W okna Akademi zawitały pierwsze promienie słońca. Dziekan , jak to miał w zwyczaju , zbudził się jako pierwszy . Ruszył do swego gabinetu gdzie czekała na niego praca z ogromną stertą papierów . Kiedy już uporał się z papierkową robotą wyszedł przed Gmach Akademii . Od wielu dni pracował nad planem budowy dróg wewnętrznych ale marna pogoda skutecznie przeszkadzała mu w realizacji planu . Dziś zanosiło się na długi i słoneczny dzień postanowił więc rozpocząć przygotowania .
Od miejskiego budowniczego zasłyszał , że przed budową drogi należy odpowiednio utwardzić ziemię na której ma się znajdować .Udał się do pracowni akademickiej by zasięgnąć porady tutejszego Majstra.
Na miejscu spotkał także Magnusa. Cała trójka debatowała nad sposobem ubicia ziemi pod budowę . W rezultacie wygrał pomysł Majstra , Menuka Obsona , który to zaproponował zbudowanie w tym celu potężnej machiny zwanej Golemem . Wyczytał w jednej ze swych ksiąg iż machiny te były powszechnie wykorzystywane do ciężkich prac . Dziekanowi pomysł ten od razu przypadł do gustu . Spytał tylko czy Menuk zdolny będzie zbudować taką machinę , na co ten od razu zareagował pokazując gotowe plany konstrukcyjne . Jedyny problem stanowiły w tej chwili surowce potrzebne do budowy Golema.
(http://img28.imageshack.us/img28/742/drogapracownia1.jpg)
Z pomocą przyszedł Magnus , który raz dwa uporał się z organizacją surowców .
Zajęło to dłuższa chwilę . Magnus i Thumbert popalali spokojnie fajkowe ziele czekając cierpliwie na owoce pracy majstra.
Ich oczom ukazała się potężna machina o humanoidalnym kształcie . W całości zbudowana była z gliny i stopu przeróżnych metali . Wygladąła na solidną konstrukcje . Kiedy Thumbert podziwiał dzieło majstra ,gdy ten dopieszczał je smarując tu i ówdzie oliwą i wcierając weń glinę. Kiedy olbrzymi golem był gotowy do pracy udali się pod Gmach główny Akademi .
Dziekan pokazał Menukowi plany budowy drogi . Pierwszy odcinek miał przebiegać przez las w kierunku Karczmy akademickiej .
Menuk zaczął szperać przy machinie tłumacząc że zmienia częstotliwość stawiania kroków , by ta ubijała ziemie dokładnie miejsce za miejscem .
(http://img41.imageshack.us/img41/5058/drogarozpoczecieubijani.jpg)
Kiedy Golem był juz w pełni gotowy do pracy powoli ruszyli w stronę karczmy . Machina mozolnie stawiała krok za krokiem . Ziemia drżała jakoby przebiegało tędy stado rosomaków . Dziekan cały czas dokładnie obserwował prace Machiny i przyglądał się ziemi ubitej przez nią . Zależało mu na dokładności wszak droga ta miała służyć Akademii latami. Menuk cały czas umiejętnie pilnował by machina postępowałą do przodu zgodnie z planami budowlanymi . Po kilku godzinach dotarli do miejsca w którym zbudowana została karczma . Thumbert poprosił majstra by pokierował machine pod samo wejście , uważając przy tym na rozstawiony dość blisko murów karczmy ogródek piwny .
(http://img801.imageshack.us/img801/2434/drogapprzykarczmie.jpg)
Kiedy dotarli już do samego wejścia Karczmy dziekan postanowił by pokonali przebytą drogę jeszcze raz dla pewności iż ubita została należycie . Wrócili zatem powolnym krokiem w kierunku gmachu Akademii .Kiedy pierwszy odcinek był już należycie przygotowany nasi budowlańcy wzięli się za kolejne , zdecydowanie krótsze. Pierwszy z nich to krótka droga prowadząca z okolic gmachu głównego w kierunku Gorzelni Akademickiej . Był to krótki odcinek , z którym nasz fachowca i jego pomocnik uporali sie momentalnie.
(http://img833.imageshack.us/img833/9950/drogadogorzelni.jpg)
Kolejny odcinek do droga prowadząca do Spichlerza Akademii . Ten odcinek był juz znacznie trudniejszy do przygotowania . Nieco dłuższy od poprzedniego do tego kręty. Golem krok po kroku ubijał drogę wytwarzając przy tym niebywały hałas . Tuż za budynkiem pracowni i przez sad jabłkowy zbliżali się co raz bardziej do celu.
(http://img189.imageshack.us/img189/5714/drogadospichlerza.jpg)
Obydwaj byli już niebywale zmęczeni mimo że całą pracę głównie wykonywała machina . Postanowili odpocząć chwilkę przysiadając na trawie . Zapalili fajkę , zgasili pragnienie czystą wodą źródlaną po czym wrócili do pracy .
Do ubicia zostały już tylko dwa odcinki drogi . Jedna prowadząca spod spichlerza do Pracowni Akademickiej . Druga prowadząca do Akademickich Stajni . Menuk , który do tej pory doskonale opanował sterowanie machiną radził sobie znacznie lepiej niż na początku. Dzięki temu ostatnie dwa odcinki udało im się przygotować jeszcze przed zachodem słońca.
(http://img85.imageshack.us/img85/833/kontrolajakosci.jpg)
(http://img215.imageshack.us/img215/337/drogadopracowni.jpg)
(http://img836.imageshack.us/img836/8400/podstajnia.jpg)
Kiedy Golem stawiał ostatnie kroki pod Stajnia Akademii ściemniało się juz . Dziekan przekonany był że ziemia ubita jest wystarczająco więc podziękował Menukowi za pomoc klepiąc go po ramieniu . Z dumą spojrzał na ostatni odcinek przygotowany pod budowę drogi po czym udał się do swej kwatery by odpocząc po tak cięzkim dniu .
Jednak nie wszystko zawsze było tak jak winno być...
- Opowiedzieć mi szybko co to za historia !
Kto widział, co , jak i gdzie ?!
Chce pełnego opisu, odpowiadać przed Seroisem !
W tym gnieździe żmij, odpowiadać kto widział wszystko !
- Serois, drogi inspektorze... byłem sobie pewnego razu, w tej całej akademii, gdzie tak żywność zachwalali !
Jednak ! Otruty zostałem okrutnie, brzuch boli mnie !
-Odpowiedzą wiec za swe czyny, gdy złoży pan stosowną skargę !
Może być pan pewny ze odpowiedzą przed sądem !
I tak ruszył ku akademii... inspektory groźny, lecz co było dalej... to już tajemnica śledztwa.
Dziekan korzystając z dnia wolnego od pracy na polu akademickim postanowił wykorzystać wolny czas w typowy dla siebie sposób : pracując . Wiedział że Akademia potrzebuje brukowanych dróg by ułatwić komunikację na terenie osady akademickiej . W tym celu potrzebne będą gromady kamienia a przecież nie pojawi się on od pstryknięcia palcem . Dziekan ubierając się dość ciepło udał się w kierunku akademickich Stajni by poczynić przygotowania do wyprawy .
Będąc juz na miejscu przygotował uprzęż dla jucznego konia i postawił na ziemi dość pojemną drewniana skrzynię. Z zakamarka stajni , szperając w nim , wydobył stary kilof , młot i łopatę .
Wszystkie narzędzia zapakował do skrzyni poczym wrzucił ją na jucznego konia przywiązując lnianymi sznurami. Uchylił lekko wieko i wrzucił do środka skórzany fartuch.
Kiedy wszystko było już gotowe dosiadł swego konia i lekko pociągając za długi skórzany sznur zmusił jucznego konia do podąrzania za nim.
(http://img138.imageshack.us/img138/6781/wyprawal.jpg)
Udał się w kierunku północno - wschodnim , gdzie na horyzoncie nad potęznymi lasami wnosiły się najwyższe góry Sosarii . Droga przez las nie należała do najłatwiejszych , szczególnie w okresie zimowym . Mróz strasznie doskwierał podróżnikowi . Konie z każdym krokiem wyglądały na bardziej wyczerpane. Po wielu godzinach dotarł do podnóża góry . W skalnej ścianie ujrzał niewielkie wejście do jaskini . Zsiadając z konia odsapnął chwilkę po czym poprowadził zwierzęta do środka. Tóż obok wejścia rzucił mu się w oczy ogromny głaz . Właśnie po to tu przyjechał . Szczęśliwy że nie musiał szukać długo zaczął się przebierać . Mimo iż promienie słońca sięgały miejsca ,w którym leżał głaz , z każdą minutą cofały się co raz bardziej by po upływie około pół godzinki zaniknąc całkowicie zmuszając Dziekana do rozpalenia lampy.
(http://img72.imageshack.us/img72/3033/wyprawa3.jpg)
Sciskają w dłoni żelazny kilof wyjęty ze skrzyni podszedł do głazu . Biorąc potężny zamach uderzył z całych sił . Głaz roztrzaskał się na mniejsze kawałki . Uderzył po raz kolejny w to co po nim pozostało . Wzdychając mocno odłyżył kilof na ziemie , a w dłoń chwycił potężny młot. Począł rozbijać nim lupki powstałe w wyniku uderzania kilofem na jeszcze mniejsze kawałeczki . Pu upłynie pół godziny . Z wielkiego głazu stojącego u wejścia do jaskini zostały jedynie łupki wielkości jabłka lub nieco większe. Położył młot obok kilofa i obiema rękami chwycił łopatę .Sprawnymi ruchami nagarniał kamienie na łopatę i przerzucał do skrzyni stojącej obok . Po zapełnieniu skrzyni rzucił na wierch narzędzia oddychając ciężko .
(http://img818.imageshack.us/img818/59/wyprawa4.jpg)
Po zapakowaniu skrzyni podszedł do jucznego konia i mocno ściskając powrozie podprowadził go. Lniany sznurami , który wcześniej podtrzymywały skrzynię, obwiązał dokładnie skrzynie . Przywiązał dokładnie do uprzęży konia , wziął głęboki oddech i wyprowadził zwierzęta z jaskini . Przy wyjściu napił się z manierki czystej wody i wskoczył na wierzchowca . Chwytając powróz pociągnął jucznego konia . Ruszył w drogę powrotną . Było znacznie trudniej . Skrzynia spowalniał znacznie wędrówkę .
Następnego poranka dotarł do ziem Akademii . Zatrzymał konie na dziedzińcu gmachu głównego . Odwiązał sznury uwalniając jucznego konia od ciężaru ciągniętej skrzyni . Grubym zimowym płaszczem otarł z czoła pot . Zerkając na skrzynie uśmiechał się szeroko . Wyglądał na wyraźnie zadowolonego .
Rozładunek postanowił zostawić na później . Tymczasem pospiesznie udał się na spoczynek obiecując sobie powtarzać tą czynność w ciągu kolejnych dni aż do zebrania wystarczającej ilości bruku...
(http://img210.imageshack.us/img210/5085/wyprawa6.jpg)
,,Przysięga kozła"
Ciemna chłodna sala gasi wszelkie nadzieje każdego śmiertelnika, który zostaje do niej sprowadzony. Pomieszczenie pozbawione okien, wielkości krypty cmentarnej w Skara Brea. Jedyne światło dociera z symetrycznie rozstawionych lamp oliwnych umieszczonych na wysokości wyciągniętej ludzkiej dłoni oraz płonącej zielonym płomieniem małej misy. Sześć pomarańczowych światełek migoczących w duchowym, rytualnym nie codziennym spokoju. Niewielką salę wypełnia wyłącznie cisza. Nie słychać trzasku skwierczącej oliwy, nie słychać także modłów postaci, której klęcząca sylwetka zarysowuję się naprzeciwko ofiarnego ołtarza. Nie dochodzą do uszu nawet wrzaski, które mogłaby wydawać osoba przykuta do marmurowego niewiele wystającego ponad posadzkę zabudowania, znajdującego się po środku pomieszczenia. Ciemiężyciel wiary wykonuje wolne, jednak pewne siebie gestykulacje. Całą postać skrywa ciemna szata z naciągniętym solidnie na głowę kapturem. Spod rękawów widać wystające chude i długie palce. Na jednym z palców prawej dłoni połyskuje srebrny masywny pierścień. Wnet dłonie postaci unoszą się w rytualnym geście i swobodnie opadając ściągają nakrycie głowy, ujawniając delikatne rysy kobiecej twarzy. Kobieta o siwych włosach i martwej mimice powoli wstaję otrzepując szatę z kurzu. Podchodzi do niewielkiego piedestału, do którego przykuto solidnymi łańcuchami ofiarę. Ciemiężycielka wiary patrzy w zaszklone niebieskie oczy, średniego wieku mężczyzny o dość delikatnych rysach. Kobieta podwija rękaw, po czym z impetem wkłada dłoń do gardła przywiązanego. Szarpiąc wyciąga dziwną czerwoną maź, przypominającą skrzep krwi. Ofiara krztusi się i czka wypluwając płynne osocze.
- Zabije Cię wampirze. Jeśli nie ja to dorwie Cię inkwizycja, już na pewno wiedzą o mnie, już mnie szukają! – ofiara wyrzuca ochryple słowa intensywnie przy tym się krztusząc
Kobieta ponownie wciska dłoń głęboko w krtań mężczyzny, zostawiając w niej dość intrygującą formę knebla. Delikatny damski głos nie podnosi na duchu ofiary.
- Chciałam sprawdzić skarbie jak się miewasz. Widzę, że jesteś dość silny. Będzie z Ciebie owocny dar.
Kobieta naciąga drugi rękaw, następnie spod zwiewnej togi wyciąga przypasany do pasa sztylet. Klinga sztyletu nie posiada żadnych wzorów. Zwykłe, nieciekawe narzędzie. Proste wykonanie i prosta obsługa. Wampirzyca rozcina ostrymi szponami koszule mężczyzny. Zdziera jego nakrycie niczym starą podłogową szmatę, po czym rzuca je do stojącej obok płonącej misy. Misa bucha jeszcze silniejszym zielonym płomieniem. Ciało mężczyzny drży i szarpie się jak opętane. Jego oczy błędnie krążą wokół pomieszczenia, co rusz zawieszając wzrok na licu pozbawionej emocji twarzy kobiety. Kobieta delikatnie unosi kąciki ust.
- Teraz zabieram twoje ciało, a duszę oddaje swemu Panu. Panie przyjmij duszę tego śmiertelnika w swoje nieskończone czeluści. Niech już nigdy nie zazna spokoju, a jedyne piękno jakie ujrzy, będzie stanowić Twoje przerażające i dumne oblicze.
Kobieta unosi dłonie nad głowę ściskając w nich mocno żelazny sztylet. Z impetem wbija narzędzie w okolicach mostka ofiary. Krew tryska prosto w jej twarz. Wampirzyca rozcina klatkę kreśląc sztyletem znak kozła – pięcioramienną gwiazdę odwrócona do góry nogami. Rozszarpane kawałki ciała wampirzyca wtrąca do misy. Oczy i usta ofiary wypełnia gęsta krew. Krew powoli wycieka także z nozdrzy mężczyzny. Martwe ciało człowieka spoczywa w bezruchu. Z wycięcia w kształcie odwróconego pentagramu wypływają powoli ostatnie krople osocza.
- Kiedy powiem wstań, podniesiesz swe nędzne ciało i wyznasz mi swoje poddaństwo – głos kobiety przybrał ton niski i chłodną barwę
Wampirzyca wyciągnęła szklany pojemnik z głębokiej kieszeni togi. Odkręciła wieko, a następnie wlała prosto w pięcioramienne rozcięcie. Nad demonicznym znakiem unoszą się ciemne, granatowe opary. Rana zasycha. Ciało zrasta się w błyskawicznym tempie pozostawiając w miejscu pentagramu grubą bliznowatą bruzdę. Kobieta zdejmuje srebrny pierścień, po czym przekręca nim kilkakrotnie. Z drobnego szlachetnego kamienia wysypuje na kościstą dłoń tajemniczy proszek. Podstawia dłoń pod nozdrza trupa, a następnie mocno wydmuchuje powietrze, tak że proszek wdziera się do nozdrzy oraz delikatnie opada na martwe zakrwawione lica. Wampirzyca podnosi tętniącą zielonym płomieniem misę. Przewraca ją nad ciałem ofiary i rozsypuje równomiernie żar z popiołem. Kobieta zdejmuje zawieszony na szyi klucz, a następnie rozpina kajdany, którymi spętała swoją ofiarę. Ciemiężycielka wiary odchodzi w stronę wyjścia.
- A teraz wstań gnijący pomazańcu. Znajdź dziekana nowo utworzonej Akademii - Thumberta Renevanna i powiedz, że nijaki niziołek Menuk Obson, jest własnością nieumarłych. A nieumarli nie zapominają o żywych.
Kobieta otwiera kamienne drzwi i znika w toni nocy. Delikatny podmuch świszczy między ścianami krypty, zdmuchując ogień z oliwnych lamp.
A gdyby tak zostać rolnikiem? Pomyślał mroczny elf, próbując zatruć za pomocą magii znienawidzone puste butelki.
- Albo nie. Mruknął cicho pod nosem rzucając kolejne niewpływające na otoczenie zaklęcie.
:|
Trochę dziwny motyw w historii akademii :D
Zaczyna się robić Mhhrocznie.
Nie jestem z akademii... to długa historia między el, a Menukiem Obsonem ;) -> musiałbyś znać początki tej dziwnej przyjaźni
(http://desmond.imageshack.us/Himg191/scaled.php?server=191&filename=zadaniet.png&res=landing)
Nastał świt ..słonce rozciągnęło się nad horyzontem i zaczęło ogrzewać swym blaskiem cala okolice. Piękne połyskujące kiście winogron skrzyły się niczym najszlachetniejsze klejnoty. "Czas wykonać zadanie "-pomyślał Magnus wychodząc z ganku swego domu na jeszcze wilgotna od rosy trawę. Zjadłszy bardzo obfite śniadanie, niziołek ruszył w stronę Akademickich winnic.
(http://desmond.imageshack.us/Himg210/scaled.php?server=210&filename=zbiory.png&res=landing)
Po kilku minutach wytężonej pracy i wielogodzinnym flircie z Meredith w spichlerzu, bimbrownik taszcząc wiklinowy kosz pełen winnych gron udał się do gorzelni. Kusząca woń świeżo ściętych kiści przyprawiała go o zawrót głowy i uświadomiła mu jak dawno zjadł pierwsze śniadanie.Niewiele myśląc (ma to w zwyczaju) zabrał się za przygotowywanie drugiego posiłku.Dwie godziny później najedzony,napalony(tytoniem Ocllanskim),zabrał się do pracy.
(http://desmond.imageshack.us/Himg267/scaled.php?server=267&filename=przygotownia2.png&res=landing)
Spojrzał na soczyste owoce..rozejrzał się po stojących baryłkach,,,policzył na palcach wszystkie z nich po czym rozpoczął rozdzielanie składników.
"Jedna dla mnie"-przełknął słodka cześć kiści,"jedna do beczki"-winne grono trafiło do baryłki. Po zapełnieniu wszystkich baryłek i zalaniu ich wodą,po wypiciu kilku butelek piwa z zapasów Akademii, Magnus udał się na zasłużony odpoczynek.
-Dawno żem się tak nie napracował jak dziś-powiedział niziołek i zapadł w słodką drzemkę.
Dzień mijał Dziekanowi spokojnie . Był to jeden z wielu dni gdzie po ciężkiej pracy w polu wracał na kilka godzin do swego gabinetu zalatwić "papierkową" robotę. Kiedy przewracał sterty kartek na swoim biurku usłyszał pukanie...
-"Proszę" - powiedział głośniej chwilkę później.
Do jego gabinetu wszedł mężczyzna . Ukłonił się lekko i z razu przeszedł do rzeczy.
-" Witam Pana . Chciałbym prosić Akademię o pomoc , a że Pan jest tu dziekanem zwracam się z prośbą bezpośrednio do Pana.
Powierzono mi pod opiekę niezwykle rzadką roślinę , sprowadzoną z dalekich, wschodnich wysp. Musze dostarczyć ją w stanie nienaruszonym na Ziemie Piratów. Pojawił się jednak pewien problem. Dopóki nie zostanie rozwiązany nie mogę udać się na Ziemię Piratów."- Mężczyzna westchnął .
-" Roślinie coś dolega . Płatki jej kwiatów przebarwiły się . Obawiam się że może nie przetrwać tak dalekiej podróży.
Czy jest Pan w stanie mi pomóc? " - Zapytał spoglądając błagalnie w stronę Dziekana.
-"No cóz..."- odparł Dziekan drapiąc się po brodzie - " Nasza specjalistka od botaniki jest w tej chwili w podróży , ale pozwoli Pan ,że osobiście rzucę okiem na ten okaz i postaram sie zrobić co w mojej mocy."
Mężczyzna wielce uradowany rzekł - " Dziekuje bardzo . Kamień spadł mi z serca. Proszę za mną ."
Dziekan zarzucił płaszcz i udał się za mężczyzną.
Kiedy dotarli na miejsce opiekun rośliny wskazał Dziekanowi roślinę. Oględziny trwały chwilę . Dziekan stwierdził iż ziemia wokół rośliny jest przesuszona i niezbyt żyzna. Jego uwagę przykuło jednak dziwne przebarwienie na płatkach kwiatu .
O ile na problem związany z glebą znalazł rozwiązanie , sprawę przebarwionych płatków postanowił pozostawić na czas powrotu do Akademii specjalistki od botaniki.
Ustalili szczegóły , po czym mężczyzna powrócił do swych spraw , a Dziekan zajął się glebą wokół rośliny....
(http://img52.imageshack.us/img52/855/kwiatek1.jpg)
(http://img407.imageshack.us/img407/45/kwiatek2.jpg)
(http://img854.imageshack.us/img854/5638/kwiatek3.jpg)
(http://img33.imageshack.us/img33/3695/kwiatek4t.jpg)
C.D.N
Dziekan nie zastanawiając się długo udał się w kierunku tutejszych stajni. Gdzież indziej znalazłby odpowiednią ilość świeżego nawozu?
Gdy dotarł na miejsce zwrócił się do stajennego z niecodzienną prośbą...
(http://img51.imageshack.us/img51/4493/stajnia1.jpg)
(http://img27.imageshack.us/img27/2231/stajnia2.jpg)
(http://img840.imageshack.us/img840/8964/stajnia3.jpg)
Kiedy posiadał już dostateczną ilość nawozu udał się do miejsca w którym tymczasowo rosłą roślina. ..
(http://img705.imageshack.us/img705/3442/nawoz.jpg)
(http://img841.imageshack.us/img841/4503/nawoz2.jpg)
Po odpowiednim nawiezieniu gleby wokół rośliny Dziekan udal się w kierunku centrum miasta gdzie zamierzał oczekiwać powrotu akademickiego Botanika. Miał w planie przekazać pobraną próbkę płatka do dalszych badań . Akademicki specjalista znał się na rzeczy Dziekan wiedział ,że może liczyć na Quentell...
Mial wiele szczęścia. Kiedy to czekał w banku Skara Bre'a już po chwili w jego progu stanęła Quentell - akademicki botanik .
Thumbert wyjaśnił jej dokładnie na czym polega problem i powierzył jej przebarwiony płatek by dokładnie go zbadała.
Teraz cała nadzieja w Pani botanik .
Dziekan wierzył że jej się uda . Gdy tylko się rozstali powrócił do swych obowiązków , nie przestając jednocześnie , nawet na chwile myśleć o roślinie .
(http://img4.imageshack.us/img4/7218/kwiatek55.jpg)
(http://img546.imageshack.us/img546/6622/kwiatek66.jpg)
(http://img225.imageshack.us/img225/8801/kwiatek77.jpg)
(http://img100.imageshack.us/img100/5553/kwiatek88.jpg)
(http://img10.imageshack.us/img10/560/kwiatek99.jpg)
Kilka dni minęło nim Quentell znalazła rozwiązanie. Niezwłocznie popędziła z owocami swych badań do gabinetu Dziekana.
Zastała go tam . Po krótkiej rozmowie przedstawiła Thumbertowi plan ratowania rośliny . Wyjęła na blat biurka ofiarowany jej wcześniej płatek wraz z buteleczkami zawierającymi środki lecznicze ,które jej zdaniem pomogą roślinie. Do roztworów dołączyła karteczkę ze sposobem użycia preparatów ,by opiekun poradził sobie z tym na własną rękę .
(http://img31.imageshack.us/img31/544/solucja1.jpg)
(http://img545.imageshack.us/img545/7333/solucja2.jpg)
(http://img194.imageshack.us/img194/3432/solucja3.jpg)
(http://img4.imageshack.us/img4/6305/solucja4.jpg)
(http://img845.imageshack.us/img845/602/solucja5.jpg)
(http://img23.imageshack.us/img23/7338/solucja6.jpg)
(http://img715.imageshack.us/img715/6648/solucja7.jpg)
Dziekan czym prędzej włożył preparaty wraz z receptą do plecaka i udał się do miasta by zostawić to Opiekunowi rośliny w umówionym wcześniej miejscu . Nie pozostało mu nic innego jak trzymać kciuki za powodzenie misji Opiekuna.
Nie spiesząc się już tak bardzo skierował się w stronę akademickiej wioski...
Minęło kilka dni nim do akademickiej skrzynki pocztowej dotarła wiadomość. Dziekan, uradowany zerwał pieczęć i rozwinął list.
(http://img812.imageshack.us/img812/9056/zakonczenie.jpg)
Zbliżał się świt. Riven jak to miał w zwyczaju podniósł się wcześnie z łózka i zaczął szykować się na polowanie. Pazur jak zwykle wstał z legowiska przed swoim Panem.
(http://img696.imageshack.us/img696/9876/19636987.png)
Nastał czas polowania... Riven przemierzając las nagle zatrzymał się zauważywszy jelenia. Był to dorodny okaz....
(http://desmond.imageshack.us/Himg27/scaled.php?server=27&filename=14974019.png&res=landing)
Pazur ruszył na rozkaz swojego Pana. Jego zadaniem było okrążenie ofiary i napędzenie jej na Myśliwego.
(http://desmond.imageshack.us/Himg405/scaled.php?server=405&filename=57397361.png&res=landing)
Jelen napędzony na Rivena wpadł między drzewa zupełnie nie spodziewając się zasadzki. Myśliwy ruszył z ukrycia na zwierze i jednym cięciem rozciął tętnice szyjną ofiary, a ta padła martwa na ziemie...
(http://desmond.imageshack.us/Himg580/scaled.php?server=580&filename=36748271.png&res=landing)
Riven jak to przystało na myśliwego przystąpił do rozbierania mięsa. Gdy zdobycz była już w pełni przygotowana odciął jej głowę i rozpoczął tworzenie kolejnego trofeum. Był to piękny okaz. Tak zakończyło się kolejne polowanie.