Niestety nie wiem dlaczego ale nie działają tabulatory ;/
(Pieśń Siwego Amona o kryptach)
"Blask oświetla okolice,
wychodzą na dwór panicze,
inni kryją się po kryptach,
dla nich nie pachną pszenicę,
życie ich zostało w prochach,
spływa po płytach posoka,
Dzieci Boga, pora noc,
w dzień pożoga sen - jak mops,
krew w tych snach
mierzona w litrach,
zimne trumny, w zimnych kryptach,
zbudowanych z ciał i kości,
w smrodzie zmielonych wnętrzności,
smak miłości zniszczył fetor,
lecz istnieje jeden przesąd,
czują więź do jedynego
Pana Krwi - Przedwiecznego
więc nie chodźcie po cmentarzach,
nie znajdziecie w nich grabarza,
mają domy tam za dnia,
dzieci nocy - kwiaty zła"
Echo powstałe w wyniku uderzeń ciężkich butów o płytową posadzkę, dźwięcznie rozchodziło się po pomieszczeniu. Nieznana postać przemieszczała się dość wolno, jednak symetryczność uderzeń dała przypuszczać, iż ruchy jej są płynne i przepełnione pewną gracją.
Dziewczyna zacisnęła lewą dłoń na drewnianej kolbie kuszy, natomiast palcami prawej dłoni delikatnie przytrzymywała promień bełtu. Osoba zbliżała się z każdym krokiem w jej stronę, a uderzenia twardych podeszew stawały się coraz donioślejsze. W pewnym momencie dudnienie ucichło. Osoba stanęła tuż przy lampie oświetlającej regał z książkami. Była odwrócona plecami do kuszniczki. Pomimo małej intensywności padającego światła z lampy, można było dostrzec w nim już wyraźniejsze kontury sylwetki. To był ktoś z rasy człekokształtnych. Nie wielki wzrostem. Budowa stanowczo szczupła. Długie włosy swobodnie opadały na ramiona i plecy postaci.
Dziewczyna, przykucnęła w pozycji bojowej i powoli naprężała cięciwę owiniętą solidnie o łuczysko. Podeszła w niepewności kilka kroków. Grobowe milczenie przerwały słowa nieznajomej postaci wypowiedziane w melodyjnej kobiecej intonacji.
- Nie bój się.
Kuszczniczce bezwarunkowo zadrżały dłonie jednak nie wypuściła bełtu. Nie mogła pozwolić sobie na ujmę jaką jest oddanie strzału w plecy wroga. Kusza mocno trzaskała pod siłą naprężonej cięciwy, a do oddania strzału wystarczyło wyłącznie przyciśnięcie damascenowego spustu.
- Podejdź - dodała kobieta, nie przerywając przeglądania lektury znalezionej gdzieś pośród starych ksiąg ciasno zagnieżdżonych na pułkach regału.
Dziewczyna zbliżyła się w stronę postaci, jednak nie dając się zwieść jej pięknemu głosu, wciąż trzymała broń w pogotowiu. Kobieta odłożyła książkę na swoje miejsce, po czym odwróciła się twarzą w stronę kuszczniczki.
Dziewczę raptownie odskoczyło kilka kroków w tył. Zadbana, mocno blada cera, o ostrych rysach twarzy, przenikającym spojrzeniu i czerwonych jak posoka długich włosach przyprawiała o zachwyt, jednak w tym wszystkim ukryta była konsystencja tkwiącego głęboko zła, tak bardzo wyczuwalnego obecnie.
- Nie bój się - powtórzyła - Wiem, czego pragniesz. Tak długo czekałam na taką jak Ty. Wiesz.... przypominasz mi mnie gdy byłam młoda. - kobieta westchnęła głęboko jakby wspomnienia te były najpiękniejszą rzeczą jaka się w niej uchowała - Te samo rozgoryczenie światem, ta sama siła, ambicja, ta tęsknota do nocy... do nocy...
Kuszczniczka ścisnęła mocno zęby, zaczęła mierzyć kuszą na wysokości głowy kobiety. Spust znajdował się praktycznie w połowie drogi do blaszki oporowej. Palec przyciskający go drżał z większą częstotliwością niż dłoń.
- Przestań, przecież jesteśmy takie same panienko - nieznajoma dodała i próbowała wynagrodzić trwogę dziewczyny uspokajającym nieznacznym uśmiechem.
Kobieta swobodnie spacerowała wzdłuż regału nie odwracając wzroku od młodej panienki.
Kuszczniczka obserwowała spacerująca postać z niepokojem.
- Mogę strzelać, wystarczy tylko docisnąć spust. - pomyślała.
Jednak coś jej na to nie pozwalało. Jakaś siła, może pewna dziecięca ciekawość, a może naiwność. Jedno było pewne, wyczuwała w każdym wypowiedzianym przez kobietę słowie prawdę.
Przecież, nie różniła się od niej. Ten sam blady kolor cery. Podobne przenikające spojrzenie. Przecież ona sama nie budzi zaufania wśród ludzi. W końcu sama jest jak to mówią w osadzie " diabelskim pomiotem ". A teraz... teraz już widzi bohaterkę opowiadań, które rozchodzą się po tawernach szybciej niż gołębia poczta. Nigdy wcześniej nie spotkała wampira. Mówiono jej, że jest taka podobna. Ale przecież nie posiada żadnych mocy. Przecież jej oczy w mroku nadal widzą ciemność.
W głowie dziewczyny zrodziło się wiele myśli i pytań. Nie mogła jednak ich zadać, była niema. Panienka powoli opuściła kuszę. Zaryzykowała.
- Dobrze. Wiem dobrze, czego pragniesz - wampirzyca powiedziała ponownie spokojnym melodyjnym tonem. Jej wzrok wpatrzony wprost w oczy dziewczyny, sprawiał wrażenie jakby przenikał ją na wylot.
- Chcesz poznać prawdę o sobie? Jesteś w błędzie. Prawda powstała. Została zakorzeniona dawno w Tobie. - wampirzyca opuściła wzrok i dodała po chwili - Przykryła ją klątwa.
(Zagadnienia spisane - Almanach Wierszy Wampira Odeona)
"Ojciec Przedwieczny, jedyna miłość,
dał piękny dar wszystkim wampirom,
aby ich mrocznym dumnym rodzinom,
z siłą dziecko się urodziło,
odziedziczyło ich cechy i moce,
piło dla Pana przez całe noce,
krew słodszą niż smak daktyli,
tych co przypadkiem z drogi zboczyli,
jeden warunek dał im z tym darem,
dziecko nie mogło przyjść na świat ranem,
bo to początkiem będzie ich końca,
gdy dziecko przyjdzie o wschodzie Słońca,
jesli tak będzie, rodzic się zrzecze,
zawinie płachtą i odda rzece,
na wyrok promieni ku dnia uciesze,
tak stara księga roztropnie rzecze...
głos mu ostanie, lecz na papierze,
i ciężki los spotka wampira,
w którym nie płynie nadludzka siła,
zrodzona mogiła, dawniej na takiego,
zew z żył dziedzica krwi Przedwiecznego
lecz dzisiaj rzadkość spotkać wampira,
z choć kroplą krwi najczystszej w żyłach"
Kuszczniczka stawiając czujnie kroki, zbliżała się powoli do wampirzycy. Światło bijące z lampy nieśmiało odkrywało uroki młodej damy. Jej czerwone pomarańczowe oczy o lazurowych źrenicach uważnie obserwowały każdy ruch dziecka nocy. Wampirzyca uniosła otwartą dłoń na wysokość pasa i rzekła.
- Jeśli chcesz wiedzieć kim jesteś podaj mi swoją dłoń.
Dziewczyna skinęła twierdząco głową. Przeciągnęła delikatnie palcem po zamkniętych ustach.
- Zauważyłam. Mało mówisz. Zapytam jeszcze raz. Za pewne wiesz kim jestem... Kim jesteśmy. Za pewne słyszałaś wiele historii o tym jak żyjemy i czym się żywimy. Prawda jest najbardziej bolesna, ale droższa od kłamstwa. Mogę pokazać Ci świat jakim jest naprawdę. Jednak to nie tylko droga przyjemności. To także droga wyrzeczeń. Nieśmiertelność nie jest darem. To ból. Ból jakiego musimy doświadczać każdego dnia aby zaspokajać żądze naszego Pana.
Pragnienie krwi nie pozwoli Ci żyć w zgodzie z resztą. Wyczuwam w Tobie ogromny potencjał. Wybór należy do Ciebie.
Kuszczniczka skinęła głową ponownie. Stała już naprzeciwko wampirzycy. Wyciągnęła dłoń i mocno ścisnęła rękę kobiety.
- Dobrze. Bądź spokojna. To nie potrwa długo.
Wampirzyca przyciągnęła dziewczynę do siebie i odchyliła włosy z szyi. Powoli zbliżyła swoje usta do ciała młodej i delikatnie ugryzła. Krew wypływała na zewnątrz. Po chwili strumienie płynące z dwóch ran zlały się w jeden większy, który stworzył niewielką kałuże pod jej nogami. Ciało młodej damy opadało bezwładnie na podłogę. Wampirzyca nie przerywając uczty pochylała się wraz z nim przytrzymując ciągle głowę dziewczyny. Drgawki przeszyły ciało kuszniczki. Jej ręce i nogi zaczęły wić się niczym węże. W pewnym momencie zamknęła oczy.
Miała sen. Widziała siebie leżącą na zimnej posadzce krypty. Nad nią stała znajoma wampirzyca, która nadcinała żyły sztyletem. Kobieta nadstawiła rękę w miejscu nacięcia nad jej ustami. Czuła jakby naprawdę krew wypełniała jej ciało. Czuła także dziwne dudnienie na skroniach. Nagle zauważyła drugą postać. Nadchodziła dość niezdarnie w ich stronę. Postać w czarnym kapturze. Widziała rozmowę postaci z wampirzycą. Widziała także jak sama otwiera oczy i patrzy na postać. Nieznajomy nachylił się nad nią i zaczęli rozmawiać. Mimo, iż obserwowała całą sytuację, mimo iż sama prowadziła tę rozmowę, nie potrafiła zrozumieć żadnego ze słów. W pewnym momencie całą scenę przykryła czerwona mgła.
Otworzyła oczy. Nad nią stała wampirzyca z zakrwawioną twarzą.
- Wstań moja córko - rzekła wampirzyca
Dziewczyna pomimo wcześniejszego osłabienia podniosła się o własnych siłach z posadzki. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, z tego że widzi całe pomieszczenie. Znajdowali się w niewielkiej sali. Od wejścia do krypty po lewej stronie stały regały z książkami, przedzielone po środku drzwiami do kolejnego pomieszczenia. Przy ostatnim regale stał czerwony pomnik zakapturzonej postaci. Po prawej stronie bardziej przy końcu mieściło się kilkanaście kamiennych krzeseł podsuniętych równomiernie do kamiennego stołu.
- Chodźmy. Jeszcze nie raz tutaj będziesz - powiedziała kobieta i złapała młodą wampirzycę za rękę.
Opuściły kryptę. Dziewczyna pierwszy raz poczuła jak pachnie noc. Słyszała bicie serca i płynącą krew w żyłach pobliskiej zwierzyny. Razem ze swoją wampirzą matką zniknęły w głębi lasu Yew.
(Darwin Skrzat Szkiełko - jedna z pieśni barda zamieszkującego Skara Brae)
"Usiądźcie wszyscy, podsuńcie się do mnie,
opowiem Wam - pewną historię,
znałem panienkę, zacną jak Glorię,
zawsze skocznie, przemierzała prerie,
las ją pochłonął, spisał tragedię,
pamiętam dni, gdy stała obok,
piękna jak sny, jak dojrzały owoc,
kiedy szła drogą świat pachniał błogo,
jak letni wiatr, jak trawa z rosą,
i choć nie mową była i boso,
chodziła, jej uśmiech biedę zakrywał,
dziś szukam jej jak nocy dzień,
i śpiewam tę pieśń, bo Skara Brea,
bez niej jest dla mnie zimne jak śnieg"
Wszelkie prawa zastrzeżone przez EL. Naruszenie praw autorskich będzie karane mocnym ugryzieniem i tułaczką po labiryncie moich podziemnych krypt. ;)
-To ona?-Odezwał się głęboki głos niby za plecami kapłanki, lecz mocniej rozbrzmiał w jej głowie. Maelui stała przy magicznym zwierciadle i wpatrywała się w bladolicą łuczniczkę, która przemierzała knieje. Już się przyzwyczaiła do Jego dziwnych podchodów więc tylko przymknęła oczy w geście pełnym oddania.
-Tak mój Panie. Wybrałam ją spośród wielu. Jest godna by zająć moje miejsce u Twego boku.- Przez martwe serce wampirzycy przewinęło się uczucie smutku i zazdrości. Tyle lat Mu służyła przecież...
-Dobrze się spisałaś moja droga..-Lodowata,trupia dłoń pochwyciła kosmyk jej krwistych włosów. Ta sama dłoń dotknęła jej szyi. Nie odważyła się odwrócić. Nie pozwolił jej na to, więc stała nieruchomo czekając na..Właściwie na co? Była tylko zabawką, krwawym narzędziem w Jego rękach. Przedmiotem. Poczuła żal na myśl o losie tej dziewczyny. W tym momencie piekący ból zapłonął w jej szyi, by po chwili zmienić się w rozkosz nie do zniesienia. Ciemność ogarnęła umysł wampirzycy a pod powiekami miała obraz swej córki w ramionach Pana.
( el, uwielbiam Cię ;* )