DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Vini w 2006 04 25, 16:29:56

Tytuł: Czterej bracia
Wiadomość wysłana przez: Vini w 2006 04 25, 16:29:56
Bardzo fajny film, jak ktoś nie widział, to niech zobaczy.  :lol:

Ale ja nie o tym. ;)

[...]

Potworne dźwięki wdzierały się nieubłaganie w głąb umysłu. Nieludzka kakofonia rozrywała każdy nerw z osobna. Demoniczne decybele układały się w wyuzdane sugestie, oplatając ciało sprośnymi nutami, a bestialska dominanta wywracała jaźń na nice.

Mężczyzna w szarej zbroi zdał sobie sprawę, że patrzy z nadzieją na zatknięty za pasem nóż. Potrząsnął głową, odrzucając precz samobójcze myśli. Zerknął w bok. Jak przez mgłę widział Kapłana opierającego się na trzeszczącym od rosnącego nacisku kosturze. Święty człek mężnie znosił zadaną im torturę, choć drgające mięśnie mocno zaciśniętych szczęk i zastanawiający kolor twarzy zdradzały cierpienie.

Hałas ustał niespodziewanie. Grajek odstawił instrument. Mężczyzna gapił się na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem. Echo ostatniego akordu nadal unosiło się nad puszczą, emanując groźbą powrotu i ponownych katuszy.

To był jednak koniec.

Roztrzęsieni słuchacze z ulgą wytarli pot z czoła. Do dźwięków, ożywającej po niewątpliwym szoku, przyrody dołączył tętent kopyt. Czwarty brat dołączył do nich. Powitał ich, po czym zsiadł z wierzchowca, przyglądając im się pytającym wzrokiem.

- Szkoda, że nie przybyłeś wcześniej, szczęściarzu – wysyczał zazdrośnie mężczyzna w szarości.....

[....]

Słońce podążało w objęcia linii horyzontu. Samotna wyspa pośrodku oceanu przyglądała się uważnie debacie Czterech. Mozolnie tkali pajęczynę planów w obliczu starożytnych, świętych ruin. Ustalenia spotykały się z kiwaniem głów i słowami zrozumienia, a jednak dało się odczuć atmosferę smutku. Przyczyna przygnębienia była skrzętnie omijana w padających słowach, ale ponure spojrzenia rozumiały ją doskonale.

Byli jednymi z ostatnich.

Stare czasy, czasy łowów, czasy błogosławieństwa, czasy więzi krwi, czasy Stada...... stały się zaledwie wspomnieniem. Echa rozmowy Czterech niosły się po pustej wyspie, odbijając od murów osamotnionej świątyni. Nieliczne Dzieci Matki staczały się w mrok zapomnienia i samotności. Szary mężczyzna zastanawiał się kiedy ostatnio słyszał jej głos, czuł jej dotyk. Dawno temu, pomyślał z błyskiem w oczach – każdego dnia. Teraz...... opuścił głowę w przygnębieniu.......

Gdy wydawało mu się, że narada traci sens, że są to tylko puste słowa, że wszystko przepadło – kapłan przemówił.

Przemówił w Jej imieniu!!




Dobra, tu mam propozycję, żeby to Tinerot albo jakiś ochotnik kontynuował - tzn. opisał rytuał. Ja byłem zbyt rozemocjonowany i nie pamiętam połowy szczegółów.  :wink:
Zresztą np. Alkus też coś chciał napisać, więc zostawiam opowiadanie w tym miejscu.

Chętnie potem dodam jakiś kawałek ze swojego punktu widzenia.

P.S.
Alkus, pięknie grałeś, to tylko moja przekora.  :D
Tytuł: Czterej bracia
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 04 25, 18:02:07
Promienie swiatla zlamaly sie juz calkowicie pod naporem ksiezycowego mlotu. Noc jeszcze przeciagajac sie swoimi bosymi stupkami opatulila kazdego z nas. I ta godzinna, ktory byla zawieszona w czasie i podtrzymywana przez statue niepodleglej ciszy, ktora wygladala jak niebianska, ciagle pedzaca chmura. Ta natomiast przypominala bardziej byczego albinosa. W kazdym razie kazde uczucie spajalo sie ze soba, przeplatalo, laczylo w kopulacyjne warkocze czy tez po prostu miotalo sie tworzac chaos. Chaos kontrolowany przez instynkt.
Wycie.
Pelne.
Donosne.
Melodyjne.
I harmonijne.
Jak rezonans nocy...
Przez chwile cien jak narzedzie zakolebotal pomiedzy drzewami i rzucil sie n a trzy wlochate istoty, zakreslajac ich zwierzece sylwetki. Dwoch potezniejszych i jeden zdecydowanie mniejszy, przekladajacy rece miedzy soba, laczac je, wrecz mieszajac pomiedzy nimi samymi. Szybki dialog. Moze tylko wymiana monologow. Moze tylko pomieszanie znaczen, platanina slow. Moze cos calkiem sensownego. Zobaczymy...
Przez kolumny w swiatyni przebil sie jasny, blekitnawy pomruk jasniejacego posagu Pani. Kaplan przez chwile potowazyszyl wzrokiem zjawisku, po czym zaopatrzyl swoje stopy w wole, prowadzac nas samych do kapliczki.


Licze na powtorke. Opis pisany z biegu, wiec moze byc.. jako taki :P
Tytuł: Czterej bracia
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2006 04 25, 21:57:43
Zmysłowy szum kopulował z ciszą. Jęki wiatru między drzewami, niemy szczyt ekstazy. I krew.

Kapłan otworzył oczy.

Mówił. Jego słowa tańczyły wokół jaśniejącego posągu, czuł Ją. Wiedziała, dlaczego to robi. Kapłan nigdy nie opuści swojej Pani, bez Niej nie ma Kapłana. Koło się zamknęło i nadszedł czas. Szybki ruch trzymanym w dłoni puginałem i krew zaczęła kapać do środka dębowej misy, łącząc się z inną, już w niej zawartą.

W jedność życia nasze, mruknął niewyraźnie do siebie, po czym znowu mówił, a Ona prowadziła go za rękę. Wierzył, że to przez Nią wie, jaki strumień natchnionych dźwięków przepływa przez jego usta, odbija się radośnie od ścian, wróży z ruin...

Opuścił głowę i zadrżał.

Wszyscy Wiedzieli. Zrozumienie w milczeniu paliło piekielnie, zmuszając gardło do bolesnego ścisku. Poczucie wyobcowania przeszywało, prowadząc ich ku dalszej drodze świetlistym szlakiem księżyca. Czterech. Ostatnich? Gdzie Szaman? Inni?

Nie wierzył.