Dzień zapowiadał się standardowo czyli popić, pobawić i spać.
Bank Yew
*Wyciąga butelkę krasnoludzkiego spirytusu z plecaka*
Krasnolud jeszcze nie przyłożył butelki do ust a już słyszy głos dobiegający z drugiego końca banku
-Nie będę po Tobie sprzątała!
-Bankiereczko pikno, zapywniom, zy po mni nigdy zys ni musiolo sprzotoc. *uśmiechnął się szeroko*
Krasnolud starał się nawiązać bliski kontakt z bankierką, zapraszał ją do Twierdzy, zachęcał bogactwami, jednak wszystko na nic, został spławiony i wywalony z banku.
Idąc do żeglarza aby dopłynąć do Cove, krasnolud prosił Storna o piękną kobietę.. piękną jak ta bankierka z Yew.
Cove
Gdy zszedł z łodzi i kierował się ku wyjściu z portu zauważył zjawiskowo piękną kobietę. Stała taka bezbronna i uśmiechała się do niego. Na twarzy krasnoluda pojawił się uśmiech jakby woda morska zamieniła się w spirytus.
-Hej!
-Vemu
W mgnieniu oka zjawiła się ona obok krasnoluda opierając się o jego ramie, ubrana była w krótką czarną tunikę a przepasająca ją wstęga dodawała jej niebywałego uroku, te nogi, te pośladki, ten uśmiech.. te ciało! Krasnolud stał jak wryty, nie spodziewał się tak szybkiej reakcji Storna na jego prośbę.
-Idziemy do karczmy? - delikatnym głosem zaproponowała kobieta
-Chodźmy - niepewnym głosem odpowiedział krasnolud
Otwierając drzwiczki z portu i przepuszczając kobietę przodem nie odrywał oczu od tych nóg, nie mógł uwierzyć szczęściu, w końcu miał przy sobie baryłkę spirytusu i piękną kobietę.
W karczmie:
Ledwo co zdążyli zasiąść przy stoliku ze świecą a młoda dama już stała obok Fascoda przedstawiając się.
-Jestem Kamytla, młoda, piękna ... - mówiła tak szybko, jakby recytowała
- i skromna.. - przerwał lekko zniesmaczony krasnolud
Szybko usiadła na krzesełku obok lekko rumieniąc się.
-Podobasz mi się - szybko dodała
- Fascod Zharrad-Grund In Glorio mnie zwą -dodał spokojnym głosem po czym powoli spuścił rękę na kolano ślicznotki
-Może wyglądam na bezbronna ale rękę mogę upierdolić! - twarz kobiety nie pokazywała żadnych emocji aż po krótkiej chwili wybuchnęła śmiechem
Fascod uśmiechając się zabrał rękę z kolana Kamythli, rozmowa toczyła się dalej. Po krótkiej chwili poprosiła go o przysługę.
-Wyświadczysz mi drobną przysługę? I nie są to zakupy..
-Hym.. Jaka to zos przysluga cu?
-Szukam czwórki dzieci, dzieci mojej siostry
- Se siostro zgubiola bajtle to se je znojdzie, z jokiej okozji jo mom je szukoc?
- A kolanko ładne mam? - wysunęła nogę spod stołu przy tym uśmiechając się kusząco
- Przysługa za przysługę - dodała bawiąc się naszyjnikiem wiszącym nad jej piersiami
Po chwili milczenia Fascod zapytał: - Kaj te bajtle mogo być?
- Pytaj w Cove i Yew, jak czegoś się dowiesz ja zgłoszę się do Ciebie - mówiąc to powoli zbliżała się do Fascoda aby usiąść mu na kolanach. Ręce Fascoda wędrowały po przepięknym ciele kobiety a gdy chciał ją pocałować ona rozpłynęła się w powietrzu bez słowa.
-Cu za czort?! - krasnolud siedział jak wryty przez kilkadziesiąt minut po czym od barmanki dowiedział się, że jedno dziecko było widziane w Cove, najprawdopodobniej zostało przygarnięte przez jednego z mieszkańców tego miasta.
Czy odnajdzie resztę dzieci? Czy zjawiskowa kobieta wyświadczy mu przysługę? ;D
Starałem się opisać jak najlepiej, talentu do pisania nie mam także jest co jest.. :) Dzięki za dobrą zabawę. :)
robiłem screeny ale program nie załapał :(
Wesele Devy i Vergila
Rozmowa na przyjęciu zeszła na temat dzieci, Fascod dowiedział się od Lostary Yil, że na wychowaniu ma jedno dziecko - wiosnę. Idealnie pasuje do szukanego przez Krasnoluda dziecka.
(http://images43.fotosik.pl/1115/1b054d17e5791d80m.jpg) (http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=1b054d17e5791d80)
Dowiedział się wielu szczegółów które to poruszyły go do szybszej pracy przy szukaniu dzieci. Już następnego dnia z rana ma zamiar wyruszyć w miasta aby pytać władz o porzucane dzieci, czy uda mu się odnaleźć pozostałą trójkę?
Tak jak zamierzał, ruszył z rana na poszukiwania, wpadł na Lostarę Yil z którą to po krótkiej rozmowie wyruszyli w kierunku jej domu. Dowiedział się od niej, że dziewczynka wspominała o swojej matce, dziewczynka twierdziła iż mówimy na nią Matka Natura, Lostara nie poruszała już tego tematu.
W domu zobaczył śpiącą małą nimfę, postanowili jej nie budzić-popatrzeli po czym zeszli na dół. Lostara dodała, że dzieci szuka demon, Fascod zaniepokoił się tym faktem, ponownie postanowił za wszelką cenę odnaleźć te dzieci jak najszybciej, szybciej od demona.
(http://images45.fotosik.pl/1127/3d77834de8c0f561.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Yew
Siedząc jak zawsze w karczmie spotkał Corvina Mayere którego to spytał o dzieci, tak jak czynił to z każdą napotkaną osobą.
Rozmawiał z nim dosyć długo, Krasnolud powiedział mu o nich wszystko co wie, oraz to czego chce się jeszcze dowiedzieć, Corvin sprawiał wrażenie osoby która wszystko na ten temat doskonale wie, jakby sam w tym siedział. Po pożegnaniu się z Corvinem poskładał całą rozmowę w całość, wywnioskował, że to on musi opiekować się kolejnym dzieckiem.
Pozostała dwójka, czy pojawią się nowe poszlaki które pomogą odnaleźć kolejne dziecko? Oby demon nie był szybszy...
Yew
Kolejny dzień spędzany w karczmie, kolejne butelki spirytusu traciły swoją zawartość. Śnieg padał, Fascod pił, nic nadzwyczajnego, jednak niespodziewanie do Krasnoluda przysiada się piękna kobieta. Początkowo pijany Krasnolud nie poznał kobiety, myślał, że to pierwsza lepsza panienka, jednak to była ona.. kobieta z Cove. Szeroko otworzył oczy, na blat wystawił drugą pełną butelkę, starał się nie bujać na boki a słowa wypowiadać wyraźnie.
-I jak? Jak poszukiwania? - zapytała kobieta
-Dwo, wim kaj są dwo.
-Świetnie! - uśmiechnęła się słodko zakładają nogę na nogę
(http://images50.fotosik.pl/1136/65cc2b762c711d53.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Krasnolud zdradził kobiecie wszystko czego dowiedział się przez czas poszukiwań, powiedział kto ma jakie dzieci, dosłownie wszystko czego się dowiedział. Dostał kilka wskazówek które powinny mu pomóc w dalszych poszukiwaniach. Po odejściu kobiety Krasnoluda ogarnęły wątpliwości, czy kobieta chce go tylko wykorzystać do odnalezienia dzieci, no właśnie, co zrobi z dziećmi? Siedział tam jeszcze przez długi czas pijąc spirytus, wpadł na pewien pomysł, jednak czy pomysł okaże się dobry? Czy uda mu się go zrealizować?
Zapraszam na kolejne odcinki :D
To pewnie przedstawicielka siatki pedofilów sosaryjskich ;D
Cytat: Lindi w 2011 09 30, 21:45:10
To pewnie przedstawicielka siatki pedofilów sosaryjskich ;D
Przyznaj się!
Tak przy wszystkich? ::)
Cytat: Lindi w 2011 10 01, 15:45:58
Tak przy wszystkich? ::)
Pamiętaj co mi obiecałaś...
Wskazówki które dostał oraz długie poszukiwania zaprowadziły Krasnoluda do Cove. W mieście tym spotkał Sinthie z którą to wdał się w długą rozmowę, długo przekonywał kobietę i towarzyszącego jej Malkolma do swoich dobrych intencji, tłumaczył im, że woli butelkę spirytusu jak szukanie dzieci, jednak... tu chodzi o ich bezpieczeństwo. Po długiej rozmowie udało się ich przekonać i ruszyli w stronę domu.
(http://images39.fotosik.pl/1096/071bca747a7ee4e7.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Domek Sinthi
Wchodząc do domu nie zamienili wiele słów, Sinthia wskazała na górę gdzie się udali aby zobaczyć dziecko.
(http://images50.fotosik.pl/1140/e47ce48459a3814c.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Spoglądając na dziecko z góry Fascod poczuł chłód, dreszcze przeszły jego ciało. Nie mówili nic i zeszli na dół aby porozmawiać nie budząc dziecka. Spytał towarzyszy czy im także zrobiło się zimno, potwierdzili zdanie Krasnoluda.
-A winc zima - powiedział krasnolud
-*Kobieta przytaknęła tylko*
-Nu tu wimy koj je zimo i wiosno, tyro musim namowić Corvina coby ze nomi wspolprocowol, licza na Woszo pomoc!
-Pomożemy, porozmawiamy z nim, zabierzemy jeszcze Lostare - odpowiedziała Sinthia
-Mom genialny plon! - głośno powiedział Krasnolud z wyraźnym podekscytowaniem na twarzy
-Ino trzo nom wszystkich - dodał zmieniając ton na normalny.
Długo opowiadał wtajemniczonym o swoim planie, Sinthia i Malkolm zgodzili się, muszą jeszcze zapytać Lostarę i namówić Corvina. Trójka dzieci odnaleziona, gdzie jest czwarte? W jakim mieście ma szukać? Być może pojawi się jakiś nowy trop który pozwoli odnaleźć dziecko, zobaczymy.
Nie widzi mi się to opisywanie, no ale nie ma kto wyręczyć :)
Długie poszukiwania zakończyły się sukcesem! łatwo nie było, jednak keg dobrego spirytusu załatwi wszystko. Przekupił spirytusem pewnego wojownika z Yew który to pokazał dom opiekuna czwartego dziecka.
Opiekun nie był początkowo skory do rozmowy, jednak po chwili zorientował się, że krasnolud przyszedł z poważną sprawą i jest pokojowo nastawiony.
Gospodarz zaprosił go do domu, zasiedli przy stole a krasnolud szybko zaczął mówić jaki jest cel jego wizyty. Opowiadać zaczął od początku, od tego jak kobieta z Cove poprosiła go o przysługę odnalezienia dzieci, wtedy też uśmiech zszedł z twarzy gospodarza, krasnolud zauważywszy reakcje człowieka uśmiechnął się i uspokoił go.
-Jo obre intyncje mom, ni chco skrzywdzić bajtli, ino byzpiczyństwo chco im zapywnić. Podobno jokiś demon tyż ich szuko, ni moży być coby szybcij ody mni odnolozl je.
-Co zrobisz jak je znajdziesz? Czy kobieta która prosiła Cię o przysługę jest godna zaufania?
Z wielkim uśmiechem na twarzy krasnolud odpowiada -Ha! Nu baba myśli, ży na glupiego trefiła! a tu psikus.. trefiła no mnie! Jo si wykiwoć ni dom, oj ni. Plon mom toki, coby wszystkiek bajtle do jednyj chałupy przywlec, wszystkich opikunów wroz z nimi a baba samo mnie znojdzie i przylezie, jok bydzi miolo zle intencje to... krasnolud mocno zacisnął pięści -bydzi tygu żałowoć!
Wypił pół butelki krasnoludzkiego sirytusu po czym z uśmiechem na twarzy zapytał: -Zotym dobrzek trofil? Waść opikuje si bajtlem?
-Możliwe.. - niepewnie odparł gospodarz. Po wypowiedzeniu tych słów do pokoju wbiega dziecko, karłowaty niziołek.
(http://images43.fotosik.pl/1193/003cdfc3dd7e3880.jpg) (http://www.fotosik.pl)
-Czyli rocjo, obre to so wszystkiek! Piknie! Gospodarzu, znolozl zek już wszystkie dzieci, tyroz musimy spotkoć si wszyscy i porozmowioć. Plan mój już żyś poznoł, innygu wyjścio ni widzo, zbieremy je do kupy i zoboczymy czego baba chcy.
Wyjaśnił gospodarzowi kto opiekuje się resztą dzieci, po czym wdał się w rozmowę z Olirithem bo tak nazywał się malec. Niziołek chciał się pochwalić krasnoludowi co złapał, zgodził się na to Fascod jednak nie spodziewał się tego co zobaczy.
(http://images35.fotosik.pl/1006/a45188e31e91f132.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Przy stole zapanowała cisza, wszyscy popatrzeli na siebie z przerażeniem, nie wiedzieli co zrobić. Dziecko schowało kruka do plecaka i jak gdyby nigdy nic z uśmiechem na twarzy bawiło się widelcem. Nie wiedział, że Czarny Kruk nie zapowiada nic dobrego..
Niziołek pobiegł do siebie pobawić się, a gospodarza odwiedził stryj z którym to wdał się w rozmowę.
(http://images41.fotosik.pl/1160/00ee0e328dd083f7.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Chwilę po zakończonej rozmowie ze stryjem w domu rozlega się dźwięk pukania do drzwi. Przybył czerwonoskóry łysol w czarnej todze o nieprzyjemnej twarzy.
(http://images46.fotosik.pl/1150/52676e8ddb2963c5.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Gospodarz zaprosił przybysza do stołu, wyraźnie nie spodobało mu się to, że krasnolud przebywał w domu. Przybysz nalegał aby oprowadzić go po całym domu, koniecznie chciał zobaczyć wszystkie pokoje, wyraźnie czegoś szukał. Wróciwszy na dół, do stołu, zaczęła się rozmowa.
(http://images47.fotosik.pl/1193/8e41098557a02bf1.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Krasnolud już wiedział, to ten demon o którym wspominała Lostara Yil. A demon który szuka dzieci i Czarny Kruk nie przyniosą nic dobrego. Przybysz poprosił gospodarza o wierzchowca i odjechał, a krasnolud i człowiek poszli do ogrodu porozmawiać na świeżym powietrzu. Rozmowę coś przerwało
(http://images45.fotosik.pl/1194/faaf422c596e82b1.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Był to głos dziewczynki, błagający głos. Obaj Panowie szybko chwycili za broń i ruszyli do domu, niestety tam nic nie znaleźli, nie wiedzieli co czynić, ledwo radzili sobie z nerwami. Zorientowali się, że dziewczynką-wiosną opiekuje się przecież Lostara, gospodarz padł z przemęczenia i wrażeń, pobiegli więc we dwóch do Scara, stryj gospodarza i krasnolud. W Scara spotkali Lostarę która płakała, lamentowała, że nie dopilnowała dziecka, na całe szczęście okazało się, że dziecko zatruło się jedzeniem i nic mu nie będzie. Czarny scenariusz, że dziewczynka została zabita przez demona się nie sprawdził. Lostara wynajęła opiekunkę dla dziecka i zgodziła się przenieść dziecko do domu w którym mieszka niziołek. Uzgodnili, że poproszą o to samo Sinthię, a następnie wspólnie porozmawiają z Corvinem. Nie pozwolą aby dzieciom stała się krzywda, razem stawią czoła tym, którzy będą chcieli je skrzywdzić.
Dzień następny
Tajemniczy list jaki dostał Krasnolud kazał mu iść do dzielnicy biedy w Minoc. Tak też zrobił. To co zobaczył przyprawiało go o mdłości. Odpadające tynki, brud, żebracy na ulicach, brudne i głodne dzieci.. Co to ma być? Długo szwendał się po dzielnicy aż wpadł na pewnego żebraka.. Oczywiście musiał dostać kilka złotych monet zanim zaczął cokolwiek mówić. Krasnolud pokazał mu list jaki otrzymał, okazało się, że list został wysłany przez żebraka na polecenie czerwonoskórego łysola. Dobrze płacił także żebrak z chęcią wypełniał jego polecenia, następnym poleceniem było zapytanie czy widział skamieniałą kobietę na kolanach u hydry. Fascod nie widział tam nigdy niczego takiego także postanowił się tam wybrać. Jeszcze przed jego odejściem żebrak zatrzymał go i pokazał mu białą urnę z trzema monetami, miał wylosować zaraz po powrocie od hydry.
(http://images47.fotosik.pl/1259/ab0a4b1fea5c2463.jpg) (http://www.fotosik.pl)
W drodze powrotnej wysłał gołębia do Sinthi i Lostary aby odwiedziły Minoc.
Spotkali się wszyscy razem w jednym z namiotów w Minoc, tam też żebrak wyciągnął urnę i mieli losować. Żebrak prosił o określenie cech charakteru dziecka jakie maja pod opieką a następnie o wylosowanie monety, Sinthia dobrze wykonała zadanie, niestety Lostarze podwinęła się noga..karą za to miała być klątwa na dziecko jakim się opiekuje, Hearta z dziewczynki radosnej i wesołej miała zmienić się w smutną.
(http://images50.fotosik.pl/1269/58885ac99b2f366bmed.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Następnego dnia losował opiekun dziecka które upolowało kruka i Fascod w zastępstwie za nieobecnego opiekuna. Krasnolud wybrał złą monetę ale dobrze określił charakter dziecka, zatem nic mu nie groziło. Jego towarzysz wypełnił zadanie dobrze w całości.
Te dzieci także były bezpieczne, lecz co z Heartą..?
(http://images39.fotosik.pl/1205/f524682f154f9e3d.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Powrót z Minoc
-Spotkania, wizyty, jak ja tego nie lubie - mruczy pod nosem.
Po "wizycie" w dzielnicy Biedoty wracają w ponurym nastroju do domu.
Odwiedzają po drodze dom Wedrowca, niestety wybrał, się w kolejną podróż, ale przed wyjazdem prosi o opiekę nad podopieczną.
Burzliwa dyskusja, spory, kto się zaopiekuje Alea.
Fascod jest już prawie zdecydowany, ale ostatecznie decydują się ze lepiej będzie jak zamieszka z bratem.
Pojawił się drobny epizod w którym poszukiwaliśmy Fascoda, a potem dalsze części które wspólnymi siłami jeszcze dzisiaj opiszemy :)
Jak to tak ze ona chorobowa jest? - Spytała Cheysulia Lostarę z lekkim zdziwieniem na twarzy. - Złe sny miewa, które męczą ja jak tortury jakieś. Koszmar w pełnym tego słowa znaczeniu... - odpowiedziała Lostara ze smutkiem w oczach - ale znam kogoś kto mógłby nam pomoc - i wtedy to siedząc przy roztrzęsionej Hartei która otulona za dużym płaszczem sprawiała wrażenie jakby bała się coś powiedzieć doszły do wniosku, że należy się udać na bagna to pewnej wiedzmy.
Hartea co prawda została w domu, ale Cheysulia i Lostara wyruszyły niezwłocznie w te odległą krainę - liczyło się przecież zdrowie psychiczne dziecka, zwłaszcza takiej kruszynki jak Hartea. Kraina ta zewsząd zamknięta górami do której dostać się można było jedynie przez wąskie przesmyki lub długie korytarze jaskiń, skrywała w sobie wiele tajemnic. Wiele
odkrywców i poszukiwaczy miało by tutaj wiele radości, badając ja kawałek po
kawałku, jednakże dziewczyny nie miało na to czasu. Czas naglił, a wiedziały tylko orientacyjnie gdzie może skrywać się stara wiedźma. Mimo dość nie sprzyjających warunków, jak smród który unosił się nad bagnami i
grząskiego gruntu, podróżniczkom udało się dojść do starej wiedzmy, która z
początku nie była najmilej nastawiona...
-Czego chcą? I co szukają? - padło z ust wiedzmy.
-Szukamy rady i odpowiedzi na nurtujące nas pytania - odpowiedziały dziewczyny niemalże chórem - wiedźma, w typie materialistki, nie chciała się podzielić tym co wiedziała, ale kilka łyków trunku, nieco dobrego jadła i otaczająca ich
chmura dymu tytoniowego sprawiły ze atmosfera znacznie się poprawiła.
(http://img687.imageshack.us/img687/6277/sabat123.jpg)
'Duszny wieczór na bagnach przy ognisku do pieczenia ryby' - Wyjątkowej jakości obraz [Namalowała: Cheysulia]
Kilka posunięć księżyca i już wiedziały, już znały odpowiedz: Dwa kamienie w jaskini wstydu - Wszystko dobrze, wszystko ładnie i pięknie. Droga znana, sakwa pełna ziół, kołczan pełen strzał, konie napojone, i wiele odwagi w sercu mimo że to kobiety dość waleczne, ogarniał je niepokój. Chodziło przecież by przynieść ulgę dziecku. Malej zielonej istotce, której samo spojrzenie chwyta za serce.
Zapadła decyzja - potrzeba nim silnej męskiej ręki, która pewnie chwyta za miecz, i która nie boi się zejść głęboko pod ziemie by pomoc dwom dziewczynom, a docelowo malej dziewczynce.
Decyzja jednogłośna - przyda się ktoś. Ogromne skupienie malowało się na twarzy Lostary kiedy inkantowała zaklęcie. Blask światła, kilka iskier i jakby spod ziemi otworzyła się magiczna brama, w która weszły...
W Yew jak to w Yew. Gwar, szum, dużo ludzi - Ktoś tu pewnie będzie chętny - powiedziała Lostara i właśnie w tym momencie Cheysulia wpadła na Erala. - Wita Chey go - skłoniła lekko głowę i wzięła Lostare pod ramie - To jest Lostara, a to jest Eral, dobrze wojownikuje on - przytaknęła głowa i zatarła ręce. Cheysulia nigdy nie miała najlepszej ogłady i nie owijała w
bawełnę, wiec prosto z mostu wypaliła - Chce iść ze nami na wyprawu?Eral zgodził się rzecz jasna, wszak przypinka rekruta na jego zbroi zobowiązywała do pomocy, ale i tak bardzo chciał. Nie wiadomo czy to za sprawa urody dziewczyn, czy może faktycznie miłowali niebezpieczeństwo i przygodę, czy tez może kierowała nimi chęć zarobienia -
ale dołączyli do nich jeszcze: dzielny zbrojny Rennard Knag i Bor Brethill - choć może nie wyglądał jak żółw, potężny i ociężały to z niezwykła wręcz gracja posługiwał się swoimi zabójczymi ostrzami, choć Cheysulia miała w głowie jego obraz jak wpada w przeciwników jak zwinięty jeż, to jednak największy obowiązek spoczął na szerokiej tarczy Rennarda..
Drużyna przedzierała się przez grupy szczuroludzi z łatwością jakby się nożem wodę kroiło. Metr po metrze schodzili niżej, i niżej w głąb góry, a korytarze wydawały się jakby miały się nie skończyć. Tropiciele nie zawiedli, i w ciemności dopadli małego, świszczącego przez zęby szczuroludzia, który już na przywitanie próbował jednej z osób zrobić krzywdę.
Nie boi się on, Chey nie chce krzywda zrobić - kręcąc głowa zapierała się Chey i wyjęła w jego stronę smażone steki - wiedzmu mówiła, że ma on to co interesowania nas robi, pewnego kamieniu... - i rzeczywiście miał, ale tylko jeden...
-Olag nie powie wam kto ma drugi, i tego wam tez nie odda. Chyba ze łuczniczka obieca mu ze go uzdrowi...
-Chey zrobi co w jej mocy... - w sumie Cheysulia nic nie obiecała, ale nowy, porośnięty futrem przyjaciel oddal im kamień i wskazał kto ma następny - choć raczej wolały tego nie wiedzieć.
Musiały mieć dwa kamienie, za dwa kamienie dawały dwie opcje: przywrócić szczurzemu normalna postać, lub uwolnić Hartea'e z koszmarów. Puk co jednak, musieli się skopić nad zdobyciem drugiego kamienia, który dzierżyła
bestia znad podziemnego jeziora, z którym kilku miało bliższe spotkanie. Udało
im się jednak, po długim czasie ciężkiej walki obalić bestie. Co prawda potem mieli jeszcze niezaplanowane spotkanie z demonem, ale o tym jest inna historia.
Udało się wiec! Maja dwa kamienie! Pozostał tylko wybór komu darować jakby drugie życie. Cheysulia padała na twarz, wiec wróciła do domu, Lostara w tym czasie użyła kamieni by pomoc Hartea'i..
Dzień po opisanych wyżej wydarzeniach:
Jest ranek. Lostara siedzi w swojej chatce nad Zatoką. Jest zima, ale w pomieszczeniu jest bardzo ciepło. Hartea ostatnio ciągle narzeka na chłody. Dokładają więc co i rusz drew do paleniska. Hartea śpi jeszcze, nakryta po uszy niedźwiedzim futrem.
Lostara trzyma w rękach dwa kamienie. Jeden kamień ma ostre brzegi, które mogłyby pokaleczyć. Drugi jest nienaturalnie ciepły. Wzdycha kilkakrotnie, wracając w myślach do dnia w którym w wyniku splotu nieszczęśliwych wydarzeń, ściągnęła klątwę na swą wychowankę, po czym stwierdza, że nie ma co się ociągać. Trzeba udać się z powrotem na bagna, zapytać wiedzmę, co sądzi o ich wczorajszych znaleziskach.
Przyzwyczajona do częstych wypraw i życia w biegu szybko jest gotowa do drogi. Kilka ziaren poźniej już wspina się na siodło i wyrusza w drogę na bagniska, wcześniej przejeżdżając kilkakrotnie pod oknami Cheysulii, sprawdzając czy towarzyszki polowań nie ma przypadkiem w domu.
Rozmowa z wiedźmą jest krótka i treściwa. Wyraźnie wiedźmie brakuje już cierpliwości do tak licznych odwiedzin. Wychodzi na to, że odpowiedzi na pytania należy szukać w Osadzie Wiedźm.
Jednak zanim się tam uda, Lostara składa jeszcze jedna obietnice. Wiedźma z Bagien, żąda o niej, aby jeśli w trakcie wyprawy, znajdzie jakiś przedmiot, natychmiast go jej zwróciła. Nie zastanawiając się cóż to może być, i czemu przedmiot ów jest obiektem zainteresowania wiedzmy, ani, że wiedźma wie więcej na temat kamieni niż mówi, zostaje złożone kolejne przyrzeczenie...
.
W osadzie wiedźm Lostara, Sinthia i Fascod, znaleźli wspaniały, wykuty z czerwonej rudy sztylet. Udało im się też połączyć oba kamienie.
Lostara nie poświeciła broni zbyt wiele uwagi i nie namyślając się, nic a nic i nie pytając nikogo o zdanie, popędziła co koń wyskoczy na bagna. Broń oddała wiedźmie, a potem korytarzami magii wróciła do domu. Dała kamień Harteii, która trzymając go w rączkach od razu zasnęła. Po obudzeniu się los Harteii odmienił się, po klątwie nie było śladu.
W międzyczasie małą osadę nad Zatoką, którą Lostara zamieszkuje już od kilku lat, mając za sąsiadki Lee Eliroth i Cheysulie z Ashey'ów odwiedzili goście. Z Zagubionych Krain powrócili już Sinthia i Fascod. Trzeci z gości był niespodziewany. Był to starzec, którego poznali w dzielnicy biedoty w Minoc. Starzec był posłańcem kogoś, kogo tożsamości nie chciał ujawnić. Przekazał im dwie stare księgi.
Z początku sceptycznie zaczęli je kartkować, ale potem okazało się, że treść ksiąg traktuje o Magii Strachu i jest związana z bronią, która wczoraj mieli przez chwilę w rękach, a którą bez namysłu oddała...
Przez kilka następnych nocy Lostara ma kłopoty ze spaniem. Myśl o odzyskaniu sejmitara, stała się dla niej pewną obsesją. Niezliczoną ilość razy czytała starą księgę. Któregoś dnia o świcie zdecydowała się pojechać na bagna i zażądać od wiedzmy zwrotu artefaktu. Nie była przygotowana, że wiedźma odda jej przedmiot po dobroci. Przecież wyraźnie chciała go dla siebie.
Po wysłuchaniu nowego roszczenia wiedźma wybuchnęła złowieszczym śmiechem. Pokazała na trzęsawiska wokół siebie i rzekła:
-"To co tam wrzucę nigdy nie wypływa. Weź łopatę i szukaj jeśli chcesz".
Obłąkana wiedźma nie chciała sejmitara dla siebie...Wyrzuciła go do bagna, aby go unieszkodliwić...
-UJEK, UJEK - wrzask dobiegajacy z góry.
- Co tam? - lekko zniecierpliwiony.
- Wiesz, kręcił tu się ten czerwonoskóry łysol, no i taka jedna, ale pilnowałem, nie wpusciłem - dumnie wypina pierś.
Posmutniał nieco, zastanowił się. Czyżby zbliżał się czas decyzji?
Czas chyba zaprosić Lostarę i Sinthię, Fascod też potrzebny. Szkoda że Pielgrzym w podróży - marszczy czoło.
Zerka na półki z ksiegami. Czas poszukać czegoś, może coś znajde, coś co sie nada.
Wspomina krótkie spotkania z opiekunami, grzebie po półkach.
- Ciekawe, ciekawe - ogląda dokładniej tomy.
- Sion Lutien, czyżby aż tak źle - marszczy zmartwiony czoło. Gdzież ten Pielgrzym, on by doradził.
Czyta w skupieniu tajemne księgi, zastanawia się, wylicza w myślach "złoty naszyjnik - musze poprosić, na pewno pożyczy, cel szczytny, jastrząb - pełno ich w lesie, sowa - tak samo"
Zerka na półki, szuka kolejnych tomów.
- Trzeba przejrzeć je wszystkie, a nuz coś sie nada - mruczy pod nosem. Wali sie kułakiem w łeb.
- Ha, trzeba opiekunów zaprosić, przegadać sprawę.
Kolejny dzień, kolejne spotkanie.
"Jak ja tego nie cierpie" - mruczy do siebie.
- Witam drogie Panie, zapraszam - wskazuje drzwi.
- Znalazłem co nieco na półkach, zerknijnijcie, trzeba cos postanowić.
Czytają w skupieniu, w ciszy.
- Czas na decyzje, co robimy? - pada pytanie.
- Po mojemu, to trzeba próbowac ratowac je wszystkie, przeciez to dzieciaki, co one winne.
Wybiera stone, pokazuje wszystkim odpowiedni fragment.
- Oxeren, jeśli zadamy prawidłowe pytania zapewne bedziemy mieć szanse. Co o tym sądzicie?
- Trzeba odszukać Sejmitar na bagnach, a nuż bogowie wesprą, może byc potrzebny.
- Przemyślcie to, moje zdanie już znacie.
Następnego dnia, pukanie do drzwi.
- Witaj Pielgrzymie, akurat wróciłeś na czas, trzeba podjąć trudne decyzje, trzeba ratować dzieci.
A o kim mowa?:
Fascod sięgnął po butelkę spirytusu. Przełknął z trudem swój ulubiony trunek. Spojrzał na brzuch z którego wypływały flaki.
- I tak było warto – wyszeptał po czym zamknął oczy.
http://imageshack.us/photo/my-images/696/fascod.jpg/
Pomniejsze Beshivy (istoty strachu) dobijały śmiałków którzy ośmielili się je przyzwać, gdy Hana Beshiv (Ojciec Strachu) spokojnie obserwował pole bitwy.
Berethil patrzył z przerażeniem jak Lostara i Sinthia płonęły w ogniu.
- To nie miało być tak – wyszeptał leżący na ziemi Brethil spoglądając na pobojowisko. Ogień przesłaniał mu widok na polanę dlatego nie zauważył jak pochyliła się nad nim Beshiva.
http://imageshack.us/photo/my-images/37/breth0.jpg/
http://imageshack.us/photo/my-images/17/lostara0.jpg/
http://imageshack.us/photo/my-images/850/sinthia0.jpg/
Cheysulia głęboko oddychała, starając się uspokoić. Opierając się o wielkie drzewo wsłuchiwała się w odgłosy tropikalnego lasu. Dotknęła swojej blizny na twarzy.
- Tropiciel nie odczuwa strachu. Las jest moim domem – wyszeptała.
Zaczęła ponownie biec gdy potężny cios z prawej strony powalił Ją na ziemię.
- Tropiciel nie zna strachu – wyszeptała chwili gdy potężna pieść spadła na jej głowę.
http://imageshack.us/photo/my-images/23/cheydb.jpg/
Dziecko zerwało się ze snu z krzykiem. To tylko sen, zły sen, zły sen...
Zapraszam do udziału w jutrzejszym finale questa - chętni ---> Lostara (irc - zmijka)
Jak skrzywdzicie Hartee to was pogryze :<
Pierwsze dni Wysokiego Słońca niemal w całości wypełniały przygotowania do Rytuału.
Opiekunowie zbierali brakujące wiadomości, a także przedmioty, potrzebne do jego wypełnienia. Wertowali przepastną bibliotekę Stolicy, a także prywatne zbiory sosaryjskich kolekcjonerów książek.
Ciągle jednak czegoś brakowało.
W trakcie poszukiwań dowiedzieli się, gdzie znajduje się dzieło, którego wcześniej nie udało im się zdobyć. Dzień przed planowanym rytuałem, decydują wybrać się do biblioteki w Podmroku, jednej z najlepiej zaopatrzonych bibliotek świata. Zbyt obawiają się, że coś mogli przeoczyć i w finalnym dniu coś może pójść nie tak.
Słońce już pomału zachodzi kiedy Lostara i Sinthia razem z wsparciem, stają przed budynkiem biblioteki.
Przed wejściem spotkają drowiego barda, który zwie siebie Piewcą Śmierci. Tłumaczą mu cel swojej wizyty. Elf, pomimo, że w pogardzie ma ludzką rasę i ich sprawy, niespodziewanie szybko zezwala im na wejście do budynku, oferuje im swoje przewodnictwo, a nawet od niechcenia gra na bojowym bębnie, co w tajemniczy sposób wzmocnia ich odwagę.
Przebiegłe to stworzenie wie coś, o czym towarzysze dowiedzą się dopiero za chwilę. W bibliotece zadomowiła się zjawa, dysponująca ogromną mocą.
Cała grupa przyzwyczajona do wyzwań, po krótkiej wymianie "rozkazów" jest gotowa do boju. Stworzenie okazuje się jednak nadzwyczaj silne i szybkie. Grupa ratuje się odwrotem, który zamienia się w paniczną ucieczkę po krętych i ciemnych korytarzach. Magia miota w nich z każdej strony, zupełnie jakby przeciwników było kilku.
Mocno wykończeni docierają, do niewielkiego pomieszczenia, do którego prowadzą dwa wąskie korytarze. Sinthia osłonia przejście magicznym murem, co daje im czas do odetchnięcia. Za ścianą jak oszalały kotłuje się potwór, wysyłając wszędzie wokoło siebie strumienie mocy.
W tym samym czasie z drugiego korytarza wyłania się kolejna czarnoskóra postać. Z postawy, pewności siebie i otaczającej go charyzmy, Lostara wnioskuje, że być może mają do czynienia z przywódcą.
O uprzejmościach nie było mowy.
"-Co tu robi nędzna banda najemników z Cove i Vesperczyk?"
Oba drowy doskonale posługują się wspólną mową, ale między sobą dyskutowali we własnym języku. Już mieli odjechać, kiedy poczwara sforsowała magiczny mur Sinthii, a ponieważ była już rozsierdzona, atakowała wszystko na oślep. Cała grupa ratowała się odwrotem taktycznym. Dotarli do przestronnego pomieszczenia. No! Tu można będzie walczyć.
Nie była to łatwa potyczka. Kiedy zjawa w końcu padła, Lostara rozkleiła się. Pochlipywała w kącie i pociągała nosem. Potem okazało się, że w dalszym ciągu nie mogą wejść do biblioteki, ponieważ jest tam jeszcze drugi, bliźniaczy stwór.
Zdecydowali, że będą się bronić w świątyni. Nie wiadomo, czy to bliskość Bogini, czy poznanie przeciwnika, ale z druga poczwarą poszło gładko. Drzwi biblioteki stały otworem.
Pobiegli tam pospiesznie i odnaleźli brakujący manuskrypt. Było to kilkanaście kartek, spisanego odręcznie pergaminu. Lostara wyjęła czysty papier i pióro i na kolanie pod czujnym okiem gospodarzy, których cierpliwość była już mocno nadszarpnięta, zrobiła pospieszne notatki. Kiedy była już gotowa, wręczyła jednemu z elfów niewielkie pudełko, drobny prezent który przygotowały z Sinthią w podziękowaniu za udostępnienie im wiedzy.
Potem udali się wszyscy do domów. Było już późno i wielkimi krokami nadchodziło ich finalne zadanie.
w skrzynce były naleśniki z bananami? :D
Dzień finalny
Mieli już wszystkie księgi, mieli wszystko co potrzebne było do wykonania rytuału, jednak czy będą w stanie opanować beshiv? Czy opanują Magię Strachu? Dokładnie zapoznali się z zawartością wszystkich ksiąg. Teoretykami byli dobrymi, jednak to może nie wystarczyć do poprawnego wykonania rytuału.
Śmiałkowie wyruszyli na wyspę na której mieszkała Stara wiedźma wraz ze swoim mężem. Powiedzieli wiedźmie o swoich zamiarach, jednak ta stanowczo im tego odradzała, była prawie pewna, że nie będą w stanie opanować przywołańców bądź też ich pokonać. Nie zrobiło to na nich większego wrażenia, poszli szybko w odpowiednie miejsce i się zaczęło...
(http://images37.fotosik.pl/1247/e189536bdfde9c09med.jpg) (http://www.fotosik.pl)
- Patrzcie, wymarzone miejsce do odprawienia rytuałów - wskazuje figurę przed jednym z domów.
Zdenerwowani, pełni napięcia, Sinthia uważnie układa składniki niezbędne do rozpoczęcia rytuału.
- Uważajcie aby ktoś nie wszedł w środek, żeby ktoś kręgu nie przerwał!!!
Puszcza wokół nich ożywa nagle, pośrodku kręgu wyłania się spod ziemi niekształtna chmura z zarysem małej sylwetki dziecka.
- Olirith!!!
- Chcemy odpowiedzi na pytania, skąd sie wzieły te dzieci, jak je uratować, wszystkie?
Krąg nagle słabnie, Beshiv wydostaje się na wolność, rozpoczyna się walka. Po kilku niepowodzeniach udaje się pokonać pierwszą przeszkodę, udało się uratować pierwsze z czterech.
(http://images45.fotosik.pl/1286/3001ddeb7025ac0bmed.jpg) (http://www.fotosik.pl)
- Czas na następna próbę, jedno już bezpieczne.
Opatrują rany po walce, naprawiają ekwipunek, zbierają siły. Sinthia wznawia rytuał. W kręgu pojawia się kolejny cień.
- Poprzedni śmiałkowie przypłacili to życiem - rozlega sie szyderczy głos.
- My ocalimy je wszystkie, odpowiedz, kto chce ich śmierci?
Beshiv-zła wypowiada potężne zaklęcie, atakuje bez ostrzeżenia, drużyna rozbiega sie bezładnie. Kilka chwil walki, kilka chwil niepewności, ale w końcu udaje się pokonać kolejną Beshiv. W chmurze mgły ukazuje sie sylweta kolejnego dziecka.
- Kto to, Hartea czy Alea?
- Alea, ona tez juz bezpieczna - uśmiech radości na twarzach.
- Lostaro, teraz Twoja kolej, na następny rytuał nie mam juz sił.
- Więc spróbujmy razem, Lostara bedzie prowadzić, my wesprzemy, chociaż duchem, a jak czas przyjdzie to i ciałem.
Lostara naprawia uszkodzony krąg, wznawia inkarnację. Nagły błysk, w kregu ukazuje sie sylwetka kolejnej Beshiv, Rara Beshiv-Zwątpienie.
- Czego chcecie?
- Wiedzy o dzieciach.
- Wiedzy.... - postać wykonuje nieznaczny gest.
- Jak to jest nie móc się poruszyć? - Beshiv mierzy kolejno wzrokiem postaci, oglada je uważnie jakby szukała słabego punktu.
- Nieciekawie, coż można zrobić jak się jest zamrożonym.
Na pomoc zaczynają przybywać kolejni śmiałkowie, którym nie jest obcy los dzieci.
Niespodziewany atak, cała drużyna pada,zostaje tylko jedna osoba która odciąga Zwątpienie i po kolei wskrzesza śmiałków.
- Witaj Nesso, witaj Renn.
- Ta jest mocniejsza od pozostałych, chyba potrzebne wsparcie, trzeba pomoc wezwać, sami chyba nie damy rady.
Do grupy dołącza Antheramis i Fryen - teraz powinnismy dac radę.
Trzask łamanych drzew, zbliża się Zwątpienie. Rozpoczyna się krwawa potyczka.
- Ustawcie się, najlepiej na plaży, tam miejsca najwięcej. Pilnować się tylko, nie przeszkadzać sobie.
Chwila chaosu, chwila zwątpienia, ale jednak dają radę kolejnemu Beshiv. Nad zwłokami ukazuje się cień kolejnej postaci, grubego chłopca.
- Ferdek, moje maleństwo - okrzyk radości.
- Przed nami ostatnia próba, najtrudniejsza zapewne.
- Odpocznijmy troche i do roboty. Czas to zakończyć.
- Te stwory karmią się strachem, nie dajcie się zastraszyć. Już czas.
W lesie ukazują się stada żab, w kręgu majaczy kolejny cień - Hana Beshiv-Lek.
- Oddaj nam ostatnie dziecko, troje już wyrwaliśmy siłą.
- Jeśli nie oddasz po dobroci ciebie też czeka los pozostałych.
- Kretyn
- O kim mówisz? o kimś z nas czy o sobie?
- Mówię o Sionie, o tym co napisał księgę.
- To że Was opisał tylko nam pomogło uratować dzieci.
- Kim one są, które są złe a które dobre, jak uratować ostatnie?
- To były zwykłe parobki w domach szlachty, zebrane na rytuał. Nie ma złych i dobrych, to tylko po to aby zasiać niepewność. Jak uratować? Jak pozostałe 3?
Okrutny chichot.
- Rozerę wasze krtanie, napluję do serc, zjem wasze ciała i narzygam na trawę, to moje słowa.
Zamieszanie, postacie co chwila niknące w kurzawie walki. Wreszcie ostatni Beshiv pada na polu walki. Nad jego ciałem ukazuje się sylwetka nimfy.
- Uderzyła się w głowę, ale jest w swoim łózku, maleństwo.
EPILOG
Na pobojowisku ni stąd ni zowąd pokazuje się wiedźma.
- Zabili? To tylko dzieci, owoce lędźwi chłopów i mieszczan. A szukali tej, która przeżyła rytuał?
- To była pikno kobieto zy mynżym? Mamy jo znalyzc?
- Ja byłam tylko nędznym świadkiem, pewnie płacze, bo ktoś dzieciaki uwolnił, poszukajcie jej w dzielnicy biedoty w karczmie albo gdzieś blisko - odchodzi utykając.
Już w Minoc, szukają kobiety i znajdują. Przekazuja dobra nowinę.
Cała grupa, a nazbierało się ich sporo, wyruszyła w stronę karczmy aby opić zwycięstwo. Tyle miesięcy, tyle poszukiwań, tyle walki i trudu nie poszło na marne, dzieci bezpieczne!
(http://images46.fotosik.pl/1242/e132021a646347admed.jpg) (http://www.fotosik.pl)
- Dzieci, to owoce chłopów, żebraków i złodziei...
- Ona chciała władać nad strachem? Że nam to się udało?
- Ciekawe, najważniejsze że dzieciaki uratowane.
- To teraz jesteśmy Władcami Strachu - głośny śmiech
Autor: _berek
A i owszem :)
Ha! Nawet mojego drowa tam widać! :D Szkoda, że nie w swoich domowych kolorach, ale cóż...nie można mieć wszystkiego :D
*ouuuu*
No ale skąd miałeś wiedzieć, że będą zdjęcia robić :)
Eral być gotowy - powiedział pol-ork uderzając toporem w tarcze. Lostara i Cheysulia zgodnie przytaknęły głowami na wznak ze tez są gotowe.
-To co? Kroczące? - Zapytała Lostara wertując księgę na pomoście w Aurin - Chey to pasuju - powiedziała łuczniczka poprawiając pas. Lostara zamknęła oczy i jakby odpłynęła w transie - zna się na magii umysłu, to pewne, ale żeby widzieć oczami tego w czyim umyśle siedzi? Niebywale. Eral - tak masywny ze tylko solidny niedźwiedź jest w stanie go unieść, uderzył w niego łydkami, a niedźwiedź zerwał się do biegu. Lostara chyba cały czas widziała jego oczami, bo gdy ten był o wiele, wiele staj drogi stad jednym pstryknięciem iskier otwarła bramę w miejsce gdzie obecnie stal Eral - weszła w nią wraz z łuczniczką, a kanion w którym się znalazły był wyjątkowo spokojny. Drzewa, które są tutaj martwe napawały lekiem, a masywy górskie wysoko wznosiły się nad nimi, jakby spoglądały na nich groźnie. Cheysulia kilka razy pociągnęła nosem, ale do jej nozdrzy nie doszedł żaden zapach by coś tu się miało czaić, za to smród z północy był nie do zniesienia. Smród ten był tak intensywny ze dawał się we znaki nie tylko jej węchowi, ale także jej towarzysza. Cos niepokojącego błąkało się po północy - to pewne. Cheysulia i Lostara chyba na stale maja wpisane w swoje życie pakowanie się w rożne tarapaty i często przypadek sprawia ze zjawiają się właśnie tam gdzie dzieje się coś niebezpiecznego - to było po prostu wpisane w ich życiorysy. Eral nie oponował, tylko ruszył przodem wąskim wąwozem, a gdy minęli go wjechali na podmokły teren. Smród zgnilizny niemal szczypał w oczy, ale to normalne tu. Ale tu nie o smród chodziło, dziwna moc emanowała z północnego-wschodu. Drużyna pod wezwaniem Świętego Przygoda ruszyła w te stronę, i zastany tam widok zdziwił tylko Erala. Spętana mglista energia dusza Olaga - chłopca zmieszanego ze szczurem błąkała się samotnie po bagnach. Ten sam który nawiedza Cheysulie w snach, zagubiony pomiędzy życiem a śmiercią gdy tylko ich zobaczył zaczął szydzić - Zdrajczyni! Kłamczucha! - Cheysulia minę miała niezwykle kamienna w porównaniu z tym co działo się w jej środku - nie chciała by tak wyszło, naprawdę jej zależało, ale teraz cóż było robić? Olag szydząc oddalił się, a trojka podróżników stała jak wryta w środku bagiennego smrodu.
Lostara przytuliła Cheysulie - ona jedna wiedziała najlepiej co czuje, była z nią a każdym razem kiedy to do niej powracało - Rozwiążmy to raz na zawsze... - powiedziała. Eral nie wiedział zbytnio co się dzieje, ale chcąc nie chcąc, przystał na propozycje podroży do zaginionych krain. Magiczna brama zawsze przyprawiała Chey o mdłości, ale to najszybszy środek transportu, wiec przystała na te podroż.
I z jednych bagien, wylądowali... w kolejnych bagnach. Tutaj może smród tak bardzo nie doskwierał, ale przyjazne miejsce to tez nie było. Nieopodal mieszkała stara znajoma wiedźma, do której się udali - Cheysulia była mocno poddenerwowana, Lostara tez, Eral nie świadomy w co się właśnie pakuje... Wiedźma a, i owszem służyła pomocą, ale to miało swoja cenę:
-Pozbądźcie się takiego jednego stworzonka, strasznie mnie denerwuje, a ja - wskazała sękatym palcem na łuczniczkę - pomogę Ci...
-Dusz Olaga za sercu stwora? Niema problematyka - zgodziła się Cheysulia i znowu bez pomyślunku zawarła kolejna umowę, która tym razem była jeszcze trudniejsza.
Odnalezienie potwora nie było trudne, ale z każdym tropem narastał nie pokój. Znajome ślady, i jak się okazało - miała racje. Nim weszli na w wąwóz bestii, wpadli na Piewce Śmierci. Cholera wie skąd on tutaj, ale poszedł za nimi - nie wiadomo czy chciał pomoc czy tylko się pośmiać z nieudolnych 'iblith' czy jak ich tam zwal...
W każdym bądź razie stanęli na przeciw temu co nękało wiedźmę i zaczęły się problemy. Cheysulia wpadła w panikę, wargi jej drżały, a nikt z towarzyszy nie wiedział o co chodzi? Zawsze jej luk był gotowy do strzelania we wszystko co wiązało się z niebezpieczeństwem a teraz?
-To jest panteru! To jest panteru! - lamentowała - Chey nie może walczyć! Dala słowo dla wiedźmu i znów u klatwowac Chey będzie...
-No i co ze panter to jest? - Spytał już teraz totalnie zdezorientowany zaisaniala sytuacja Eral R'monn.
Cheysulia uniosła naramiennik i pokazała opaskę z Okręgiem Bogów - Chey totema pantery, Chey nie może walczyć.
A pantera podchodziła coraz bliżej i gdy stanęła o kilka kroków przed nimi i wyszczerzyła kły gotowa bronic swojego terytorium, Cheysulia teraz już była całkiem skołowana - Co to jest?! - Spytała Lostara widząc wiszące oko pantery - To żyje?!
Zylo, ale jakby nie żyło. Spore bydle, i to chyba jakieś zombie!
Łuczniczka otarła zasmarkany nos przedramieniem i jakby wszystko się odwróciło - Kto mógł zrobić takie coś?! Jej duszu jak duszu Olaga, uwiezione miedzy tu a tam... Trzeba odesłać jej Naname do Mat... - Ale nim skończyła pantera zaatakowała, i pewno rozszarpała by kobietę gdyby nie wpadł pomiędzy nie Eral przyjmując cala energie skoku na tarcze. Pantera-zombie odskoczyła, ale nie zamierzała przestać. Eralowi to wystarczyło, aby oczy napełniły mu się gniewem. Ruszył na bestie zasypując gradem uderzeń topora. Walka była trudna tak, ze nawet naigrujacy się z walczących mroczny elf zaczął ich wspierać pieśnią. Melodia, której slow nie rozumieli grała w uszach tak ze atakowali ze zdwojona agresja, aż bestia padła.
Chey odrzuciła luk i podbiegła do leżącego ciała, wyjęła nóż i wbiła w serce mówiąc - Nie błąkaj się więcej, wróć do Matki i zanieś jej me modlitwy. Nie wiadomo czy pantera czy kiedykolwiek oddychała, teraz już na pewno nie. Leżała bez ruchu, a w kolo niej zebrali się zmęczeni podróżnicy. Wykroili serce i włożyli do skórzanego worka - na tym przecież zależało wiedźmie. A łeb owinęli w skore - po powrocie się wypcha to. - I tak Zmartwienie wiedzmy zakończyło żywot.
Układ był jasny, dusza Olaga za serce - najpierw uwolni dusze ona. - powiedziała Chey do wiedzmy, na co ta odparła - nie ja... Ty to zrobisz, a pomoże Ci to! - i wyciągnęła rękę przed siebie. Bagno zaczęło niebezpiecznie bulgotać, jakby wrzało, a z niego powoli wyłoniło się ostrze! Te samo ostrze które sprawi ze demon strachu będzie Ci posłuszny jak pies! Wiedźma złapała za rękojeść i wyszarpnęła je z bagna, strzepując z niego resztki błota. Cheysulia odwiązała skórzaną sakwę z sercem - Sercu za ostrze... - Złapała delikatnie ostrze, i rzuciła w wiedźmę sakwa. Ta puściła rękojeść by łapać sakwę, a Chey złapała oręż.
Układ to układ. Maja 'to' ostrze, teraz tylko odnaleźć na Ilshenarskich Bagnach dusze Olaga.
Trudne to nie było, bo energia zabłąkanej duszy sama ich przyciągała. I oto stali w trojkę, naprzeciw kolorowej masie energii
- Podejdzie on! Chey chce pomoc...
- Kłamca! Kłamca! - odpowiedział odsuwając się raz po raz gdy łuczniczka chciała podejść.
-Chey naprawdę! - i zacisnęła zęby. Brzemie to było naprawdę ciężkie.
(http://img41.imageshack.us/img41/5605/junglay.jpg)
Cheysulia ścisnęła rękojeść niezwykłego artefaktu, zamknęła na chwile oczy a gdy je otwarła z warknięciem skoczyła w jego stronę: Odwagu jest nieśmiertelne! - i rozcięła magiczna energie, która jakby wylała się masy.
-Chłopak! - krzyknęła Lostara, a Eral bez zastanowienia wbiegł i włożył ręce w energetyczny byt. Na oślep złapał nogę chłopca, chciał wyciągnąć go na 'żyjącą' stronę. Lostara i Cheysulia próbowali pomoc, na oślep grzebiąc w energii, ale moc tam była o wiele silniejsza niż potężne ramiona pol-orka. Chłopak odpłynął na druga stronę, jedno jest pewne - jego dusza, jak dusza pantery nie będzie błądzić miedzy tym, a tamtym światem.
Cheysulia upadla na kolana, a oczy zaszkliwszy jej się od dziesiątek łez - na nic było przytulenie Lostary. Cheysulia wytarła łzy w płaszcz który został po chłopcu, i wspierając się na broni podniosła się. Lostara ucałowała ja, uspokajając - Nie Twoja wina, nie mogłaś mu już pomoc.
-Jego dusza należy do Matki, tam będzie lepiej mu. A to... - spojrzała na artefakt - trzeba zniszczyć... I nim wrzuciła go w odmęt bagna, ostrze posypało się. Wracali ze smutkiem na twarzy, ale radością w sercu - już nikt nigdy nie wykorzysta magii strachu...
I tak oto zakończyła się nasza długa przygoda. Dziękuje serdecznie wszystkim graczom i twórcą - najlepszy quest jaki był. Oby więcej takich :)
A może wiedźma z serca nie ugotuje zupy tylko coś nabroi? :)
Pozdrawiam!
Pięknie :)
Quest był świetny - każda cześć z osobna i jako całość, po prostu "najekstra". Bylo bardzo duzo wątków, uczestników i zwrotów akcji. Dzieki każdej osobie która brała udział i twórcom przygoda żyła własnym życiem. Dziękuję Wam wszystkim.
Mnóstwo fajnych akcji przygodowych było.
Na obrazku: Dawno, dawno temu - pierwsze dni mojej wychowanki Harteii u mnie pod opieka. Wszyscy trenują odporność na magie, a Hartea śpiewa "Piosenke o Jagodkach". Rozbraja mnie to do tej pory.
a sukienki, a sukienki są seledynowe... ::)
uf! Co prawda quest dobiegł końca już jakiś czas temu, ale dopiero dziś udało się dokończyć opis dnia finalnego. ;) (opis 8 postów wyżej :) )
Dziękuję serdecznie za questa, długo trwał, wiele wątków no i po pewnym czasie chyba wszyscy czuliśmy się zagubieni ;D ale mimo tego było świetnie! Oby więcej takich questow :)