Rozumiem - odrzekł wierny Asmoday'a - wiec robimy porządek ze ścierwem?
Ah'r Otuc men tis'ar - nasilony skrzek wdarł się do głowy wiernego
*
Zbliżała się noc, świat ogarniała ciemność..
*
Cartus ! ruszaj się, zabierz hak na głowy - popędza go Sakubh
Fanatyk wyszedł z banku trzymajac w rekach brązowe siodło z hakami przyczepionymi po dwóch stronach. Twarz jego była uśmiechnięta, czuł na ramieniu Asmodaya i z pełnym zadowoleniem siodłał wierzchowca.
No idziesz ty czy nie? - zniecierpliwiony Legionista tworzył w powietrzu okręgi magicznym kijem
Ide nosz.. poczekaj chwileczke to kose wezme? - zirytowany Cartus splunął przed wejsciem do banku po czym wszedł do niego
Księżyc w pełni.. - pomyslał Sakubh - sądze, że złowimy dzisiaj niezłą sztuke.. tylko dlaczego akurat wilkołaki.. ale służyć trzeba
Nagle wrota banku otwieraja sie ukazujac sylwetke Cartusa dzierżącego helm pod lewa pacha, a w prawej dloni pewnie trzymajacego polyskujaca Kose bojowa na ktorej ostrzu widnieja slady zastyglej krwi, opuszczajac energicznym krokiem bankowy przybytek Cartus skierowal sie do swojego bojowego rumaka
Jestem gotowy przyjacielu ! - krzyknął wojownik po czym oparł kose O barierke i założył hełm
Zobacz na zegarek, przez te twoje przygotowania Asmoday nas.. - odrzekł z kurwikami w oczach Sakubh - wiem, że te tortury w piekle są dla ciebie przyjemne, ale ja chce kurwa żyć!
Kiedyś też to polubisz - puścił oczko do Sakubha, lecz mag nie zauwazył tego
Cartus po tym jak dosiadl wierzchowca i chwycił kose opartą, podniósł ją w góre, podjechal do dumnego maga
Rozkazy? - spytał wojownik - kto tym razem?
Nie wiem czemu Asmoday ich wybrał.. - zamyślił sie na chwile Mag - Wilczki przyjacielu
Za to ja wiem, ludożercy ! to jest plaga, ją trzeba wytępić, ludzie boją sie wychodzić z miasta, a na zwierzyne trzeba polować i cos jeść - stwierdził Cartus patrząc w oczy maga - to wyruszamy?
*
Wyszli z miasta w strone portalu..
*
Po przejsciu magiczną bramą ujrzeli ruiny pięknego niegdyś miasta zwanego w dawnych czasach jako Moonglow. Sakubh sprawdzał pobliska okolice podczas gdy Cartus szykował miejsce na obozowisko. Nagle Cisze przerwał łopot skrzydeł ktory przeszyl nocna cisze.
-Obysmy nie spotkali slug legionu - pomyslal Cartus. Sakubh wracajac do obozowiska mial dziwny wyraz twarzy.
-Co sie stalo zbladles jak mlokos ktoremu portowa dziwka powiedziala ze ma syfa
-To niby nic takiego - odparl Sakubh - lecz widzialem rozszarpane zwloki zwierzat slad jest stary, lecz widzialem takze zwloki straznika trinsic...
-No to na co kurwa jeszcze czekamy! - po czym Dzielny wojak zaczął siodłać wierzcha mag poszedl w jego slady.
-Myslisz Cartus, ze go dzisiejszej nocy dorewiemy?
-Ja sie nie domyslam ! Ja to wiem...
Po czym udali sie w kierunku okalajacych trinsic bagien...
*
cdn..