Jeszcze tylko parę sztuk i na dziś juz dość.. - szepnął do siebie zmęczonym głosem, pochylając się nad kolejnym czystym pergaminem. Miał już szczerze powyżej swych spiczastych uszu tego pisania. Nie z powodu zmęczenia ciała. Te akurat miało się świetnie i niejeden trzydziestolatek mój pozazdrościć kondycji iaurhin'owi. Męczyła go monotonia. Czyżby faktycznie zaczął się starzeć?
Podniósł wzrok spoglądając na metalowe wrota ocllańskiego banku. Zdecydowanie wyczuł coś dziwnego. Skupił się ale nie mógł określić aury stojącej za drzwiami istoty.
Ciche pukanie.
Nie wiedział czemu wstaje i podchodzi do drzwi. Zwykle wyłączał sie całkowicie na otoczenie, kiedy pogrążał się w swych zajęciach.
Ale nie tym razem. Tym razem zainteresowało go to, co zobaczy za chwilę za drzwiami.
U progu stala mała elfka. Półnaga, zziębnięta, zmęczona. Ale spoglądała na niego hardo tym dziwnym wyrazem oczu. Zbyt poważnym na jej wiek. Zbyt...właśnie...zbyt co?
- Prze...przepraszam Pana. Ale nie widział Pan mojej mamusi? - piskliwy głos dziewczynki wyrwał go z zadumy.
- Mamusi? Jakiej mamusi? CO tu robisz dziecko? I czemu jesteś prawie naga? - Corvin lustrowal dziewczynkę od stóp do głow. Młodziutka ale nabierająca już kobiecych kształtów. Jasna twarz o dużych szmaragdowych oczach. Lubił elfy. IaurHin przyzwyczajony do tego, że patrząc na żywą istotę widział w ułamkach sekundy jak ta usycha i przemija, patrząc na elfy mógł nasycić wzrok pięknem. Nie żeby go ono zachwycało. Jałowy umysł Corvina nie znał tych głębszych uczuć. Lubił na nie patrzeć dla odmiany.
- No...no mojej mamusi Proszę Pana. Nie widział Jej Pan?
Skupił swój wzrok znów na oczach dziewczynki. Nie znalazł tego czego się spodziewał. Nie był to wzrok przerażonego dziecka. Dlaczego?
- A kim jest Twoja mamusia? Jak wygląda?
- No mamusia. Wygląda jak moja mamusia. Mówicie na Nią Matka Natura
C..co? O czym mówi to dziecko? I czemu do diabła nie może zajrzeć w jej umysł?!
- Podejdź i usiądz.Tak, tak lepiej. teraz załóż to. Dobrze. A teraz powtórz co powiedziałaś.
- A co powiedziałam? - wielkie szmaragdowe oczy wpatrywały się w Pielgrzyma. Niezwykłe oczy.
- O mamusi. Kim jest Twoja mamusia.
- No moją mamusią przecież ! Mówiłam, że nazywacie Ją Matką Naturą
Znów to samo uczucie. Myślał, że to przypadek, że źle ją odczytał. Ale tym razem było tak samo. Mówiła prawdę. A przynajmniej wierzyła w to co mówi.
CDN