DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Estel w 2011 12 28, 01:24:05

Tytuł: Zawierucha na lodowej wyspie
Wiadomość wysłana przez: Estel w 2011 12 28, 01:24:05
Żaglu do góry! I odcumuje tam! - krzyknęła wpadając na stara łajbę - Dziwne coś na północy, a jak coś dziwne, to nie może nas zabrakować tam... - zaśmiała się sprowadzając konia do ładowni pod statkiem.
-Wybacz pani, lecz w moim mniemaniu to nie najlepszy pomysł, zapuszczać się na północ o tej porze roku...
-Nonsesny mówi on...
- odparła - Ja place, Ty sterujesz - kobieta urwała rozmowę, bo w istocie tak było. Choć kobieta na statku przynosi pecha, tym statkiem zarządzała ona, ale przed każdą podróżą statkiem należy udobruchać Boginie wody. Modlitwa chyba została wysłuchana bo podroż przebiegła pomyślnie.

Wiatr zacinał ostro, a mróz szczypał niemiłosiernie. Gołębie odmawiały lotu, wtulając się w futrzane kołnierze, ale niemalże groźba wymogła na nich ostatni lot. W tej krainie węch ciężko wykorzystać, każdy głębszy wdech powietrza może zamrozić płuca, a jakiekolwiek ślady zaciera wiatr. Ale udało się, współrzędne na mapie zgadzały się i obie kobiety się spotkały. Nie wiedziały na co się porywają, nie wiedziały co je może spotkać i co drzemie na tej wyspie, ale odpowiedz znalazły w kilka chwil później...

Wierzchowce zapadały się w śniegu, ale dzielnie starały się przebijać przez zaspy - nie miały wyboru, bo to co ścigało wojowników, mimo małych rozmiarów nie było zbyt przyjaźnie nastawione. Poszukiwaczki przygód które ledwo co dotarły, wpadły niemalże w sam środek wielkiej gonitwy. Skrzydlata kruszynka przemknęła jak strzała trącając dziewczynę w głowę tak, ze na chwile straciła przytomność. Magiczka strachu pomogła jej się podnieść, ale łuczniczka była zamroczona
-Teraz to Chey zeźloną jest... - przygryzła wargę i przewieszając luk przez plecy, odpięła od siodła solidna kusze zamieniając kołczan ze strzałami na bełty.
(http://img832.imageshack.us/img832/6162/cheysulionka.jpg)
Cheysulia na lodowej wyspie.

Wieść o niezwykłym stworzonku z północy rozeszła się bardzo szybko. Raz po raz wystrzeliwały setki iskier, a w miejscu gdzie prysnęły pojawiała się magiczna brama z której wychodzili kolejni magowie, wojownicy i bardowie. Wśród nich była ona...

Zapewne w gospodzie nie jeden chciałby ja złapać za pośladek, ale zapewne wtedy stracił by rękę - choć była kobieta, to rękę miała ciężką. Stala dumnie w pełnej zbroi, tarcza szeroka i oręż której mógłby pozazdrościć nie jeden zbrojny mąż - Niema co czekać, gdzie ona jest? - zapytała zbrojna Eliza i w kilka chwil później on i lodowa kruszynka zatraciły się w wojennym tańcu na tej lodowej pustyni.
(http://img13.imageshack.us/img13/2850/knightgirl02bymaxarkes.jpg)
Eliza w czasie śnieżnej zamieci.

Cheysulia załadowała na kusze najlepszy bełt jaki miała - był w stanie przebić smocza łuskę, ale to wydarzenie nie było by zapewne taka przygoda gdyby wszystko szlo tak łatwo. Bełt pomknął jak pikujący sokół, ale zatrzymał się o kilka cali od skrzydła stworzonka - magiczne pancerzu, psia jucha! Nic tu po Chey póki co... - i w rzeczy samej, nic tu po niej póki magowie nie uporają się z tym.


Deszcz błyszczących piorunowy spadał na stworzonko raz po raz zdzierając z niego magiczna zbroje, a okrzyki Corp Por mieszały się z In Vas Mani które spowijało błyszczącą aura zbrojna damę zatracona bez reszty w lodowej gonitwie w kolo migoczących, magicznych ścian. Bardowie na zmianę nucili pieśni które dodawały otuchy - jedno było pewne, nie ważne z jakiej części Sosarii pochodzisz, tym razem potrafili się zjednoczyć i pomimo kilku zaginionych rzeczy, krew nie przelewała się w innej sprawie niż stracenie rozlatanego stworzonka.
(http://img560.imageshack.us/img560/2107/russianwingedthing3benm.jpg)
Lodowa kruszynka.


Cheysulia opatulona płaszczem siedziała na kamiennym murku wsuwając wędzone łososie które już niemalże były twarde jak sople, kiedy w oddali podniósł się krzyk- Pękł! Magiczny pancerz pękł! - Bez zastanowienia złapała kusze i wpadła w sam środek wielkiej mieszaniny ras i kultur zrzeszonych w jednym celu.

Bełt za bełtem, cios za ciosem i czar za czarem spadały na potworka, który gdy tylko wzbił się bardziej w powietrze i przeleciał w kolo robiąc trąbę powietrzna zostawiał wiele przewróconych osób, a następnie wgryzał zęby w wierzchowce tych osób.
Boj był zaciekły i trwał długo. Zmarznięte kończyny odmawiały posłuszeństwa, a ramiona nie miały już siły czy to podnosić miecz czy napinać cięciwę. O zakład iść można ze następnego dnia, magowie mieli tak zjechane gardła ze nie powiedzieli by ani słowa.
Ale udało się!
Leży!
Padło to, to, to coś!

Chey upadla na kolana, bo to nie ona zadała ostateczny cios. Rozżalona, tak bardzo chciała udowodnić swoja wartość w walce z tego typu potworami, i nim podniosła się na nogi wspierając na kuszy ciało zostało totalnie rozszarpane - chyba ten skrzydlaty urwis musiał naprawdę podpaść bo nie zostało z niego nic. Cheysulia podeszła i uniosła połamany bełt - ehh już nie odzyska się tutaj ani całego bełta - machnęła ręka i  oprawszy kusze na ramieniu, otarła czoło i wróciła do przyjaciół, którzy zabrali ja w magiczna podroż do domu, była tak zmęczona ze nie dala by rady wydawać komend na statku.

W dzień potem jej celność została doceniona - pewien zbrojny z Yew podarował jej pięknie zdobiona szatę która skrywała ta mala bestyjka. Szata była naprawdę piękna - doskonale utkana i ślicznie się prezentuje - Dziękuje ślicznie, Chey bardzo dziękowanie ma! bardzo bardzo!

Dziękuje ślicznie! :) Jeden z najlepszych mass questów - stosunkowo mało padnięć, nic nie straciłem i nie było burd. Idealne dopełnienie świątecznego prezentu w przygodowym klimacie. Brakowało mi tylko żeby ta lodowa istotka czasem *zatrzepotała skrzydłami* czy coś, aby poszukiwacze przygód wiedzieli ze Bogowie czuwają nad nimi na tym lodowym pustkowiu - niby nic, ale jednak to jakoś tak cieszy ;)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuje wszystkim za poziom i wspólną zabawę.
Do następnego!