Dom Dockalfar, ku chwale Lloth.
Niestety większość screenów ulegała zniszczeniu, stąd nie mogłem ich umieścić. Są to takie słabe w sumie wyrywki. (http://img812.imageshack.us/img812/6117/spojrzenielloth.jpg) (http://img812.imageshack.us/i/spojrzenielloth.jpg/)
(http://img718.imageshack.us/img718/481/przebiciebarku.jpg) (http://img718.imageshack.us/i/przebiciebarku.jpg/)
(http://img337.imageshack.us/img337/9202/poswiecenie.jpg) (http://img337.imageshack.us/i/poswiecenie.jpg/)
Biały marmur świątyni Lloth znajdującej się w Har'Oloth Videnn dla powierzchniowca byłby niczym wszystko inne co można odszukać w jaskiniach należących do mrocznych elfów.
Wydając dziwne odgłosy, zaskakując niebezpieczeństwami i po prostu czernią, bez nawet krzty świtała.
Bez wątpliwości stwierdzić można jednak, że nawet najśmielsza z najodważniejszych istot z powierzchni w tej godzinie, w tym miejscu poczułaby strach. Nikt jednak nie mógł tutaj dotrzeć. Kto byłby w stanie oszukać mroczne elfy na straży?
Shuerra Dockalfar od kilku dni szykowała się do tego aby przeprowadzić ceremonię dla swego domu i oczywiście – co ważniejsze – dla bogini Lloth. Dokładnie zaplanowała jej przebieg oraz zdobyła wszystkie potrzebne do tego składniki.
Ostatnim elementem układanki byli oni, Dockalfarowie.
Cały dom zebrał się przy wejściu do świątyni bogini chaosu, ich jedynej miłości, a także źródła strachu. Kapłanka z pomocą bicza i kilku słów doprowadziła samców do doskonałego porządku.
Wszyscy wydali się czuć majestat tego miejsca, groźbę Lloth, jej potęgę.
Shuerra czując narastająca w sercach jej podopiecznych pokorę uniosła dumnie głowę i pozwoliła sobie odwrócić się w stronę ołtarza poświęconego tkaczce chaosu. Drowka wniosła wysoko prawą dłoń, wcześniej zdejmując rękawiczki w ciszy tak doskonałej, że zwykłe oddechy wiernych zdawały się być hukiem piorunów, a następnie przemówiła:
Pani Chaosu, wzywam Twe imię w pokorze aby złożyć Ci w ofierze ciała i umysły obecnych tutaj samców, gotowych oddać Tobie wszystko co posiadają.
Nadszedł czas aby ich krew przemówiła do Ciebie, Miłości ma, jak wiele jestem w stanie dla Ciebie oddać. Ku Twej chwale.
Po krótkiej intonacji ciało kapłanki zaczęły oblegać małe pajęczaki, które tkały delikatną sieć skrzypiąc przy tym odnóżami. Oddech samców przyspieszył się, wszyscy czuli dziwną aurę.
Po pewnym czasie Shuerra Dockalfar opleciona była szatą, którą rzeczywiście odważyłaby się włożyć wyłącznie mroczna elfka oddana Lloth.
Pierwszym z wezwanych pod ołtarz samców był rar'Ellkyr Dockalfar, najbliższy sercu matki opiekunki samiec, jej kochanek. Kobieta bez nawet chwili zastanowienia uderzyła go biczem z zadziorami aby wywołać ból, który zdawał się sprawiać mu przyjemność.
Dla kogo żyjesz rar'Ellkyrze Dockalfar?
- Dla Lloth, dla Ciebie ma pani. Żyję po to aby Ci służyć! - Powiedział dumnie wpatrując się w stopy kapłanki, nie wyżej aby nie urazić jej majestatu.
Shuerra wiedziała co musi zrobić – czuła się jakby prowadzona przez samą Lloth. Gra psychiki? Co ją do tego pchnęło? Czy tkaczka chaosu zaszczepiła w jej umyśle tą myśl? Poświęcić cały dom dla kapryśnej boginii? Drowka ta kochała Lloth, uważała ja za sens swojego życia. Czym więc była garstka innych mrocznych elfów wobec wymagań pajęczej królowej? Nawet jej życie wobec tego zupełnie nic nie znaczyło.
Kapłanka uniosła, kierowana tajemniczą siłą siła swoją lewą dłoń z drobnym sztyletem otrzymanym od jednego z samców i wyszeptała słowa modlitwy. Nikt nie dostrzegł przemiany ostrza – wszyscy wzrok wbity mieli w ziemię. Pełni wiary, oddania i... strachu? W ich sercach panował chaos.
Tkaczko Chaosu! Przyjmij ofiarę z najbliższego mnie samca. Niech jad z ostrza uświęconego Twoją wolą wypełni jego ciało i zadecyduje o tym czy wart jest aby dalej Ci służyć! - Kończąc to zdanie Shuerra wzięła zamach.
- Oddaje się w pok... - Rzucił krótko rar'Ellkyr jednakże przebijające dłoń drowa ostrze stało się powodem do krzyku. Jad palił końcówki nerwów. Przemieniony sztylet wystawał po obu stronach dłoni. Czy jeszcze kiedykolwiek chwyci szablę?
Shuerra, całkowicie oddana swej bogini przyłozyła zatrute ostrze do swoich ust i wyszeptała kolejną modlitw. Prosiła Lloth aby ta przyjęła jego duszę na męki gdy okaże słabość lub pozwoliła mu żyć aby jej służył, o ile okaże się wartościowy.
Fell'aqroth Dockalfar spojrzał niepewnie na Hallsina, być może poczuł strach? Jad palił ciało poświęconego. Drażnił każdy nerw jego jestestwa. Gdy nagle.. w jednej chwili jęki mrocznego elfa jak i modlitwy kapłanki ustały.
Lloth zadecydowała! Drow rar'Ellkyr Dockalfar otworzył swe oczy i spojrzał na regenerującą się dłon. Ból wciąż dawał się we znaki.
Żyję dla Ciebie Lloth i dla Ciebie matko – Rzucił kapłance lekkim głosem i ruszył klęczeć wśród reszty Dockalfarów. Odejście nie było łatwe – zwłaszcza, że urozmaicone biczem.
Kapłanka nie czyszcząc ostrza z krwi poprzedniej ofiary uniosła wzrok do góry i ponownie zaczęła wprowadzać słuchaczy w dziwny trans, pełen sprzecznych uczuć. Tkała w ich sercach nić chaosu. Ona? A może sama Lloth? Tego nie wiedział nikt.
Szata z pajęczyn poruszyła się znów, Shuerra zrobiła krok do przodu. Uniosła dłoń z zakrwawionym sztyletem ofiarnym i krzyknęła donośnie:
- Fell'aqroth Dockalfar! Wstaw się przed oblicze kapłanki, matki opiekunki domu Dockalfar i jedynej bogini wartej wszystkiego co posiadasz Lloth!
Młody drow skupił się na krokach. Każde przesunięcie jego butów – czy to w powietrzu, czy po marmurowych kaflach – przerywało ciszę zdobioną oddechami obecnych we wnętrzu świątyni istot.
Komu służysz? - Zapytała cicho kapłanka samca, który padł przed nią na kolana.
Lloth, oraz Tobie Matko – Odpowiedział samiec, wciąż wlepiając wzrok w podłogę.
Aura w świątyni zmieniała się, z każdą sekundą w inną niż wcześniej. Chaotyczna obecność czegoś potężnego, a może tylko mysli?
- Weź ten sztylet młodzieńcze, przebij nim swe serce. Wybrałam Cię abyś oddał swe życie Lloth. Przebij swe serce piewco! - Rozkazała stanowczo Shuerra.
Samiec chwycił ostrze, spojrzał na nie i... zawahał się. Szepty w jego głowie, majestat kapłanki i wiara w Lloth utwierdziły go w jednym: muszę to zrobić! Fell'aqroth przebił swe serce długim i ostrym sztyletem po którym wciąż – nie wiadomo skąd – ściekał jad. Krew trysnęła z ciała utalentowanego drowa, którego głos kształcił kamienie. Niczym cięta nożem struna on rozprężył się i padł na ziemie. Jego ciało począł palić ból, umierał.
Oto Fell'aqroth! Piewca domu Dockalfar. Oddaję jego ciało i dusze Tobie Lloth! Przyjmij go bądź rozkaż mu służyć dalej jeśli jest godny twego majestatu! Pajęcza królowo! Wielbimy Cię. - Krzyczała kapłanka wyrywając ostrze z serca młocieńca.
Minęło kilka chwil, upłynęło sporo krwi nim Shuerra poczuła w swej głowie czyjąś obecność. Tak, to bez wątpienia była jedna z tych myśli, która prowadzi do czegoś złego – do chaosu. Wiedziała co ma robić.
Kapłanka nachyliła się nad prawie zwłokami piewcy Dockalfarów i ucałowała jego czoło nasączonymi trucizną ustami. Siła Lloth, o ile interesowała się całym tym przedstawieniem sprawiła, że serce znów zaczęło pompować krew. Młodzieniec ożywał, na tyle by czuć ból.
Trwał, przetrwał! Blizna, która była niczym ogień zdobiła jego pierś. Za namową kapłanki, a raczej jej bicza powrócił wśród wiernych.
Rar'Ellkyr toczył w tym czasie bój – ze swym ojcem, a raczej jego duchem – zamkniętym w jego własnym ciele.
Hellesin wiedział że będzie następny.
Ostrze wbite w bark skrytobójcy zadało mu potężny ból jednakże był wystarczająco silny aby to przetrwać.
Ceremonia powoli dobierała końca. Shuerra Dockalfar uniosła sztylet i wyrzekła słowa obrazujące oddanie jej samej dla Pajęczej Królowej.
Dziwna aura powoli zanikała, a wierni będący w świątyni z chaotyczną mieszanką uczuć w sercu wpatrywali się w prowadzącą to niezwykłe nabożeństwo niczym w obraz.(http://img340.imageshack.us/img340/2433/szata.png) (http://img340.imageshack.us/i/szata.png/)
Dziękujemy za uwagę.
Screeny dodane.
Cytat: Maelui w 2011 02 01, 11:12:37
zlituj sie i powieksz literki ^^
Maelui ctrl plus + :) chwilowo pomoże ;)