Żeby nie było niejasności: czczę Methestela od jakiegoś czasu. Nie pytajcie czemu, poprostu tak będzie wygodniej dla mojej koncepcji.
Przerwana modlitwa
Fangorn jak co jakiś czas przybył do świątyni w Trinsic. Zeskoczył z Behemotha, nakarmił go marchwią, którą tak uwielbiał i chrupał z wyraźnym zadowoleniem, na wypadek, gdyby na dłuższy czas oddał się modlitwie.
Wkroczywszy cicho do świątyni, spojrzał na znane mu już świece, czaszki oraz relikwie Paladynów przedstawiające zamierzchłą ich historię. Koniec końców uklęknął przed drewnianym ołtarzykiem i począć odprawiać modlitwy własnego autorstwa, których - o dziwo - nie pamietał. Wyczytywał je z modlitewnika, który napisał parę miesięcy temu.
Pośród lichych szeptów i chrząknięć, jakoby Fangorn miał kłopoty z gardłem, w przedniej części głównej nawy świątyni słyszeć się dało głośne chrząknięcie, które poprzedzało dziwny dźwięk lepiących się, spoconych stóp kroczących po marmurowej posadzce.
- "Kapłan" pomyślał Fangorn "Oby znowu na nic nie narzekał"
- "Szukam Twej duszy, szukam jej, by Cię poprowadzić, by Ci pokazać ścieżkę. Tę prawdziwą ścieżkę..." odparł monotonny, wręcz przygnębiający głos zza pleców młodzieńca. Wzdrygnął się. Obrócił się na kolanie i wstał położywszy asekuracyjnie dłoń na byławie wiszącej na pasie.
W sali dotychczas oświetlanej porannymi promieniami słońca wpadającymi przez marmurowe okiennice wyrzeźbione w marmurze, zapanował przejmujący mrok, jak gdyby słońce przykryto grubym, czarnym kocem.
Przed ołtarzem, niczym nieregularny dysk, swą powierzchnią prostopadłu do posadzki stanął portal dający niewielki, czerwony blask okolicznych przedmiotów. Ze środka słychać było stłumiony płacz dzieci, śpiewy kobiet, dziwne syki i nawoływania. Postać w czarnej szacie, o ciemnej skórze i krótkiej, biało-szarej bródce podparła się na kosturze i kuszącym głosem odparła:
- "Wejdź ze mną do niego, a pokażę Ci prawdę..."
- "Enroth... Pamiętam Cię... Ciebie i Tandurika... Gdyby nie Henley i ja, dziś z waszej winy być może Xymox byłby wampirem... Ty..."
Enroth zaśmiał się, chrząknął i splunął gęstą, krwawą wydzieliną.
- "Prawda... A czymże dla Ciebie jest prawda? Dla sługi zakłamanego bożka, który manipuluje wiernymi?"
Nekromanta spojrzał krzywo na Fangorna, zbliżył się. Szepty i dziwne dźwięki ucichły na chwilę. Spocona, bosa stopa odkleiła się od posadzki. Główną salę świątyni wypełnił huk. Enroth uderzył Fangorna kosturem ze sporą siłą. Młodzieniec upadł, trzymając dłonią rozciętą podniszczonym wierzchem kostura ranę. Wstał, twarz skapywała krwią.
- "Jak i Ciebie, tak i Twego pana od szczurów z rynsztoka wyzwać mogę!"
Enroth wyciągnął sztylet i przerzucił kostur do lewej dłoni.
- "Dusza Twoja moją będzie i mego pana, szmaciarzu!"
Młodzieniec w długich, czarnych włosach wyciągnął buławę i ucałował złoty kielich wyryty w okrągłym, zdobionym naszyjniku wiszącym na jego piersi.
- "Nie dusza moja dla nikogo, Methestelowi, Bogu ona jedna! Krwią niech spłynie połać sali, moją, lub Twoją!"
Enroth rzucił się na Fangorna i począł dźgać go niecelnie sztyletem. Fangorn uniknąłwszy jego ciosów ujrzał jeno kij pędzący w jego stronę. Uchylił się i roztrzaskał czaszkę nekromancie. Mózg i elementy czaszki sługi Netherila przyozdobiły posadzkę świątyni w Trinsic... Szczury, wielkie, o zniekształconych, niemalże ludzkich twarzach, które wyskoczyły z ogistych węgielków leżących na pochodniach poczęły żreć ciało sługi.
Fangorn uniósł dłonie.
- "Nie na moich dłoniach krew tego człeka, lecz na mojej chwale obrona w dobre imię".
I wyszedł, wsiadłszy na Behemotha, odjechał powolnym cwałem
Screeny:
:arrow: http://img56.imageshack.us/img56/3348/11vg.png
:arrow: http://img234.imageshack.us/img234/7761/27yc.png
:arrow: http://img56.imageshack.us/img56/8648/31xi.gif
:arrow: http://img56.imageshack.us/img56/5939/42ys.gif
--------------
Miał być GM, nie było. Ale można bawić się bez Gm'a. Dzięki PAK0 za zabawę ;)
>FAJNIE OPISANE< :) :)
Nom fantastyczne, fantastyczne... Bardzo mi się podoba jak piszesz... :)