DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Aruv w 2006 04 14, 20:15:44

Tytuł: Płaczące drzewo
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 04 14, 20:15:44
Płaczące drzewo.

Delikatny zefir niósł znajomy zapach z najdalszego kawałka świata. Niestety, niósł również nutę płaczu i smutku. Ogłos łkania zatańczył w uszach druida, nawołując do swego źródła. Liczy się każda sekunda, zagrożony jest ostatni przedstawiciel starego gatunku drzew.


***

Dzięki Ajantis za zabawę, liczę, że dopiszesz resztę, bo jest tego sporo. 8)
Tytuł: Płaczące drzewo
Wiadomość wysłana przez: Ajan w 2006 04 15, 12:05:22
nie ma problemu :D sa swieta bede mial duzo czasu...
Tytuł: Płaczące drzewo
Wiadomość wysłana przez: Ajan w 2006 04 18, 07:37:51
Zapadał zmrok. W lesie w którym bylem wszystko przydotowywało sie do snu. Świat powoli ogarniał mrok złowrogiej nocy. Moja walka z ognistą besitą rownierz dobiegała ku końcowi. Żywiołak tracił siły życiowe coraz bardziej ulegając mojej lasce. Kiedy był już na skraju śmierci nagle ujrzałem... otaczający mnie las, który przybrał szate połmroku, zaczoł powoli napełniać sie wiatrem. Lekkie powiewy zaczeły wypełniać każdy jego zakątek. Każdy liść poruszył sie na jego skutek. Mój płaszcz lekko zalopotał. Nie byłem zdolny skupić się nad tym co sie wokół mnie dzialo przez zajmującą mnie walkę. Postanowiłem zmylić bestię udając ucieczkę. Zapewne pomyślał że uciekałem z powodu odniesionych ran wiec zaczoł mnie gonić. Szybko stracił mnie z wzroku, ponieważ niezauważenie schowałem się w gęstwinie. Głupia bestia pobiegla dalej a ja najprędzej jak mogłem wrociłem. Wszystko to trwało jakieś poł ziarna.
Wróciwszy na miejsce zastałem zjawisko jakby wyraźniejsze. Zaczołem rozglądać się. W pewnym momencie usłyszałem pewien dźwięk towarzyszący wiatrowi. Był on tak melodyjny, a zarazem smutny. Taki miekki, ale jednak rozpaczny. Po chwili uświadomiłem sobie ze ten dźwięk przypomina płacz kobiety. W jednej chwili przypomniały mi się wiele wspomnień. W tle pojawiały sie odgłosy ptaków, szelest liści oraz tupot przebiegających małych kopytek. Jednym ze wspomnień towarzyszących mi w tamtej chwili były zebrania druidów odbywające się w Świetym Gaju. Dźwięki dobiegające z Gaju oraz te które słyszalem były tak podobne że zaczołem się zastanawiac. Może przywędrowały tu własnie z Gaju? Co one oznaczaja?
Zerwałem się na moim wierzchowcu i pobiegłem czym prędzej do Gaju.
Po pary ziarnach byłem na miejscu. Zeszedłszy z koszmara podeszłem do ołtarza znajdującego sie na środku Graju. Tradycyjnie uklękłem kładąc obie dłonie na jego brzegach. W skupieniu przez modlitwe oddałem cześć. Przez ten któtki czas przebyty w Gaju, cały czas towarzyszył mi dźwięk usłyszany w lesie.
Zaczołem rozgladać sie szukajać zarazem zródła tych dźwiękow. Nagle zobaczyłem jak coś w północnej części Gaju poruszyło się. W Gaju w którym zawsze w nocy panował lekki i przyjazny blask oświetlający jego sporą cześć teraz lekko przygasł niepozwalając dostrzedz poruszającej się rzeczy. Powoli podeszłem omijając kamienie. Niespodziewanie przede mna ukazało się zrodło dzwiękow. Ujrzałem drzewo które wydawało te przerażające dźwięki. Posiadało one korę barwy fioletowej i wiele obszernych gałezi. Gałęzie te traciły bowiem swoje liście. Teraz juz byłem pewnien. Słyszałem płacz cierpiącego drzewa. Lekko przestraszony zaczołem spokojnie przemawiać do drzewa:
-  Spokojnie, nie bój się. Przybyłem tutaj zwabiony twoim płaczem. Cóż jest przyczyną twojego bólu?
Przygladając się drzewu zastanawiałem się czy wogóle odpowie. Nie mogłem domyślec się zadnej jej reakcji. Nagle poczółem coś czego jeszcze nie miałem okazji doświadczyć. Coś czego nie umiem w pełni opisać. Jakby moc wędrująca przez mój umysł i przemawiająca do mnie. I nagle usłyszałem:
-  Jak widzisz cierpie. Cierpie przez ludzi pragnących szczęscia... szczęscia zdobytego moim kosztem.
Słowa te były owiane w szate smutku i żalu. Poczołem wtedy że nie powinienem pytać cóż złęgo zrobili ludzie. Mogłoby to rozdracapć stare rany w pamięci drzewa. Wiedziałem z teraz nie ta wiedza jest mi potrzebna. Chciałem pomódz ze wszystkich mych sił aby chociarz uśmierzyć ból i zatrzymac opadanie liści. Zapytałem więc:
-  Powiedz prosze, czy da się jakoś temu zaradzić? Da się zatrzymać opadanie liści? Nie moge znieść jak jakieś stworzenie cierpi ze złej sprawy.
Drzewo odpowiedziało mi telepatycznie:
-  To jest normalne dla mojego siewu. Wielu z mojego gatunku zgineło z takimi objawami. Moze Druid mieszkający po drugiej stronie Gaju zaradzi cos na to...
-  Dobrze, wiec udam się do niego. Każda chwilka jest ważna.
-  Idź czym prędzej. Odczuwam że mój czas może skończyć sie w każdej chwili...
Pobiegłem najprędzej jak umiałem do druida.
Ipones Wilesti jest druidem mieszkającym i opiekującym sie Gajem. Ucieszył sie na mój widok. Po krótkim zapoznaniu sie ze sprawą powiedział:
-  Tak to normalne dla tego siewu. Ludzie od wieków pragneli zdobyć szczęscie... prawdziwe szczęscie. Jednak mam odpowiedz na nurtujące Cię pytanie. Drzewo przestanie stacić liście kiedy poleje sie je od nasady fiolką specjalnego eliksiru. Kiedyś robiłem takie ale obecnie nie mam składnikow. Jeśli szybko przniesiesz mi te składniki uda nam sie uratowac ten gatunek.
Ucieszony nowiną zapytałem pośpiesznie:
-  Powiedz szybko co trzeba przynieść. Zapamiętam i pobiegne do najblizszego miasta.
-  Dobrze. Przynieś troche krwi smoka, skrzydło nietoperza i czosnek a sporzadze miksturę. I nie zapomnij przyniesc moźdźierzu.
Wsiadłem na wierzchowca, zjadłem coś pośpiesznie na drogę i nakarmiłem szybko koszmara. Następnie popędziłem prędko do najbliższego miasta.
Przybywszy do Minoc wpadłem do banku i poprosiłem o skrzynię. Bankier widząc moj pospiech szybko wyciagnął skrzynie. Wziołem potrzebne skłądniki i pobiegłem spowrotem. Moja podróż trwała parenaście ziaren.
Kiedy wróciłem do Gaju dałem Iponesowi składniki. Wtedy pierwszy raz poczółem znurzenie. Dawno nie spałem i potrzebowałem odpoczynku.
-  Prosze weź skłądniki i sporządz eliksri - po czym dałem mu je.
-  Ehh.. widzę ze zapomniałes moźdźierzu - po czym uśmiechnął się.
Ogarnął mnie wtedy lęk, że możemy nie zdążyc. Ipones zaś uspokoił mnie mówiąc ze ma jakiś stary w plecaku. Dobył go i zaczoł sporządzac miksture roźcierając składniki. Potem zlał ja do fiolki po krwi smoka i dał mi ja. Pobiegłem czym prędzej na drugi koniec Gaju.
Zastałem drzewo ledwo żywe. Dające jej życie liście prawie kompletnie opuściły gałęzie.
-  Udało się. Mam tu coś co Ci pomoże.
Drzewo ostatkami sił podniosło mnie na skarpę na której się znajdowało. Wzieło fiolkę powiędzy swe gałęzie i powoli zaczeło wylewać ją na swoje korzenie i powoli idąc do góry. Nalge zobaczyłemjak jej kolor rozjaśnia się i nagle tysiące małych, zielonych listków wyrosło z jej gałęzi. Było to piękne zdażenie, które bardzo sprawiło mi radość. Postanowiłem wziąść jeden stary liść drzewa na pamiątke. Drzewo odnisło mnie na miejsce poza skarpą i powiedziało:
-  Dziekuje Ci druidzie. Masz bowiem czyste serce. Teraz moge wznowić moja wędrówkę.
-  Równierz się ciesze ze szczęsliwego zakończenia.  
Drzewo skineło głową i odeszło. Ja równierz odeszłem z Gaju przy okazji mówiac Iponesowi o szczęsliwym zakończeniu sprawy. Wracając zastanawiałem się czy to nie sen, lecz potem kiedy udało mi sie samemu zasnać nie miałęm wątpliwości że sytuacja naprawde miała miejsce.


***



Przepraszam za błedy...staralem sie jak moglem nie zrobic zadnego a jednak :D
Tytuł: Płaczące drzewo
Wiadomość wysłana przez: Adoni w 2006 04 18, 09:31:43
<spadl z krzesla>
po prostu niesamowite ze postac DRUIDA ktora po spotkaniu mlodego przestraszonego blue i chwilowej wedrowce mowi:
"pozwol ze sie wzmocnie"
"hmm pamietam cie"
"*******"slowa jakiegos "wzmocnienia" :wink:
"eh ty"
you see ognisty ostard
"zabijcie" *wskazuje cel kijem* //rzuca to "wzmocnienie"
...
ma tez drugie, jakze odmienne i zaskakujaco pozytywne oblicze :)
Tytuł: Płaczące drzewo
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 04 18, 16:50:10
Płaczące drzewo zostało wyleczone ze swego bólu. Teraz już może odejść. Dokąd? Tego chyba nawet ono nie wie. Z pewnością czas odnowić prawie wymarły gatunek...