Szum fal otulił bale głęboko zanurzone w wzburzonej wodzie przy brzegu. Nowy dom... Pusty dom...
Akiro! Bogini wody, morskiego stworzenia i opiekunko mroźnych miesięcy! Mój dom wznosi swe fundamenty w Twoim królestwie. Bądź mi przychylna, bo jestem i będę do śmierci Ci oddana. - Powiedziała dziewczyna schylając głowę ku ziemi gdy klęczała przed nowo postawionym domem. Jak we wszystkich sferach swojego życia, bezgranicznie oddana była Bogom, tak nawet sprawa z pozoru błaha jak budowa domu była czymś ważnym. Gdy podniosła się w kolan i ujęła z ziemi łuk weszła do środka. Dom był prosty, i pozoru smutny. Gołe ściany, prosty kamienny kominek i kilka okien zachlapanych morska woda, przez które wpadały promienie porannego słońca - w takim miejscu samotność doskwiera podwójnie, ale przecież nie była sama. Dziewczyna udała się na wschód, do najlepszego twórcy mebli jakiego znała. I na dzień później dom był dyzo przytulniejszy. W kominku wesoło tańczyły języki ognia, na ścianach zawisły trofea z najdalszych zakątków, i przeróżnych przygód, a w powietrzu unosiły się zapachy wędzonych ryb i przypraw przeplatające się z zapachem sosnowych kłód skrzętnie poukładanych przy kominku. Pozostało się tylko wprowadzić wszystkim.
Kilka dalekich galopów na południe wznosił się stary dom. Był duży. Za duży na jedna osobę i jej trojkę urwisów cudem uratowanych z leśnej gęstwiny. Dziewczyna zwinęła końce dużego pląta skory i do 'hamaku' który był naprawdę prowizoryczny delikatnie włożyła małe pantery. Przed droga, do ściany domku przybiła tabliczkę napisana dość krzywym pismem: Na sprzedaż. - Panterki w 'torbie' szamotały się jak oszalałe, ale droga do nowego domu nie była daleka. Gdy jednak dotarli do nowego domu, i wypuściła je, zanurzyły pyszczki w misie z mlekiem, a dziewczyna wygodnie rozsiadła się przy kominku. Wyjęła z torby włóczkę która poturlała w stronę swoich podopiecznych i jakby sama do siebie powiedziała pod nosem: Nowy dom... Nasz dom...
Nasz dom... Panterki dalej agresywne i zestresowane podrożą stały się nieufne i bardzo podejrzliwe.
Dało się zauważy że bardziej podobało się ,,maleństwom" pod Skara niż w obecnym domku...
Lostara jak zwykle zbudziła się o świcie. Kilka lat temu, kiedy zamieszkała pod Skara Brae trzymała w obejściu liczną trzodę, dlatego dzień zaczynała przed świtaniem. Teraz dziewczyna nie zajmowała się już żadną pracą, jednak wewnętrzny przymus do porannego wstawiania pozostał.
Po krótkiej acz chaotycznej krzątaninie jest już gotowa do wyjścia. Stojąc na schodkach od chatki zerka w ciemne jeszcze okna Lei Eliroth. Uśmiecha się z rozczuleniem pod nosem. Lea zawsze śpi do południa.
Kilkaset metrów dalej ma siedzibę jej druga sąsiadka - Cheysulia z Asheyow totemu pantery. Chey żyje zgodnie z naturą. Jej dzień zaczyna się razem ze słońcem. Od jakiegoś czasu jej towarzyszka przygód, ma liczne nowe obowiązki w postaci czterech panterzych kotków.
Lostara codziennie odwiedza Chey. Kiedy tak sobie siedzą przy ogniu, trzymając mruczące kulki na kolankach i gawędząc wesoło ciężko sobie wyobrazić, że dom Chey został tu wybudowany tak niedawno.
a nie trzy?:P
Lindi właśnie doiła krowy gdy przypomniały jej się mordki pewnych panterzych kociąt. Wzięła ze skrzyni parę butelek i przelała do nich świeże mleko, zapakowała je do poręczniej skrzyneczki i ruszyła w stronę wyjścia.. odwróciła się na pięcie i podeszła do skrzyni raz jeszcze. Wyciągnęła skrzynkę średniej wielkości rybek i zabrała ze sobą.
Drzwi były zamknięte więc obie skrzynki zaopatrzone w krótki liścik postawiła przed wejściem. Podeszła do okna i wspięła się na palce.. maluchy bawiły się ciągnąc jedno drugie za ogon. Lindi uśmiechnęła się sama do siebie.
Dobrze że Chey nie przywiązuje dużej wagi do przedmiotów.. ile te maluchy mogły by narobić szkód..
Niziołka wsiadła na swoja lamę i pojechała z powrotem do swojego gospodarstwa.
tylko 3? a ich mi się tak mnóstwo wydawało!
imion już nie pamiętam ale zdaje się ze dwie "dziewczynki" i "chłopczyk" :P