-To chyba tutaj, tak na pewno... - rzekł do siebie wysoki mężczyzna opatulony szczelnie płaszczem. Jego twarz skrywał kaptur a stara czarna księga ciążyła w ręku. - Cove... Jak ja dawno tu nie byłem... - szepnął rozglądając się po budynkach, które bynajmniej nie były takie jakimi je zapamiętał...
Taki mały offtop:
Jestem pod wrażeniem zapału nowych ekipantów, tyle questów/wątków co ostatnio widzę zaczętych w przygodach to już dawno nie było... ;)
Może nie zawsze zrobionych idealnie, ale zapewne można się pobawić :)
Oby po miesiącu nie wymiękli :P
Basil obudzil sie czujac przeszywajacy bol... Zaczal reka rozmasowywac bolace miejsca inkantujac pod nosem zaklecia leczace i probujac sobie przypomniec wydarzenia poprzedniego wieczoru... Zaczelo sie od tego dziwnego maga... Zdawal sie byc znajomym Sinthii, chociaz chyba dawno sie nie widzieli. Pozniej pogon za jakims skarbem... co to bylo? ah tak... bizuteria... za czym innym moglaby gonic kobieta? Basil siegnal na stolik nocny i wzial dzbanek by ugasic pragnienie. Co bylo potem? zaraz zaraz... cos swecilo... blyszczao sie... Demon! ten to niezle potrafil lupnac. Dobrze ze Cinow jest twardszy niz ja. szkoda tylko ze bizuteria sie nie znalazla... Basil usiadl na lozku i zacza stopami szukac kapci. Westchna gleboko i po chwili rozgadania sie po podlodze wstal boso rezygnujac z poszukiwan. Cholerne demony... Trzeba bedzie znow zaczac dbac o kondycje...