DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: MojoJojo w 2011 08 09, 15:03:11

Tytuł: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: MojoJojo w 2011 08 09, 15:03:11
-Słoneczny piękny ranek, psia jego mac, no zesz w mordę, gdzie on jest!?-po chwili dało się odczuć śmierdzącego bimbrem jegomościa.-Rany Nevar zrób wątrobie niespodziankę, i napij się wody!
Nevar starał się pokazać ze stoi prosto po czym wyrżnął orla na trawę.
-Cartus... ty to sobie znajdziesz zawsze miejsce na spotkania.....masz coś do picia?
-Ogarnij się ,czeka nas ważna rozmowa...-po czym majestatycznymi ruchami zaczął odpinać jakiś przedmiot przytroczony rzemieniami do siodła.
Nevar siedząc na trawie , bacznie przyglądał się przyjacielowi , oraz otoczeniu, próbując nie puścić pawia.
-Daj coś do picia, Cartus.. nie bądz dziadyga.
-Tam kolo drzewa jest bukłak, weż sobie .
Nevar zerkając we wskazana stronę zaczoł krzywic oblicze.
-Toś pomógł...
Cartus wreszcie odczepił pakunek, i wyciągnął z niego Portret-To ścierwo ma cierpieć!
Nevar przyglądając się portretowi sporządzonemu na pergaminie, zaczął dochodzić do siebie...
- O matko , To ten norieln coś tam coś tam, Jeździec pimpka , największy mag magincjii?
-Ta! ten najwyższy!-rzekł Cartus.
-Dobra to co mam mu tam zrobić?
-UPROWADŻ PIMPKA!
-To awykonalne!Oni śpią w jednym pokoju!Prędzej bym diabłowi widły zakosił, niż Norielnowi pimpka!
-To wymyśl coś!-Cartus był bliski załamania nerwowego.
Nevar oddalił się myśląc, i myśląc.Gdy nagle gołąb pocztowy usiadł mu na ramieniu, na kartce widniał napis "Nie ruszaj się".Nevar stanąłszy jak wryty,
spostrzegł ze powietrze zaczyna wokół niego trzaskać, po czym wszystko momentalnie się zapadło, i wynurzyło.I Nevar zaczął oglądać już sufit domu Felixora.
-O zesz ty w morde kopany magu.Co ty wyprawia....-zaczął sążnie rzygać do beczki ustawionej pod ścianą jako śmietnik.
-ups...-Felix z zaniepokojoną miną, zerkając na Nevara starał się wykryć jakieś oznaki uboczne teleportacji,lecz bezskutecznie.
-Ty... może mnie za rękę potrzymasz?-nevar był wściekły, po oddaniu wszystkiego co zjadł, i wypił,usiadł ciężko na krześle, i zabrał się za picie wody z dzbana ustawionego na stole.-I CO ?! ZDZIWIONA?!
-Nevar nie ma czasu... Widziałeś się z Cartusem?-Nevar na wpół żywo skinął głową-Właśnie, wiec to mapa do twojego sukcesu.
Pijak delikatnie ujął pergamin , i mało nie puścił drugiego pawia-Toż to !? Powiedz ze tak!
Felix szelmowskim uśmiechem przytaknął pijaczkowi.
-Dobra to będę potrzebował, liny ,czekaj nie lina odpada bogowie zabronili się wspinać... hmm dobra to potrzeba mi będzie całego plecaka wytrychów, jedzenie , i hmmm noże ,i osełka.A mojej matce będziecie się wy tłumaczyc ze wracam do zawodu!
Felix skrzywił się - Nev tylko nie twoja mama,znów nas przegna , i powie ze my bandyci co jej syna na złą drogę sprowadzamy?
-Zycie jest życie Felix, skoro ja pracuje ktoś musi dostać baty!
-Ale twoja mama...?-Feliks z wyrazem dezaprobaty, zaczoł pisac list do legionu  by wymyślić coś co ubłaga Nevara mamę.
-Nie wiem Felix, kombinuj!
Nevar, wychodząc na słoneczna polane , wciągnął powietrze, i robiąc dwa kroki... stwierdził ze jest na totalnym zadupiu, czyli wyspie otoczonej woda....
-Feeeeeeliiiiiixxxxxxx!!!!!
Lecz feliksa już nie było , gdyż gnany ważna misja udobruchania mamy Nevara, teleportował się do minoc na naradę.
-No to pięknie.....

Jakiś czas później....

-I mowie wam-pociągnął tęgi łyk bimbru-Miał ze 100 łokci!Wyskoczył z wody jak diabeł z pudelka iiiii.. TRAAAAAH! Łajba poszła na dno!
-Mówiłes wcześniej ze miał 50..?-Kapitan pytająco zerknął na Rozbitka.
-Przejęzyczyłem się!Jeszcze jestem w szoku!-cala załoga po wysłuchaniu opowieści rozbitka, odratowanego z bezludnej wyspy, została zagoniona spowrotem do pracy.
Nevar maszerując z kapitanem po pokładzie,delikatnie odchrząknął.
-To jednak będziecie przepływać przez minoc?-Zapytał z nadzieja w glosie.
-Nie przez tylko kolo, jak już mówiłem, to wojenny okręt magincjii, musimy patrolować wody tego dziadostwa!
Po usłyszeniu tych slow, Nevar poprzysiągł sobie w duszy iż więcej ... NIE BĘDZIE PIL!, po czym zabrał się za obserwowanie horyzontu.
Parę dni minęło gdy zobaczył skaliste , znajome wybrzeże, zaczął myśleć nad planem ewakuacji. W ten wpadł na idealny pomysł,jeśli on wyskoczy tylko z pokładu, to będzie podejrzane, a jeśli będą skakać wszyscy to będzie normalne!Prostota tego planu poraziła, jego twórce!
Zapadła noc... Nevar niczym cień.... wyrznął orla o zwinięte liny pokładowe, lądując przy burcie.
-Co się do cholery z tobą dzieje?-spytał marynarz obsadzający bocianie gniazdo.
-Wczoraj przegiąłem trochę z moim kochanym bimberkiem.. idę pod pokład bo tak kiwa ze mogę się zle poczuć!
Marynarz zignorował pijaczynę, i zaczął na nowo śledzić otoczenie swym sokolim wzrokiem.Nevar schodząc pod pokład, uśmiechnął się do siebie,"To teraz zobaczymy jak magińskie rybki pływają w minocijskim stawie.....

Nad ranem.....

-WSZYSCY DO SZALUP!GDZIE DO LICHA JEST TEN ROZBITEK ?! WIDZIAŁ GO KTO?!
-Panie kapitanie ostatnia szalupa.., radze się spieszyć zanim ogień dojdzie do prochowni!
Kapitan z niemal krwawiącym sercem opuszczał okręt, który był nie tylko jego domem, lecz jego życiem.... spoglądajac ostatni raz na płonący galeon, wypowiedział słowa których obawiał się od początku służby...
-Zegnaj Esmeraldooooooo!
Pierwszy oficer począł szukać magicznej różdżki, którą miał nadawać sygnał sos,i zobaczył list gończy z magincji,z rysopisem oraz nagrodą.
Pokazał kapitanowi, który po chwili wskoczył w odmęty morskie...
Oficer siedział w szalupie zszokowany, na jego twarzy malowało się tylko jedno... Jeden bląd ... i taka tragedia...

Jakiś czas później....

Rozbitka wyrzuciło morze przy skalistym wybrzeżu , ledwo zipiał.Minęła chwila nim zdołał sie doczołgać do skał i schronić przed wiatrem.Gdy dotarł do upatrzonego punktu czekali już tam zbrojni...   
Dostrzegłszy  emblematy na płaszczach strażników, poczuł ze mu cieplej na sercu.Minoc.... nareszcie.
Doprowadziwszy się do stanu używalności, odkorkował druga butelkę bimberku , siedząc wygodnie w ratuszu.Po chwili wszedł Dhagt van Zos , Nevar prężnie stając ,prawie w pionie przygotował się na odebranie honorarium za wyczyn z galeonem.
-Ja cie kurr.... zabije pijaczyno!-Rzekł Dhagt dostojnie.
-No co!?-Nevar zbity z tropu, nie wiedział czym zawinił. lecz dostrzegł iż General legionu wyciąga mapę.
-Widzisz kretynie?! to ten galeon!Ktory spaliłeś!-przejechał palcem po mapie do cypla-A tu była nasza flota!Mieliśmy go przejąc ! i Zdobyc mapy! Debilu!
-Aha....
Dhagt  skreślając Nevara z listy Oficerow Minoc zrobił surową minę.
-A to kara za twoje wybryki!Jak się poprawisz, to może przyjmiemy cię na powrót w szeregi zacnych ludzi!
-Dhagt... ? To mogę już chodzic do karczmy?
-NIE! BO KRADNIESZ!-Dhagt wrzeszczal jak opętany, mając przed oczami wizje bogu ducha winnych ludzi zostawionych na łasce tego bezbożnego złodziejaszka.
-TO PLOTKI! NIKT MNIE ZA REKE NIE ZLAPAL!-Oburzony Nevar wyszedł chwiejnym krokiem z ratusza, w stronę wynajętego domu.
Dhagt widząc wychodzącego przyjaciela , uśmiechnął się -A no.. nikt nigdy nie widział cię jak kradniesz....- szepnął sam do siebie.
Nagle z hukiem rozwarły się drzwi do pomieszczenia, gdzie Dhagt miał się zabierać do kolejnego misternego planu,Dhagt zareagowal blyskawicznie mając już wyzwolić setki śmiercionośnych zaklęc na intruza,i wtedy zbiły go z tropu slowa:
-DHAGT !!!! Pożycz mi z pięć złociszy....
Dhagt'a to rozbawiło , zaczął się śmiać, po chwili mu przeszło, i powiedział to co zwykle:
-WYNOCHA!

Minęły cztery dni, Nevar z zadowoloną miną właśnie sprawdzał zasady działania zamków, w jednym z domów niedaleko bagien,uchylil drzwi, wślizgnął się do środka.Idąc schodami w górę zaczął słyszeć jakieś stłumione dzwięki, podkradł się ,delikatnie otworzył zamek.Stojac tak pod tymi drzwiami przygotował ostrza, ścisnął mocno rękojeści ostrzy, z kopniaka wyważył drzwi, wpadł do pomieszczenia szukajac goraczkowo celu, gdy z tropu zbiło go zawołanie:
-Ja cię kretynie ZABIJE!!!!-Tak... To był głos Dhagt'a ktorego Nevar przyłapał na jedzeniu kolacji , z córką  Barona Athonisa z Minoc.
Nevar nie tracąc czasu , złamał boską zasadę, i wyskoczył przez okno , przy kaskadzie Wiwatow Generała , a brzmialy one tak: Cor Por, Cor Por.
Nevar idąc ciemnym lasem zastanawiał się gdzie popełnił błąd, i wtem go oświeciło....

Dwa dni po delikatnej wpadce z włamaniem, stał trzezwy przed domem Norielna, mając plecak wytrychów, ostrza, i grymas na twarzy świadczący o tym iż nie jest pijany!A jak się to włamanie skonczylo , czy tam seria włamań, o to już można Norielna pytać.

Dziekuje za poświęcony czas temu tworowi, możliwe że cześci ludzi spodoba sie rpg na wesolo.A sztywniakom nie ;) Pamiętajmy! Iż rpg nie musi przypominać czarnej mszy ;)
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2011 08 09, 16:35:02
hahaha fajne!

LoA roxa ;]
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: KAroln w 2011 08 11, 19:00:06
maleui - choragiewka, gdzie mocniej wiatr zawieje tam ja niesie ;)
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2011 08 11, 20:56:54
a moze po prostu mi sie podobalo opowiadanie z humorem? Karolku, jak nie masz nic sensownego do powiedzenia to lepiej milcz.

Mojo na pisz coś jeszcze fajnie się czyta coś co nie jest "opisem czarnej mszy" ;)
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: Hexin w 2011 08 11, 22:01:25
tez chcę wiecej! Obiecywaleś, że niedlugo napiszesz!
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: Felixor w 2011 08 12, 11:48:26
Pisz pisz :D dobre to bylo. Maaaaaaaaaaamoooooooooo :D
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: Maelui w 2011 08 12, 12:59:33
posenka dla nevarka "Nie zaczpiaj mnie, bo powiem mamie" :D
Tytuł: Odp: Zlecenie:Czyli, nic nie jest takie proste... na jakie wygląda
Wiadomość wysłana przez: MojoJojo w 2011 08 14, 00:35:33
Ok postaram sie cos sklecic jeszcze, o tym, nie slawnym , i nie klimatycznym LoA. ;)

Mi jest na reke pisanie o czyms co ma doze humoru a nie kolejny bzdet o ratowaniu swiata, zabiajniu demonow, czy byciu mega bohaterem. Zrozumcie ze sosaria byla ratowana juz tyle razy , ze to juz jest obrzydliwe ... czytac o tym znow ;) Badz jak pisalem MROK I ZŁO! To troche hmmmm zboczone sie juz robi , z tym mrokiem i zlem. Czemu nikt grajacy rolnikiem nie napisal o tym jak sie sieje plony?:)