Słup światła wystrzelił z okolic jeziora nieopodal Cove. Stary pustelnik domyślał się co może to oznaczać.
Czym prędzej wyruszył na miejsce, parę innych ciekawskich osób ruszyło z nim. Wystarczyło jedynie wyjść za bramę miasta i przejść parę kroków za miastem.
Gdy przybył na miejsce ujrzał przyczynę zjawiska. Czarownik rozpoczął swój szalony rytuał, siedem artefaktów miało zostać złączone w jeden niesamowicie potężny relikt.
- To Varthorn! - krzyknął ktoś z tłumu.
Z każdą chwilą robiło się coraz groźniej. Ziemia się trzęsła. Magiczna energia gęstniała wokół ołtarza.
Jesteśmy zgubieni! Przestań szaleńcze! - krzyczał bezsilny starzec.
Paru śmiałków próbowało dostać się do czarownika, jednak w mistycznym kręgu czekała na nich śmierć.
Pustelnik wyszeptał - "Nikt nie może go powstrzymać... jest już za późno..."
Magiczna energia była niemal namacalna, gdy artefakty utworzyły nasycony magią przedmiot, przypominający nieco większą różdżkę. - było to legendarne Dziedzictwo Mistrzów, z którego co chwila przeskakiwały zielonkawe błyskawice. Czarownik wziął relikt do ręki.
"Niebawem to ja będę jednym z bogów nieszczęśnicy! To ja będę waszym władcą!" - chełpił się Lord Varthorn.
Nagle stało się coś nieoczekiwanego. Za plecami niczego niespodziewającego się czarownika pojawiła się tajemnicza postać.
Nie minęła chwila, gdy serce zostało wyrwane z klatki piersiowej Lorda Varthorna, a nieznana wszystkim osoba trzymała je w swojej zakrwawionej dłoni.
Pustelnik wiedział kto się zjawił...
To Morkar! - wykrztusił z siebie - To Pan Intryg!
Milczący Pan rozejrzał się i bezczelnie podziękował zgromadzonym wokół ołtarza tłumowi za tak liczne przybycie.
Podniósł Dziedzictwo Mistrzów i z niewyobrażalną siłą rzucił nim w jedną z gwiazd na niebie.
Gwiazda została zniszczona, a pozostałe zadrżały. Jeden z gwiazdozbiorów zapłonął pomarańczową barwą.
W tym momencie świat oszalał, ziemia drżała niezwykle mocno, nieumarli zaczęli wstawać z grobów. W Trinsic otworzyły się bramy do piekieł - miasto zostało zawłaszczone przez potężne biesy.
Przejrzyste jezioro przy którym stali zebrani zmieniło się w czarną breje.
Łza spłynęła po policzku starca. - On zniszczył Erenthie, boginie sprawiedliwości! Jesteśmy zgubieni! Koniec świata! Wizja się dopełnia! - krzyczał. - Błagajmy naszych bogów o łaskę! Błagajmy ich o litość!
Zgromadzony tłum zaczął się modlić, wielu z nich nie robiło tego od bardzo dawna, jednak z każdą chwilą modlących się było coraz więcej.
Otworzyły się niebiosa, z których bił niewyobrażalny blask.
Wszystkie istoty na ziemi usłyszały głos. Był to głos samego Stwórcy - Ahn'bysa.
Ojciec Świata kolejny raz okazał swoim dzieciom litość, jednak ktoś musiał ponieść karę.
-Potężna magia, którą posługiwał się czarownik zostanie wymazana. Bogowie którzy nie dbali o swoich wyznawców, a jedynie o własne sprawy staną się śmiertelni, stracą część mocy i zostaną strąceni na ziemie. Muszą odbyć pokutę za swoje grzechy wśród swoich wyznawców. - grzmiał głos z niebios.
W tej chwili 16 gwiazd zaczęło spadać ku ziemi. Potężny głos ucichł, a anomalie wywołane wymazaniem jednego z bóstw ustały.
Ołtarz na którym powstała broń zdolna zgładzić Erenthie pochłonęło czarne jezioro.
-Wizja się dopełniła! Nadeszła Wojna Bogów! - ostatkiem sił wykrzyczał stary pustelnik.
Zgromadzeni ludzie w milczeniu zaczęli rozchodzić się z miejsca, część z nich, tak jak starzec, wyruszyła ku świątyniom.
Po paru dniach, stary pustelnik ponownie przybył nad czarne jezioro, zwane "Łzą Erenthii".
W miejscu gdzie stał mistyczny ołtarz ustawił kamienną tablicę. Chciał upamiętnić to przerażające wydarzenie.
(http://desmond.imageshack.us/Himg407/scaled.php?server=407&filename=zaerenthii.jpg&res=landing)
- Miejcie oczy otwarte - Wyszeptał starzec - oni od dziś są wśród nas.. Są gotowi walczyć o odzyskanie dawnej potęgi. Bogowie są jednoznacznie z nami związani - Głosił stojąc na kilku drewnianych skrzynkach nieopodal banku Yew.
Jeden ze zgromadzonych, wśród zebranych zdjął kaptur.
Ich oczy ujrzały twarz, której nigdy nie zapomną.
To jedna z gwiazd ...
**
Pajęczaki ruszyły wgłąb podmroku, jakby za czyimś rozkazem. Tysiące mil podziemnych korytarzy dzieli je od upragnionego celu. Jedna z gwiazd jest wśród nas... Otworzyła oczy, pośród całkowitej ciemności..
Ten świat już od dawna należał do niej...
(http://i.imgur.com/WosSw.png) (http://imgur.com/WosSw)
Nastał czas prawdziwej wiary.
Kres fałszywych wyznawców.
Jedna z gwiazd jest wśród nas, najjaśniejsza dla wszystkich spośród mrocznych elfów.
Coś mnie sprowadziło...
Coś kazało mi tu przyjść...
-Świątynia.
[...]
Na kolana głupia ! - kapłanka świątyni wypowiedziała pewnie w stronę nowo przybyłej kobiety
Ta spojrzawszy na drżącą kapłankę, zdezorientowana padła obok niej widząc jedynie wielkie odnóża pająka
Jeden moment, jedna chwila... niesamowity ból przeszył głowę Ehrmaty...
*złapała się za skroń*
Coś jej podpowiadało - "Zrobić wszystko...co wiąże się z chaosem - potrzebna jest ofiara.... "
(http://desmond.imageshack.us/Himg513/scaled.php?server=513&filename=42018070.jpg&res=landing)
Niech się spełni wola Lloth ! - odparła dumnie uderzając ponownie w kapłankę ostrzem topora
(http://desmond.imageshack.us/Himg502/scaled.php?server=502&filename=65621077.jpg&res=landing)
Świątynie ogarnęła ciemnośc...
(http://desmond.imageshack.us/Himg195/scaled.php?server=195&filename=79241690.jpg&res=landing)
Kobieta z obłędem w oczach nie wiedziała co tak naprawdę się dzieje, padła na ziemie robiąc przy tym wielki huk...
[...]
ocknąwszy się, spojrzała leżące obok ciało kapłanki i świeżą kałuże krwi...
(http://desmond.imageshack.us/Himg542/scaled.php?server=542&filename=46168401.jpg&res=landing)
(http://desmond.imageshack.us/Himg840/scaled.php?server=840&filename=14479975.jpg&res=landing)
Wola Lloth... ofiara spełniona... - odparła z opanowaniem
Po wielkim incydencie Lorda Varthorna, niebiosa zapłakały łzami gwiazd, które przed upadkiem rozbłysły swój ostatni raz.
Teraz gdy niebo pozbawione ich blasku, okrywa ziemie Sosarii ciemnym płaszczem i rzucając swój cień, budzi nieumarłych z wiecznego snu.
Prorocy rozgłaszają że nastaje koniec świata i zapowiedzieli pojawienie się szesnastu bogów, kroczących wśród śmiertelnych.
Wielu temu zaprzecza, jednak nieliczni powiadają że widzieli samego Netherila pod postacią zakapturzonego, zgarbionego starca, który anemicznie poruszając się po cmentarzach, wchłania w siebie zbłąkane dusze.
Nawet spirytyści czują że ich moce znacznie osłabły, przez jakaś nierównowagę za niewidoczną kurtyną świata śmiertelników.
Pewne jednak jest, że umarli powstają z martwych i opuszczając swoje krypty, wywołując spustoszenie i liczny mord.
Mury miasta Trinsic zostały już obalone przez legiony nieumarłych, które rozsiewając panikę wśród mieszkańców, zostawiają po sobie stosy zabitych ciał i zamieniając miasto w ogromny cmentarz.
(http://images35.fotosik.pl/1549/115965e4e2cf764e.jpg) (http://www.fotosik.pl)
Spotkanie na szczycie - w podziemiach
Informacja o spotkaniu i jego miejscu nadeszła w ostatniej chwili. Wielka tajemnica. Nikt by przecież nie wpadł, że odbędzie się ono w takim miejscu.
W sali było tłoczno. TŁOCZNO! Nie uświadczyła chyba takiego ruchu odkąd ją budowano. W sumie nie ma się czemu dziwić, lokalizacja fatalna, śmierdzące zadupie. Tubylcy też nie do rany przyłóż. Ale Cesarza mają! To chyba nieźle.
Co zaś do zebranych, same sławy. Mali, duzi, starzy, młodzi, ewentualnie plus jeden nieumarły ale kto go tam wie.
W powietrzu oprócz odoru trupa i kiełbasy wisiało również wyczekiwanie. Na scenę wyszedł i przemówił ten co najczęściej kłamie. Brzmiało jakby mówił prawdę. Trochę tak złowieszczo. To był dopiero początek. Przemawiający usiadł na kamiennej ławeczce a na scenę wkroczył gwóźdź programu.
Wyglądał imponująco i nie. Trochę zwyczajnie, trochę tajemniczo. Właściwie, to tak nijak ale jednak dostojnie. Blady trochę taki, jakby się ciągle w cieniu przed słońcem chował. Niby w sile wieku a zgarbiony i chrychający. Głos z gardła wyciskał jak z rurki. Usta układał tak, jakby dopiero niedawno się ich dorobił.
Elf spodziewał się, że przybysz będzie wyższy.
Zebrani wpatrywali się w niego jak w statuetkę. Z namaszczeniem wdychali kurz, który wzbijały jego bose stopy. Dało się słyszeć okrzyki zachwytu. Podobno po całym zajściu sprzątacz znalazł podejrzane plamy na jednej z ławek gdzie siedział Cesarz, ale to mogą być jedynie złośliwe plotki pospólstwa.
Będzie się działo.
Jeden z szamanów był niespokojny a wzrok jego na posążku Luny skupiony był. Najwyższy kapłan Luny wskazał dla sfory wejście do świątyni:
- Udajmy się złożyć dary i cześć za łaskę jaka na nas dziś zstąpiła.
Szept Luny rozłożył na ołtarzu dary. Widok był pokaźny. Dzieci Luny i Gaverina złożyły pokłon jednoczesnym skowytem do księżyca.
Powietrze wokoło wydało się gęstsze a ślepia likanów dostrzegły wielkiego wilkołaka o sierści niczym mgła. Wpatrywał się w nich na każdego innym łbem mierząc. Skowyt niósł się po całych krainach Felucji w tej też chwili trzygłowych bestii pojawiło się kolejnych trzech.
Cztery wilkołaki stały otoczone przez nie znanych im stworzenia. Każdy z nich przybrał już formę bojową Crinosa i czekał na reakcje intruzów.
Księżyc rzucił bardzo jasny słup światła na miejsce zdarzenia ukazując srebrzystą niczym gwiezdny pył wilczyce.
Lupus przemówił anielskim głosem.
- Dlaczego jest was tak mało ? Niech kapłan i alfa wystąpią i staną bliżej.
Wszyscy pełni podziwu wpatrywali się w Lune jedynie opiekun świątyni wystąpił.
Bogini spojrzała na niego.
- Gdzie jest alfa ? - głos stał się nieco chłodny.
- Niestety nie ma go wśród nas - odrzekł z pokorą kapłan
Widać było złość i zawieść w oczach Luny. Nakazała by szaman wyznaczył nowego przywódce stada, który je poprowadzi wprost na wroga. Donar, bóstwo nakazujące swym wyznawcom śmierci wynaturzeniu i zła...
Szept Luny wziął do siebie słowa matki skierował się do komnat pogrążając się w rozmyśleniach natomiast dla pozostałych nakazał odszukania świątyni Donara. Trzy wilkołaki ruszyły wytropić wyznawców i odszukać świątynie. Zabijały i rozszarpywały wszystko na swojej drodze Trinisic mimo spustoszeń spłynęło raz kolejny krwią. Ucierpiała na tym świątynia Methestela. Główny kapłan został rozszarpany a jego akolita pożarty przez towarzyszącego im protektora Luny.
Odnalezienie właściwej świątyni zajęło cały dzień dopiero gdy słońce skończyło swój spacer po nieboskłonie Likanie wkroczyli. Szakal z Brunatnym Wilkiem plądrowali świątynie. Mglisty Szept wdrapał się na najwyższe miejsce i triumfalnie zawył do księżyca. W całym Trinisic słychać budzące lęk wycie wilków i wrzaski ostatnich żywych istot...
Trzech sposród stada zebrało się w kapliczce przed ołtarzem Luny i Gaverina. Był to wieczór, a słońce załamywało sie juz za horyzontem barwiąc niebo na czerwono. Wilkołaki były już gotowe do polowania, pozostało tylko czekać...
Jednak tego co nastąpiło nie przewidział żaden z nich. Zanim księżyć wyłonił się jako następca słońca w powietrzu dało się odczuć duszący dym. Wilkołaki oddzielone od mocy swej Matki padały na ziemie kompletnie bezbronne. Śmiertelne wdechy osłabiał ich z każdą chwilą... Jednak tylko dwaj odczuwali uścisk zbliżającej się śmierci. Trzeci, najmłodszy z nich stał kompletnie ogłupiały nie wiedząc co się dzieje. Zemsta Donara - z trudem wycedził niemalże nieprzytomny Mglisty Szept, gdy Księżycowe Szczenie zdołał się otrząsnać i jak najszybciej pomógł swym towarzyszom opuścić miejsce objęte klątwą. Było to najwidoczniej zadośćuczynienie za splądrowanie światyni...
Księżyc rozbłysł po nocnym niebie swą okazałością. Rozpoczęła się przemiana, która była jedynym ratunkiem ledwo żywych wilkołaków. Minęło kilka chwil, gdy stały już w pełni sił niewzruszone obrażeniami odniesionymi nie tak dawno. Ich oczy płonęły czerwonym blaskiem pełnym wściekłości i chęci rewanżu. Gdy opuścili swe legowisko rozległ sie huk, a z nieba zstąpił Strażnik Światynny - anielskie stworzenie nasycone mocą Donara. Rozpoczeła się walka. Wilkołaki skakały jeden nad drugim zbliżając się do przeciwnika i zadając liczne cięcia na jego ciele. Bitwa była czasochłonna, a jej pole pochłonęło cały las Cove. Strażnik był już na skraju wyczerpania, a jego moc słabła w czasie kiedy Furia wilkołaków rosła ożywiając ich ciała do walki. Księżycowe Szczenie nie kontrolujące jeszcze do końca swojej mocy obserwowało wymiane ciosów czekając na okazje, aby doskoczyć do przeciwnika i wymierzyć mu celne uderzenie po czym spowrotem wycofać się na bok. Była to bardzo skuteczna taktyka, szczególie biorąc pod uwagę, że dwóch pozostałych radziło sobie świetnie, a spotkanie sam na sam z wrogiem mogłoby okazać się śmiertelne. Nadeszło ostateczne starcie między wrogimi stronami. Strażnik Świątynny po nieudanej próbie powalenia Mglistego Szeptu odsłonił się, a ten zatopił swe szpony w jego klatce. Brunatny Wilk wspierający w boju swego towarzysza nie czekał długo po czym skoczył do szyji przeciwnika i wgryzł się rozszarpując jego krtań. Strażnik lezał martwy, a moc Donara uniosła sie ku przestworzom. Dumne wilkołaki ustawiły się wokół swej ofiary, a Brunatny Wilk ułożył przednie łapy na truchle po czym wygiął się ku górze i zawył doniośle, a jego potężny ryk rozległ się po okolicy głosząc zapowiedź odrodzenia potęgi stada.
Wilkołaki wróciły do Kapliczki, gdzie Mglisty Szept złożył dary złożone z wnętrzności ofiary. Nagle plac wypełniło jasne światło, które odbijając się od figurki Luny stworzyło jej realnie widzialny obraz. Dzieci Nocy pokłoniły się oddając jej największy hołd i zapowiadając dalszą wojnę z Donarem i jego sługami...
(http://wstaw.org/m/2012/08/04/1_png_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/h/4f387765227/)(http://wstaw.org/m/2012/08/04/3_png_300x300_q85.jpg) (http://wstaw.org/h/22357fae8b9/)
Gdy bogowie odchodzą w zapomnienie rozproszone stado polowało a dary i trofea z każdego polowania stawały się coraz liczniejsze. Wtedy raz kolejny srebrzysta wilczyca ukazała się swym dzieciom. Czując swą coraz większą siłę dzięki stadu jej ślepia okazywały radość. Jednak nie trwała ona długo bowiem Pani nocy ponad wszystko stawiała przyszłe losy swoich dzieci.
Przyszłość ta była niepewna wiedziała, że jeśli tak dalej będzie stado osłabnie a w pojedynka sobie nie poradzą.
Powołała zatem Alfe - najsilniejszego i najbardziej żywego wśród nocnych łowców. Luna naznaczyła go tworząc miedzy Alfą a sobą więź krwi. Tamtej nocy wilczy skowyt unosił się wśród lasów i gór nawet sama Luna dołączyła do chóralnego przedstawienia odradzającej się siły.
Stado szybko zebrało się w stabilną watahę. Świątynia wroga Luny została zbezczeszczona a sam Donar coraz mocniej słabł tracąc kolejnych sługów oraz wyznawców.
Mglisty Szept obiecał osłabić Donara i rozerwać go w darze Lunie.
Stado szykuje się do kolejnych działań... śmiertelni bogowie stąpający po ziemi wiedzą, że "Wojna Bogów" nadal tra i każdy z nich może paść ofiara...
Kolejna noc przyniosła ze sobą kolejne zebranie likantropów. Omawiali bardzo długo jak uderzyć i kiedy.
Zdecydowali się uderzyć w dzień gdy nikt nie będzie się tego spodziewał. Zabrali ze sobą pochodnie, naftę oraz wiele beczek z najbardziej wybuchową substancją.
Gdy już byli na miejscu obraz zrujnowanej świątyni ukazał się ich ślepią. Przed zniszczeniem na pewno była okazała i piękna jednak teraz jej widok większość przyprawiał o politowanie. Wilkołaków jednak cieszył tak bardzo jak cieszył on Lune.
Stado weszło do środka rozkładając beczki wszędzie tam gdzie wybuch mógł narobić największych strat. Ostatnią beczkę szponem przebił alfa ciągnąc za sobą drewniany pojemnik tak by substancja się rozlewała. Rozszarpane Serce wraz z Szept Luny i Karmazyn Nocy rozlewali naftę. Młoda Wilczyca przyglądała się mocując beczkę w rogu.
Całe stado wybiegło przed świątynie i rzuciło do środka pochodniami.
Budynek zaczął płonąć oraz walić się pod naporem wybuchów.
(http://img15.imageshack.us/img15/5533/donar2.jpg)
(http://img542.imageshack.us/img542/9731/donar3.jpg)
Stado przyglądało się zbliżającej się klęsce Donara czekało na Niego i resztkę jego sługusów.
(http://img713.imageshack.us/img713/9370/donar4.jpg)
Donar nie kazał im długo czekać a przed wejściem pojawił się jego sługa. Odgrażania oraz próba odpędzenia stada słowami nie powiodły się. Wataha ruszyła w stronę strażnika.
(http://img96.imageshack.us/img96/4020/donar5.jpg)
Wilki uporały się z nim szybko strażnik nie wiedział z której strony nadejdzie atak. Były wszędzie wbijały swe kły z każdej strony. Strażnik poległ a poszarpane truchło Mglisty Szept wrzucił do płonącej świątyni. Szept Luny przyzywał Donara by się objawił i nie chował w chwili klęski. Skowyt szamana był piekielnie głośny i potrafił sprawić, że każdy przez chwilę zastygał nieruchomo.
(http://img26.imageshack.us/img26/497/donar6.jpg)
(http://img824.imageshack.us/img824/5972/donar7.jpg)
Naglę jasny rozbłysk pojawił się wśród ognia i wyskoczyła z niego srebrzysta wilczyca - Luna.
Całe stado padł przed nią oddając cześć. Młoda Wilczyca pierwszy raz na swe oczy dostrzegła znakomitą Lune jej podziw był nieopisany a sama zamarła bez ruchu.
Luna oznajmiła, że Donar wysłał swe sługi by dokonały zniszczenia na wyspie w świątyni Luny.
Mglisty Szept spojrzał na szamana ten bez słów wiedział co zrobić. Udał się na wyspę za pomocą magii księżyca i wezwał stado wprost na wyspę.
Stado walczyło dzielnie jednak słudzy Donara też nie byli słabi. Alfa nie wykazał się tym razem wielkimi zdolnościami przywódczymi. Sytuacja wymykała się z pod kontroli lecz wilki walczyły dzielnie. Szept Luny doskonale poradził sobie w osłabieniu wroga i tym samym przyczynił się na przechyleniu szali na stronę stada.
Gdy ostatni z napastników wyzionął ducha pod naporem wilczych kłów, które ściągnęły skrzydlatą postać na ziemie stado udało się do świątyni matki.
(http://img37.imageshack.us/img37/9897/donar8.jpg)
(http://img850.imageshack.us/img850/3134/donar9.jpg)
Po zakończeniu modłów i podziękowań dla Luny za siłę oraz udane łowy całe stado rozpoczęło chóralne przedstawienie wyjąc ku białej tarczy na tle czarnego nieba.
To ktos sie jeszcze w to bawi? :P
Nadchodziła noc, księżyc zaczynał swoją wędrówkę ukazując swe oblicze mieszkańcom Sasori. Synowie Luny zbierali się na wyspie. Tej nocy wszystko wydawało się spokojne zwiastowała to błoga cisza. Gdzieniegdzie słychać było jedynie powarkiwania oraz rozpoczynające się pieśni wilków. Wzrok jednego z likan przykuł Niosący Światło, strażnik świątyni Luny. Wilkołak zaczął dziwnie się wykrzywiać próbować wyć jednak wydawał z siebie jedynie ciche skomlenia. Po chwili wszystkie dzieci Luny zaczęły odczuwać narastający ból w okolicach grzbietu. Wykręcając się i drapiąc z bólu słyszały zbliżający się wilczy skowyt. Z zarośli zaczęły się wyłaniać coraz liczniejsze sylwetki wilkołaków. Słychać było warkot, który był coraz głośniejszy wraz z pojawiającym się nowym wilkołakiem. Mglisty Szept podbiegł na środek placu. Postawił uszy i ogon sierść na jego grzbiecie zjeżyła wargi odsłoniły kły warcząc przeciągle. Młode szczenie obserwowało zbliżające się wilkołaki warcząc jakby ostrzegał by się nie zbliżały. Szaman obserwował zajście przyjmując postawę bojową. Nagle z gęstwiny wyskoczyły dwa wielkie osobniki. Każdy z nich miał trzy wielkie łby zakończone szpiczastym ogromnym pyskiem uzbrojonym w zakrwawione kły. Alfa podparł się na przednich łapach zaparł tylnymi i wydobył z siebie potężny skowyt, który niósł się po całej wyspie trwał długo i był bardzo przeraźliwy. Oznajmiał dominacje jak i rozkaz by przybysze się podporządkowali. Obce dzikie stado nawet nie drgnęli. Wściekłe wilkołaki rzuciły się na trójkę wilczych braci. Oczy ich przejawiały furie lecz były inne niż zwykle. Pokryte były fioletową poświatą a z ich pysków toczyła się fioletowa spieniona ślina. Wyglądały jak opętane dlatego stado Luny nie wahało się zatopić swych kłów w ciele pobratyńców. Walka nie trwała zbyt długo. Łapiąc silnymi szczękami ostatniego trzy głowego olbrzyma jeden z likan pociągnął go mocno powalając na ziemie a dwóch pozostałych szybkim skokiem byli już przy gardłach rozszarpując je. Uważnie rozglądali się czy to już wszyscy. Wyglądało, że nikt więcej nie czai się w zaroślach. Stado dobijało tych którzy jeszcze się poruszało. Plac przed świątynią zamienił się w pobojowisko wyścielone dywanem ochłapów mięsa flaków krwi i ścierwa wilkołaków. Mglisty Szept stąpając wśród martwych braci usłyszał głos. Poczuł jak furia ogarnia i jego. Oczy alfy stawały się takie same jak napastników. Głos mówił "Zabij ich..", "Zabij wszystkich..". Próbował stłumić głos jednak nic nie mógł poradzić. Odwrócił się w stronę swojego stada i rzucił się rozszarpując wszystkich. Po zamordowaniu swoich braci stał otępiale jak czyiś sługa czekający na kolejny rozkaz. Gdy rany Szeptu Luny i Młodego Szczeniaka zaczęły się powoli goić Mglisty Szept usłyszał kolejne głosy. Obudź się.. mówiły "Dość już.." Alfa rozejrzał się zdziwiony cofnął się widząc wśród ciał napastników ledwo żyjących członków stada. W tej samej chwili miał przebłyski wizji, przypomniało mu się jak własnymi szponami i kłami zabił Młode Szczenie i Szept Luny. W tej samej chwili z świątyni wybiegł Echo Nocy. Alfa nękany wyrzutami oraz mętlikiem w głowie wbiegł do świątyni matki. Padł na ziemię chyląc pysk do samej posadzki. Zawył przywołując Lune. Prosił ją o siłę by zwalczyć to co go opętało, prosił o wsparcie. Poczuł łaskę matki jego ciało przestało już drgać myśli się uspokoiły...
Wybiegł ze świątyni wyjąc triumfalnie. W tym samym czasie przed oczyma ukazała się postać. Widział różne rzeczy jedną z nich była Luna uśmiechała się do niego czuł się jak w raju nic się nie liczyło. Skakał merdał ogonem skomlał i łasił się jak głupi mały szczeniak. Chwilę po tym patrzył na jaskinie. Wchodząc wgłąb dostrzegł rząd kolumn bogatą zieleń.
(http://img189.imageshack.us/img189/4075/wizja2.jpg)
To było dziwne. Woda kapała z góry tworząc małe zbiorniki. Dostrzegł postać, była zakapturzona co uniemożliwiało mu zobaczenia jego oblicza. Trzymał wilka na ołtarzu...
W rzeczywistości stał patrząc otępiale przed siebie.
(http://img221.imageshack.us/img221/7374/mglistyszept.jpg)
Mimo iż wszystko rozgrywało się w jego głowie widząc pewny opadający cios sztyletu jego ciało się zatrzęsło.
Wtedy też dostrzegł jego twarz kaptur podczas tego ciosu częściowo zsunął się z jego głowy.
Wtedy też obraz zanikł. Okazało się, że wizje miał każdy ze stada.
(http://img823.imageshack.us/img823/9391/wizja6.jpg)
Likanie ruszyły w poszukiwanie owego miejsca, to było lico Donara...