Chodzą słuchy po wszystkich miastach, że co rusz do zwykłych domów, nie zależnie od stanu majątku, płci czy też zawodu jego właściciela wkraczają podejrzani wojownicy.
Wymachują oni przed wystraszonymi twarzami jakimiś dokumentami poczym przeszukują cale domostwo i przesłuchują domowników. Bywaja brutalni, czasem niszczą sprzęty czy bija przesłuchiwanych.. wszystko to przy akompaniamencie jednego zdania 'gdzie są księgi?"
Nic nie zagluszalo wieczornej ciszy na bagnach poza radosnym kumkaniem zab i okazyjnym przeklenstwem maga...
Kiedy tylko do jego uszu dotarly wiesci o nietypowych wizytach, zatrzasnal drzwi i wzial sie za porzadki na polkach. W prywatnej biblioteczce trwal remanent ksiazek, folialow, zwoi.. wszystkiego na czym zapisane byly jakies literki. Te wazniejsze, ciekawe, rzadkie tytuly byly skrzetnie chowane albo przygotowywane do wywiezienia. Na co raz wieksze stosy wedrowaly kolejne ksiegi...
- .. to nie, tamto tez... - mruczenie do siebie w chwilach samotnosci nie bylo niczym dziwnym, Mag jednak nie byl sam, co mogl zauwazyc edynie bystry obserwator. - ...a! "W bananowym gaju"! Wspaniala ksiazka! Trzeba ja koniecznie zabezpieczyc, co Ogryzku?...
Tak mijaly godziny... Kiedy ksiazki byly juz uporzadkowane nadszedl czas na drugi etap. Mag podwinal rekawy i zaczal inkantacje. Ksiegi zarowno te pozostawione na polkach jak i te przygotowane do ukrycia zablysly na chwile magicznym blaskiem. Mag dlugo skladal wiele zaklec ochronnych jak i magicznych pulapek. Kiedy stwierdzil ze tyle magii wystarczy, miedzy ksiazkami pochowal kilka pulapek na myszy.
- No! jak to ich nie powstrzyma to znaczy ze maja palce ze stali!
Wreszcie zadowolony z siebie i z poczuciem dobrze wykonanej pracy, udal sie na zasluzony odpoczynek.
Dwa niziołki leżały na ziemi... Oba zkrwawione i posiniaczone. Plecy obu pokrywały krwiste pręgi po biczu. Jeden z nich wciąż był nieprzytomny. Drugi leżał na ziemi, zagryzał wargi z bólu i myślał: ,,Powiedziała, że ktoś zapłacił żeby umiliła czas biednemu M., a my w to uwierzyliśmy i pozwoliliśmy jej wejśc...". Przypomniał sobie wygląd kobiety, ubranej w skórzaną zbroję eksponującą krągłości i jej uprzejmość, kiedy wpuszczali ją do norki. Potem w jego głowie pojawiła się sama jej twarz wykrzywiona we wściekłości i jej głos kiedy obaj już zostali powaleni i zmaltretowani. ,,Macie tydzień na zgromadzenie ksiąg, albo wrócę i się z wami rozprawię, ale nie skończy się to wtedy tylko na takich drobnych zadrapaniach!" Will z wielkim trudem wstał i zaczął opatrywac rany przyjaciela, po czym okrył biedaka płaszczem i podłożył mu coś pod głowę. ,,Policzymy się jeszcze..." powiedział pod nosem i zacisnął pięśc.