Dzień zaczął się niby normalnie. Pomijając to, że Moyra obudziła się znaczenie wcześniej niż chciała i że brakło w spiżarni suszonych pająków, które tak uwielbiała, niczym innym nie różnił się od poprzednich. Leniwie podrapała się po głowie, co było nie lada wyczynem, jako że jej włosy były niesamowicie splątane i pokryte pajęczynami (a Sathariel mówiła chyba z tysiąc razy, żeby nie spac z pająkami). Ziewnęła ogromnie i podniosła swe szanowne cztery litery. Przejrzała się w zabrudzonym lustrze i stwierdziła, że przez noc nic a nic w jej wyglądzie się nie zmieniło. Jej twarz wciąż przypominała bardziej trupią czaszkę, a oczy nie świeciły żadnym blaskiem. Skupiła się jednakże przez chwilkę, zamknęła oczy a wokół niej zaczęła wirowac, niewielka smuga czarnego dymu. Następnie wiedźma otwarła oczy i w lustrze ujrzała zgrabną kobietę, o pięknych ciemno-szarych włosach i czarnych niczym heban oczach, w których pojawił się wspaniały blask. Uśmiechnęła się zadziornie, po czym odwróciła na pięcie, by udac się w kierunku spiżarni. Westchnęła głośno i leniwie:
- Znów wyżarli wszystkie dobre rzeczy. Nawet porządnego śniadania zjeść nie można.
Lamia zaczęła grzebac w półkach i szafkach wyciągając pojedyncze składniki:
- Zrobimy w takim razie nieco gulaszu ze skrzydełek nietoperza i oczów beholdera, a do tego czerstwy chleb z grzybami.- Zamlaskała radośnie, nabierając apetytu.
Po obfitym śniadaniu, postanowiła wybrac się na jakieś polowanie. Wszak musiała uzupełnic zapas suszonych pająków. Ubrała swą bagienną zbroję, nałożyła pożółkłe szpony i wsiadła na swego piekielnego koszmara Hamistagana. Spięła jego boki i ruszyła szybkim galopem w las.
Bardzo szybko znalazła pierwsze ofiary, jednak jej wzrok przykuł młody chłopiec, który rąbał drewno nieopodal. Zarechotała demonicznie i złośliwie i pobiegła w jego kierunku. Stanąwszy tuż obok, zeskoczyła zwinnie z wiercha i kołysząc biodrami ruszyła do chłopaka. Ten zdawał się udawac, że wiedźmy nie widzi. Moyra oparła się o pobliskie drzewo świdrując wzrokiem drwala.
- No i co? Długo masz zamiar mnie ignorowac?- spytała bezczelnie
- Przynajmniej dopóki sobie nie pójdziesz.- odpowiedział złośliwie.
Lamii się to nie spodobało. Zmrużyła gniewnie oczy.
- Wiesz do kogo się zwracasz chłystku?- pytanie wypadło z jej ust niczym jad. Młodzieniec ukazał nieco pokory bo opuścił nieco głowę i zaróżowił się nieznacznie.
- Nie wygladasz mi na zwykłą kobietę. Jednak nie lubię jak ktoś przeszkadza mi w pracy- odpowiedział odważnie.
- Cóż. Nie zawsze możesz dostac to o chcesz. Miałeś po prostu pecha, że na Ciebie trafiłam. A teraz z tym pechem musisz jakiś czas wytrzymac- zarechotała okrutnie.
- Albo możesz po prostu stad się wynosic paskudna wiedźmo.- splunął na ziemię chłopak.
Wokół Moyry pojawiła się czarna chmura ciskająca piorunami. Oczy jej stały się czerwone z wściekłości.
- Zapłacisz za swe słowa człeku!- rzekła groźnym nieco niższym głosem.
Włosy jej stały się bardziej szare, z pięknej kobiety zamieniła się powrotem w coś przypominające trupa. Chmura wciąż ciskała piorunami. Lamia wyjęła zieloną, porośnietą grzybami i mchem księge. Wertowała ją chwilę, po czym rzekła:
- Za zniewagę językiem zapłacisz, jąkac się będziesz, swą mowę stracisz. Ludzie zrozumiec nie będą potrafili, Twych słów bełkotliwych, do ostatniej chwili!
Jeden z piorunów uderzył w młodzieńca z taką siłą, że ten padł na kolana. Widac było, że stara się coś powiedziec.
- O.. o.. Co... j..j ..
Wiedźma zaśmiała się okrutnie i podeszła do swego wierchowca. Zwinnie na niego wsiadła i patrząc na młodzieńca z góry rzekła:
- Oto co się otrzymuje za zniewagę wiedźmy. Obyś tego błędu nie popełnił drugi raz. W uśmiechu ukazała rząd całkiem równych zębów.
- Bywaj drwalu!- wykrzyknęła i cwałem popędziła w stronę gęstszego lasu. Jej demoniczny rechot niósł się w powietrzu jeszcze długo.
jakie fajne :D
ty tak na poczekaniu ukladasz wierszyki do zaklec? :< chodz rzucimy urok na kogos zeby pryszcze mial :D
Lui, czasem tak mam :D chętnie się z Tobą pobawię :*
Uwielbiam te klatwy :D