Piasek leniwie przesypywał się w klepsydrze...
Wieczorny spokój przerywa anomalia.
Pojawia się on... a może ono? Wynaturzenie spojrzało na dwóch świadków wydarzenia.
Odegrają swoje role..
Nie dziś, nie teraz.
Kiedy?
Przymknęła powieki chłonąc skórą twarzy ostanie ciepłe promienie zachodzącego słońca, a kosmyki włosów, poruszane lekkimi podmuchami wiatru, delikatnie łaskotały jej policzki. Luis siedział tuż obok i delikatnie uderzał palcami w struny instrumentu. Rozmowa toczyła się leniwie, bo i atmosfera była spokojna i niemal sielska. Wycieczka na wyspę okazała się interesująca i Shaitana cieszyła się, że tak chętnie się na nią zgodziła. Ukryta kotlinka okazała się oazą zieleni, zamieszkaną jedynie przez ptactwo i wiewiórczą rodzinę.
Nagle coś zahałasowało w pobliskiej kępie krzaków. Kobieta uniosła powieki, a Luis podniósł wzrok znad instrumentu. Trzask powtórzył się, a ich zaintrygowało to na tyle, by porzucić swoje leniwe pozycje i podejść bliżej. Kiedy jednak powietrze zaczęło pękać tuż przed nimi, a powstałej szpary poczęła wypływać gęstniejąca momentalnie masa, oboje zamarli w niemym przestrachu. Czuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła ściśniętego lękiem. Masa zaczęła formować się w człekokształtną istotę. Jej ramiona były nieproporcjonalnie długie, ciągnęły się za nią, kiedy zaczęła poruszać się w ich kierunku. Shaitana cofnęła się powoli, kątem oka rozglądając się za miejscem, w którym zostawiła swój kostur. Nagle istota jęknęła jakby z bólu i osunęła się na ziemię. Z jej otwartych ust wydobywało się rzężenie przerywane niewyraźnymi sylabami. Kobieta spojrzała na półelfa i lekko skinęła głową. Powoli podeszli do ciężko łapiącej powietrze istoty. Przez środek jej tułowia przebiegała krwawa szrama, będąc najwyraźniej źródłem cierpienia. Nie odrywając wzroku, Shai wsunęła dłoń do podręcznej torby i wysupłała z niej buteleczkę z leczniczą substancją. Odkorkowała ja szybkim ruchem i wylała wprost na ranę, która powoli zaczęła się zasklepiać. Oddech przybysza powoli się wyrównywał, a on sam po chwili stanął na nogach. Jego ciało zaczęło znów się przeobrażać, aż przyjęło ludzki kształt. Jedynym co w tym momencie sprawiało, że wyglądał niezwykle, były jego intensywnie fioletowe oczy. Wpatrywali się w niego w milczeniu, a kiedy się odezwał, w jego głosie prawie nie było czuć już bólu.
I kiedy po kilku dniach kobieta próbowała dokładnie przypomnieć sobie jego słowa miała z tym niemały problem. Pamiętała monetę, która zawisła w powietrzu jakby czekając na ostateczne rozstrzygnięcie, płaszcz przybysza, ozdobiony runami i okiem Requanisa, które zdawało się przewiercać ją na wskroś. I jego słowa: ,,Oboje odegracie swoje role..."
Naturalnie, że wszystko ma swój początek i koniec - rzekł stary człowiek do młodzieńca, który siedział obok niego. Łowili ryby, w niespokojnej od wiatru wodzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego ,gdyby nie niebo... Wielokrotnie ostatnimi czasy widywano fioletowe błyskawice oraz smugi świetlne tego samego koloru, które przeszywały najpotężniejsze z chmur.
-Dziadku, czy to prawda? Odnaleziono Dziedzictwo? - Zapytał chłopiec, zawirowała woda.
- Owszem, kości zostały rzucone. - Odpowiedział człowiek z wędką, typowym, starczym i smutnym głosem.
Dlaczego się tak dzieje? Co nas czeka? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie..
Istoty magiczne od wielu miesięcy pojawiały się w różnych częściach świata. Próbowały uciekać, ostrzegać ludzi.. ingerować w ich życie. Naturalny porządek został zniszczony, czas płynie teraz inaczej. Każda sekunda przybliża nas do ostatecznego sądu - Głoszą wróżbici.
Czyżby było w tym nieco prawdy? Według naszych informatorów niejaki Lord Varthorn, o którym było swoją drogą głośno przez ostatnie można by powiedzieć lata, jest o krok od złożenia kompletu starożytnych artefaktów. Wszyscy wiemy, że dysponuje on jakąś magią, czymś wyjątkowym. Niestety nasz dziennikarz nie otrzymał zezwolenia na wywiad. Rzekomo Lord jest niezwykle zajęty jakąś pracą badawczą.
Nienaturalne zjawiska, objawienia, nocne mary - wszystko to nasila się, z dnia na dzień.
Czekamy na apogeum?
Mortes Yoils dla "Głosy z Brytanii"