DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Thazir w 2011 03 16, 18:05:35

Tytuł: Zaginiony przemyt akebuzowych figurek [mass dla kazdego]
Wiadomość wysłana przez: Thazir w 2011 03 16, 18:05:35
Wici niosą, iż nieopodal Yew, na skrzyżowaniu dróg ze Skara do Minoc, bandyci napadli i ograbili pancerny wagon przewożący niezwykle cenne figurki koni. Mieszkańcy Yew, gdzie zatrzymał się ograbiony właściciel transportu, plotkują, że ów figurki zawierają w sobie coś znacznie cenniejszego. Nikt wszak o zwykłe posażki nie poświeciłby tyle zachodu. Statuetki zabezpieczone byłe specjalną błyszczącą farbą, aby każdy kto ich dotknie nosił na sobie jasne, niemal białe znamię. Jeśli komuś się uda odzyskać wszystkie 12 statuetek... no właśnie - jaką tajemnicę niesie ze sobą ten specjalny ładunek?

Tymczasem zrozpaczony właściciel transportu - Justyn szmugler - czeka w karczmie w Yew z pokaźną sumą złota w nagrodę.

Informacji odnośnie questa można zasięgnąć u mnie na ircu/pw lub kto mnie ma na gg przez gg.

Dodatkowe infromacje:
1. Figurki są oznaczone.
2. Figurki zostały rozkradzione przez różne potwory: od baaardzo słabego mobka po dość potężnego.


UPDATE I:
Justyn wyruszył do przyjaciela-medium po pomoc do morskiego fortu. Morskiego fortu? Hmm... Legendy mówią, że coś takiego gdzieś jest...
Medium wie wszystko. Wie gdzie są figurki! A może się myli? A nawet jeśli wie gdzie są, kto je ma? To co z tego? Czy figurki są stracone na zawsze? Czy uda się je jakoś odzyskać czy też skompletować?

[ Aby uzyskać kolejne informacje, należy odnaleźć morski fort i się do mnie zgłosić na IRC (nick Thazir) po quest-informacje ]
Tytuł: Odp: Zaginiony przemyt akebuzowych figurek [mass dla kazdego]
Wiadomość wysłana przez: Ropuch w 2011 03 16, 18:15:03
ide tam :D
Tytuł: Odp: Zaginiony przemyt akebuzowych figurek [mass dla kazdego]
Wiadomość wysłana przez: Zathaniel w 2011 03 16, 19:04:29
Pod bankiem miasta Yew jak zwykle panował harmider. Przekupki i handlarze z pobliskich straganów zachwalali swoje towary przekrzykując się nawzajem. Samotny mag pośród motłochu miejskiego właśnie wychodził z banku gdy parę kroków przed nim tłum począł się rozsuwać. Nikt ze zgromadzonych nie widział jeszcze co się dzieje. Odziany w szarą, pięknie zszytą togę i przystrojony drogimi kamieniami przybysz niemal wleciał na plac targowy poganiając co rusz rumaka. Obydwaj nieziemsko zdyszani zatrzymali się przy obwoływaczu który, tylko przypadkiem, akurat leżał w błocie i wygrażał jeźdźcowi. Ten jednak nie bacząc na sytuację zaczął wygłaszać:
- NAPADLI MNIE! BANDYCI! PEWNO TERAZ ROZGRABIAJĄ MOJE SKARBY! - krzyczał tak głośno że nawet zajęty rozmyślaniami mag nie mógł tego zignorować - CHOJNIE ZAPŁACĘ ZA POMOC!.
Człowiek przystrojony w solidną zbroję z zainteresowaniem wpatrywał się w handlarza.
- Ja Ci pomogę. Byle prędzej, nim uciekną. - Pewny siebie mag wyrecytował.
- Sam jeden? W dodatku mag? Toż to kpiny. - Koniec zdania zastąpiła fala donośnego śmiechu.
- Zapewniam że potrafię walczyć lepiej niż niejeden ciężkozbrojny.
- Mam nadzieję że się nie zawiodę. Ruszajmy.

* * *

Przejechali już sporą odległość gdy nagle koń wędrowca się zatrzymał.
- To już niedaleko. Teraz powoli i spokojnie.
Wolne sobie - pomyślał czarodziej nie zważając na uwagi - On, będzie mnie uczył walki. Biegł dalej, nie zwalniając. Z krzaków wybiegła horda bandytów wszelakiej maści. Bez niepotrzebnej zwłoki padły słowa Vas Ort Grav. To potężne zaklęcie znali tylko prawdziwi kapłani Requanisa. Jasne niebo przecięły strugi energii raniąc kolejnych złoczyńców. Pierwsi polegli najszybsi z nich, następne truchła padały kolejno ścieląc drogę przed magiem. Na pole walki wbiegł, zdumiony potęga czarów, handlarz.
- No proszę, faktycznie nie poszło... - Zamilkł w połowie zdania widząc gest maga nakazujący ciszę. Po chwili przerwy cichutko dopowiedział. - ...najgorzej.
- Chyba coś słyszałem.
Drzwi powozu rozwarły się pod naporem silnego kopniaka. Wybiegając bandyta co krok gubił złote monety, ozdoby i świecidełka. Nie biegł jednak wystarczająco szybko by uniknąć szybkiego pocisku energii przeszywającego jego ciało i rozcinającego je wpół.
- Ten chyba był ostatni. - Z uśmiechem na ustach wypowiedział mag. Najwyraźniej do siebie samego. Niedawno poznany właściciel powozu siedział już w środku. Ręce przytknięte do twarzy, puste skrzynie z uchylonymi wiekami - nic więcej nie trzeba było tłumaczyć.
Tytuł: Odp: Zaginiony przemyt akebuzowych figurek [mass dla kazdego]
Wiadomość wysłana przez: Parias w 2011 03 18, 19:24:37
Szybkim galopem przemierzał pobliskie lasy Yew w poszukiwaniu znanych pogromców "młodych" jakimi są worgi jednak niedaleko rogatek przecinając gościniec dostrzegł leżące zwłoki oprychów. Wzruszył ramionami bowiem nic w tym nadzwyczajnego nie było. Uwagę wojownika przykuł stojący w oddali dużych rozmiarów wóz. Popędził wierzchowca w stronę owego znaleziska. Przy powozie dostrzegł znajomego maga z Yew, uniósł dłoń w geście powitania *hej*. Nie zwracając uwagi na krzyczącego chłopa, który siedział na wozie wydusił z siebie ochrypłe słowa w stronę maga. Co tu się stało i co to jest... nie skończył jednak wskazał swym orężem wóz stojący obok. Zathaniel powtarzał tur... tam... Teoz dobył magicznego oręża ruszając w stronę tura. Bestia była wielka a jej ciało twarde co wydłużało walkę jednak oboje poskromili rozwścieczonego tura atakując w czułe miejsca bestia legła... Chłop zeskoczył z wozu podbiegając w stronę Zathaniela i Teoza krzyczał pomóżcie! uciekli z ładunkiem czy zechcecie mi pomóc. W pierwszej chwili Teoz chciał zignorować woźnicę jednak z każdą chwilą jego słowa nabierały sensownego znaczenia. Opowiedział im o ładunku oraz białym proszku. Udając się magiczną bramą do Yew powiedział dla kogo pracuje i komu ma dostarczyć owe figurki jak i teorie w jaki sposób można je odnaleźć. W mieście dołączyła do śmiałków żona Teoza, Luthien Hyerra. Cała trójka omówiła plan działania w drodze do konwoju na miejscu rozdzielili się szukając białych śladów, które musieli pozostawić uciekający napastnicy. Nagle w oddali dało się słyszeć krzyk, mam! Galopem ruszyli tropem uciekinierów...
Trójka śmiałków podążała traktem napotykając coraz mocniejszy ślad białego proszku. Byli już blisko doganiali rabusiów. Na ich drodze stanął wymazany bielą dość dobrze zbudowany Cyklop, który ani myślał przepuścić galopujące osoby w jego stronę. Dwójka z nich podjęła walkę z kreaturą natomiast Półdemon szarżą przebił się przez most zmierzając dalszym tropem. Nie chciał dopuścić by figurki oddaliły się i znikły wtedy jego czas poświęcony na pościg byłby stracony. Trop się urwał. Stał przed rogatkami po prawej stronie rozciągała się pustynia otoczona wysokim pasmem górskim zaś po lewej las sięgający krańca ziemi stykającej się z rozległymi wodami Felucji. Znał te rejony bardzo dobrze i wiedział, że bandyci nie znaleźli by schronienia w lesie. zawrócił rumaka kierując się w stronę piaszczystej płachty. Bardzo szybko rozprawił się z tutejszymi stworami, kamienne stworzenia padały pod naporem mocnych uderzeń jego miecza. Przed pieczara znajdująca się w północnej części pustyni natknął się na gigantycznego pająka, przypominał on Lorda pająków z którym Teoz stoczył nie jeden bój. Kreatura była znacznie większa a jej pancerz pokryty był nietypową chityną. Zacisnął dłoń na orężu rozpoczynając szarże. W chwili podjęcia walki poczuł jak zmęczenie zaczyna dopadać jego mięśnie a siły zaczynają go opuszczać zawrócił więc wierzchowca ustępując pola pająkowi. Skierował się z powrotem na gościniec. Spotkał tam Luthien i Zathaniela. Łapiąc oddech wydobył z siebie tylko parę słów mówiąc o pająku na pustyni. Chciał by rozprawili się zanim nabierze sił na dalszą walkę.

CDN.