DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Papa Smerf w 2010 12 15, 09:31:38

Tytuł: Człowiek z problemem alkoholowym
Wiadomość wysłana przez: Papa Smerf w 2010 12 15, 09:31:38
...Był już późny wieczór za oknami minockiej karczmy. Na dworze ostatni miejscy maruderzy czmychali w pośpiechu do swych domostw. Na ulicę zaczęły wychodzić nocne patrole. W karczmie było pustawo, z resztą jak od kilku dobrych tygodni. G. siedział w cieniu pod ścianą tuż za kręgiem światła, rzucanego przez płonący kominek popijając grzane piwo i obserwując nielicznych gości oraz nerwowo krzątającego się karczmarza. Jego bystre oczy już jakiś czas temu zauważyły, że człowiek ten jest poddenerwowany i zerka co chwilę w okna karczmy, jakby czegoś wyczekując. Z braku lepszego zajęcia zainteresował się karczmarzem i począł mu się przyglądać badawczo.
Gospodarz ciągle dorzucał do kominka nowe szczapy drew, mimo, że poprzednie jeszcze się nie spaliły, a w karczmie robiło sie potwornie gorąco, przy czym mamrotał coś pod nosem. Wytężył słuch i wyłapał ogólnie sens wypowiedzi:
- Ehh.. marnie marnie..gości niewielu a ja muszę serwować...paskudztwo...Przeklęty Mortagion*...
- Nie uważasz, że jest już wystarczająco ciepło w gospodzie gospodarzu? - rzucił
G.cicho w kierunku karczmarza, wytrącając go z rozmyślań. Karczmarz przez chwilę wpatrywał się w niego nieprzytomnymi oczami, po czym otrząsnął się.
- Tak tak Panie, wybacz, robię to odruchowo...wybacz...
Widząc strapienie na twarzy karczmarza, nie z litości lecz z czystej ciekawości zagadnął go.
- Co Cię trapi gospodarzu?
- Eh Panie szkoda gadać, długa historia...
G. milczał. Karczmarz widząc, że słuchacz wciąz na niego patrzy, zachęcony do rozmowy przysiadł na pobliskim zydelku
- A może nie taka długa...Widzisz Panie ilu mam dziś gości?
G. kiwnął głową
- Od kilku tygodni karczma świeci pustkami. A wszystko przez te przeklęte wino! - Faktycznie, jakiś czas temu G. zamówił lampkę wina. Nie wypił jej, było paskudne i śmierdziało octem. Zwrócił uwagę karczmarzowi, a ten o dziwo z miną męczennika
zwrócił mu za nie pieniądze.
- Mów dalej... - zachęcił
- Kilka tygodni temu moi dostawcy wina przestali się kontaktować, transporty przestały przyjeżdżać a i mi zaczęło brakować wina. I wtedy pojawił się ten by...Wtedy pojawił się Mortagion proponując ciągłe dostawy wina. Krzyknął za nie jak za zboże a do tego to co oferował nie można było nazwać winem. Odmówiłem i posłałem go do wszystkich diabłów. Wrócił za tydzień, kiedy w moich piwnicach nie było już ani jednej butelki co rzecz jasna odbijało się negatywnie na klienteli. Ponowił propozycję. Odmówiłem ponownie. Później zaczęły przychodzić listy...
- Jakie listy gospodarzu - zapytał natychmiast G. Historia zaczęła go wciągać.
- Listy z pogróżkami Panie. Ktoś groził mi spaleniem karczmy. Pisał, że układ z Mortagionem jest dla mojego dobra i jest to propozycja, której ktoś, kto ceni sobie swój majątek..i życie..nie odrzuca. Cóż miałem zrobić?!! Kiedy ten bydlak przyszedł po raz trzeci przyjąłem tego propozycję...
- Zatem powiadasz gospodarzu, że ktoś zastraszył CIę i zmusza do kupna swojego wina za grube złoto które rujnuje Twój interes...
- Dokładnie Panie, jeszcze tydzień dwa i będę skończony... - karczmarz spuścił głowę. Rozpacz na jego twarzy i bezsilnośc malująca się w jego oczach nie wzruszyły G. Zaciekawiła go natomiast cała historią. Lubił tego typu sprawy, wychował się na nich..
- Kiedy pojawi się ten..jak mu tam było..
Karczmarz uniósł na niego wzrok wyraźnie zaskoczony.
- Eee..dziś wieczorem Panie..właściwie powinien być tu lada..
W tym momencie drzwi od zaplecza karczmy otworzyły się z hukiem, kopnięte przez wchodzącą postać. Karczmarz poderwał się z zydelka, spojrzał na wchodzącego i pobladł. Odrwócił się w stronę stolika przy którym siedział G.
- To O.. - na chwilę zamarł rozglądając się nerwowo. Przy stoliku nie było nikogo, stał jedynie na wpół pusty kufel grzanego piwa.
- Gospodarzu ! - rzucił od wejścia krzykliwie ubrany jegomość - Gospodarzu psia krew! Twe wino przybyło! Szykuj złoto na zapłatę.
- Mam tego dość...- rzucił z oburzeniem karczmarz, jednak skurczył się natychmiast pod piorunującym spojrzeniem Mortagiona.
G. skryty w cieniach zakamarków karczemnej izby obserwował scenę w milczeniu.
- Czego masz dośc ?! - rzucił Mortagion podchodząc bliżej karczmarza i mierząc go bladymi oczami.
- Nieważne...dobijmy targu...niech mam to już za soba. - zabrzmiał z rezygnacją głos karczmarza
- Tak lepiej !! - Mortagion odwrócił się i wtaszczył z zewnątrz wielką beczkę wina.
- Lepiej dla Ciebie będzie jeśli bardzije będziesz martwił się o swoich klientów i o...- na twarzy Mortagiona pojawił się paskudny uśmiech.
- I o co?
Uśmiech zniknął z twarzy dostawcy.
- I o własne życie...- Mortagion wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Niemal w tym samym momencie karczmarz opadł na zydel blady jak ściana.
- Jestem skończony...
G. wychylił się z cienia i wrócił na swoje miejsce.
- Niekoniecznie...
Karczmarz poderwał głowę spoglądając na pusty przed chwilą stolik
- Myślałem..myślałem że poszedłeś. Widziałeś wszystko?
- Tak - odparł obojętnie G. - Powiedz coś więcej o tym Mortagionie
- Niewiele wiem o tym bydlaku, nie wiem skąd jest i co robi oprócz nękania mej osoby. Ale..chwilkę..
G. uniósł brew czekając na ciąg dalszy
- Zawsze kiedy jest w Minoc robi interesy w porcie. Być może jeszcze tam jest - karczmarz spojrzał na G. i nadzieja przez chwilę błysnęła w jego oczach
- Wiem, że nie jest to twoja sprawa Panie ale...ale czy nie zechciałbyś mi pomóc?? Wynagrodzę Ci Twój trud jak tylko będę umiał. Obiecuję, tylko...pomóż mi cos z tym zrobić.
G. uśmiechnął się lekko. I tak chciał się tym zając a fakt, że propozycja padła z ust karczmarza obiecywał, że jeszcze na tym nieźle może zarobić.
- W porcie powiadasz...
- Tak Panie w porcie. Jeśłi uda Ci się coś zobaczyć czegoś dowiedzieć...cokolwiek... - ale G. nie było juz w karczemnej izbie.

Port był źle oświetlony, jedynie lampy zawieszone na masztach zakotwiczonyc łodzi dawały jako taką widoczność w mroku. G. przywykły do poruszania się nocą cicho i bez trudu zbliżył się do łodzi, z której chwilę wcześniej usłyszał jakąś rozmowę.
- Wszystko gotowe bosmanie - natychmiast rozpoznał głos Mortagiona
- Tak Panie - odpowiedział mu cichy, nieprzyjemny szept
- Doskonale. jeszcze tylko ten przeklęty list. Musimy go dostarczyć jeszcze dziś w nocy. Przygotuj łódź. Zaraz wracam.
G. obserwował jak Mortagion schodzi po trapie na pomost i znika w mroku. Jego wzrok padł teraz na krzątającego się sternika. Czekał. Sternik zszedł na dolny pokład. G. szybko i bezszelestnie przebiegł po trapie na łódź i przykucnął przy maszcie niedaleko sterty lin. Sternik wrócił na pokład i począł odcumowywać łodź. Po chwili pojawił się również Mortagion.
- Ruszamy - rzucił niecierpliwie.

Łódź przybiła do ośnieżonego brzegu. G. rozpoznał w mroku góry nieopodal Minoc tuz pod murami Twierdzy. Na brzegu stał jakiś człowiek. Czekał na nich. Mortagion zeskoczył z trapu i podszedł do stojącej postaci.
- Jesteś wreszcie - rzucił tajemniczy jegomość
- Szef u siebie?
- Czeka na Ciebie. Na Twoim miescu bym się pośpieszył.
Mortagion zniknał w wejściu pobliskiej jaskini, z której dobiegał gwar rozmów i śmiechy.
Tajemniczy jegomośc jak na złośc stał blisko łodzi, pykając fajkę, uniemożliwiajać G. w ten sposób zejście niezawuażonemu. Sternik znów zniknął pod pokładem. G. wyjął  zza pasa niewielką buteleczkę z szarym pyłem w środku. Rzucił w kierunku skał nieopodal. Jegomość na brzegu odwrócił się natychmiast odruchowo sięgając do pasa w kierunku sztyletu.
- Co do... - kogo tam licho (niezamierzona zbieżność wybacz nasz drogi Adminie) niesie - wolno ruszył w kierunku odgłosu. G. tylko na to czekał. Zbiegł po trapie na brzeg i ukrył się wśród skał niedaleko wejścia.
- Mortagionie ...przyjacielu - szorstki głos przywitał wchodzącego dostawcę.
- Mam dla Ciebie list. Wszystko w porządku?
- Ależ oczywiście..- szelest rozwijanego papieru. Cisza.- wszystko w porządku przyjacielu.. - G. instynktownie wyczuł w głosie coś niepokojącego. Jakby na potwierdzenie po chwili rozległ się paskudny odgłos przecinanej skóry, ostrza zatapianego w ciało i jęk konającego.
- Teraz wszystko w porządku..Chłopcy, pozbądźcie się tego ścierwa
G. wiedząc, że zaraz mieszkańcy jaskini wyjdą na zewnątrz, nie chcąc ryzykować wykrycia, ruszył w kierunku łodzi. Tajemniczy jegomość stał znów niedaleko trapu. jednak tym razem stał tyłem. G. Podszedł bezszelestnie od tylu i przystawił do gardła bandyty jedno ze swych ostrzy.
- Ani piśnij..
Nie docenił go...Człowiek błyskawicznym ruchem obrócił się jednocześnie wyciągając sztylet i wyprowadzając cios. G. instynktownie uniknął ciosu i wyprowadził ripostę rozcinając przeciwnikowi gardło. Człowiek zacharczał i padł twarzą w śnieg natychmiast barwiąc go szkarłatnie.
G. skoczył na trap nie zważając na hałas jaki wywołał podbiegł natychmiast na stojącego niedaleko sternika, wpatrującego się tępo w leżące na brzegu zwłoki.
- Jeśli CI życie miłe odpływaj natychmiast.. - rzucił przez zaciśnięte zęby. Sternik mechanicznie odcumował łódź i odpłynął w mrok, zostawiając za sobą odgłosy pokrzykiwań i przekleństw.


CDN

*Imię z pewnością przekręciłem, ale było już późno i głowa nie ta
Tytuł: Odp: Człowiek i alkoholowy problem
Wiadomość wysłana przez: Motharq w 2010 12 15, 11:10:03
***

Łódź  kołysała się delikatnie na wodzie, zacumowana poza kręgiem światła rzucanego przez portowe latarnie. Postać w czerni górowała nad półleżącą sylwetką sternika, połyskując jedynie ostrzami trzymanymi w dłoniach i bystrymi oczami. Szorstki i stanowczy głos dobiegał z gardła osobnika, rzucając co rusz dociekliwsze pytania. Mocniej powiało i czarny płaszcz postaci załopotał niczym żagiel. Cienka kreska potu zarysowała czoło i policzek sternika. Wpatrywał się w stojącą nad nim postać rozszerzonymi ze strachu oczyma.
- To wszystko co wiesz?
- Ttak...Ttak panie...
- A list? Co w nim było?
- Nnie mam pojęcia... - wydukał sternik i głos uwiązł mu w gardle gdy jedno z ostrzy zbliżyło się do jego szyi. - Na bogów, naprawdę n-nie wiem! Mor..Mmmortagion trzy..mał list ccały czas przy sobie, a ggdy pyt...- sternik przerwał na chwilę by przełknąć głośno ślinę ale to nie uspokoiło wcale jego głosu - pyttałem o list to kazał się nnie wtrą-trącać... - teraz całe czoło sternika pokryło się kropelkami potu a na bandanie wykwitła duża plama potu.
- Cholera... Powiedzmy że Ci wierzę. Musimy więc tam wrócić...
- W-wrócić? - wyjąkał sternik ale spojrzenie nieznajomego dało mu do zrozumienia że nie ma sensu stawiać oporu...

***
Tytuł: Odp: Człowiek i alkoholowy problem
Wiadomość wysłana przez: Papa Smerf w 2010 12 15, 12:02:29
Góry zamajaczyły w mroku kiedy łódź powoli dryfowała w kierunku brzegu. Było cicho. G. kazał sternikowi przybić do brzegu z dala od jaskini. Nie chciał ryzykować, że wciąż szukający ich bandyci zauważą żagle.
- Poczekaj tu na mnie... - zawahał się chwilę, ale jedno spojrzenie na twarz marynarza dało mu pewność. Poczeka.
Zeskoczył w płyciznę i brodzą w wodzie wyszedł na brzeg kierując kroki ku pobliskim skałom.

Blask zawieszonej nad wejściem latarni wyłaniał z mroku stojąca na straży krępą postać. G. bezszelestnie podkradł się do pobliskiego rumowiska i obserwował.
- Pilnować pilnować...kretyn..marzne tu tylko co ja mam pilnować?! Przecież ten szaleniec, kimkolwiek był nie wróci tu już. Uciekał aż się kurzyło. - głuchy śmiech - i tak bydlaka znajdziemy. Ehh zimno.. - postać zaczęła chodzić przed wejściem w mizernych próbach rozgrzania zmarzniętego ciała. Było piekielnie zimno. G. wyczekał moment kiedy bandyta rozpocznie kolejna rundę przed wejściem, idąc tyłem do niego i dwoma susami znalazł się tuż za nim. Ostrza błysnęły metalicznie w blasku pochodni. Z cichym zgrzytem jedno z nich zniknęło zatopione w plecach ofiary by po chwili pojawić się z jego brzucha, drugie w tym samym momencie rozcinało gardło zamieniając jęk w chichy charchot konającego. Ciało osunęło się miękko na śnieg.
Zamarł na chwilę, nasłuchując odgłosów z jaskini, upewniając się czy nikt go nie słyszał. Jego uszu doszedł tylko cichy odgłos chrapania.
Wszedł do jaskini ostrożnie stawiając każdy krok między licznymi kamykami walającymi się na ziemi. Starał się skoordynować swe kroki z echem monotonnego kapania wody gdzieś w głębi jaskini. Minął śpiących bandytów i skierował swe kroki ku małej niszy, gdzie spał potężny, brodaty człowiek. Zbliżył się.
Śpiący cuchnął potwornie. G. wsunął wolno ostrza w skórzane pokrowce zawieszone na plecach i przyklęknął przy mężczyźnie. Boże jak cuchnął...Zdjął skórzaną rękawiczkę, tak by nie krępowała ruchów jego palców i delikatnie odsunął poły płaszcza, którym mężczyzna był okryty. Jego oczy natychmiast dostrzegły fragment zwiniętego papieru, wciśnięty za pas. Przytrzymując jedną ręką pas, druga wolno ale zdecydowanie wysunął list ukrywając go pod płaszczem. Już miał się podnosić by wyjść, kiedy zbir niespodziewanie otworzył oczy i błędnym wzrokiem, jeszcze śpiąc spojrzał na G. Ostrze z sykiem wysunęło się z pochwy i opadło na gardło mężczyzny przesuwając się po nim błyskawicznie. Szkarłatny płyn wylał się na szeroką pierś. Mężczyzna na chwilę otworzył szeroko oczy ze zdumieniem, by potem je zamknąć, zasypiając snem wiecznym.
G. podniósł się wolno i wyszedł z jaskini, ostrożnie mijając śpiące postaci.

Łódź zamajaczyła w mroku. Na trupiobladej twarzy sternika wymalowała się ulga. Na chwilę pojawił się nieśmiały uśmiech, który stopniał natychmiast widząc kapiącą z trzymanego w dłoni ostrza krew. G. wskoczył na pokład i usiadł na stercie kul armatnich, wyciągając coś spod płaszcza.
- Do Minoc - rzucił rozwijając list i zaczynając czytać. - Zacumuj na skraju portu...musimy pogadać. Dłoń sternika wsparta o ster zadrżała, kropelki potu pojawiły się na czole. Z kamienną twarzą skierował łódź ku światłom miasta góników, majaczącym w mroku przed nimi...

CDN

Tytuł: Odp: Człowiek z problemem alkoholowym
Wiadomość wysłana przez: Papa Smerf w 2010 12 16, 09:12:18
- Mówi Ci coś imię Trant gospodarzu? Trant La'Fenne... - G. wbijał badawcze spojrzenie w siedzącego naprzeciwko bladego jak ściana, spoconego ale uradowanego z jego powrotu Karczmarza. Oświetlona przez blask płonącego w kominku ognia twarz karczmarza wyglądała na bardzo zmęczoną.
- Tak Panie, oczywiście, karczmarz z Vesper, zacny człek. Czemu pytasz?
G. uniósł brew i uśmiechnął się paskudnie czym wprawił karczmarza w widoczne zmieszanie. Wyraz zaniepokojenia wymalował się na jego twarzy.
- A imię Naves coś Ci mówi? - twarz karczmarza pobladła jeszcze bardziej, usta zaczęły lekko drżeć. G. uśmiechnął się w duchu. - Widzę, że tak..
- Ów człek był autorem listów, które dostawałem...
- Oczywiście, że był... - G. zastanowił się przez chwilę, czym mógłby jeszcze podręczyć tego człowieka, zanim wyjawi mu prawdę. Bawiła go ta sytuacja. Bardzo.
- Zacny człek powiadasz...- G. sięgnął za pazuchę i rzucił na szynkwas list, który zabrał od przywódcy bandy. Karczmarz spojrzał na zakrwawiony zwinięty kawałek papieru po czym podniósł pytający wzrok na G.
- Nie gap się tak na mnie tylko czytaj
Karczmarz rozwinął papier i zaczął czytać. G. uważnie obserwował jego twarz z nieskrywaną przyjemnością. Na licu mężczyzny powoli zaczęła malować się wściekłość.
- To szuja..To gnida...To podstępna żmiją - Karczmarz zgniótł list i cisnął w płomienie kominka.
- Jak widzisz, padłeś ofiarą konkurencji. Konkurencji, która nie przebiera w środkach. Ba. Konkurencji, której mało było twego bankructwa. Która chciała Twej śmierci.. - spocona twarz mężczyzny i oczy pełne niedowierzania patrzyły tępo w mrok za oknem karczmy. G. celowo zawiesił głos na chwilę, dając czas karczmarzowi na zrozumienie całej sytuacji i pozycji w jakiej się znalazł. - Wiesz, że to nie koniec. Wiesz, że teraz tym bardziej Trant będzie chciał Cię wyeliminować. Teraz, kiedy go zdemaskowałem.
Wiem... - ledwo słyszalny szept wydobył się z zaciśniętego gardła mężczyzny.
G. wstał powoli wciąż patrząc swym przenikliwym spojrzeniem na twarz gospodarza.
- Zastanów się nad tym. Jeśli coś wymyślisz, poślij po mnie. Jeśli nie...poślij tym bardziej. Zrobię to za Ciebie. A teraz...Moja zapłata - G. musiał odczekać chwilę, zanim do karczmarza dotarły jego słowa. ten ocknął się z zamyślenia, poderwał z krzesła i skoczył w kierunku skrzyni. - Tak tak,. oczywiście. Zapłata. Jak najbardziej. Jakże mogłem o tym zapomnieć. - paplał do siebie szperając w wielkiej metalowej skrzyni tuż za kominkiem - Jeszcze raz bardzo CI dziękuję. Wykonałeś kawał dobrej roboty. Nie wiem co bez Ciebie bym począł.. - monologu zdawało nie być końca kiedy mężczyzna grzebał w skrzyni. G. obserwował spokojnie jego ręce , zupełnie nie zwracając uwagi na to co mówi. Po chwili ze skrzyni wyłoniła się mała sakiewka. Mężczyzna sięgnął sakiewkę i podał G. - Nie mam złota, bo jak wiesz, marnie u mnie ostatnio z interesami. Ale mam nadzieję, że kiedy sytuacja się poprawi, będę mógł godniej Ci się zrewanżować.
- Też mam taką nadzieję - rzucił od niechcenia G. zaglądając do sakiewki i licząc kawałki Różowego Kwarcu - Bywaj zatem gospodarzu. Spotkamy się jeszcze...
- Bywaj Panie...Nawet nie znam Twego imienia. Panie! - Karczmarz stał w otwartych drzwiach swego przybytku i na próżno wypatrywał w mroku postaci w czarnym płaszczu, z parą ostrzy zawieszonych na plecach, która dosłownie przed chwilą zdążyła przekroczyć próg karczmy...



Bardzo dziękuję za późną, ale zacną zabawę, dobrze zorganizowaną przygodę, której kontynuacja mam nadzieję wkrótce.