzynkę w której schowała kilka rzeczy i czym prędzej wyszła z banku.
Na zewnštrz poczuła na twarzy zimny wiatr wiejšcy od północy i od razu poczuła się lepiej, ponieważ w
banku panowała duchota.
Postanowiła zwiedzić miasto jednak bała się ,że sie zgubi.Wten podszedl do niej ten sam młodzieniec
który wcześniej pomógł jej uporać się z bankierem. Domyślił się iż jest w mieści pierwszy raz i
zaoferował jej że trochę jš pooprowadza po mieście wskazujšc najprzydatniejsze miejsca. I tak poszli
zobaczyć miejski ratusz,karczme,stajnie i... chate uzdrowiciela. A po co mi wiedzieć że tu mieszka
uzdrowiciel?-zapytała gdy stanęli przed jego chatš.Jam zdrów jak rybka!-zawołała.
Na to od odparł iż czasem do Yew wpadajš zbrojne drużyny które mogš poważnie zranić lub nawet zabić i
bez pomocy znachorów i uzdrowicieli sie nie obejdzie.
Jednak nie przejęła się zbytnio gadaniem mlodzieńca.Wrócili pod bank. Tam mlodzieniec pokazał jej
dziwna budowlę którš, jak twierdził wzniósł sam i dodał jeszcze została pobłogosławiona przez bogów.Nie
chciała mu zbytnio wierzyć ale wymijajšco przytakiwała mu aby tylko już sie odczepił. Miły ale natretny-
pomyslala.
Po chwili odszedł i została sama. Usiadła na ławce naprzciw banku i obserwowała ludzi wchodzšcych i
wychodzšcych z banku.Przewijali się tam najróżniejsi ludzie i.. nieludzie.Najbardziej jej uwagę zwróciła
piękna kobięta o bladej jak ściana cerze i sukni tegoż samego koloru.Kolory sukni zlewał się z jej sukniš
w taki sposób iż trudno było wskazać gdzie ma szyje czy usta!.Gdy przeszła obok niej dziwnie sie
poczuła.Chciała porozmawiać z niš jednak kobieta ta nie zwracała na niš żadnej uwagi rozmawiajšc o zbroi
z jakimś gburem.Usiadła znów na lawce czujšc wielkie zmęczenie.Wpatrujšc się w blizej nie określony punkt
poczuła nagle dziwny smród i odór.
Zaczęła sie rozglšdać wokół siebie i zobaczyła osobę w ciemnej postrzepionej szacie.Nie widac bylo
twarzy tej istoty poniewaz miala zaciagniety gleboko kaptur.
Isena przestraszyła się odrobinę i postanowiła oddalić się za pobliskie drzewo.Była ciekawa co to za
osoba.Czuła od niej bijšcš moc jednak nie była to czysta moc jakš czuła czasami u swej babki.Postanowiła
wdrapać się na drzewo i poobserwować go z drzewa.Podcišgnęła spódnicę do góry i bez żadnych problemów
wdrapała sie na jednš z gałęzi.Odgarniajšc kilka liści zobaczyłš osobę w czarnej szacie.Cały czas
siedział na ławce nie ruszajšc sie przy tym prawie w ogóle.Przez dłuższš chwile nie wydarzyło się nic
nadzwyczajnego i już miała zejść sama ,gdy nagle osoba w czarnej szacie spojrzała sie w jej kierunku
wykonujšc dziwny gest.Isena poczuła w brzuchu dziwny skurcz i upadła z hukiem na ziemie ranišc sobie
lokcie i kolana.Narobiła przy tym troche rumoru i wzbudziła ogólne zainteresowanie pobliskich osób.TY
CHAMIE-wrzasnęła do osoby siedzšcej na ławce, zapominajšc o strachu jaki jš ogarnšł.TY GBURZE!Jak śmiałes
mi cos takiego zrobic-krzyczała. Podszedł do niej jegomość w zielonej pelerynie,który okazał sie
strażnikiem.Spytał co się stało i już chciał rozprawić się z tym czarnym gdy ten nagle zniknšł mówišc: że
nic go to nie obchodzi.
Troche rozstrzesiona postanowila znow wrocic do banku aby troche ochłšnšc.Usiadła na ławce po lewej
stronie i prawie na siedzšco usnela.
Zbudziła sie po kilkunastu minutach znow czujac ten dziwny smród i odór.Po plecach przebiegl jej
dreszcz.Pewnie to znow on-pomyślała. Szybko wbiegła po schodach do górnej części banku aby chwile tam
odczekać poki tamten nie odejdzie.Czekała tam dobrych kilka chwil gdy znow ogarnęło jš zmęczenie.
Postanowiła iść się zdrzemnšć na dluzej do pobliskiej karczmy.Gdy wyszła z banku plac był praktycznie
pusty.Rozglšdajšc sie wkoło skierowała sie w strone karczmy, gdy w pewnej chwili nie wiadomo skad ktoś
jakby szepnšł jej do ucha: "wartaś grzechu..". przerazona szybko rozejrzałš sie dookoła nie zauwazajac
nikogo procz straznika który znow dziwnie sie na nia patrzył.Jednak on był daleko!Postanowiła szybko
udać się do karczmy, ponieważ myślała ze byc moze to ze zmeczenia, i tak juz dzis sporo przezyła.Ruszyła
szybkim krokiem gdy znow ten sam glos szepnał jej do ucha: "podoba mi sie twe ciało". Gdzie jestes
gburze!!! -krzyknęła. pokaż sie poczwaro!!Zbaraniała. 5 centymenrow od jej twarzy wyrosl jakby z pod
ziemii meżczyzna wygladajacy zupełnie jak ten co wczesniej doprowadził ja do upadku z drzewa.Jednak ten
byl o wiele gorszy.Wokoł niego roznosil sie jeszcze gorszy smród.W reku miał olbrzymia kose.Nie wiedziała
co robić. Zaczęła uciekać.Jednak w panice i strachu w zupełnie nieznanym jej kierunku.Dotarła do murów
miejskich,jednak czarny mezczyzna byl juz za nia.Nie zastanawiajac sie wiele wbiegla w pierwsze lepsze
drzwi i pobiegla schodami do gory.Na nic sie to zdalo poniewaz byl on juz krok od niej...Probowala
krzyczec,uciekac jednak on byl sprytniejszy i znacznie potezniejszy.Wyczarował kilka magicznych scian i
zablokował kompletnie wyjscie.Czuła jak ogarnia ja słabosc.Nie miala juz sil walczyc.Powoli osuwała sie
na ziemie.Mdlala,po chwili znow odzyskiwała przytomnosc, czujac coraz wiekszy chlod na calym
ciele.Wiedziala ze nie ma juz na sobie ubran. Zabije mnie- pomyslala i ponownie zemdlala..słyszała tylko
w swojej głownie co jakiś czas imie "Neetheril.." badz, "twa dusza odeszla.."
Dobre rady babki nie zdały jej sie na nic.Obudziła sie na łóżku w pobliskiej chacie uzdrowiciela, jednak
on sam spogladajac na nia nie wiedzial czy uda mu sie ja odratowac,była naprawde w kiepskim stanie..
ps. wklejam na prosbe gracza
no....takie troche dziwne dla mnie:F w sumie to ni przygoda, ni zwyczajny dzien. no i sporo literowek itp. nie wiem, dla mnie troche dziwne:<
A to sie porobilo, sludzy Netherila gwalca biedne dziewice w Yew :twisted:
CytatIsena poczuła w brzuchu dziwny skurcz i upadła z hukiem na ziemię, raniąc sobie
łokcie i kolana.Narobiła przy tym trochę rumoru i wzbudziła ogólne zainteresowanie pobliskich osób.TY
CHAMIE-wrzasnęła do osoby siedzącej na ławce, zapominając o strachu, jaki ją ogarnął.TY GBURZE!Jak śmiałeś
mi coś takiego zrobić?! - krzyczała. Podszedł do niej jegomość w zielonej pelerynie,który okazał sie
strażnikiem.Spytał, co się stało i już chciał rozprawić się z tym czarnym ,gdy ten nagle zniknął, mówiąc że
nic go to nie obchodzi.
Dalurvith ze znudzeniem obserwował dziewczynę, która wspinając się na drzewo, upadła z niego tak szybko, jak się tam znalazła. Co ciekawe, swoją niezdarność próbowała zwalić na niego i "czarną magię", cokolwiek by to nie znaczyło. Drow siedział spokojnie oglądając po raz tysięczny któryś olbrzymi pomnik. Chwilę ciszy przerwał strażnik, próbujący dobić się do świadomości mrocznego elfa.
- To on? To on cię zrzucił? - rzucił głupkowatym głosem strażnik.
- Tak, to ten w czarnej szacie - odparła dziewczyna.
Rozpoczął się potok słów. Strażnik wykrzykiwał coś, przeplatając swój głos z głosem dziewczyny. Wszystko było tak ekscytujące, że nekromanta prawie usnął.
- Kal Ort Por - wysyczał śpiący Dalurvith.
Po chwili w miejscu, w którym siedział, została już tylko otoczka siwego dymu...
Skąd ja wiedziałem, że za tym Paruva stoi? :wink:
gwałty na zlecenie - bez zlecenia zreszta tez :P pozatym to nie parowka - wczytaj sie siwy w opowiadanie parowki a Gofra....da sie dostrzec roznice miedzy postaciami. Ja wiem kto tego dokonał :>
Moja postać nawet nie spogląda na takie proste dziewki ;D
...to pewnie Patrol ten stary zbokol...
Mash? ;p sory,ale ja preferuje tylko trupki 8)
heh to moze w koncu ujawni sie ten kto jest odpowiedzialny za ten wystepek :wink:
a co się będzie ujawniał jeszcze go spalą na stosie :?: :wink:
Jak nie wiadomo kto, to Ragnall.
Patrol znowu aptologie wprowadzasz do rodziny? :P
nie wprowadzam zonka :* ,wystarczysz mi Ty ;p
temat powinien raczej sie nazywac "jej pierwszy raz" ;)
Ekhm...Wiem, ktory to ten drugi. Wstydź się, taki poważny a za dziewkami się uganiasz jak pospolity chaos/order/neutral [sami sobie wybierzcie ;)]
A opowiadanie bardzo ładne. Moglo być gorzej.
Mogła trafić na mnie.
;)
Pozdrawiam
Gwałt w realiach DM :shock:
A na "serce niemowlęcia" się nie zgodzono :P
a tam odrazu gwalt... gdzie tu w opowiadaniu macie napisane gwałt :wink:
:?: fantazja chłopaki fantazja wam sie wybujała :lol: