DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Raaban w 2012 07 06, 22:29:36

Tytuł: Nawiedzenie
Wiadomość wysłana przez: Raaban w 2012 07 06, 22:29:36
Rizz'daer wędrował w skrajnym słońcu po pustyni, olbrzymie węże nie dawały wytchnienia przy tej morderczej wędrówce w poszukiwaniu kolejnych ukrytych skarbów.
Wbiegając w wąwóz by złapać oddech i dać niedźwiedziowi chwile wytchnienia, zszedł z wierzchowca.
Oparł się o chłodny kamień i przymknął małe świńskie oczka. W nagłym i niespodziewanym momencie poczuł się nieswojo.
Ork czuł się obserwowany, ale nie był to jakiś zwykły obserwator. Rizz czuł zło, starą magię której tak bardzo się brzydził. Po dłuższej chwili słyszał niezrozumiałe szepty, dziwne jęki i dźwięk stukających łańcuchów. Wzdrygnął się i począł węszyć w poszukiwaniu źródła dziwnych odgłosów.
Uderzenie jakby tysiąca młotów powaliło Orka na kolana. Głośny ryk wściekłości wydarł się na wolność z jego nabrzmiałych warg. Czuł w sobie obecność, czyjąś potężną  i władną obecność która nie pozwalała się ruszyć i z każdą chwilą zabierała władność ciału pół-orka. Po paru uderzeniach serca padł twarzą na gorący piasek pustynnego traktu. Oddech był coraz słabszy a ciemność nachodziła na oczy coraz szybciej i szybciej. Ostatni raz jęknął z przerażenia i ciemność zaszła całkowicie.
W owej ciemności jęki, dźwięk łańcuchów, zawodzenie bólu było bardzo wyraźnie. Czuł całym sobą cierpienie które mogłoby nie jednego człowieka pozbawić zmysłów. Wszystko to było jakby migoczącymi iskrami w nieprzebytej ciemności. Mrok okalał go z każdej strony a czas stanął w miejscu. Nie był w stanie określić ile trwał owy stan w którym się znalazł.
Otworzył oczy, i podniósł się na kolana, pot spływał z niego gęstymi strumieniami. A jego wierzchowiec stał między skałami zawodząc głośno. Odetchnął ciężkim letnim powietrzem i wstał opierając się o ścianę na nogi.
Warknął coś niezrozumiale i podszedł do misia wdrapując się na niego z trudem.
Na palcu Pierścień, oznaka jego Boga żarzył się czerwonym blaskiem, robił się ciepły coraz to cieplejszy. A to ciepło napływało do serca Orka budząc w nim żądze, żądze zapachu krwi i beztroskiego mordu...
Ruszył powoli w dalszą wędrówkę. Odczuwał że dostał tchnienie, dostał obrazy od potężnego.
Widząc pierwsze ogromne węże wyłaniające się z pustyni, uśmiechnął się szeroko ukazując brudne zęby i z imieniem Dywadosa ruszył ku nim z wielkim Toporem w ręce...