Młody Czarnobrody krasnolud był na patrolu w rejonie twierdzy. Doskonale znał teren, w końcu patroluje ten obszar od ponad 4 lat, wiedział czego się spodziewać, i gdy przechodził koło ruin był w każdej chwili gotów na atak szkieletów. Oburęczny młot bojowy pasował do jego ręki jak ulał, podobnie jak pięknie zdobiona zbroja płytowa pasowała do postury brodacza.
I tym razem się nie zawiódł, od ostatnich kilku dni ciągle miał pech i trafiał w tym miejscu rejonie na jakieś świeżo wykopane szkielety czy inne plugawe zombie...
Tym razem trafił na szkieleta, który starał się wykopać brakującą rękę. Mocno rozbawiło to wojownika, lecz doskonale wiedział co ma robić, podbiegł szybko do niczego nie spodziewającego się, ślamazarnie poruszającego się nie umarłego i zadał cios. Pewny, celny i potężny cios, który zmienił czaszkę umarlaka w drobno pokruszone kawałeczki. Krasnolud ruszył dalej w kierunku lasu. Jego patrol powoli zbliżał się ku końcowi, gdy zauważył coś na drodze przy samym lesie. Podkradł się po cichu i zobaczył krasnoluda wspierającego się na kosturze. I co ważniejsze usłyszał brzęk monet w sakwie wędrowcy.
Spojrzał na młot i uśmiechnął się doń.
-Cu mi tom. Psia mać mało płoco za patrole to se dorobia ! Ze kosturem si wlecze to ni bydzie problema przeca. – Powiedział cicho sam do siebie.
Krasnolud z kosturem był już nie dalej jak 15 kroków od czarnobrodego. Ciężkozbrojny wyczekał momentu by wędrowiec go minął i chwilę po tym wyskoczył z zarośli z przerażającym okrzykiem bojowym, w 2 susach stał już w odległości odpowiedniej na cios młotem od pechowego krasnoluda.
Wiedział co robi.
Atak z zaskoczenia dawał mu wielką przewagę, potężny zamach zza pleców nie dawał przeciwnikowi szansy na unik, a zasłonięcie się kosturem i tak nic by nie dało. Cios perfekcyjne wycelowany w czaszkę ofiary jednym ciosem. Łatwy pewny i bezpieczny zysk.
Brodacz otworzył oczy, nie do końca wiedział co się dzieje, siedział na wygodnym fotelu, w jakiejś ciemnej piwnicy. Przed nim stał stół ze spirytusem i kilkoma ładni pachnącymi daniami. Następną rzecz jaką zauważył było to, iż jest przypięty zarówno jego ręce jak i nogi mytrilowymi kajdanami. Próbował się szarpać, ale szybko zrozumiał, że nic to nie da. Zaczął się rozgląda po całym pomieszczeniu i nasłuchiwać odgłosów.
Tak nie było wątpliwości, na górze prowadzona była jakaś walka. Ryk wielkich gadów zmroził krew w jego żyłach, wiedział iż jest to ryk smoków,miał kiedyś okazję polować na te dostojne bestie.
Po chwili jednak wala ustała, a zaczął być słyszalny cichy stukot z oddali, jakby kostur uderzał o kamienną posadzkę. Zaraz po tym zza zakrętu wyłonił się krasnolud wspomagający swe kroki kosturem. Przykuty do fotela czarnobrody nic nie rozumiał. Ostatnie co pamiętał sprzed piwnicy to atak na nieuzbrojonego krasnoluda... potem był błysk, straszliwy ból jakby ktoś odrywał jego mięśnie od kości... i piwnica.
-Cu to krcuo mo być? Wypuść mnie psi synu, albo Ci łeba urwe ylfi wymiocie ! – wykrzykiwał czarnobrody w kierunku zbliżającego się wędrowcy z kosturem.
Wędrowiec początkowo nie zareagował na słowa czarnobrodego, dopiero gdy zbliżył się do samego stołu odpowiedział:
-I myślisz że tokie krzyki Ci we czymsik pomogo ? – Zapytał spokojnie i bez pośpiechu. – Jestem Gromdal Aetharn ze klona Zharrad-Grund, Kowal Run i Jubiler.
-We dupie to mom !! Coś mnie zrobił ylfi wypierdku ! Puszczoj mnie albo popomintosz !! – Wykrzyczał kolejny raz przykuty do fotela krasnolud.
-Som mnie zaatokowołeś ... jo si ino broniłek ... Ino że miołek nodzije że mnie ktosik tom zaatakuje ... A na przyszłoścv pomintoj, że młot ni zowsze si przydoje, tym rozem trofiłeś na Kowola Run i ni młot ni pancyrz Ci si ni przydoły.
Skrępowany krasnolud uspokoił się lekko i nie wiedział co zrobić.
-Tero mnie posłuchoj – kontynuował wędrowiec – Zaprocowony jystek to ni byde si ze Tobo targowoł, ni powtorzoł tyk somyk rzeczy po kilka Rozy. Złopołek Cie bo trza mnie informacji, o woszyk posterunkak, stroży i kilku innyk rzeczak... - Przerwał swoją wypowiedź, gdy czarnobrody znowu zaczął krzyczeć.
-Niczygo Ci ni powiem !! Ni zdrodze tokik informacji !!
Wędrowiec lekko się uśmiechnął tylko słyszac słowa więźnia.
-Posłuchoj co Ci zaproponuje... Albo mnie powiesz co kce, zachowasz życie i zarobisz sporo – W tej chwili rzucił na stół sporą sakiewkę z której wysypało się kilka diamentów i szmaragdów – Albo mnie nic ni powiesz i zginiesz ...
-Ni zdrodze klona psia mać ! mam godność!! Nie dom si przekupić !
Gromdal skrzywił się lekko, po czym wzruszył ramionami i odwrócił się. Po przejściu kilku kroków zagwizdał głośno i krzyknął –Smocznygo kruco.
Przykuty krasnolud nie widział o co chodzi, przecież miał przykute ręce i nie miał jak jeść... lecz, gdy zza zakrętu wyłonił się smoczy łeb zrozumiał iż owe 'Smocznego' było dla niego samego wyrokiem śmierci. Smok szybko zbliżał Się do stołu, był to bagienny smok, w pięknej mitrilowej zbroi. Gad szybko minął wędrowcę i zbliżał się do stołu, już ledwie szerokość stołu dzieliła go od więźnie, gdy rozległ się krzyk.
-Ni ostowioj mnie ze nim kruco!! Ratunku !! – Wykrzyczał przerażony czarnobrody.
Gromdal klepnął się w udo i powiedział dość głośno:
-Ni ruszaj ... Może si dogodomy.
Smok zatrzymał się w miejscu po czym spojrzał na swojego pana i położył się.
Kowal run podszedł z powrotem do stołu i zaczął głaskać smoka, po czym podniósł wzrok na czarnobrodego i zapytał:
-To jok ... dogodomy si ? Bo ni mom cołego dnio ...
Czarnobrody patrzył w dół
-Co plonujesz zrobić ?
-Plonuje odpłocić wom czarnobrodym za zniszczynie mego klona... Ale... nie byde toki jok Wy ... Ni zomierzom zaciepeć wos wsyćkik...
Czarnobrody podniósł wzrok i zerkał co chwilę ze strachem na gada... Po chwili jego oczy skierowały się na sakiewkę ...
-Obre... powiem Ci co kcesz, ale musze mić pewność , że mni uwolnisz i że nic si ni stonie mojej rodzinie ...
-Nu i wryszcuie zaczynosz godoć do rzeczy. – Gromdal przejechał palcami po jednej z run i kajdany przytrzymujące prawą rękę więźnia puściły. – Zjydz se i pogodomy.. I widz, że ni Tobie ni twojej rodzinie nic ni zagrozi jyśli powiesz prowde. Podobni ze ryszto jok większości we waszej twierdzy ...
-Nu i widzisz ... jok kcesz to idzie si dogodoć. - Powiedział Gromdal – Wyśle tego lista do Twoik i ni bydzie ik we twierdzy wtydy, winc ni musisz si o nic martwić.
-Wypuść mnie teroz ... - Powiedział niepewnie Czarnobrody
Gromdal uśmiechnął się lekko pod nosem i pokręcił głową.
-Ni mogę Cie wypuścić ... Odzyskosz wolność tok jok Ci łobiecołek, ale dopiero po tym jok ... jok zrobie com zaplonowoł, teroz jest za duże ryzyko że komusik to wygodosz ... a teroz śpij. – Kowal run nakreślił jakąś runę, która pojawiła się na czole wojownika. Nie minęło więcej niż kilka sekund a wojownik już spał.
Gromdal klepnął mocniej smoka w kark i pociągnął go lekko. Smok leniwie wstał i wyszedł z krasnoludem z wielkiej piwnicy.
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Kilka dni później krasnolud stał w Twierdzy Krasnoludzkiej i czekał na przyjaciół karmiąc w tym samym czasie chimerę. Wezwane osoby zaczęły przybywać jedna po drugiej, aż wreszcie cała czwórka starała już gotowa. Brodaty Kowal Run przywitał się z nimi po czym w jego dłoni zmaterializował się kostur pokryty runami, a krasnolud nakreślił nim w powietrzu okrąg.
Zaproszom kruco ... musim pogodoć zanim wyruszym. - Powiedział bardzo spokojnym głosem i wszedł w portal. Chwilę później wszyscy siedzieli w siedzibie klanu Zharrad-Grund i słuchali tego, co Gromdal miał do powiedzenia.
Jok kruco pewnikiem wsyćcy wiecie nosz klon - spojrzał na Fascoda i skinął lekko głową - mioł cinżko przeszłość ... Przeszłość która kruco zakończyła si zniszczyniem noszej twirdzy jok i śmircio winkszości członków klona - Krasnolud starał się wyglądać, na spokojne, lecz było widać iż przepełnia go złość.
Wiela lot żek to plonowołek, poprzysingłek to na grobie łojca, że pomszcze nosz Klon! - Uderzył pięścią w kamienną ławę - i potom wos kruco wezwołek. Kciołek wos prosić ło pomoc.
W pomieszczeniu na krótką chwilę nastała cisza, w czasie której Kowal run spojrzał na twarze zgromadzonych, byli tu Agraeld Tankardt Frisson, Fascod Zharrad-Grund In Glorio, oraz Lindi Paluszek. Wszyscy jakby na zawołanie przytaknęli brodaczowi z runicznym kosturem.
Kruco to co plonuje ni bydzie proste, ale poczyniłek już pewne przygotowonia ... ni byde może ło tym łopowiodoł, ino wom pokoże.
Krasnolud wstał i skierował swe kroki w kierunku wejścia do piwnicy, po chwili wszyscy stali wokół młodego czarnobrodego wojownika przykutego do krzesła i posadzki mitrilowymi kajdanami.
-Nu powiedz kruco co wisz a Cie wypuszcza. - Powiedział w miarę spokojnie jeden z Krasnoludów.
Czarnobrody spojrzał na zebranych i splunął - Nic wom kruco ni powim ! Idźcie do czorta psie syny !
Ledwie skończył to mówić i potężny cios buławą wojenną spadł na jego kolano łamiac je. Zebrani spojrzeli na niziołkę, która zadała cios i zaniemówili.
Po chwili jeden z krasnoludów dodał niepewnie-
Lindi kruco ni momy go zabić ino wyciungnunć ze nigo informocje ...
Kolejne kilkanaście minut z wnętrza piwnicy słychac było krzyki bólu i wyzwiska...
Gromdal podniósł się od skrzynki i skierował w kierunku młodego czarnobrodego wojownika. W jego ręku widniały w tej chwili niewielkie obcęgi.
Nu jok ni kcesz godoć to sprowdzimy storo metode ło której czytołek ... wyrwiemy Ci paznokcie czorcie jyden a poten zasypiem solo rane !
Pozostałe krasnoludy złapały za rękę czarnobrodego i przytrzymały by się nie ruszał. Kowal run złapał paznokieć na palcu wskazującym prawej reki obcegami i spojrzał na czarnobrode.
Nu licza do pinciu kuco i byde rwoł...
Jyden ...
Dwo...
Czarnobrody starał się wyrywać, lecz nie miał najmniejszych szans choćby drgnąć trzymany przez dwóch potężnie zbudowanych krasnoludów.
trzy kruco...
Cztyry !! godoj lepij !!
Nu rwij Gromdol - Krzyknął wyraźnie zniecierpliwiony całym oczekiwaniem Fascod
Pinć ! - Krasnolud szarpnął obcęgami i zerwał paznokieć z palca czarnobrodego, a w całej piwnicy rozległ się okrzyk bólu.
Ciąg dalszy tego questa napisze na dniach ;) teraz niestety cierpię na brak czasu :D
Dzięki za świetną zabawę Thror ;]
Było świetnie!
Więcej takich questów! ;D
nawet niezłe, tylko jakoś nie przemawia do mnie ten morderczy niziołek miażdżący ciężką buławą ( :D ) kolano potężnemu zbrojnemu krasnoludowi
już nie zbrojnemu ;p on był w niewoli ;)
przykuty do krzesła zdany na łaskę oszalałego niziołka muahahahaha x]
Torturowany krasnolud ledwie przestał krzyczeć, jak w drzwiach pojawiła się niziołka z pięknie zdobioną mitrilową solniczką.
Krzyki bólu i wyzwiska trwały jeszcze kilka minut, po czym krasnolud zaczął mówić.
Nu kruco to wimy cośmy kcieli już - powiedział krasnolud z runami na przedramieniu - ze mojyj strony to tela bydzie ... wypuszcza Cie jok godołes prowde.. a teroz śpij ... - nakreślił jakąś rune na czole czarnobrodego po czym przykuty krasnolud zasnął.
Nu to możem iść ... gotowi ?
Wszyscy w pomieszczeniu skinęli głowami i wyszli przed budynek, w dłoni kowala run zmaterializował się runiczny kostur którym nakreślił portal, a chwilę później wszyscy stali już w porcie w małej opuszczonej wiosce Aurin. Po krótkim rozejrzeniu skierowali swe kroki w miejsce o którym mówił pojmany czarnobrody. Gdy dotarli do celu zostali zauważeni przez strażnika, który natychmiast wbiegł między skały. Śmiałkowie wiedzieli, że to tam muszą biec, i to w dodatku jak najszybciej, żeby nie zdążył wezwać posiłków. Przejście było dość ciasne i zanim Gromdalowi udało się przecisnąć z Bestią strażnik leżał już z roztrzaskaną czaszką. Po kolei weszli do podziemnego korytarza, w którym na pierwszy rzut oka było widać krasnoludzką robotę. Ściany pokryte były pięknymi drogocennymi zdobieniami i płaskorzeźbami przedstawiające bitwy czarnobrodych ... tylko te zwycięskie bitwy. Agraeld poszedł pierwszy powoli w stronę z której słychać było jakieś hałasy. Zza rogu słychać było rozmowy kilku może kilkunastu krasnoludów.
Nu ni przejdziem bez bitki ... trza si przygotowoć.
Wszyscy zaczęli poprawiać pancerze przygotowywać bronie i pić mikstury dodające sił. Niziołka natomiast odkorkowała niewielką buteleczką i wypiła jakąś nalewkę, po czym jako pierwsza rzuciła się za róg do czarnobrodych. Wszyscy jeszcze się przygotowywali gdy niziołka z bojowy okrzykiem wpadła w spory oddział czarnobrodych i zaczęła walczyć.
-Szlog by cie kruco ... miołaś poczkeć na nos - krzyknął Fascod i dobył broni biegnąc za niziołką.
-Kruco chron jo bestyjo !! już !!
Ogromna chimera bez wahania posłuchała polecenia swego pana i ruszyła do boju rozrywając na strzępy 2 czarnobrodych berserkerów. Agraeld i Fascod ruszyli do walki i po chwili było już po walce. Z korytarza dalej słychać było krzyk krasnoluda i zaczęli wybiegać ciężkozbrojni. Za wojownikami na końcu korytarza stał krasnolud i zaczynał kreślić runy. Dwóch krasnoludów i niziołka ruszyli do walki wspierani przez chimerę, która co chwilę stawała na tylnych łapach i ziała nad walczącymi w kierunku czarnobrodych. Forma korytarzy była bardzo dobra do ataku, gdyż tylko część broniących się czarnobrodych mogła podejść na raz, co niwelowało ich przewagę liczebną i zwiększało szansę na udany atak. Ciągle było słychać tylko i okrzyki bojowe i przekleństwa, oraz dźwięki uderzeń. Agraeld i Fascod wspierani byli cały czas mocą storna, dzięki czemu czarnobrodzi nie mieli szans, natomiast Lindi nie zwracała uwagi na nic i walczyła, nawet wyglądało na to iż cele ciosy w jej kierunku nie robiły na niej wrażenia.
Czarnobrody szaman run skończył kreślić runę przed sobą po czym wystrzeliła z niej potężna błyskawice w kierunku walczących. Gdy tylko błyskawica przeleciała kawałek pojawił się przed nią Gromdal i jednym uderzeniem kostura runicznego odbił błyskawicę do jej twórcy. Szaman run padł na ziemię rażony potężną błyskawicą i zaczął kreślić pospiesznie leczniczą runę, lecz w tym samym momencie Kowal run z klanu Zharrad-Grund dobył toporka i odrąbał mu prawą dłoń, by zaraz po tym poprawić i wbić się w czaszkę leżącego. W przejściu walka trwała jeszcze zaledwie kilka minut, po czym śmiałkowie zatrzymali się na chwilę, by zaleczyć rany, w ruch poszły bandaże, magiczne mikstury i runy, tylko po to by chwilę później ruszyć dalej. Po wejściu do kolejnej komnaty rozpoczęła się kolejna walka, tym razem dla odmiany przeciwnik nie miał przewagi liczebnej, i walka była bardzo krótka. Po szybkim rozejrzeniu się po pomieszczeniu okazało się, iż jest to jakiegoś rodzaju skarbiec ... wystarczyło przejść przez niewielki mostek nad przepaścią i już złoto i skrzynie były w zasięgu ręki. Pierwszy pobiegł Agraeld, i w chwili gdy stanął na moście potężna pułapka eksplodowała odrzucając go i ogłuszając na sporą chwilę. Kowal run nakreślił w powietrzu runę i zniknął, po czym zmaterializował się po drugiej stronie mostu. Zebrał część kosztowności do worka po czym zajrzał do skrzyni i z lekkim uśmiechem wyciągnął z niej napierśnik płytowy. Chwilę później Fascod miał już napierśnik na sobie.
Nu kruco lepsze to to niż to co miołek ! A i mom szczynście ze kruco mój rozmior był.
Anu ... szkodo że tyn kowol runów nic ciekowego przy sobie ni mioł - skrzywił się lekko Gromdal.
No dobra są tu te dźwignie o których mówił tamten czarnobrody. - włączyła się do rozmowy Lindi - trzeba będzie ich poużywać ... ale najpierw znajdźmy te drzwi które się nimi otwiera.
Nu obre to chódźmy ... tom był korytorz w bok to może tomtyndy pójdymy.
Po wejściu do sporego pomieszczenia zauważyli wielkiego golema ze złota który stał na samym środku pomieszczenia i zaraz po wejściu do komnaty zaczął wydawać rożne mechaniczne odgłosy, tak jakby jakieś przekładnie i tłoki zaczynały w nim funkcjonować.
Nu dalej Fascod mosz najlepszego kruca zbroja to idź i sprowdź czy łon ni jyst groźny - szturchnał go kosturem Gromdal.
Ciężkozbrojny krasnolud przeszedł ledwie 2 kroki w stronę wielkiego golema, a temu oczy rozbłysnęły jasnobłękitnym światłem, po czym zazgrzytał jeszcze raz i ruszył jak oszalały. Poruszał się bardzo szybko, i zadawał całkiem celne ciosy. Wszyscy skoczyli do pomocy i zaczęli niszczyć golema. Co chwile odpadały od niego jakieś kawałki metalu pod gradem uderzeń i błyskawic. Po chwili golem leżał roztrzaskany na posadzce a wszyscy dyszeli wyraźnie zmęczeni.
Nu to idziem przez drzwi ino kwila łodsapniem kruco - powiedział Agraeld, na co wszyscy mu przytaknęli ...
Po kilku minutach spędzonych na odpoczynku Fascod podszedł do drzwi by je otworzyć.
Nu kruco zomkninte i ni mo zamka ... to pewnikiem te drzwi łode tyk wajchów co to so we skorbcu ... trza bydzie iść i pokombinowoć cosik...
-Ni mo czosa si bowić .. i tok dużo łodpoczywoliśmy momy kilka minut zanim oddzioły czornobrodyk tu dotro ... a napewno dotro i wtedy nie domy se rody już... pokożcie mnie te drzwi - powiedział gromdal poczym podszedł do drzwi i zaczął kreślić palcem runy na nich. Runy spokojnie migotały na drzwiach gdy krasnolud tworzył kolejne... gdy całe drzwi były pokryte runami kazał się wszystkim cofnąć a Fascod rzucił wybuchową miksturą w nie. Całe drzwi eksplodowały od środka zostawiając przejście do kolejnej komnaty. Komnata była ogromna, z pięknym czerwonym dywanem biegnącym przez środek... a na samym końcu był tron. Na tronie siedział podstarzały krasnolud trzymający prawicą trzonek potężnego młota wojennego i patrzył na śmiałków wbiegających do komnaty.
-Dolekoście zoszli jok no niudoczników - powiedział spokojnym, jakby zmęczonym głosem krasnolud - Czygo kcecie ... poza smiercio łoczywiście ?
Wszystkie runy na ciele Gromdala pobłyskiwały tak mocno jak jeszcze nigdy a sam krasnolud zaciskał dłoń na toporku. - Przyszli my po ciebie !! to Ty czorcie wydołeś rozkoza zniszczynia mojyj twirdzy i wybicia klona Zharrad-Grund !!
-Czarnobrody spojrzał na zgromadzonych.- To był słoby klon ... ale tokik rzemieślników jok tom to nikaj indzij byk ni znolozł ... tego było mni nojbordziej żol ... woszyk rzemieślników którzy byli nojlepsi ... ni było mnie żol mordowoć kobit ni dzici ino woszyk rzemieślników którzy ni kcieli si po... - Słowa starca zostały przerwane jednym skinienem Gromdala, po którym błyskawica udrzyła w przywódcę czarnobrodych. W chwilu uderzenia błyskawica zniknęła, a na pancerzu czarnobrodego pojaśniała runa ochronna. - Nu winc zginiecie ... i ni bydzie już tego klona ... Wstał powoli i złapał młot oburącz. Następne chwile zszokowały wszystkich. Stary krasnolud walczył tak dobrze, ze nikt się tego nie spodziewał, a i jego wiek na to nie wskazywał. Walka była bardzo ciężka i długa, każdy ze śmiałków wkładał w tą walkę wszystko co mógł, ale i tak była ona bardzo wyrównana. Po długiej i wyczerpującej walce ostatecznie udało się powalić starca i zadać mu śmiertelny cios. Wszyscy byli bardzo wyczerpani, lecz wiedzieli ze muszą uciekać ... zabicie przywódcy to jedno, ale bitwa z całą armią to już całkiem inna sprawa. Zaczęli się już przygotowywać do ucieczki, Gromdal w ostatniej chwili odrąbał głowę starcowi i wrzucił do worka.
To bydzie kruco moja nagroda ! i zadośćuczyninie za to coś zrobiłeś!! - po czym splunął na ciało.
Droga była bardzo spokojna, mieli szczęście, bo oddziały czarnobrodych dotarły chwilę po ich wyjściu....
I to w sumie koniec ;)
Fajnie, fajnie było :)
Jak już ktoś napisał - oby więcej takich questów :)