DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Mirdin w 2011 11 14, 02:36:35

Tytuł: Pergamin i Krew
Wiadomość wysłana przez: Mirdin w 2011 11 14, 02:36:35
Wielkie, żelazne drzwi skrzypnęły i uchyliły się. Na dziedziniec pałacowy wsunęła się wątła kobieca postać, owinięta płaszczem. Długie cienie zagrały na murze. Słońce rzucało pomarańczowe smugi, spomiędzy drzew. Brzęknęły klucze. Brama zatrzasnęła się za nią ze zgrzytem. Zapanowała cisza, w której elfka mogła niemal słyszeć bicie swojego serca. Do kolejnych drzwi towarzyszył jej odgłos jej własnych kroków. Znów metaliczny brzęk przekręcającej się zasuwy i po chwili owionął ją miły zapach pergaminów i atramentu.

Gdy przekroczyła próg biblioteki poczuła się bezpieczniej i przytulniej. Odrzuciła kaptur i poprawiła palcami włosy. Od niedawna przestała je zaplatać w warkoczyki i teraz tworzyły bujną karbowana pelerynę w granatowym kolorze. Postanowiła na jakiś czas odłożyć leśne łowy i patrole i zająć się studiowaniem historii. Ubrała się więc stosownie do powagi dworu, na który właśnie wkraczała. Miała na sobie piękna suknię i płaszcz w barwach Królestwa, a ze sobą elfie togi, wyjściowe spodnie i zdobione bluzki.
Pałac księżnej elfów był miejscem pamięci i skarbnicą wielu dzieł elfiej kultury. Mirdin zamierzała spędzić tu kilka dni, przestudiować i streścić kilka ksiąg, zająć się porządkowaniem własnych zapisków i tworzeniem zarysu historii elfów na mające się odbyć spotkanie w Dol en Nost.
Udała się na koniec korytarza i postawiła na stole sporą podróżną torbę, do której zapakowała wcześniej prowiant, zmianę odzieży i wszystkiej najpotrzebniejsze rzeczy. Nie zwlekając i nie dbając o odpoczynek po podróży, elfka zabrała się do pracy. Wzięła notatnik i udała się na koniec bocznego korytarza, gdzie pod ścianą, na pierwszym regale spoczywała niezatytułowana księga elfiego skryby. Było to po części nieczytelne dzieło, z czasów lądowania elfów na Tol en Estel. Odcyfrowanie sensu kolejnych stronić wymagało skupienia i czasu...

Ciszę korytarza przerwał złowieszczy zgrzyt bramy. Poczuła na plecach zimny dreszcz. Płomyk świeczki zamigotał. Przeniosła wzrok z notatek na zacieniony szpaler regałów. Wiodący ku drzwiom biblioteki. Nasłuchiwała w napięciu.
"Kto to może być o tej porze? Na pewno ktoś kto ma klucze... zaufany elf. Na pewno" Przekonywała samą siebie, ale coś ściskało jej gardło i sprawiało, że nie miała odwagi postąpić ani kroku na spotkanie niespodziewanego gościa.

Wyłonił się z mroku. Ciemnolicy, stąpający dumnie, z gorejącymi oczami. Stanął przed nią i jego wargi wygięły się pogardliwie.
- Kolejny elf... wybiła twoja godzina elfko.
Jej serce zamarło, zdruzgotane. Nie myśl o śmierci była najokrutniejszą, lecz to, że wszedł sobie ot tak... do Pałacu Andirli. Mroczny Elf. Znienawidzony wróg. Wkroczył tutaj i groził jej. "Czy już nie ma świętości? Czy już nic nas nie broni? Ani mury, ani straże... Czy największe skarby naszej kultury leżą otworem przed wrogami mego ludu?!"
Poczuła zimno kamienia na plecach.
- Kim jesteś? Jak się tu dostałeś?!
Kolejnego oddechu nie dane jej już było zaczerpnąć. Ostrza przebiły jej płuca. Rozdarły materiał sukni. Drętwiejące, blade palce osunęły się z półki, którą w ostatnim odruchu starały się uchwycić. Miękki upadek, drobnego ciała wzbił mgiełkę kurzu z podłogi. Kilka książek trąconych ręką spadło z regału. Ich kartki poczęły nasiąkać czerwienią.
Gdy wrota zamku ponownie skrzypnęły, pusta torba elfki zsunęła się ze stołu. Zostały w niej suche bułki. Zapewne dla myszy...