DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Ziggy w 2010 09 06, 21:43:59

Tytuł: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: Ziggy w 2010 09 06, 21:43:59
Część kartki z notatnika czarnoskórego skryby z Podmroku.

Loch pachniał stęchlizną i śmiercią. Po korytarzach roznosiły się ciche jęki i zawodzenia widm. Drowy doskonale wiedziały, że znajdą tu ukryte skarby i dobra zabawę. Ale było coś jeszcze... W podziemnych komnatach swe miejsce znalazły jakieś nowe okazy, stwory nigdy dotąd w tej części świata nie spotykane. Czułe uszy drowów wychwytywały z otoczenia jakieś śpiewy i buczenie powodujące drgania podłoża. Dobrze znając tutejsze lochy, kierowali się w stronę dźwięków, omijając kościotrupy i upiory, aby nie zaalarmować nowych mieszkańców.
Po kilku ziarnach cichej przeprawy, stali u wejścia do wielkiej komnaty oświetlonej magicznymi światełkami. Rozglądali się z zainteresowaniem, ale też z wielką ostrożnością.
-Siedem sztuk, razem z Kapłanem? – zapytał Fanndrigar w niezawodnej mowie gestów Fechmistrza.
-Sądzę, że tak. Nie wyczuwam więcej osobników. Okaże się w praktyce, przyjacielu. – odpowiedział ręką, a w bez źrenicznych oczach coś błysnęło. Fanndrigar wiedział, że będzie to piękny dzień.
Na środku Sali stał największy, zielono skóry gargulec jakiego do tej pory widzieli. Ubrany był w jaskrawe szaty, na przegubach brzęczały mu bransolety, a skrzydła miał poprzebijane kolczykami ze szlachetnych kamieni wielkości pięści. U jego nóg stała pięknie rzeźbiona skrzynia, na dokładnie przygotowanym ołtarzu. Jednak do tych cacuszków drogę tarasowała im gr...
gargulców, tworząc krąg wokół Kapłana. Śpiewali w gardłowym........
Dudnienie powodowało jakaś magiczna aura skrzyni...............
-Punkt 54? – spytał Werfen.
- Proponuje połączenie 34-rki z 69-tką.
Fechmistrz wyszczerzył zęby i wystarczyło już tylko działać.........

Tytuł: Odp: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: Ziggy w 2010 09 08, 20:51:47
***

przygotowanym ołtarzu. Jednak do tych cacuszków drogę tarasowała im grupa dobrze uzbrojonych  gargulców, tworzących krąg wokół Kapłana. Śpiewali w gardłowym, niezrozumiałym dla nich języku. Opiewając pewnie jakiegoś bożka.  Dudnienie powodowała jakaś magiczna aura skrzyni.
-Punkt 54? – spytał Werfen.
- Proponuje połączenie 34-rki z 69-tką.
Fechmistrz wyszczerzył zęby i wystarczyło już tylko działać. Fanndrigar został przy wejściu by wszystko mieć pod kontrolą, a drow-wojownik ruszył bezszelestnym biegiem na rzeź. Dwie plamy ciemności ogarnęły jednocześnie dwie najbliższe skrzydlate pokraki. Dekady treningów w ciemnościach uczyniła Werfena profesjonalistą w zabijaniu. Zanim reszta gargulców ogarnęła sytuację, jeden miał przecięta aortę, drugi wbity sztylet po samą rękojeść w głowę. Nagle w powietrzu zafurkotały 4 buteleczki wypełnione fioletową mazią. Inkantacja czaru skończyła się w odpowiednim momencie i zza pleców Werfena wyleciała fala ostrzy rozbijając buteleczki i raniąc niektóre gargulce. Wybuchy rozniosły po Sali pełno szkła i żrącej masy. To było piękne: chaos, krzyki, zamieszanie, jęki, chaos i krew. Tylko 2 osoby odnajdywały się w tym wszystkim. Liczba przeciwników zmniejszała się w czasie liczonym uderzeniami serca. Mag wysyłał coraz to z nowej pozycji coraz to wymyślniejsze czary. Werfen trafił na lepiej wyszkolonego gargulca i ,,tańczył" z nim trochę dłużej niż powinien. Nie było to dobre, bo Kapłan otrząsnął się z otumanienia i zaczął wymachiwać rękami wysypując wkoło jakiś proszek. Na dokładkę pojawiły się nieumarci, ograniczając pole do manewrów. Zaczynało być gorąco, gdzie Fanndrigar?
Ni stąd nie stamtąd, przez sale przeszła kula ognia paląc wszystko co spotka na drodze. ,,Żyjące" jeszcze upiory pochowały się po kątach, przeciwnik Werfena zginął na miejscu, a Kapłan wyglądał na niezadowolonego. Splótł moc w szybki czar i cisnął nim w Fechmistrza, przerzucając go na drugi koniec sali. Mimo wrodzonej odporności na wrogie czary i płaszcza pochłaniającego, wojownik mocno ucierpiał, a podczas lotu upuścił w jakąś stertę kości broń. Kapłan ryknął trumfalnie, zamachnął wielkimi skrzydłami tworząc burze pyłu i odpadów. Z wielkim trudem się podnosząc Werfen próbował łapać oddech i znów stanąć do walki.
Kątem oka zauważył lewitujący ,,cień" u stropu. Dobry moment na numer 69. Zebrał się w sobie i z samą tarczą zaszarżował na gargulca. W momencie, gdy był parę metrów od przeciwnika, ,,skoczył na szczupaka" i przylgnął do tarczy. Kapłan zginając się by złapać rybkę, odkrył najbardziej witalne miejsca swego paskudnego organizmu. Fanndrigar rozproszył lewitację i opadał szybko na plecy stwora. Kilka centymetrów nad nim zatrzymał się i wyczarował w dół potężny słup ognia. W porę Werfen przeleciał między nogami pokraki unikając spalenia. Zaśmierdziało spalenizną, a w uszach prawie popękały bębenki od wrzasku i huku. Dali sobie pare chwil na odsapnięcie i zachwycanie się piękną sceną. Jednak dudnienie skrzyni przyciągało ich do siebie. Sprawdzili delikatnymi palcami i czarami czy skrzynia nie ma pułapek. Otworzyli bez wahania, a w środku była tylko...


****

- Ta oto przedziwna statuetka Elemmir'ze. Nie wiadomo czym jest, ani co oznacza. Nie mieliśmy tam już kogo zapytać.

Głęboko pod ziemią, w korytarzach Podmroku cisze rozerwał rechot grupy znajomych. 
Znajomych, którzy nieświadomie pokrzyżowali plany dawnej, zapomnianej rasie. Przychodzi czas się przypomnieć...

Zapraszam reszte uczestników kłesta do opisania swoich przeżyć z nim zwiazanych.
Ja jeszcze nie skończyłem :]

Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: Ziggy w 2010 09 10, 20:31:40
- Cholera jasna! Werfen, one są wszędzie i ciągle wychodzą z portali. Werfen rusz się! – Elemmir darł gardło by tylko obudzić Fechmistrza Domu Ol'oth , a Raiss ciskał czarami we wrogów, kudłate Dziecie Nocy rozszarpywało wszystko na swojej drodze. Jednak on nie spał, stał na środku pustyni i wpatrywał się w figurkę Ustig-Nego. Wkoło szalały gargulce, żądne ,,hebanowej" krwi.
- Kocham cię Werfenie, dam ci władzę i potęgę. Jestem tylko twoja. Przyjdź do mnie! – przemawiał w jego głowie kobiecy, kuszący głos.
- Czym jesteś? Skąd pochodzisz? Czemu trafiłaś na mnie? – Werfen wpadł w trans, miał tyle pytań, tyle marzeń.
- Wiem o tobie wszystko kochany. Spełnię każde twoje życzenie...
-Każde?

******

- Mistrzu Werfenie, mistrzuniu! Panie Wszechmocny...
Kiedy Werfen korzystał z regeneracyjnych mocy gorącego źródła, z wejścia do miasta nadbiegł jego skrzatowaty szpieg.  Nim dobiegł do basenu zdążył wymówić pełny tytuł honorowy Fechmistrza. Nie przeszkadzało mu to jak się zachowywał, był nawet momentami śmieszny. Liczyło się to, że był dobry w swoim zawodzenie i tani.
- Mów Kseni, co masz dla mnie. – plecy oparł o gorące kamienie i słuchał ze zmrużonymi oczami.
- Wszechpanujący Mistrzu Ol'oth, twoja nowa zabawka to nie unikat, Panie. Widziałem kamyk w kamyk taką samą u paskudnego Yewiańczyka maga. Panie Panów, to nie wszystko! Widziałem skutki posiadania tego cacuszka..
- Mów, ale składnie!
- Tak, mistrzuniu. Siedzieli paskudni Powierzchniowcy w banku w drewnianym Yew. Ja.. ja..ja skit rany w kącie, szukałem okazji i nasłuchiwałem co się dzieje się, co ludziska mówią. Siedział ten patałach mag i chwalił się swoją, to znaczy twoją Panie figurką. Wszyscy oh i ah, dotykali statuetki, klepali po pleckach bohatera.
Panocku... Nagle na biurku bankiera otworzył się portal taki niebieskawy! Panie! Wyłania się szponiasta ręka i porywa do środka paskudnego kupca. Zamiast niego wychodzi skrzydlaty gargulec, ale to jeden? Przed bankiem otwiera się drugi portal, trzeci. Kamienne, ogniste, zwykłe paskudy wychodzą. Kilka rzuciło się na mieszkańców i przyjezdnych, ale większość przekrwione oczyska miały wbite w maga. – Odetchnął. – Jak on nie wyrwał z banku, skrzynu nie zamknął, co wykorzystałem, rzecz jasna Panie – zaszczyciłem go paskudnym spojrzeniem i wiedział, że ma wrócić na tor właściwy. – Mag zniknął, czy może gargulce uniosły go w przestworza, czy zakopał się pod ziemię, niewiadomo. Wiem, jednak Panie, że po krótkiej chwili nadjechał jakiś majestatyczny jeździec i zaczyna siekać gargulce. Piękne to było, zna się na robocie. Ludzie na koniec oklaskali go, dziewoje chciały rzucić się na konia, dosięgnąć zakrytych hełmem policzków bohatera. Ten jednak: Gdzie statuetka? Gdzie właściciel? Przeleciał po minach tępego ludu i wiedział, że nic nie wiedzą. Stuknął opancerzonego ogiera ostrogami i pognał do bramy. Zniknął jeździec, zniknął mag ze statuetką, a wraz z nimi portale i gargulce. Co ty na to mist....
Rozmowę przerwał sygnał alarmowy. Jakieś wyjątkowe zagrożenie w mieście ( a żeby to Har'oloth Videnn było bezpieczne). Werfen wynurzył się z wody. Na szczęście opaska biodrowa utrzymała się podczas biegu i wiedzieli co się stało. W banku szalały kamienne gargulce. Straż i mieszkańcy już się nimi zajmowali, kontrolowali sytuacje.  Z młotem w dłoni przedarł się do swojej skrzyni, wyjął statuetkę. Widział po co przyszły. Niedobitki rzuciły się na Werfena, warcząc i sapiąc -Ustig-Nego, Ustig-Nego! Nie stanowiły poważnego problemu.
Po chwili niewolnicy sprzątali truchła i wycierali krew ze ścian. Znajomi patrzyli na Werfena, to na figurke. Raiss przemówił pierwszy:
- Skąd one się tu wzięły? Nie przebiły się przez ziemię, ani nie wleciały wejściem!
- Za plecami wyczułem ruch i już wychodziły z portalu, który otworzył się na środku banku. Przyszły po ciebie Werfenie i po ten oszlifowany kamień. – wyjaśnił trafnie Elemmir.
- Tak, tego szukają, ale już rozgryzam zagadkę.  Zabieram was na poszukiwanie Łowcy Gargulców.
- Masz plan? Wiesz gdzie zacząć?
- Tam gdzie gargulce tam będzie i nasz cel.

Prosiłbym o pare słów komentarza, zaraz dostane kare za nabijanie postow ;]
Tytuł: Odp: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: Korgail w 2010 09 11, 12:11:37
Cool.
Tytuł: Odp: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: mart w 2010 09 11, 17:39:22
Przyjemnie się czyta. Dla mnie nice.
Tytuł: Odp: Kamienna rasa, Aurin, Łowca Gargulców i inni
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2010 09 12, 19:16:57
Stara kamienna świątynia była przykryta płaszczem ciszy absolutnej. Tylko niskie gardłowe głosy, które dla ludzkich uszu były ledwo słyszalne zawodziły pradawne pieśni.
Ustig-nego ... ustig-nego...

Kobieta siedziała na kamiennym krześle. Nie był to tron, ani wspaniałe siedzisko. Był to zwykły kamień na którym można było usiąść i oprzeć plecy. Plecy kobiety były jednak proste jak struna.

- Czekam... Najdroższy... Nasz czas nadejdzie... pamiętam o tobie...