DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Zyzio w 2011 06 18, 14:15:27

Tytuł: Trupia ballada
Wiadomość wysłana przez: Zyzio w 2011 06 18, 14:15:27
Strzasniete z zaschnietych powiek resztki ziemi odslonily Moist'owi granatowe niebo. Wokol staly ciezkie nagrobki a nieopodal migotalo swiatlo kopalni Ocllo. Czaszka przeturlala sie i ujrzala gorujaca nad nia postac dawno niewidzianego i - delikatnie rzecz ujmujac - nie najprzystojniejszego znajomego. Moist zaklekotal zabami i wyplul kilka robakow, zanim odpowiedzial na nieskladny belkot towarzysza.
- Poemat...? Co na bakier...? Mistrzem wyslawiania sie to ty nigdy nie byles... No dobra, do rzeczy, bo ghulice czekaja... - wymamrotala zrzedliwa czaszka.
Tytuł: Odp: Trupia ballada
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2011 06 18, 19:02:00
Hibiskus nie uwazal, ze rozumie ludzi. Natomiast wspaniale dogadywal sie z gleba. Moze bylo to spowodowane stazem ich znajomosci, majacych grube fundamenty w postaci jego pogrzebu oraz dlugich rozmyslan nad egzystencja w rytm bicia serca ziemi.
Kazdemu bowiem wydaje sie, ze gleba jest elementem otoczenia, czescia pejzazu, budulcem w rekach wielkiego architekta albo jedna z wielu plam jakie zgrabnie sadzi na plotnie malarz wszechswiata. Jednak gleba oddycha, wydaje swoje dzwieki, rozmawia z kims, kto chce wysluchac jej glosu. Oddawac czesc glebie, to uprawiac ja, robic z niej uzytek, zostawiac w niej dary. Hibiskus nie tylko zostawial dary w postaci marchewek, cebul czy kukurydzy, ale konsekwentnie gubil opalcowanie swoich dloni, co wieczor spogladajac na nie z wyrazem szoku, kiedy ewolucyjnie cofal sie do epoki stawonogow, posiadajac konczyny bez przeciwstawnego kciuka.
Poza tym, rolnictwo bylo sprawa ideologiczna. Hibiskus wyznawal rewolucje w imie rownouprawnienia egzystencjalnego i wierzyl, ze wszyscy Ci, ktorzy umarli, ale nie odeszli, zasluguja na swoje miejsce w hierarchii spolecznej gotowanej przez ludzi o dzialajacych systemach gastralnych (kiedy dla wiekszosc rodzaju Hibiskusa, ruchy gastralne byly okrojone do ewentualnego Koszmarnego Bulgotu, ktory strategicznie uzyty moglby conajwyzej wystraszyc grupy podrostkow z cukierkami w Dzien Zmarlych). Co wiecej, byl na tyle zdeterminowany, zeby walczyc o swoje prawa i mial nadzieje podniesc do glosu swoich pobratyncow, ktorzy wyjda z epoki czaszki lupanej [przyp. nieumarli sa w dzisiejszych czasach apriorycznie odbierani jako rzecz negatywna, ktora jak najszybciej nalezy pozostawic resztek zycia tlacych sie w ich skolatanych cialach; nie ma sie jednak co temu stanowi dziwic - wielu z nich, kiedy tylko postanowili wrocic na lono rodziny, odnalazlo zamiast serdecznych usciskow, sterczace pale naostrzonych wloczni, czy topory o ostrzu wiekszym niz ich glowa. W swietle takich wydarzen kazdy dostalby szalu i wybiegl na ulice z rozlozonymi do przodu ramionami wrzeszczac 'Mozgi!'] i zwroca sie z usmiechem na swoich...no... czaszkach... w strone cywilizacji. Stworzenie oficjalnej dokumentacji mialoby przypieczetowac przymieze pomiedzy zywymi i martwymi, ktorzy od tego czasu mieliby zyc jako wspolnota.
Hibiskus wierzyl w rewolucje, ale to wcale nie oznaczalo chamskich odzywek i krwawego przewrotu srodkowych mas spoleczenstwa. Hibiskus wierzyl bowiem w rewolucje grzeczna, ktora charakteryzowala sie haslami typu 'Smierc w dogodnej chwili dla przeciwnikow komentujacych nasze postulaty' czy 'Niewdziecznosc i Nie Odpowiedzenie Dzien Dobry dla tych nie wspierajacych rewolucji'. Choc sam nie wiedzial, czy smierc to nie za duzo i co chwile bazgral w soim kajeciku alternatywy, wsrod ktorych znalazla sie biegunka czy Pinezki Czekajace Na Nieroztropnych Wrogow Ludu. Grzecznosc gwarantowala w wiekszosci przypadkow zachowanie swojej glowy na karku i unikniecie niepotrzebnych problemow zwiazanych z poszukiwaniem reszty ciala.
Zajmowal sie wlasnie winogronami, kiedy jego umysl pognal dwutorowo. Z jednej strony zaswitalo mu nowe haslo rewolucji (gdzies jednak wczesniej zaslyszane) - Dumny bo z trumny! Z drugiej do jego przezartego przez robale aparatu sluchowego dotarlo nieznosne rymowanie mezczyzny o wygladzie kogos, kto wlasnie przypadkowo wszedl do baru dla homoseksualistow i zauwazyl, ze nikt go nie podrywa. Skonczyl wlasnie jakis poemat, kiedy wydarl kilka peczkow wlosow ze swojej gowy i wyrzucil ramiona w gore, co moglo oznaczac wielkie zaklopotania/zafrasowanie albo przedziwny kod, symbol cialem pisany do powietrznej floty gargulcow, majacych zaraz rzucic sie na Hibiskusa i rozerwac go na strzepy (a kazdy wie, jak ciezko poskladac sie potem samego do kupy). W razie, gdyby to byla opcja druga, Hibiskus przez moment jeszcze uklakl pomiedzy winogronami, oczekujac na dalszy atak. Po kilku minutach wyczlapal sie jednak z krzakow, poprawil ubranie i zwisajaca jak tapete skore na twarzy i zapytal sie grzecznie mezczyzne, o co chodzi.
Bardzo trudno mowic jest, kiedy czlowiek rownoczesnie wydaje sie na zaskoczonego, zdumionego, przerazonego i gotowego do wsadzenia Ci rozlozonych w widly palcow miedzy oczy, zeby tylko zyskac piec sekund przewagi w gonitwie o zycie. Dla Hibiskusa nie bylo to jednak nic nowego - jak juz wspominalem, nie kazdy wita wracajacego z grobow wujka, ktory cale zycie spedzil na bujanym fotelu wyzywajac innych od 'szmir feudalnych' i 'fajfusow, ktorzy wreszcie powinni znalezc sobie jakas prace' inaczej niz z okrzykiem 'Horror powrocil!'- ktory uraze, w postaci kilkunastu ran klutych, chowal pod powierzchnia swojej tuniki.
Kiedy relacje obydwu panow troche sie uspokoili, mezczyzna wytlumaczyl Hibiskusowi, ze jest bajarzem i zrodlo jego smutku lezy w zaginionym poemacie. Jego tresc znana byla jedynie do polowy, kiedy druga czesc zaginela przed wiekami.
Hibiskus znal forme wywolywania Bogow do odpowiedzi.
Wytlumaczyl bajarzowi, ze poprzez swoja smierc posiadl niezwykly dar dogladania historii swiata, tego, co sie wydarzylo oraz bedzie. Antyczni wierzyli w cos zwanego anamneza. Ten twor filozoficzny mowil, ze kazdy czlowiek jest w pelni uposazony w wiedze o wszechswiecie, jednak to szok narodzin powoduje, ze zapominamy o tym wszystkim. Anamneza to proces przypominania sobie tej wiedzy. Ergo, nie uczymy sie niczego nowego - to tylko kwestia wybrania, co sobie przypomnimy.
Nierzadko zdarzalo sie, ze Hibiskus goniony byl stadem psow czy dosc mocno rozpedzonymi strzalami. Wowczas na cale dnie wpadal w depresje, ktore ukoic mogla jedynie powtorna smierc. Weekend spedzony bujajac sie na szubienic przewieszonej przez konar drzewa, byl nie tylko  rodzajem rekreacyjnej rozrywki, ale w pewien sposob zamienilo sie to narkotyk za sprawa pewnego incydentu. Kiedy pewnego dnia Hibiskus przewiesil sobie przez glowe sznur, rzucajac w odmety wody potezny kamien, doznal czegos w rodzaju wizji. Nigdy nie jest w stanie okreslic, co to za wizja. Wiedzial jednak, ze przez moment czul sie jak posrod wielkiej skarbnicy wiedzy, jak gdyby byl w wielkiej bibliotece, gdzie regaly wypelnione ksiazkami rozciagaja sie w nieskonczonosc na bialym tle. Trwalo to moze i sekunde, po czym nastepowala wizja trwajaca niewiele dluzej, jednak za kazdym razem powtarzalna - jak gdyby kazda sila miala swoja cene, ktora ktos musi zaplacic. Byla to chwila smierci Hibiskusa i choc ten nie pamietal swojego przeszlego zycia, za kazdym razem przezywal te chwile rownie emocjonalnie. Kiedy trans sie konczyl, przez moment w piersi Hibiskusa bilo serce, a pluca raz jeszcze czerpaly zyciodajne powietrze. Wypelnialy sie jeden, drugi, trzeci raz i obumieraly na powrot, milknac ostatnim szeptem.
W taki sposob udalo sie im wspolnie uzgodnic, gdzie poemat moze sie znajdowac. W swojej wizji Hibiskus widzial spoconych mezczyzn, rytmicznie opadajace kilofy, ogolny brud i syf. Poczatkowo pomyslal o karczmie w Cove, gdzie walka z przestepczoscia zorganizowana przypominala bitwe o zmniejszenie poziomu soli w morzu. Bajarz jednak skierowal Hibiskusa w strone kopalni Ocllo, ktora znajdowala sie tuz za okolicznym cmentarzem.

Hibiskus znal ten rejon bardzo dobrze. Przychodzil czesto nad ranem i perorowal do ludzi polozonych w grobach, aby powstali i wraz z nim walczyli o dobro wspolnoty tych, co zyja i tych, co umarli. Dotychczas nie przynosilo to za wielu rezultatow, jednak okazjonalny swist wiatru pozostawial w glowie Hibiskusa zludzenia, ze moze to jest wlasnie znak i, ze powinien probowac. Ludzi zlonych w grobach cmentarzach Ocllo nazywal Loza, a w jej sklad wchodzilo kilka promenientnych ludzi samego miasta.
Roland byl bylym bagballista, ktory za wszelka cene chcial przekonac sedziego, ze gwaltowna smierc za pomoca wbitego w srodek serca wielkiego noza kuchennego jest nie tylko zarazliwa (o dziwo dotyczaca jedynie jego bylych sponsorow), co jak najbardziej naturalna, dziejaca sie jak atak serca, astma, czy czkawka.
Percival natomiast byl bylym sponsorem gier bagballowych, ktory byl na tyle glupi, zeby oszukiwac jednego z najlepszych graczy dwunastu sezonow.
Byla tez Mona, ktora byla tancerka, jak wydedukowal Hibiskus po epitafium ('tancz ze mna do konca mych dni i jeden dzien dluzej'; jednak nastepnego dnia nikt po nia nie wrocil). Zycie swoje zakonczyla posrednio przez niefortunny upadek na scenie i skrecenia kostki, a bezposrednio od mocno zaciskajacej sie szczeki wilka na jej szyi.
Nie nalezy zapominac tez o Tobby'm, jak nazywal Hibiskus czestego bywalca nienazwanego grobu. Nienazwany grob mial to do siebie, ze byl tymczasowy. Bywalo tak, ze ktos ginal, a nikt nie potrafil na czas zidentyfikowac zwlok denata. Kiedy czas mijal i nikt nie zglaszal sie po cialo, wladze chowaly je w tymczasowym grobie. Ostatnimi czasy dosc czesto nie dalo sie zidentyfikowac przyjezdnych, wiec grob stal sie dosc.. ciasny. Jakoze jednak Hibiskus za niehigieniczne uznawal kladzenie w grobie wiecej niz dwoch osob, wolal myslec o grobie jako o Tobby'm. Pozwalalo mu to przynajmniej spac spokojnie.
Nagrobek Moista przyozdobiony byl niewielkich rozmiarow plaskorzezba przedstawiajaca usmiechnietego, przystojnego mezczyzne z rownie ulozonym przedzialkiem przebiegajacym przez sam srodek glowy. Hibiskus skomentowal jego wizerunek jako wyglad takich ludzi, ktorzy w ciagu swojego zycia zostaja komikami w barze z rybami albo skacza przez plonace obrecze z marchewka w zadku recytujac antyczna ksiege 'Prozy'. Niewiele sie pomylil, jak sie okazalo, gdyz Moist okazal sie wedrownym komikiem o humorze tak ostrym, jak klinga miecza cwiartujacego jego biedne cialo.
W gruncie rzeczy jednak okazal sie wspanialym kompanem i fantastycznym rozmowca. Hibiskus postanowil go zachowac (w technice oznaczalo to noszenie w torbie jego gadatliwej czaszki).

Powracajac do historii poematu. Jak sie okazalo, Hibiskus nie byl jedynym perorujacym nad glowami zmarlych. Na przemian z nim cmentarz odwiedzal podstarzaly szkielet, ktorego niesprawna dykcja (niewiele wiecej mozna wyspiewac bez dzialajacego aparatu mowy poza 'AAArrghhh', 'AAAAAAAAEEEEUOOOyyyAAeee' czy hit potancowek 'EEoooooUUUUUaaAAAAA') czynila bardem nie tylko kiepskim, ale w rezultacie nie do zniesienia. Pomiedzy tymi zgrzytami, mocno wnerwiona czaszka Moista zdolala wychwycic jednak zdanie o czyms bedacym na bakier z... Kiedy Hibiskus zapytal sie, z czym na bakier moze byc autor poematu, Moist wyraznie zafrasowal sie i stwierdzil, ze musialo byc to cos na 'a' albo 'e'.
Jakkolwiek kontynuujac historie szkieleta, jego piesni nie przypodobaly sie takze okolicznemu paladynowi, ktory postanowil skonczyc z nocnymi balladami. Bohater-palladyn, przywdziany jedynie w koszule nocna, cieple kakao i swiete berlo Methestela wyslal szkieleta na druga strone. Zastanawiajace w tym wypadku bylo, czym byla druga strona drugiej strony i kiedy logika zawodzi, nalezy zgodnie przyjac, ze krewetki i po stukroc przekreta lajba kapitana Krzywonogiego. Jest to sprawny chwyt retoryczny, ktory zostal opisany w antycznym dziele 'Proza', mowiacym jak sie wyklocac tak, aby nie skonczyc jako karma dla swin.

Pytanie jednak pozostalo. Z czym byl na bakier podmiot liryczny poematu? Agonia? Aronia? Hibiskus wysunal teze, ze jezeli ten ktos mialby byc na bakier z aronia, musial cierpiec na dosc rzadka przypadlosc uczuleniowa, w wyniku czego cale cialo zostawalo pokryte chrostami. Kazdy wtedy bylby z aronia na bakier.
Po dluzszej dyskusji, Moist skierowal Hibiskusa w glab labiryntu kopalni, a takze poza nia, gdzie znalezli szkieleta przewieszonego przez konar drzewa. Jakkolwiek glupio to nie zabrzmi - szkielet byl bez zycia, jednak przy jego ciele, Hibiskus wraz z Moistem, znalezli zaginiony skrawek poezji.

Bajarz zaskoczony rychlym powrotem Hibiskusa, wyszedl z falszywego zalozenia, ze misja nie powiodla sie. Juz kuksancami chcial wyperwadowac swoje racje, kiedy ten zaprezentowal mu swoje znalezisko. Wielce rozpromieniony obiecal poemat o wielkich czynach Hibiskusa. Ten jednak poprosil o drobna wzmianke o swoim towarzyszu. Nalegal jednak, aby jego towarzysz w opisach poematu, nie chwytal niczego, nie kopal, nie chodzil, a przede wszystkim - nie stepowal.