DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Ainn w 2010 09 20, 13:57:00

Tytuł: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: Ainn w 2010 09 20, 13:57:00
Mam wam do zaoferowania historie z gry sprzed jakiegos czasu, bede pisal kiedy byly tworzone. Sa mojego autorstwa i opisuja to co kiedys sie wydarzylo.
Czesci nie sa dlugie wiec zachecam do przeczytania i oczywiscie do oceny :)


CZESC I
Data 2009 02 26


Wrzaski i przerazajace jeki niosly sie przez cale podziemia. Potezne cielska terathan padaly na ziemie, zielonkawa posoka bryzgala w przerozne strony brudzac czarny jak opal pancerz drowiego fechmistrza. Ze skarpy oddalonej o kilka metrow zeskoczyl na drobnego Drowa potezny drider msciciel. Zapewne zmiazdzylby swoim cielskiem doswiadczonego wojownika, gdyby nie dwa kroki wbok wykonane przez wycwiczonego jaszczura podmroku. Msciciel z wielkim impetem uderzyl w ziemie lamiac przy tym dwie konczyny, po chwili ciecie wyprowadzone przez drowa rozlupalo czaszke przy prawym oczodole terathana.
- Szlachtowanie tych istot jest nuzace - pomyslal fechmistrz domu Teken'duis
Zapach krwi i wnetrznosci mieszal sie z wilgocia jaskini oraz zapachem przeroznych grzybow. Naten spial wierzchowca, kilka uderzen serca pozniej zobaczyl w oddali jakies istoty. Po drodze minal nieumarlego rumaka oraz zwloki nieumarlej istoty obok ktorej lezaly zabici driderzy oraz dwa pajaki. Z bocznego korytarza na bojowym rumaku spokojnym tempem wyjechal inny drow. Niezamaskowanego zabojce domu Teken'duis Naten rozpoznal bez trudu, z przeciwleglego korytarza chwile pozniej wyjechala mloda drowka na widmowym wierzchowcu, popatrzyli na siebie nieufnie. Kaplanka odziana w azurytowa zbroje oraz ciezka wlocznie zakonczona zadziorami dumnie sie prezentowala. Zabojca dzierzyl lekki kryss oraz skorzona zbroje. Fechmistrz bez trudu odgadl zamiary drowki, ktora delikatnie poruszajac wlocznia oceniala slabe punkty w obronie zabojcy, nie myslal jednak, ze jest na tyle glupia, zeby go zaatakowac. Byla co prawda kaplanka, ale nierozwazne kobiety potrafily rowniez ginac w Podmroku. Swiat szybko o nich zapominal. Kobieta nosila insygnia domu Silin'aerl, nie bez trudu fechmistrz zorientowal sie, ze jest nia pierwsza corka opiekunki. Brak swiadkow ... stek jadu i klamstw wyrzucanych przez nierozwazna corke wyraznie podniecal fechmistrza.
- Gdy znajda jej zwloki pomysla, ze padla ofiara nekromanty, czy moze driderow? - fechmistrz analizowal dziesiatki wariantow smierci nierozwaznej drowki - Shynt'afae - pierwsza corka, kto ja zastapi gdy zniknie w jaskiniach podmroku? - malo wazny dom, to juz nie moja sprawa - bil sie z myslami Naten.
Ktos zabil pajaki, zbrodnia przeciwko Lloth, z drugiej strony fechmistrz nie widzial, czy zrobil to Faralion czy tez Shyn'afae. Najwygodniej bylo oskarzyc nieumarlego i ta tez teorie przyjal drow. Shynt'afae ta teoria jednak nie pasowala, z drugiej strony nie miala zadnych dowodow, musiala ustapic... odbiegajac w strone miasta Naten zobaczyl, jak kaplanka zatrzymuje sie przy pajaku i wbija w niego ostrze swej wloczni. Zielona posoka opryskala jej kolczuge oraz wierzchowca.
- Zabijac pajaka na oczach wyznawcy Lloth? - drow nie do konca wiedzial jak ma sie zachowac, robila to przeciez kaplanka domu Silin'aerl!! Drow spial wierzchwoca, kolejny cios wloczni zblizal sie do rannego pajeczaka, Shynt widzac drowa powstrzymala zabojczy cios i uciekla w ciemny zaulek jaskini.
- Bracie widziales to? - zabojca przyjal widok kaplanki atakujacej pajaka bez zadnego zaskoczenia.
- Fechmistrzu, wiesz, ze nie czcze Lloth jak ty - Faralion zachowywal wyjatkowy spokoj - Aha - reakcja fechmistrza byla krotka.

Drow spogladal na ciezko rannego pajaka, gdy uslyszal szczek broni. Shynt zaciekle probowala przebic sie przez tarcz i wbic dluga wlocznie w zabojce. Po raz pierwszy od dawna Naten nie wiedzial jak ma zareagowac, bronic kobiety, czy bronic brata przed kaplanka, ktora atakuje pajeczaki... Faralion broczyl krwia, jego sploszony rumak zniknal w jednym z tunelow. Shynt lezala kilkanascie metrow dalej, nie wygladala juz tak pieknie. Azurytowa kolczuga przesiaknieta byla krwia drowki, gdyby nie isygnia nikt z pewnoscia by jej nie ropoznal. Jej glowa zostala zmiazdzona, musiala sie rozpasc na kilka czesci. Adrenalina u fechmistrza powoli mijala. Naten popatrzyl na truchlo kaplanki:
- Pomysla, ze napadly ja terathany, biedna kobieta, jak sie nazywal ten dom? - Fechmistrz przypomnial swoje niedawno wspomnienia - Martwi glosu nie maja - mezczyzna wspomnial wiecznie zywe powiedzenie drowow.

- Znowu sie zamyslilem - drow spogladal na Faraliona i drowke wylaniajacych sie z zakretu...



CZESC II
Data 2009 02 27


Dwie cięzkie torby podróżne uderzyły o kamienny blat stolu. Bankierowi w podeszlym wieku zaswiecily sie oczy na widok szlachetnych kamieni z jednej torby. Czarne opale, jadeity, lapisy... mezczyzna zaczal zacierac pomarszczone rece. Druga torba byla wyraznie ciezsza i wieksza, wystawal z niej fragment kuszy, zwinieta szata ze zdobieniami, widac rowniez bylo rytualny sztylet i bizuterie o przeroznym ksztalcie.  Fechmistrz spojrzal tylko raz na dwie torby i bankier wiedzial juz co ma z nimi zrobic. Pomocnik chwycil ciezszy z pakunkow i udal sie z bankierem w strone skarbca domu Teken'duis.
- Fechmistrzu, w czyms jeszcze mozemy wam pomoc? - Drowka zarzadzajaca bankiem, zwrocila sie do arystokraty z najsilniejszego domu w Podmroku - Nie - glos drowa byl oschly i chlodny.
- Mezczyzno, ile mam na Ciebie czekac!? - warknela kaplank Elv'iira - Fechmistrz uklonil sie nisko i wskoczyl na wierzchowca. Elv'iira była wredna i zlosliwa, dla Natena jej fochy byly kwestia przwyczajenia, nie raz przeciez oslanial ja wlasnymi ostrzami. Z drugiej strony kaplanka wiedziala, ze jest delikatna linia, ktorej nie powinna przekraczac. Nie dlatego, ze fechmistrz byl synem matki opiekunki. Jego ojcem byl... - Elv'iira popatrzyla w niespotykane pomaranczowe zrenice samca.

Elemmire stuknal metalowym trzonkiem kosy o posadzke, zwracajac tym samym uwage trojki drowow z domu Teken'duis oraz znajdujacych sie opodal mieszkancow. Miejski straznik popatrzyl na poteznego fechmistrza domu Silin'aerl, raz po raz stukajacego kosa bojowa o podloze. Mistrz miecza odziany byl czarna jak krew zbroje oraz bron z tego samego metalu, wszystko nosilo insygnia dom Silin'aerl. Elemmire zmierzyl wzrokiem Natena i krzyknal:
- Wyzywam Cie na pojedynek, stawaj do walki jeden na jednego! - kaplanka z domu Teken'duis ryknela smiechem, podobnie Faralion. Fechmistrz z domu Teken'duis sprobowal sie usmiechnac pokazujac zeby i krecac glowa.
Dwoch przygladajacych sie kupcow zaczelo sie zastanawiac czy przypadkiem Elemmire nie naczytal sie za duzo ksiazek z powierzchni o pojedynkach rycerskich. Straznik miejski cicho stwierdzil, ze Elemmire ostatnio za czesto przebywa na powierzchni. Inny z mieszkancow Podmroku byl przekonany, ze fechmistrz musial sie upic.
- Stan do walki! Jeden na jeden! Wygrasz, oddam Ci zbroje! - drow krzyczal jak szalony.
Jawny atak na innego drowa konczyl sie zamiana w dridera, Elv'iira zaczela sie smiac z osmieszajacego sie wojownika.
- Honorowy i rycerski Drow! - zazartowal zabojca Faralion.
- Kaplanko, co mam z nim zrobic? Moge obciac honorowemu glowe? - Naten probowal zachowac powage, jednak okoliczne drowy rowniez przylaczyly sie do kpin z dumnego wojownika, powagi zachowac sie nie dalo.
Elemmire wyraznie nie mogl wytrzymac napiecia, wypial dwie fiolki z miksturami i zaatakowal. Wyprowadzil smiertelny cios mierzac w nieprzygotowanego Naten'a. Kosa bojowa minela szyje fechmistrza zaledwie o kilka centymetrow, Naten zachwial sie i prawie spadl z wierzchowca. Drugi cios kosy zostal zablokowany tarcza, trzeciego ciosu nie zdazyl juz zablokowac, probujac nie spasc z wierzchowca. Ostrze kosy przejechalo po czarnym napiersniku robiac niewielka szczeline. Fechmistrz z domu Teken'duis wyraznie nie byl przygotowany do walki. Mimo tego Elv'iira zachowywala spokoj patrzac na rozwoj wydarzen. Drowy zaczely wygladac ze swoich domow, pojedynek dwoch fechmistrzo, cos wspanialego! Elemmire zamachnal sie po raz czwarty, atakowal z furia. Gdyby nie wycwiczony do walki jaszczur Natena, wojownik zapewne stracilby noge. Kosa po raz kolejny swisnela nie trafiajac. Nastepny cios wyprowadzil juz drow o pomaranczowych zrenicach mierzac w szyje wojownika z domu Silin'aerl. Ostrze dosiegnelo celu jednak nie przebilo sie przez gruby pancerz z bloodrocka. Naten spial osta i wycofal sie. Dalo to mu kilka sekund na odrzucenie lekkiego sejmitara i wyciagniecie ostrego jak brzytwa miecza bitewnego. Szermierz zerknal na swoj napiersnik, z szczeliny saczyla sie pomaranczowo-czarna krew - jesli zaraz go nie pokonam zgine - pomyslal Naten. Elemmire runal do ataku ze swoja ciezka kosa bojowa, Naten tylko czekal na dogodny moment do kontrataku. Elemmire byl bardzo silnym mezczyzna. Naten z wielkimi klopotami zablokowal uderzenie kosy. Tarcza zgiela sie. Fechmistrz z Silin'aerl był doswiadczonym wojownikiem, nie na tyle by rownac sie z fechmistrz domu Teken'duis, ktory mimo nieprzygotowania do pojedynku oraz ran niemal caly czas kontrolowal starcie.
Elemmire poczul cieplo, po chwili bol w plecach. Mijajac Natena nie zobaczyl szybkiego ciosu. Gdyby nie gruby naplecznik miecz strzaskalby caly kregoslup. Naten spial osta i runal za uciekajacym. Elemmirowi ochota do walki minela, chcial przezyc. Ostry miecz bitewny zaglebil sie w ramieniu drowa wyrywajac fragmenty miesa i kosci.
- Litosci..! - krzyknal Silin'aerczyk
Spadajac z osta Elemmire otrzymal jeszcze jeden cios, tym razem w brzuch. Miecz przebil sie przez napiersnik. Czerwona krew zalala kamienna posadzke.
- Chce zyc... - blagal niegdys honorowy fechmistrz. Litosc jest jednym z wielu slow, ktorych w slowniku Natena nie ma. Fechmistrz zeskoczyl z wierzchowca, podbiegl do ciezko rannego drowa. Czlowiek moglby pomsylec, ze to okrucienstwo. Drowy takie sa! Podbiegajac do Elemmire podniosl do gory miecz. Pchniecie skierowane bylo w serce, napiersnik tylko przez chwile stawial opor. Jek umierajacego! - dobijanie pokonanych bylo czyms automatycznym dla doswiadczonego szermierza. Jawny atak oznaczal jedno..



CZESC III
Data 2009 06 29


Ciemne mury twierdzy Teken'duis skrywaly wiele tajemnic. Xan'hart dumnie kroczac przez zawile korytarze zamczyska spogladal na stojacych gwardzistow, ktorzy przygladali sie mu chlodnym wzrokiem. Mial nieodparte wrazenie, ze w kazdej chwili moga rzucic sie na niego i zatopic zimne stalowe ostrze w jego plecach. Xan'hart nie bylby jednak Mrocznym Elfem, gdyby wczesniej nie przygotowal sie wieloma czarami ochronnymi, byl gotowy na rozne sytuacje... Na korytarzach w twierdzy panowala ciemnosc, jednak dzieki infrawizji czarodziej bez trudu rozpoznowal kolejnych wojownikow. Nie bylo ich tak duzo, raptem moze z dwudziestu? Gwardzisci nie byli jednak zwyklymi wojownikami, kazdy z nich spedzil wiele lat pod okiem fechmistrza, byli wiec doskonale wyszkoleni, ale rowniez jak magowi udalo sie zauwazyc, dobrze wyposazeni. Sciany zamczyska zdobione byly bialymi malowidlami z roznymi wizerunkami Lloth i Domu, emanowaly one magia. Xan'hart dotknal swoja chuda dlonia nasciennego malowidla, wyraznie wyczul pulsujace runy, przez chwile w jego sercu pojawil sie strach, ktory jednak momentalnie odepchnal... Kilkadziesiat krokow dalej przystanal na dluzej spogladajac na duze malowidlo przedstawiajace... byla Matke Opiekunke - Elvalie Teken'duis. Czarodziej rozpoznal na portrecie rowniez kilka innych mlodszych kaplanek, jedna z nich byla Lorna, druga zas T'riss. Oczywiscie w centralnym punkcie przedstawiona byla Najwyzsza Kaplanka Elvalia Teken'duis, pod ktorej panowaniem powstalo Harloth'Viden. Czarodziej w myslach porownywal poprzednia Matke Opiekunke z obecna.. Elv'iira. Obydwie kobiety sprawnie rzadzily swoim Domem, Xan'hart wiedzial jednak, ze mlodsza Elv'iira dysponowala zdecydowanie wieksza sila, byla rowniez bardziej energiczna i zywiolowa, byc moze Elvalia byla madrzejsza osoba, jednak mloda wladczyni Domu Teken'duis miala jeszcze sporo czasu by nabrac doswiadczenia... Czarodzieja z zamyslenia wyrwala dlon zaciskajaca sie na jego ramieniu, w pierwszej chwili mag chcial uruchomic serie zaklec, po chwili jednak zorientowal sie, ze obok niego stoi Faralion... zabojca...
- Chyba zgubiles droge - zimnym tonem powiedzial Mroczny Elf, Xan'hart zdziwil sie, ze nie spostrzegl jak zabojca podchodzi...
- Zapatrzylem sie ..? - rzucil mu ukradkowe spojrzenie chcac wybadac zabojce, spotkanie z nim moglo oznaczac wiele nieprzyjemnych rzeczy.
- Tedy.. - wskazal Faralion na dlugi korytarz zakonczony wielkimi wrotami, po czym wykonal dwa kroki w tyl i rozplynal sie w ciemnosciach.


Drzwi, przed poteznym magiem - a za takiego sie Xan'hart uwazal, rozstapily sie same. Mroczny Elf blyskawicznie dostrzegl Matke Opiekunke zasiadajaca na tronie, do ktorego przykute zelaznym lancuchem byly dwie niemal nagie kobiety, jedna z nich byla czlowiekiem, druga zas elfem. Czarodziej nie zwracal uwage na niewolnikow. Na balkonie dostrzegl dwie znajome postacie - fechmistrz Naten wyklucal sie o cos z alu-demonem Verrier. Drowi wojownik najwidoczniej szyderczo smial sie z demonicy, ta zas kipiala ze zlosci. Katem oka fechmistrz dostrzegl wchodzacego czarodzieja. Matka Opiekunka nie zwracala uwagi na goscia, obracajac w dloniach ogromny pazur -  Czyzby Wyrm? - pomyslal Xan'hart. W duzym pomieszczeniu znajdowalo sie jeszcze kilka osob, ktore mag postanowil zignorowac. Wykonal zamaszysty uklon przed Matka Opiekunka, ta zaszczycila go swoim spojrzeniem.
- Witaj adepcie magii, mozesz mowic! - kaplanka celowo obnizyla range jego znajomosci sztuk magicznych.
- Potezna Elv'iiro... - wskazal gestem siebie - Xan'hart ... jestem na Twoje uslugi, zechcesz obdarzyc mnie swoja laska i opieka domu Teken'duis...

Melodyjne dzwieki harfy wypelnily cale pomieszczenie, mila dla uszu piesn zwrocila uwage maga. Xanharth popatrzyl na piesniarza
- Jalynfein tutaj ?? - byl wyraznie zdziwiony...


CZESC IV
Data 2009 07 27


Tego dnia noc byla bardzo chlodna, a wiatr bardzo silny. Ciezkie powietrze niewatpliwie zwiastowalo zblizajaca sie burze. Ogromna wieza, bedaca najstarsza twierdza domu Teken'duis widziala i przetrwala juz wiele. Chroniona magia, pioruny nie robily na niej wrazenia. Stalowe drzwi prowadzace do zbojowni otworzyly sie z wielkim zgrzytem i niemilym dla uszu piskiem. Drow poczatkowo zignorowal wchodzaca osobe, skupiajac sie na ogladaniu roznych broni wykutych zapewne przez Mroczne Elfy, po ciezkim kroku wiedzial, ze wchodzacym nie moze byc Drow, lecz inna ciezsza i mniej zgrabna istota humanoidalna.
- Wspaniale narzedzie smierci nieprawdaz? - powiedzial glosno do siebie Fechmistrz, nie spodziewajac sie odpowiedzi - Kazda z tych broni ma swoja historie. "Sabagh" to ostrze liczace kilka wiekow, miecz ten wyciagal ostatnie sily zyciowe z wielu zakonnikow, rycerzy, gdybys chociaz widzial, w jaki sposob tez przebil grube brazowe luski prastarego smoka Vershaya i zaglebil sie w jego czaszce. - Fechmistrz uslyszal glebokie wciagniecie powietrza, westchniecie.
- Chcialbys dostac ta bron w swoje brudne lapska? Czuje to - Naten Teken'duis zasmial sie.

Mezczyzna odchrzaknal - Witaj Fechmistrzu, niewatpliwie to ciekawe bronie. Wiesz, ze przychodze w innym celu... - Drow zwinnie obrocil sie na piecie. Stal przed nim czlowiek zakuty w dosc zniszczala zbroje, ktora nosila slady wielu napraw. Mezczyzna byl wysoki, przewyzszal o glowe Fechmistrza, dobrze zbudowany - o czym swiadczyl umiesniony kark i grube ramiona.
- Tak wiem. Wiesz, dlaczego sie tutaj spotykamy? - Czlowiek mrugnal slyszac glos Mrocznego Elfa
- Zebys wiedzial co Cie moze zabic, jesli zawiedziesz. - Fechmistrz zasmial sie, Ehain rowniez. Czlowiek przebywal juz na tyle dlugo z Mrocznymi Elfami, ze znal ich wysublimowane poczucie humoru. Ehain wyciagnal z tuby skrecony w rulon zwoj i polozyl go na najblizszej gablocie
- To raport dotyczacy niewolnikow ... - Ehain nie dokonczyl.
- Pozniej go przejrze Nadzorco, wierze, ze zmienilo sie tylko na lepsze - Drow popatrzyl na gablote z wieloma sztyletami ofiarnymi
- Jak nasze zapasy, Nadzorco? - pomaranczowe zrenice Drowa skupione byly na skomplikowanym sztylecie z licznymi runami, wykutego z czarnej stali.
- Niewolnicy pracuja w pocie czola, zapasy rudy sa bardzo duze, narzedzi rowniez nie brakuje. Ciagle mamy problemy z jaszczurami, ich hodowla jest trudna, zwlaszcza, ze lubia nadgryzc lub schrupac niewolnika. Dokladne liczby sa w raporcie.
Fechmistrz wiedzial, jak sprawnie Ehain zarzadza niewolnikami byl rowniez swietnym lowca.
- Nadzorco, jakies incydenty mialy miejsce w ostatnim czasie? - Czlowiek podswiadomie skrzyzowal rece na torsie slyszac slowo "incydent".
- Pare dni temu lapalismy ogry niedaleko kanionu Doth'sayo, specjalna odmiane o grubej kamiennej skorze, doskonale sprawdzaja sie w najciezszych pracach fizycznych, sa co prawda ciezcy do ulozenia, ale moi ludzie potrafia sobie z nimi poradzic. Po miesiacu chodza jak trusia i bez szemrania wykonuja kazde polecenie...
- Nadzorco Niewolnikow, przejdzmy do konkretow - szepnal fechmistrz.
- ... wlasnie to robie. Bylismy na tropie, jednego z wiekszych ogrow, od kilku ladnych godzin. Trop prowadzil nas na bagna, gdzie znalezlismy ... scierwa wielu zabitych jaskiniowych ogrow. Zostaly one rozszarpane ... - Ehain zawiesil glos.
Fechmistrz zmruzyl oczy
- Smok? Wilkolaki?? - Ehain przeczaco pokrecil glowa.
- Mow rzesz jesli wiesz! - Parsknal Drow. Nadzorca dobrze wiedzial, jak tego typu historie fascynuja Fechmistrza.
- Istota z nizszych kregow otchlani... masywny i szybki wielki demon. Wyskoczyl z wody niczy anakonda, zlecial w sam srodek naszej grupy. Zlekcewazyl nas, dlatego przezylismy. Udalo nam sie go spetac, ale tylko na krotka chwile, ktora pozwolila nam sie wycofac. Nie chcialbym spotkac tego demona ponownie. To wielka bestia ociekajaca woda, blotem i roslinnoscia z bagien, jednym uderzeniem lapy zmiazdzy jezdzca lub przetnie ogra na pol. - Ehain kontynuwal - Nie moglismy jednak wrocic z pustymi rekoma, zlapalismy driade - z poczatku byla oporna, ale po nalozeniu obrozy stala sie bardzo posluszna. Sluzy juz kaplankom, zdaje sie niedlugo ma zostac zlozona w ofierze – Naten szykowal już serie pytan, był niezrównanym lowcą demonow. 
- Jest jeszcze cos Fechmistrzu - szepnal Nadzorca - Mam to, czego szukales - "pyl z fire" - Ehain wyjal spod plaszcza czarny worek i lekko go otworzyl. Momentalnie czerwona aura oswietlila cale pomieszczenie, w srodku magicznego worka znajdowaly sie drobniutkie zarzace sie ziarenka – wrecz unikalny komponent potrafiący czynic wykute przedmioty niemal niezniszczalne.
- Zadziwiasz mnie Ehain - pokrecil glowa Naten - Co za to chcesz, zloto?
Czlowiek usmiechnal sie szeroko
- Nie, to co mi zaproponowales wczesniej. - Nadzorca wskazal na zdobione kryssy...
Tytuł: Odp: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: SunFireX w 2010 09 27, 14:20:55
Przyjemnie się czyta, daje ładny zarys tego co się działo w podmroku i można dowiedzieć się czegoś o mieszkańcach. Podoba mi się, good work! :)
Tytuł: Odp: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: Zyzio w 2010 09 27, 20:52:54
Tak... szczegolnie duzo mozna sie dowiedziec z tego fragmentu jak Elemmire blaga o litosc. Niezly fanfic.
Tytuł: Odp: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: Ainn w 2010 09 28, 10:08:11
Nie sa to opowiadania a rzeczy wziete z gry.
Elemmire chcial pojedynku bez zbierania, wreszcie rzucil sie na fechmistrza, skonczylo sie na tym, ze skonal podczas ucieczki w jednym z tuneli podmroku. Ty bys chcial opowiadania na zasadzie:
Elemmire: ....
X: ....
Elemmire is attacking you.
OOooOOooOO

Chyba nie o to chodzi ;) uzyj wyobrazni  :P
Tytuł: Odp: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: Zyzio w 2010 09 28, 10:20:55
Ty jej uzyles jak widac ponad norme.
Tytuł: Odp: Watki Podmroku - Naten Teken'duis
Wiadomość wysłana przez: pierog w 2010 10 01, 17:11:47
tru tru tru  >:(