Grupa przyjaciół postanowiła wspomóc zacnego krasnoluda i pogromce bestii i eskortować go w celu ujarzmienia potężnego gada. Przedzierali się dzielnie lecz powoli, uważając na każdy głaz czy też korytarz z którego mogło wybiec coś niebezpiecznego...
W końcu ujrzeli prześlicznego, młodego czerwonego smoka. W oczach krasnoluda był idealny.. w oczach przyjaciół był idealnym zabójcą.
Zwierze zaskoczone we własnym "domu" rozwścieczone rzuciło się na towarzyszy, starając się ich zmieść z powierzchni ziemi. Wprawiony pogromca bestii jednak nie wystraszył się i chroniony przez przyjaciół ujarzmił narowistego gada. Wszystko by się już skończyło, gdyby nie braciszek owego smoka, któremu nie w smak była rozłąka z bratem. Jeden z grupy odurzony działaniem czarnych grzybów rzucił się na smoka nie bacząc na to, że i ten już ujarzmiony zechce bronić brata...
Niziołka pobiegła pomóc przyjacielowi a Krasnolud z jednym kompanem pilnowali młodszego smoka. Kobieta zreflektowała się jednak na młodszego smoka i zaprzestała walki, lecz berserker wprawnie zmiażdżył mu chwile potem czaszkę. Smok runął na ziemie... Jego brat uspokajany ciągle przez Krasnoluda zapragnął zemsty i rzucił się w stronę berserkera. Po krótkiej walce odgryzł on mężczyźnie rękę i wrócił do swego nowego właściciela. Nikt z przyjaciół nie wiedział co dalej począć. Z jednej strony potężna bestia która kierowała się zrozumiałymi pobudkami, z drugiej zaś opętany szałem berserker.. ich przyjaciel.
Jak można się spodziewać wojownik mimo utraty ręki, a może właśnie dlatego rzucił się na resztę przyjaciół chcąc ubić w zemście gada przez nich bronionego. Grupie udało się jednak uciec wraz ze smokiem. Zostało nadane mu imię Drakus.
Dla dwojga z nich, był to zwykły smok który dziwnie gapi się w swego właściciela.. dla Krasnoluda jednak, było to niesamowite przeżycie. Smok zdawał się z nim kontaktować poprzez przekaz myśli! Dzielny Krasnolud postanowił zabrać swojego podopiecznego do swojej twierdzy i tam go trenować. Nie zwlekając dłużej udali się więc wszyscy w drogę.
Na trakcie dopadł ich jednak rozwścieczony przyjaciel i dotkliwie ich wszystkich pobił, po czym padł z braku siły.. jego rana obficie krwawiła. Dziwiąc wszystkich jednakowo smok podszedł do dzielnego młodzieńca i polizał jego rany które zaczęły się goić. Przyjaciele podeszli do rannego i starali się mu pomóc.
Niziołka zaproponowała nie wiedzieć czemu niespotykaną dotąd rzecz.. mechaniczną rękę. Traf chciał, że ów dzielny krasnolud, pogromca bestii był również jedynym znanym jej kowalem run oraz najlepszym majstrem jakiego świat widział.
Zabrali się wspierając rannego do twierdzy krasnoluda. Smok wybrał sobie swój kąt i ułożył się zmęczony do snu, mężczyźni natomiast poszli do krasnoludzkiej pracowni gdzie po mozolnych próbach i wprawnym łączeniu przeróżnych zaworków, drucików, zawiasów, blaszek i innych dziwnych części powstała w końcu mechaniczna kończyna. Za sprawą najbardziej skomplikowanych run została ona przymocowana oraz połączona ze ścięgnami i mięśniami ramienia tak, że działała tak dobrze, o ile nie lepiej, jak poprzednia ręka.
A i bym zapomniała... wielkie dzięki za super Questa/eventa dopasowanego do sytuacji i graczy :D Zajebiście się bawiliśmy. Najbardziej chyba cieszyli się [jak dzieci ;p] właściciele smoka i mecha-ręki :P
Jako właściciel smoka cieszyłem się jak dziecko :) potwierdzam :D
Może dlatego, że był to quest/event tak dobrze wpasowany w sytuację, koncepcje postaci itp, a może dlatego, że był to najlepszy quest w którym miałem okazję uczestniczyć od ... hmm bardzo dawna ;)
Dzię Ku Ję !!
ps. Może ujawni się quest master :>?
Fajny pomysł, ciekawy quest :)
Był spokojny dzień, krasnolud studiował księgi o weterynarii i anatomii zwierząt od dłuższego już czasu. Zmęczony i znużony ową czynnością, postanowił iść spędzić trochę czasu ze swoim smokiem. Nie zamykając nawet ksiąg, skierował swe kroki do pomieszczenia w którym rezydował młody czerwony smok. Nie reagował on praktycznie w ogóle na krasnoluda, zajęty był lizaniem się po łuskach, które sypały się z niego w strasznych ilościach. Krasnolud stał przez chwilę zdziwiony nie wiedząc co się dzieje, po czym podszedł do smoka. Tak to było pewne... nie jest to nic dobrego, smok traci kolor, traci łuski, a na dodatek ma paskudną broczącą dziwną posoką ranę. Szybko nabrał odrobinę krwi do fiolki i zatkał ją dokładnie, po czym zaczął kreślić na boku smoka przeróżne lecznicze i ochronne runy. Po chwili gad ułożył się do snu... nie miał już na sobie praktycznie żadnych łusek. Brodacz pospiesznie znalazł odpowiednią runę na kosturze i teleportował się do Skara Brea , po czym udał się dziarskim krokiem do siedziby alchemików i magów. Po dotarciu od razu zaczął się wypytywać o jakiegoś alchemika który będzie się znał na potężnych
miksturach leczniczych. Mężczyzna który podawał się za znakomitego alchemika kpił z krasnoluda że wymyślił sobie smoka i całą tą historię, lecz gdy krasnolud zabrał go do siebie ten szybo zmienił ton wypowiedzi i zaczął zastanawiać się co zrobić w tej sprawie. Szybko przyznał, iż nie ma pojęcia co może powodować taki stan u smoka, ani nawet jak na to zaradzić.. Poradził krasnoludowi poszukać jakiegoś lepszego znawcę tego typu stworzeń i jego poprosić o pomoc. Krasnolud chwilę zastanawiał się gdzie się najlepiej udać... po czym podjął szybką decyzję. Krąg Druidów !
Jyśli kruco ktoś ma mnie pomóc to pewnikim druidzi, łoni tela czosu ze tymi zwirzakomi siedzo, że muszo si na nik znoć !
Uderzył kosturem w ziemię i teleportował się natychmiast do Kręgu Druidów ukrytego w Zaginionych Krainach. Rozejrzał się na szybko po zagajniku po czym zauważył jednego z druidów, podbiegł do niego i nawet się nie witając, zaczął prosić mężczyznę o pomoc. Druid nie spieszył się z odpowiedziami, czy choćby reakcjami na wypowiedzi krasnoluda. Po chwili druid poprosił brodacza, by się uspokoił i powiedział jeszcze raz powoli i dokładnie o co chodzi. Mocno zdenerwowany kowal run wziął kilka głębszych wdechów i przedstawił całą historię druidowi, który po chwili postanowił obejrzeć smoka. Krasnolud aktywował jedną z run na kosturze i nakreślił nim krąg który zamienił się w portal. Druid spędził chwilę na obserwacji wielkiego śpiącego gada, po czym powiedział:
-Wiem co to może być, takie działanie ma trucizna jednego z bardzo rzadkich pająków.
-Ino kruco jok łon tu wlozł ? Czy może Drakus som polecioł i go zaczepioł ?
- Tego niestety nie wiem, ale ta trucizna jest bardzo mocna, a żeby wykonać antidotum potrzebna jest porcja czystej trucizny.
-Ino joki to pajunk ? jo znom kilka rodzojów, Wielkie tokie, Mroczne widziołek, czorne wdowy a nowet kruca tego cołego Pajynczego Lorda !
-Hmm niestety ale nie jest to żaden z tych które wymieniłeś Krasnoludzie. Jest to pewien spory pająk, ze złotym krzyżem na grzbiecie. Mieszka na wyspie z Terathianami na południe od lodowych wysp w Zaginionych Krainach, lecz jest bardzo groźny i nieprzyjazny!
*Krasnolud przeklął na cały głos po krasnoludzku*
-Ino kruco chyba wim kaj to jyst. Wyrusze zaroz i zdobynde to trucizne nowet jeśli pajunk bydzie wilki i groźny jok pinć smoków !
*Druid pokiwał głową*
-Uważaj w takim razie na siebie... i muszę Cię o coś prosić. Nie zabijaj go jeśli nie będziesz musiał... Jest to rzadki gatunek, i w dodatku na wymarciu..
-Ni mortw si. Ni zaciepie go skoro mnie ło to prosisz. Znom i zonuje wos, i jyśli tylko ni byde musioł zrobić czygoś tokiego we łobronie włosnej to go ni zaciepie.. nu może ino poturbuja troszki.
-Dobrze zatem, ale nie idź sam, może być za ciężko dla jednej osoby. Lepiej znajdź kogoś do pomocy. I pamiętaj, że gdy tylko zdobędziesz jego jad, przybądź do mnie a ja przygotuję odtrutkę.
-Obre ni mo sprowy. Przygotuje sie i ściungne ze sobo kogoś kto pomoże mnie we tyj wyprowie.
*krasnolud poraz kolejny aktywował jedną z run na kosturze po czym nakreślił nią okrąg*
-Możesz włozić. Portol prowodzi do Kryngu Druidów.
Kilka chwil później krasnolud na szybko ucierał jakieś składniki w moździerzu i poprawiał lekko wyblakłe już tatuaże, które nabierały nowego blasku. Wysłał również kilka gołębi do osób które mogły by mu pomóc w wyprawie i czekał. Po chwili jeden z nich powrócił z liścikiem. Krasnolud zdjął gołębiowi list z nogi i czytając go uśmiechał się coraz bardziej.
-Nu kruca na nio to zowsze można liczyć.
Otworzył szkatułkę i wyciągnął bilet na jakieś zwierze po czym teleportował się do Twierdzy Krasnoludów. Skoncentrował się chwilę po czym zaczął kreślić w powietrzu magiczne runy... po chwili ruda Niziołka pojawiła się koło krasnoluda.
-Vem kruco, dzinki wilkie że zgodziłaś się mnie pomóc.
Podał bilet treserowi który spojrzał na papierek i wszedł do stodoły. Po chwili nieco potargany i zdyszany wyszedł prowadząc na grubym łańcuchu wielkiego smoka zakutego w Mytrilową zbroję płytową. Smok od razu rozpoznał swojego właściciela i podszedł liżąc krasnoluda po rękach.
C.DN.N !! :D
( do osoby prowadzącej: Tak wiem że te dialogi wyglądały odrobinę inaczej )
Resztę opiszę na dniach
Chwilę później dwójka przyjaciół i ich wierzchowce byli na pustyni. Krasnolud spojrzał na mapę, poczym pokiwał głową.
Tok kruco to bydzie tom .
Wskazał na wschód.
Tomtyndy idymy aż dotrzemy do wody, potem popłyniem stotkiem. To ni jyst doliko.
Ruszyli dość szybo w kierunku brzegu, skąd popłynęli. Tak jak mówił brodacz, droga nie była długa.
Wyspa do której dotarli była porośnięta bujnymi drzewami, typowymi dla terenów bagiennych. Niziołka na swym żuku przygotowała grzybową nalewkę, która to wprowadza ją zawsze w bojowy trans, a krasnolud nakreślił kilka run na grzbiecie smoka. W tym momencie coś się poruszyło, oboje błyskawicznie spojrzeli w tamtym kierunku, i dostrzegli mężczyznę w szacie pokutnej z kosturem. Podjechali powoli nie spiesząc się do niego i przywitali się. Po krótkiej wymianie zdań dowiedzieli się, że jest on pustelnikiem i uzdrowicielem, oraz że zbiera on na tej wyspie różne trucizny i zna się na przygotowywaniu odtrutek. Wypytywany o pająka ze złotym krzyżem na plecach, odpowiedział, że takiej odtrutki nie ma, bo pająk jest zbyt niebezpieczny by pobrać od niego próbkę jadu na przeciwciała. Przyjaciele skierowali swe kroki w głąb wyspy, uważnie rozglądając się i wypatrując wszelkich pajęczaków. Po pewnym czasie natknęli się na niewielką grupę bojowo nastawionych terathian. Walka nie była wyrównana, ani nawet bliska temu. Niziołka miażdżyła odwłoki wojowniczych pająko-ludzi potężnymi ciosami kolczastej maczugi, natomiast krasnolud tylko przyglądał się jak smok posłusznie wykonuje polecenia i rozrywa swymi potężnymi szczękami przerośnięte owady. Chwilę później dotarli do polany na której było pełno pajęczyn. Po dokładnym zbadaniu terenu skierowali kroki w kierunku wąskiej ścieżki prowadzącej w góry. Dotarli do starego, opuszczonego i całkowicie pokrytego pajęczyną budynku. Zaczęli dokładnie przyglądać się owej konstrukcji gdy nagle pocisk energii trafił w tarczę niziołki. Oboje od razu przyjęli postawę bojową przygotowując się na więcej ataków, i właśnie w tej chwili wielki pająk wyłonił się z budynku. Jednym potężnym susem doskoczył do niziołki i zaczął ją atakować. Krasnolud pospiesznie nakreślił w powietrzu runy odporności i skierował ich moc na kobietę. Po chwili Niziołka odskoczyła od pajęczaka i zaczęła się powoli wycofywać. Co było dziwne pająk również. Oboje odeszli kawałek od skał, by zastanowić się co dalej... w końcu mieli nie zabijać pająka w miarę możliwości. Kobieta potrzebowała chwili odpoczynku, nalewka z grzybków z puszczy Trinsic przestawała działać, zaczęła ona odczuwać powoli zmęczenie. Runy wzmacniające krasnoluda zaczęły powoli blaknąć, tracąc tym samym swą potężną moc.
Musim kruco kwila poczkeć, i przygotować si na drugie starcie. Tym rozem wyśle tyż smoka... ino musimy si przygoto...
W tym momencie krasnolud dostrzegł pająka opuszczającego się na nich na lince pajęczyny. Rzucili się do ucieczki i przebiegli przez wielką polankę i zatrzymali dopiero na wzniesieniu. Runy krasnoluda nabrały ponownie blasku i zaczał on przygotowywać jedną z nich. Po chwili otworzyła się niewielka, jakby szczelina w powietrzu z której zaczęła wylewać się woda ... moment po tym stał przed krasnoludem żywiołak wody, z runą kontroli w miejscu gdzie prawdopodobnie powinna znajdować się jego twarz. Również do rudzielca powoli zaczynały wracać siły, i zaczęła się przygotowywać do kolejnego starcia z wielkim pająkiem.
Nu to jo wyśla na tego pajunka żywiołoka wody ... zaczno si loć czorty łoba i jok go udziabia to ostowi we nim trucizna ! a potem już si wyciungnie trucizna ze żywiołoka i bydzie dobrze !
I kolejny raz gdy krasnolud coś mówił pojawił się pająk. Tym razem zaatakował od razu. Niziołka kazala się schować swemu żuczkowi a sama jeszcze nie zdolna do walki zmieniła swą postać i już jako kot wdrapała się na najwyższe i najcieńsze gałęzie drzew. Widząc jednak że Krasnolud został sam, i nie zdoła uciec zeskoczyła z drzewa. Pająk zaczął ją gonić jednak udało się jej go zgubić. Zmieniła swą postać i wypiła nalewkę. Wróciła do swych przyjaciół przyszykowana by stawić czoła Pająkowi. Usłyszała zza pleców jakieś słowo wypowiedziane po krasnoludzku poczym rozległ się przeraźliwy ryk i smok ruszył do walki. Żywiołak nie czekając nawet na polecenie również ruszył walczyć z pajęczakiem. Chwilę później krasnolud, Niziołka i żywiołak byli oplątani pajęczyną i mieli problemy z poruszaniem się. Żuk na którym przyjechała Niziołka leżał w trawie i poruszał jeszcze tylko jedną kończyną, prawdopodobnie nawet już nic nie czół. Pancerny smok stał zaraz obok krasnoluda i rozdzierał powłokę z pajęczyny.
W głowach śmiałków rozległ się głos ... tak pająk nie potrafił może i mówić, ale znał się na magii a co za tym idzie potrafił porozumiewać się telepatycznie ... Krasnolud uznał, że jest to dla niego szansa .. może pająk czegoś będzie chciał ? może odda odrobinę trucizny za darmo ? może on tylko się bronił ?
Po krótkiej konwersacji wiedzieli już wszystko ... pająk po prostu uwielbia zabijać i chce ich zjeść.. nie był też chętny oddać swego jadu bez powodu. Niziołka w obliczu nieprzyjemnej śmierci zaczęła gadać co jej ślina na język przyniosła i o dziwo pająk uwierzył w bajeczkę o szczególnych niziołkach z gatunku zmieniających się w zwierzęta które są śmiertelnie trujące! Krasnolud w tym czasie nie przestał namawiać pająka, i prosił go, by powiedział co chce w zamian za próbkę jadu. Wiedział również, że ma już wolne ręce a smok jest gotów do walki w każdej chwili .. wiedział że w tej chwili pająk czuje się bezpieczny i nie pilnuje się aż tak dobrze... to mogła być ich szansa.
W międzyczasie niziołka starała się dotrzeć do ciała żuczka, oraz oswobodzić się z pajęczyny.
W tym samym momencie krasnolud usłyszał w swej głowie czego chce pająk ...
Oddaj mi pancernego smoka jako posiłek ... a dam Ci odrobinę mej trucizny ...
Krasnolud spojrzał na pająki po czym na smoka ... zamarł w bezruchu nie wiedząc co zrobić .. ratować siebie i przyjaciółkę za cenę życia smoka ? ... nie, nie było takiej opcji ..
Pająk przyjrzał się śmiałkom jeszcze raz ...
Wy chcecie coś co należy do mnie więc i ja chcę coś co należy do was ... Oddam wam odrobinę trucizny, jeśli wy ... oddacie mi swoje warkocze...
Krasnolud spojrzał w dół na swą bujna brodę i zaplecione na niej 3 warkoczyki zakończone ozdobnymi złotymi klamerkami. Skrzywił się lekko po czym podniósł wzrok na pająka i szybkim ruchem wyciągną z pochwy na pasku mitrilowy sztylet. Szybkim pewnym ruchem odciął 3 warkoczyki, przy samym podbródku poczym rzucił je w kierunku pająka.
Niziołka również nie czekała zbyt długo i odcięła dwa rude warkocze z głowy rzucając w kierunku pająka.
Pająk coś zasyczał dziwnie po czym wystawił jeden z kłów jadowych na którym zbierała się trucizna. Krasnolud wyciągnął buteleczkę i podstawił ją pod kieł pająka ... szybko napełniła się ciemno niebieską substancją. Pająk odsunął się lekko.
Wynoście się zanim się rozmyśle ...
Niziołka stała przy żuku i płakała, widząc to kowal run podszedł do żuka i zaczął kreślić na pancerzu przerośniętego owada jakieś znaki ... Nagle runa rozbłysnęła, po czym ... nic się nie stało. Krasnolud spróbował jeszcze raz ... nadal nic ... Przeklął po krasnoludzku po czym podniósł chitynową osłonkę na skrzydła żuka i zobaczył runę.
Lindi... nic ze tygo ni bydzie. Jego dusza jyst za słoba coby jo sprowadzić mojo moco spowrotym .. umarł i ni mom jok go sprowadzić powrotem ...
Niziołka zaniosła się jeszcze większym płaczem.
Krasnolud spoglądał kontem oka na pająka ... wyglądał on na zniecierpliwionego.
Nakreślił kosturem okrąg po czym wciągnął weń niziołkę i smoka.
Stali teraz oboje w gaju druidów, między druidem, który zlecił im zdobycie trucizny a wielkim Protektorem Lasu. Brodacz podał chusteczkę kobiecie i poklepał ją po plecach.
Ni mortw si ... znajdziemy innego ... ino że to już ni bydzie ten som.
Druid przyjrzał im się dokładnie.
Widzę, że ponieśliście straty ... nie powinienem był wysyłać was samych tam ... ale mam rozumieć, że udało się wam zdobyć to co było Wam potrzebne ?
Krasnolud podał mu fiolkę wypełnioną trucizna. Mężczyzna skinął głową po czym udał się pod ołtarz i zaczął przelewać truciznę wypowiadając słowa jakiejś modlitwy. Druid oddał krasnoludowi fiolkę, tym razem już wypełnioną jasnozieloną substancją. Cała trójka spędziła chwilę na rozmowie, niziołka wciąż roztrzęsiona po stracie druha poprosiła druida o modlitwę za swego żuczka. Krasnolud po raz kolejny nakreślił kosturem okrąg i razem z Lindi weszli przez niego.
Stali zaraz przed wejściem do willi krasnoluda. Szybkim krokiem udali się do wnętrza, po czym do stajni i podeszli do chorego smoka. Smok leżał wyraźnie wycieńczony na posadzce. Ciepło które wcześniej biło od niego cały czas było teraz o wiele słabsze niż zwykle. Krasnolud przyjrzał się ranie gada, po czym zaczął go głaskać. Smok otworzył oczy spoglądając nieprzytomnym wzrokiem na właściciela. Kowal run wyciągnął miksturę i kazał bestii otworzyć pysk. Gad nie był szczególnie pewny co się dzieje ale ufał mu i wypił całą zawartość butelki. Zaraz potem przytomność wróciła w jego oczy, lecz widać było u niego wyczerpanie. Krasnolud obandażował ranę koło skrzydła po czym pozwolił mu się położyć. Oboje z Lindi wyszli przed dom ... Lindi była bardzo smutna, a jej przyjaciel nie wiedział co zrobić by ją pocieszyć. Nagle Niziołka zaczęła się rozglądać jakby coś poczuła i pobiegła kawałek od domu i zaczęła krzyczeć, żeby przyjść. Krasnolud nie zastanawiając się ruszył w kierunku niziołki i ujrzał żuka, stał z nieobecnym wzrokiem koło niziołki. Podszedł do nich i chciał pogłaskać go po skorupie, lecz stało się coś dziwnego .. żuk nie był materialny. Gdy chciało się go dotknąć, ręka przechodziła przez jego ciało nie natrafiając nawet na najmniejsze źródło oporu. Krasnolud nie wiedział co zrobić i czym jest ten żuk, bo jasnym było, że nie jest on normalny. Żuk zbliżył się do niziołki i trącił ją głową ... Niziołka zaczęła go głaskać i o dziwo jej ręka nie przelatywała przez niego. Nawet mogła na niego wsiąść i jeździć...
Dzię ku je my :D
świetna zabawa, quest dopasowany do graczy itp ;)
Czekamy na kontynuację :>
Człowiek ubrany w schludne szaty przystanął przed bankiem. Przez uchylone drzwi widział człowieka i niziołczą kobietę prowadzących intensywną rozmowę. Przysłuchiwał się chwilę. Usłyszał nazwisko "Waters". I to mu wystarczyło.
Uśmiechnął się zimno i ruszył dalej, mijając ciemne uliczki Brytanii. Zatrzymał się dopiero przed jednym z domków, jasno oświetlonym migoczącym światełkiem latarni.
- Otwórz. - szepnął przez zaciśnięte zęby.
- Idź stąd, człowieku. - odrzekł piskliwy głos ze środka.
Nieznajomy w ogóle się tym nie przejął.
- Ex Por - wypełzło z jego ust z jadowitym naciskiem na samogłoski. Zamek ustąpił momentalnie.
Czarownik wszedł do środka słysząc w ciemności szybki tupot małych nóżek. Minął pierwsze drzwi zza których dobyło się ciche warczenie i ruszył schodami do góry. Przez chwilę nim dotarł do drzwi obserwowała go para małych rubinowych oczek. Drzwi za małym stworzeniem jednak szybko się zamknęły. Człowiek mimo tego wykazał się większym refleksem i zdążył wsunąć końcówkę kostura między drzwi a framugę. Małe stworzenie jęknęło głucho, a zawtórowało mu ciche przestraszone miauknięcie kota. Mag wkroczył do izby i ruszył w kierunku złotego jajka leżącego na poduszce. Czubek skorupki pękł, a po chwili jajko podzieliło się na dwie połówki, uwalniając małe pisklę...
zUOdziej! ;(