1321 krysztalow...
1320 gdy maszyna byla stabilna...
dodali jeden...
Maszyna ożyła...
Mądrość to znakomita...
Zakopali głazami maszynę i poszli jeść dalej sznita...
Uszkodzona machina została przysypana kamieniami jak gdyby nigdy nic. Lecz ta pozostawiona sama sobie własnemu losowi nie zamierzała pozostać w ukryciu, kontynuując mozolnie, mimo uszkodzeń dzieło do którego została stworzona.
Energia wypełniała ją coraz mocniej, a z każdą chwilą budziła się coraz to nowa cząstka jej własnej siły
* * * * *
Temperatura bijąca z kopalni robiła się coraz bardziej nieznośna. Część mieszkańców przeprowadziła się na wyższe piętra, część udała się do znajomych w pobliskich miastach.
... i jeszcze to nieznośne dudnienie przenikające każdy kamień i kawałek muru...
Krasnoludy z twierdzy zaniepokojone sytuacja w kopalni uzbierali wszystkie brakujace krysztaly, szykuja sie do umiejscowienia krysztalow w maszynie
Słysząc opowieść o tym co się wydarzyło kilka dni temu w kopalni Twierdzy, kobieta zaniepokoiła się. Nikt nie jednak mówił otwarcie jak do tego doszło, były to tylko szczątkowe informacje, które ludzie sobie nawzajem szeptali. Po odwiedzeniu kilku miast i wysłuchaniu kilku plotek ułożyła całą historię. Wyglądało to mało ciekawie lecz... gdyby się przyjrzeć tej machinie... gdyby odnaleść brakujące części... gdyby je odpowiednio złożyć... być może udało by się ją wykorzystać... tak jak golema!
W umyśle zdolnej majster zaczęły kłebić się pomysły.
Taaaak, musimy odnaleść brakujące części! - pomyślała- Chociaż....- w wielkim poruszeniu zaczęła przeszukiwać kołczan, ukryła coś, co znalazła na ostatnim polowaniu- być może to jest właśnie to! To, czego wszyscy szukamy!
Kobieta ożywiła się, a na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech dziecka, które właśnie znalazło skarb. Z dużą uwagą obejrzała dziwny kryształ, a przecierając go delikatnie, wydawało się, że tak jakby się rozjaśniał na krótką chwilę, a następnie znów tracił blask.
Kilka dni później. Karczma Buccaner's Den.
-Karczmarzu, są jakieś nowe wieści związane z Twierdzą Krasnoludów?- spytała kobieta popijąjąc ugryzioną drożdżówkę szklanką gorącego mleka.
- Nie Pani, od trzech dni nikt o tym nie wspomina. Ba! Nawet do karczmy mało kto zagląda.
Polują- pomyślała dyskretnie rozglądając się. Faktycznie, karczma od kilku dni świeciła pustkami. W prawdzie bardziej myślała, że tak jest zazwyczaj, wszak Buccaner's to dość spokojne miasto, ale na pewno nie wyludnione.
- O! Słyszę krasnoludzką lamę. Wyjdź Pani na dziedziniec, może dowiesz się czego więcej.
Zerwała się ze stołka i popędziła przed siebie, niemalże wpadając na krasnoluda.
-Hejże! Marinka! Dokund tak pyndzisz?- zaśmiał się Glorianus.
- Głupie pytanie- odparła- oczywiście do Ciebie Glorianusie!- usmiechnęła się szczerze. Wyjątkowo polubiła tego krasnoluda i zawsze chętnie spędzała z nim choćby chwilę.
- Ooo no nie można byc....
Nic nie mówiąc zblizyła sie do niego i szpenęła do ucha.
- Coś Ci pokażę, chcesz?
Krasnolud ochoczo pokiwał głową, a oczy rozświeciły się.
Z kołczanu wydobyła zawiniątko.
- A coz to?- rzekł rozczarowany.
- Sprawdź- odpowiedziała podając mu.
Nie czekając ni chwili rozwinął chustę, po czym szybko zawinął spowrotem.
- Skund to masz?
- Znalzłam.- uśmiechnęła się tajemniczo- Zapewne wiesz co to jest, prawda?
- Anu wim.
- Więc zatrzymaj to i wykorzystaj w odpowiednim momencie.
- Marinka, jysteś wilka!
- Wiem!- zachichotała- szczególnie kiedy objadam się ciastami z kremem...
Krasnolud zarechotał.
-Miasto- dodała poważniejszym tonem- to nasze wspólne dobro... A teraz już Cię nie zatrzymuję, zapewne właśnie przybyłeś przygotować się do polowania.
- Anu...
Po wymianie gestów pożegnalnych rozstali się.
od kilku dni machina była bardzo niespokojna. Dziwne odgłosy przetaczały się przez całą górę w której w całym swoim majestacie tkwiła prastara krasnoludzka twierdza.
I nie tylko odgłosy...
Co jakiś czas w kopalni pojawiły się dziwne prastare konstrukty które jakby przywołane mocą machiny rozpoczynały na powrót swoje życie do którego zostały powołane przed wiekami.
Jednak coś było nie tak. Konstrukty mimo tego że najprawdopodobniej skonstruowane zostały według projektu zapomnianego krasnoludzkiego wynalazcy były dzikie niczym bestie z najgłębszych lochów... A może to ta energia która powołała je do życia tak je spaczyła...
Część mieszkańców Twierdzy nie była tego aż tak ciekawa i opuściła swoje domostwa przeprowadzając się, przynajmniej na jakiś czas do krewnych i znajomych w innych miastach...