*chwycił za rękojeść młota i odłożył go delikatnie opierając o kamienne krzesło*
*klęknął przed ołtarzem wymawiając przy tym stara krasnoludzką modlitwę*
*spojrzał w niebo a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech ukazujący przy tym białe zęby*
-Czos ruszać... - odparł do siebie
*Krasnolud wstał powoli opierając się o kamienny blat*
*Chwycił za młot opierając go o barki*
Jak każdego dnia, Agraeld przechadzał się po Twierdzy mając nadzieje, że spotka kompana do obalenia paru litrów spirytusu...
Wiedział, że w kopalni nikogo takiego nie znajdzie...
-Człeki... górnicy - *parsknął*
- łoni prędzej tego kilofa w głowe se wbijo niż się napijo... słabe to dusze... oj słabe...
-Pustki... nikogo nie mo, na Storna co za dzien ! - warknął
-Może w Cove sie ktu znojdzie... trza sprawdzić
Krasnolud biegiem ruszył ku portowi - tam czekała na niego jego łódź.
- Sterniku ! Wypływamy ! Szykuj stotek ! - powiedział podekscytowany
*Kapłan wszedł na pokład, po czym statek ruszył w strone Cove*
*łódź dobiła do brzegu*
Krasnolud rozejrzał sie po porcie - zauważając przy tym.... jakąś młodą, brodatą dosyć dobrze zbudowaną postać.
Podszedł bliżej spoglądając na niego spod białego niczym śnieg kaptura,
-Witoj - odparł spokojnym tonem
-Vem ! - wykrzyknął młody
*Kapłan zdziwiony przyjrzał się raz jeszcze młodziakowi - który zna krasnoludzką mowę*
- Na Storna ! Podejdz nu to młodziaku
*Kapłan wyciągnął z plecaka dzban spirytusu i wcisnął go młodemu*
*Uniósł przy tym swój dzban *
- i krzyknął dumnie... KU CHWALE ! *wypił prawię cała zawartość dzbanka*
*wycierając rękawem togi brode przyjrzał się ponownie zszokowanemu młodziakowi*
(...)